Paradygmat rozwoju

Przymusowe łącznie uczelni publicznych?

 Czas na przymusowe łączenie uczelni publicznych, stan jaki ma miejsce nie ma żadnego uzasadnienia w okresie spowolnienia gospodarczego i spadku ilości kolejnych roczników. To nie jest normalne, że w głównych miastach uniwersyteckich mamy po 10 lub więcej uczelni wyższych, utrzymywanych z państwowych pieniędzy. To naprawdę fenomenalne, że te uczelnie nie mogły sobie poradzić z wyżem demograficznym, a obecnie będą cierpieć ze względu na niż demograficzny.

Mamy miasta, gdzie jest kilka kierunków psychologii, kilka matematyki, kulturoznawstwo wszelakie mnoży się jak bluszcz itd. To nie jest normalne – to marnowanie potencjału i pieniędzy publicznych, o „gronostajowym” już nie wspominając.

Należy ustanowić zasadę – jedno miasto – jedna uczelnia, z odstępstwem rozróżniającym uczelnie techniczne, artystyczne i może sportowe, chociaż te można połączyć z mainstreamem. Wówczas na samym gronostajowym będą kolosalne oszczędności, a jaki postęp wyniknie z alokowania pieniędzy na programy rozwojowe i badania – zawsze opłaca się być dużym.

Środowiska pracowników szkół wyższych na to się nie zgodzą, zwłaszcza jeżeli pracują obecnie „u żłobu”, naprawdę fajnie jest w Polsce robić karierę naukową. Fajnie jest mieć sekretariat, studentów, pracowników, limuzynę, wysoką pensję, wyjeżdżać za granicę. To środowisko samo się nie zreformuje. Co ciekawe nie ma statystyk ile budżet państwa wydaje na szkolnictwo wyższe w poszczególnych miastach i jakie są z tego efekty – ile kosztuje nas jeden patent? Ile realnie kosztuje jedna praca magisterska? Ile doktorat? Niestety wszystko się liczy, mamy gospodarkę opartą na przepływie pieniądza, a tutaj właśnie wysycha strumyczek.

Nie ma co szukać ratunku w studentach zagranicznych, to kilka procent – nic więcej, studia w Polsce wcale nie są tańsze niż na zachodzie, a jak już płacić to może lepiej i więcej, ale za jakość, której polskie uczelnie nie oferują. Oferują jedynie tytuły wypisane na papierach. Może już lepiej zaoferować społeczeństwu możliwość płatnego dokształcania się? Drugie kierunki, magisterki, doktoraty? Na tym można mądrze postępując uzupełnić z 10% braków. Jednakże demografii nie da się oszukać, no może jakby rząd wprowadził jakieś masowe programy edukacyjne dla więźniów, no ale to też nie rozwiązuje problemu. Prędzej już postulowane tutaj finansowanie edukacji wyższej przy okazji pełnienia służby w formacjach Obrony Terytorialnej i Cywilnej.

Poza tym, warto wprowadzić do systemu element efektywności – najgorsza uczelnia państwowa w kraju w danym roku powinna być likwidowana, to znaczy zakaz rekrutacji i stopniowe wygaszanie. Ponieważ uczelnie są jak prawie już wszystko w tym kraju – autonomiczne, to żeby uszanować ich autonomię, jeżeli nie zechcą się połączyć – należy je po prostu pozbawić publicznych środków i przekształcić w prywatne, w których państwo będzie miało 100% udziałów a kadra po prostu by takimi podmiotami zarządzała na zasadach rynkowych.

Los uczelni prywatnych nie może być państwu obojętny, po pierwsze trzeba przejrzeć ich potencjał i rzeczywistą prace naukową a po drugie – premiować najlepsze a odbierać prawo do działalności dydaktycznej najsłabszym – nie można mieć litości, niech przetrwają w tej branży najlepsi.

Jedynym wyjątkiem – bezwzględnie dofinansowanym powinny być uczelnie mające w swoich programach kształcenie osób niepełnosprawnych, niewidomych itp. Tutaj, ze względów cywilizacyjnych – musimy zachować potencjał niezbędny do zapewnienia potrzebującym właściwego instrumentarium, przy czym uwaga – nic na siłę, lepiej scalać i łączyć – niż utrzymywać coś, co pełni bardziej funkcje socjalne niż naukowe.

Uczelnie muszą być przygotowane do spełnienia określonych standardów, tzn., dosłownie mają wypełniać limity patentów, prac naukowych, publikacji i innych – w ciągu określonych pięciolatek. Trzeba najnormalniej planować i wymagać, ci co nie będą spełniać standardów – do likwidacji. Inaczej nie wymusimy wzrostu efektywności i jakości. Nie mówiąc nawet o dyfuzji pomysłów z biznesem. Nic by nie zaszkodziło, żeby zmuszać uczelnie do poszukiwania prywatnych partnerów umożliwiających ich współfinansowanie np. w wysokości 0,5% rocznie dla uczelni ogólnych i artystycznych oraz 0,75% dla uczelni technicznych rocznie. Jeżeli coś się komuś nie podoba, niech próbuje zdobyć pieniądze na życie na wolnym rynku a nie wyciąga do państwa!

Uwaga zmiany są potrzebne od zaraz!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.