Wojskowość

Przyjmowanie do NATO krajów bałtyckich było strategicznym błędem

 Czasy, kiedy prezydent USA mówił w Wilnie, że w obliczu agresji mieszkańcy krajów bałtyckich nie będą walczyć samotnie, a wrogowie Litwy będą także wrogami USA – minęły bezpowrotnie. Śmieszność sytuacji polega na tym, że to nie było wcale tak dawno, bo 11 lat temu – w 2002 roku, jak prezydentem Polski był Aleksander Kwaśniewski a USA George W. Bush.

Obecnie USA ograniczają swoją zagraniczną obecność do minimum, a Federacja Rosyjska – jest połączona z państwami zachodnimi całym szeregiem związków gospodarczych, których nadwątlenie z powodów politycznych jest o wiele mniej opłacalne niż trwanie przy obecnym statusie quo. Jednakże w polityce liczą się żelazne fakty, do który zalicza się gotowość na najczarniejsze scenariusze. Przed władzami przyjmowanych do NATO krajów bałtyckich nikt nie ukrywał, że ich terytoria nie nadają się do jakiejkolwiek obrony w przypadku ataku w przypadku zagrożenia z tradycyjnego kierunku.

Niestety problem państw bałtyckich w przypadku agresji ze wschodu jest realny, zwłaszcza w naszym polskim wymiarze zobowiązań sojuszniczych wobec Litwy, które z powodów politycznych i trzeba to od razu uzupełnić – tylko i wyłącznie ze względu na nie przyjazną Polakom i Polsce postawę władz litewskich. Nikt, bowiem nie zmusi żołnierza polskiego do umierania za Litwę dla Litwinów – w przypadku Rosyjskiej lub Białoruskiej agresji, jeżeli kraj ten w sposób jednoznaczny nie szanuje praw polskiej mniejszości narodowej – autochtonicznej na jego terenie – w wyniku zamierzchłych procesów historycznych. Takie sprawy jak prześladowanie za bycie Polakiem, wyrażające się w zakazie zapisu imion i nazwisk w oficjalnych dokumentach w ich oryginalnym łacińskim brzmieniu języka polskiego to skandal cywilizacyjny i hańba Litwy! Nie można tego traktować inaczej niż gest nieprzyjazny. Podobnie działania rządu państwa litewskiego w pewnym okresie inwestycji Orlenu w rafinerię ropy naftowej w Możejkach – były najdelikatniej mówiąc dalekie od jakichkolwiek zasad wspierania biznesu. Dopiero skarga Orlenu do dyrekcji Generalnej KE ds. konkurencji doprowadziła do zmiany polityki kolei litewskich zajmujących się rozbieraniem torów lub zawyżaniem taryf a nie rzetelnym prowadzeniem biznesu z największą spółką we własnym kraju! Nie da się tych zachowań tłumaczyć inaczej niż akty wrogości nacechowane narodowo – do kapitału pochodzącego z Polski. Kwestię nie realizowania przez Litwę traktatu międzypaństwowego z Polską trzeba już w ogóle pominąć, jeżeli ma się do siebie odrobinę szacunku. Po prostu z krajem tak skrajnie niewdzięcznym i antypolskim jak Litwa – nie da się współpracować, a jeżeli ktoś nas kopie nie może oczekiwać od nas, że będziemy go w razie zagrożenia bronić. Nikt nie będzie wysłuchiwał nawoływań pół-faszystów, którzy Polaków mieszkających na Litwie nazywają zeslawizowanymi Litwinami i odmieńcami a w Sejnach upatrują proto-litewskiej mniejszości z rodowodem jeszcze pogańskim! Nie da się dyskutować tego typu argumentami o okupacji przez Polskę Wilna, albowiem nie tylko zmieniły się czasy i inna jest dzisiaj kwalifikacja wydarzeń z okresu II Rzeczpospolitej, ale trudno jest mówić o okupacji jednej z historycznych krain wspólnego państwa, które się odtworzyło jedynie w składzie polskiego komponentu z winy działań litewskich nacjonalistów inspirowanych z jednej strony przez ówczesny Berlin i ówczesną Moskwę! Doskonale pamiętamy zachowanie się Litwinów podczas ofensywy Armii Czerwonej na Warszawę. Tamtejsze zachowania obu narodów były znakiem tamtych czasów. Nie zapomnimy też NIGDY mordowania przez bałtów mieszkańców Warszawy i niszczenia naszej stolicy. Nie zapomnimy mordów w Ponarach! Ci bandyci mogli się cieszyć życiem tylko, dlatego bo jesteśmy spokojnymi ludźmi, którzy nie zabijają dawnych wrogów skrytobójczo, aczkolwiek w przypadku – morderców i bydlaków nie powinno się mieć żadnych oporów, najlepszy przykład dali Izraelczycy – jak należy traktować katów własnego narodu.

Jeżeli do tego wszystkiego dodamy absolutną słabość militarną krajów bałtyckich niezdolnych np. do kontroli własnej przestrzeni powietrznej – to nie można mieć złudzeń, w razie konfliktu lub jego sprowokowania – zapłacimy daninę krwi za ludzi, którzy nas nienawidzą, prześladują naszych rodaków a do tego wszystkiego przez ostatnie osiem lat przynależności do NATO nie zrobili praktycznie absolutnie nic, żeby poprawić swoje zdolności obronne.

Nie możemy się bać wymagać od sojuszników gotowości do obrony, albowiem to Polska w razie zagrożenia będzie głównym ogniwem łańcucha broniącego wschodniej flanki NATO. Kraje bałtyckie będą jedynie kulą u nogi, albowiem nie są zdolne do efektywnej obrony swoich terytoriów, jak również nie ma pewności jak się zachowają w przypadku agresji Rosji lub Białorusi na Polskę, przy równoczesnym pozostawieniu ich terytoriów w pełnym poszanowaniu. Prawdopodobnie nikt w Warszawie dotychczas nie rozważał takiego scenariusza, albowiem w ogóle mało, kto myśli w tym kierunku. Nie rozważał tego także Kwaśniewski klaszcząc Bushowi w Wilnie. Nam dzisiaj pozostała ta bałtycka żaba – polegająca na konieczności ewentualnej obrony niewdzięcznych Litwinów oraz potomków łotewskich i estońskich SS-manów!

Jeżeli więc mamy umierać za Litwinów, Łotyszy i Estończyków to stawiajmy realne żądania – domagając się ich wypełnienia przez sojuszników na tej samej flance NATO. Czy oni nam pomogą w razie zagrożenia? Tego nigdy nie możemy być pewni, zresztą biorąc pod uwagę nienawiść Litwinów do Polaków – lepiej broń nas Boże przed taką pomocą. Natomiast, co my mielibyśmy z wykrwawienia kwiatu polskiej młodzieży za zabraniających pisania nazwisk po polsku i rosyjsku Litwinów? Czy my mamy płacić za brak rozumienia demokracji i poszanowania praw mniejszości przez nacjonalistycznie nastawionych Litwinów? Czy my mamy stanąć w polu przeciwko Białorusinom i Rosjanom, tylko, dlatego bo nacjonalistyczne rządy litewskie zabraniały pisania nazwisk cyrylicą, a Łotysze i Estończycy nie uznają rosyjskiej mniejszości narodowej w swoich krajach prawie w ogóle? Czy z takich powodów mamy się poróżnić z Rosjanami?

Oczywiście, że nie! Czas najwyższy zacząć realnie formułować własną politykę zagraniczną – nie może być decyzji nieodwoływanych – inni kiedyś, też nie chcieli umierać za Gdańsk! Dzisiaj my nie mamy najmniejszego zamiaru ginąć za bałtów – jakakolwiek akcja NATO w tej mierze byłaby marnowaniem potencjału i niepotrzebnym ryzykiem strategicznym. Nie może być tak, żebyśmy ryzykowali i nadstawiali głowy, – jako pierwsi – nie mając w tym żadnego interesu, a ani w obronie Estonii, ani Łotwy nie mamy żadnego interesu strategicznego. Natomiast bronić państwa litewskiego, które programowo i systemowo nienawidzi Polaków – nie mamy najmniejszego zamiaru.

I nie powinno obchodzić nikogo w Warszawie czy polityka Litwy wobec Polski to polityka Litwinów czy obcych agentów wpływu – liczą się żelazne fakty, a one dla perspektywy obrony Litwy są smutne.

Lepiej jest stawiać niewygodne i trudne pytania naszym sojusznikom dzisiaj – niż po kolejnej przegranej wojnie zastanawiać się nad tym, kto kogo „znowu” zdradził i jak potraktował. Tu nie ma kompromisów, nie ma miejsca na narodowo-najconalistyczne fobie – tu jest po prostu wspólny interes, albowiem wielki biały niedźwiedź jest olbrzym i ma bardzo ostre kły i pazury. Mogły się o tym przekonać wszystkie narody, ze wschodniej flanki NATO. Dlatego nie ma żadnego powodu, dla którego mielibyśmy nie wymagać pragmatyzmu od naszych sąsiadów i sojuszników. Ostro, po męsku i zdecydowanie, albowiem jeżeli nie można lub nie wypada albo nie ma się odwagi powiedzieć sojusznikowi wprost w oczy, że zachowuje się niewiarygodnie, to lepiej nie mieć takiego sojusznika lub nie być w takim sojuszu.

Wyciągajmy wnioski z historii – nie wchodźmy tam, gdzie nas nie chcą. Należy podjąć istotne kroki dyplomatyczne mające na celu urealnienie polityki i możliwości obronnych sojuszu w krajach bałtyckich. Oczywiście wszystko zależy od rządów tych krajów, one same decydują o swojej polityce i one same decydują o nakładach na obronę. Dość fikcji – żądajmy faktów.

W momencie gdyby okazało się, że dowolne państwo bałtyckie zostałoby użyte do prowokacji celem wciągnięcia Polski do wojny z Federacją Rosyjską lub Białorusią – musimy umieć ocenić sytuację – na ile spowodowała to agentura w danym kraju i na co możemy liczyć i w jakim okresie. Jeżeli nie będzie innego wyjścia – trzeba będzie nawet wyjść z NATO i ogłosić neutralność – celem poszukiwania nowych rozwiązań dla bezpieczeństwa, jednakże nie można ryzykować upokorzenia przegraną wojną w obronie obcych interesów. Na to nie możemy sobie pozwolić, za żadną cenę.

One Comment

  1. Podobno Komorowski znowu został jakoś upokorzony przez prezydent Grzybowską…

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.