Paradygmat rozwoju

Bo przyssiemy się do rosyjskiego smoczka?

 Problem alternatywy strategicznej w ogóle nie jest w naszym kraju rozważany. Dopiero reperkusje szczerej wypowiedzi pana ministra spraw zagranicznych w amerykańskiej prasie opiniotwórczej nawołujące Polskę do udowodnienia, że jest warta sojuszu z USA spowodowały lekkie drgnięcie. Podobno Polska przyssała się do amerykańskiego smoczka i ssie ile wlezie. Z polskiej strony wygląda to oczywiście inaczej, nasze elity traktują amerykańskie gwarancje jako coś, co się nam geostrategicznie należy i kropka. Tymczasem rzeczywiście w relacjach z najpotężniejszym krajem na świecie liczą się nie emocje i kolorowe wstążki, ale czysty pragmatyzm i interesy – konkretne pieniądze, które są do zarobienia lub które trzeba zapłacić!

Teoretycznie ujawniony w nagraniach model geopolityczny po nałożeniu na wcześniejszą oficjalną retorykę naszego rządu i popierającego go opiniotwórczego establishmentu jest mniej więcej taki, że jesteśmy korkiem blokującym zmianę niemieckiej polityki na tradycyjną, właśnie dzięki gwarancjom USA, które także zabezpieczają nas przez narzucaniem nam woli przez Federację Rosyjską.

Wszystko wspaniale, jednakże problem polega na tym, że blokowanie rozwoju naturalnych relacji pomiędzy Rosją a Niemcami, a właściwie szerzej, bo pomiędzy Rosją a Europą NIE LEŻY W NASZYM INTERESIE NARODOWYM, co najmniej na dwóch płaszczyznach. Po pierwsze ekonomicznej, albowiem zarabiamy właśnie dzięki sąsiedztwie z potężnym Berlinem a nie Waszyngtonem, a po drugie czysto polityczno-militarnej, albowiem nie da się zapewnić nam bezpieczeństwa bez taktycznej broni jądrowej oraz armii, zdolnej odeprzeć zagrożenie konwencjonalne. Po prostu nie da się zbudować pomiędzy Rosją a Europą płotu, na którym nawiniemy trochę drutu kolczastego i naiwnie będziemy oczekiwać, że sąsiedzi będą przechodzić przez furtkę, którą łaskawie otworzymy lub przymkniemy. To nie jest możliwe, po prostu tak nie można nawet myśleć, chyba że chcemy przestać biologicznie istnieć starci w proch i zapomniani w historii!

W naszym interesie jest wypracowanie alternatywy strategicznej wobec relacji z USA, która będzie miała co najmniej dwie opcje. Po pierwsze musimy stać się nie barierą, ale łącznikiem pomiędzy Europą a generalnie rozumianym Wschodem. Po drugie musimy demonstracyjnie pilnować swoich interesów tam, gdzie generujemy zbyt na naszą pracę – czyli w Brukseli. Z Polski najkrótsza droga do Brukseli prowadzi przez Berlin i nie można o tym zapominać! Przynajmniej w swojej polityce nie powinniśmy robić niczego takiego, co mogłoby zniechęcić Berlin do modyfikacji pryncypiów swoich nastawień strategicznych, ponieważ powstrzymać Niemców nie powstrzymamy, ale z pewnością możemy być kamyczkiem, który negatywnie przeważy szalę w ich polityce.

Nie da się po prostu zrozumieć naiwności naszych elit, którym prawdopodobnie marzy się mniej więcej taki status Polski jak pewnego niewielkiego kraju na Bliskim Wschodzie, który jest niezmiernie wspierany przez USA od lat. Czy naprawdę chcielibyśmy żyć w cieniu Iskanderów? Czy naprawdę naszym przeznaczeniem strategicznym musi być permanentna konfrontacja z Rosją? Co takiego powoduje, że nie możemy współdziałać i chociażby współistnieć jako kraje partnerskie na jakimś tam szczeblu relacji? W tym jeszcze skutecznie przeszkadzając w rozwoju europejskiej polityki zbliżenia i współpracy z Rosją, którą przez lata bardzo skutecznie realizowały Niemcy – przyciągając Rosję jako ważnego partnera o strategicznym znaczeniu dla Unii Europejskiej.

Do póki nie wyzwolimy się z naiwności myślenia o relacjach transatlantyckich z perspektywy ssania amerykańskiego smoczka, do póty nie będziemy tak naprawdę krajem suwerennym, zdolnym do formułowania własnej polityki, leżącej istotnie w naszym interesie narodowym. Nie możemy patrzeć na sojusze z perspektywy potrzeb i kosztów utrzymania członkostwa w nich, ale z perspektywy własnych interesów, a te mówią że ponad 70% wymiany handlowej mamy z Unią Europejską! Jeszcze nie tak dawno nawet nasi rządzący podkreślali z dumą, że to właśnie siła naszej gospodarki i jej mocne unijne zakorzenienie jest najlepszą gwarancją naszego spokoju i bezpieczeństwa! Jeżeli tak jest, a rzeczywiście tak jest – pozostaje po prostu przyjąć Euro i być Europejczykami, a to oznacza w konsekwencji normalizację nastawień i samej polityki wobec Federacji Rosyjskiej. Nie mamy co liczyć na Waszyngton, naprawdę bez złudzeń! Chyba, że w Polsce pojawi się jak pisaliśmy 500 głowic jądrowych średniej mocy wraz z nowoczesnymi środkami ich przenoszenia, wówczas rzeczywiście możemy nie tylko ssać amerykański smoczek, ale jeszcze mówić – o jaki on jest wspaniały! Jednakże dzisiaj tak nie jest! I jak wszystko wskazuje tak nie będzie.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.