Przyjęcie Euro po 2020 roku?

W jednym z prawie nie komentowanych wywiadów, pan Mateusz Szczurek – minister finansów podzielił się ze społeczeństwem swoim przeczuciem co do waluty Euro w Polsce. Wedle pana ministra jest mało prawdopodobne, żebyśmy przed końcem dekady płacili w Polsce w Euro. Na tą wypowiedź nakładają się jeszcze komunikaty pana Marka Belki – dostrzegającego polityczne korzyści (bezpieczeństwo) z przyjęcia wspólnej waluty i pana premiera Tuska, który na szczęście deklaruje się jako rzecznik przyjęcia wspólnej waluty i to w perspektywie która możemy sobie obecnie wyobrazić.

Realia są takie, że w 2020 roku Euro takiego, jakie dzisiaj znamy może już nie być, a Niemcy będą prowadziły zupełnie inną politykę, niekoniecznie tak przychylną Polsce jak obecnie. Euro jest dla gospodarki niemieckiej wspaniałym narzędziem do ekspansji i Niemcy z tego narzędzia potrafią doskonale korzystać. Jednakże w perspektywie 2020 roku, gdyby zbankrutowała Francja, Włochy, Hiszpania – mogą nie mieć złudzeń. Przede wszystkim mogą w razie przewartościowania polityki – wprowadzić własną walutę, godząc się na jej natychmiastową aprecjację, albo na nowo zdefiniować Euro jako walutę – bogatych krajów północy. W obu scenariuszach nie ma miejsca dla nas w tym klubie, ponieważ jesteśmy poza głównym nurtem europejskiej integracji.

Cudownie! A tak niewiele brakowało a mielibyśmy Euro w 2008 roku! Niestety zabrakło obu „wielkim protagonistom” odwagi i politycznego wizjonerstwa, chociaż – tutaj trzeba się ukłonić panu premierowi, który w przeciwieństwie do poprzedniego od samego początku jest wobec Euro jednoznaczny. To bardzo ważne, albowiem od woli osobistej decydenta politycznego zależy wola polityczna, która jednakże może się ujawnić tylko i wyłącznie gdy będzie do tego odpowiedni klimat polityczny. W praktyce chodzi oczywiście o możliwość zmiany Konstytucji, co bez wsparcia partii byłego pana premiera jest w obecnym parlamencie i prawdopodobnie w kolejnym też będzie niemożliwe. Więc w tym znaczeniu chyba niestety rację ma pan minister Szczurek, do 2019 roku – nie mamy szans na przegłosowanie przyjęcia wspólnej waluty. Ponieważ wymaga to odpowiednio wcześniejszych przygotowań, tym bardziej żegnaj roku 2020!

Naprawdę wspaniale! Zastanówmy się jednak – po co my jesteśmy w Unii Europejskiej? Jaki sens ma nasze funkcjonowanie we Wspólnocie, jeżeli nie chcemy się zdecydować na integrację na poważnie? Można powiedzieć wiele złego o Euro, jednakże z naszego punktu widzenia ma dwa kolosalne znaczenia – pierwsze polityczne, a drugie ochrony przed partactwem własnego rządu. Po prostu mając Euro będziemy wolni od skutków głupoty rządzących naszym państwem – ponieważ, Euro bez względu na ich przyszłe głupie, złe i nieudolne decyzje – przechowa wartość. Podobnie jak dzisiaj w Grecji. Dlaczego tam, ani społeczeństwo, ani rządzący – pomimo narzekania na Unię i złe Euro jakoś nie wprowadzili Drachmy? Ciekawe co do powiedzenia w tym przedmiocie mieliby przywołani powyżej trzej panowie. Proszę się nad tym zastanowić, jak to jest możliwe że tak strasznie doświadczona przez kryzys Grecja, jednak pozostaje przy wspólnej walucie?

Odpowiedź jest banalna – Euro reprezentuje realną wartość, ludzie chcą zarabiać w tej walucie, przedsiębiorcy chcą przyjmować w niej zapłatę za swoje produkty lub usługi. Nie dlatego bo kochają Unię Europejską, a pani Kanclerz Merkel ma ładne pastelowe marynarki, ale dlatego ponieważ Euro jest globalnym potencjałem, który każdy chętnie przyjmie. Być może tylko z wyjątkiem przerażonych deklasowaniem Dolara – ludzi z kraju pomiędzy dwoma oceanami, których głównym atutem (poza bombardowaniem innych państw i przeprowadzaniem na nie inwazji) jest właśnie drukowanie własnej waluty i kupowanie za nią wszystkiego czego potrzebują.

Największym wrogiem Euro jest lękający się utraty swojej uprzywilejowanej pozycji Dolar. Ten kto nie chce przyjąć Euro – działa na rzecz osłabienia Unii Europejskiej, wielka szkoda, że jednym z tych krajów jest Polska, której elita prawdopodobnie jeszcze nie dorosła do prawdziwej integracji.

Śmiało panowie i panie – zaprzepaśćmy szansę, która mamy drugi raz w historii, przy czym poprzednia wydarzyła się około 1000 lat temu, kiedy to przychylny Polsce Cesarz Rzymski Otton III – widział nas we własnej wspólnocie… wielkiego i wspaniałego – uniwersalnego Imperium.

Najgłupszym argumentem przeciwników Euro jest to, że obawiają się że Euro upadnie. Szanowni państwo – jeżeli się to zdarzy, to złotówka co? Zajmie miejsce Euro w wymianie handlowej Europy? Niemcy, Francuzi, Grecy, Hiszpanie i inni – rzucą się na złotówkę jako „twardą walutę”? Proszę nie mieć złudzeń. Żadnych. W momencie jak upadnie Euro, złotówki nawet nie będzie widać gdzie spadła. Z tego właśnie powodu opłaca się nam Euro wesprzeć swoją gospodarką.

Jeżeli warto postawić wszystko na jedną kartę, to właśnie na Unię Europejską, a nie ma Unii bez Euro! Swoim potencjałem i euroentuzjazmem możemy znacząco przyczynić się do ogólnej poprawy sytuacji.

16 komentarzy do “Przyjęcie Euro po 2020 roku?

  • 20 kwietnia 2014 o 09:29
    Permalink

    Autor mnie nie przekonał do EURO, ale zastanawiam się …

    Odpowiedz
  • 20 kwietnia 2014 o 14:42
    Permalink

    Marzę o tym, by mieć euro jako krajową walutę! Jakież to ułatwienie, gdy muszę rozliczać się z kimś, kto aktualnie znajduje się na obczyźnie!

    Odpowiedz
  • 20 kwietnia 2014 o 17:20
    Permalink

    Mimo wielu argumentów, poniekąd słusznych jakich użył autor ja bym się tak nie śpieszyła do waluty Euro. Należy myśleć perspektywicznie np. ucz się chińskiego i zacznij już teraz oszczędzać w juanach.

    Odpowiedz
  • 5 maja 2014 o 17:35
    Permalink

    Wejscie do strefy Euro bedzie dla Polski kolejnym waznym krokiem w kierunku integracji z Europa i oczywista konsekwencja przystapienia do Unii, za ktorym opowiedzialo sie 78% bioracych udzial w referendum 15 lat temu. Przez te 15 lat Polska byla jednym z najszybciej rozwijajacych sie krajow na swiecie i poparcie dla Unii wcale nie zmalalo.

    Przyjecie europejskiej waluty nie tylko uprosci rozliczenia z krajami Unii ale rowniez ustabilizuje stosunki wymiany i uchroni polska gospodarke od miedzynarodowych spekulacji finansowych.

    Przyszlosc jest oczywiscie nieznana ale buduje sie ja na bazie terazniejszosci i jak dotad nie widac sil odsrodkowych mogacych w najblizszych latach zagrozic jednosci Europy. Sukces zjednoczonej Europy wciaz przyciaga inne kraje i mozna z duza doza pewnosci przewidziec, ze do roku 2020 Unia wzbogaci sie o nowy kraj czlonkowski – Ukraine.

    Przez ostatnie kilkadziesiat lat Niemcy byly wzorowym obywatelem Europy i jest bardzo watpliwe by w ciagu najblizszych kilku lat radykalni zmienily swoja polityke i przemienily sie w przeciwnika Unii. Oczywiscie nie mozna bagatelizowac pewnych zewnetrzych presji i wysilkow zmierzajacych do oslabienia europejskiej jednosci ale jak dotad nie nie moga one poszczycic sie zadnym sukcesem.

    Unia Europekska i Stany Zjednoczone sa najwiekszymi partnerami gospodarczymi na swiecie, sa czescia tej samej cywilizacji i wspolnego systemu bezpieczenstwa, ktory przez ostatnie dziesiaciolecia zapewnil duzej czesci swiata wyjatkowa stabilnosc i rozwoj gospodarczy. Jaka jest szansa na to, ze ten stabilny uklad partnerski ulegnie oslabieniu?

    Nazwanie USA wrogiem Euro jest mocno niepoprwane. Od poczatku istnienia Unii i wspolnej waluty USA wspieraly europejskie dazenia do jednosci i nie uczynily nic by temu przeszkodzic lub oslabic. Faktycznym przeciwnikiem (unikam slowa ‘wrog’ uzytego przez autora artykulu) zjednoczonej Europy jest niestety Rosja.

    W porownaniu do Unii Rosja jest osiem razy mniejszym karzelkiem i nie ma szans by jej dorownac ekonomicznie. Rosyjskie proby wywindowania rubla do rangi swiatowej waluty nie powiodly sie i najblizsze lata rowniez nie wroza sukcesu temu przedsiewzieciu. Gdyby jednak Europa sie rozpadla i kraje czlonkowskie zaczely ze soba konkurowac politycznie i gospodarczo, wtedy Rosja mialaby jeszcze szanse na wzmocnienie swej miedzynarodowej pozycji. Ale czy jest to mozliwe?

    W roku 2020 swiat bedzie wygladal inaczej, nie wiemy dokladnie jak ale niektore rzeczy mozemy chyba przweidziec. Rosja wciaz bedzie rzadzil Wladymir Wladymirowicz i jego eurazjatyckie wizje.

    Odpowiedz
    • 16 maja 2014 o 14:54
      Permalink

      krótko:
      hasło “ze do roku 2020 Unia wzbogaci sie o nowy kraj czlonkowski – Ukraine” jest sprzecznością samą w sobie. Będzie to decyzja tylko i wyłącznie polityczna, bez żadnych racji ekonomicznych. W sensie sie ilościowym racja, w sensie jakościowym, “przejęcie” biedy nie będzie przychodem w żadnym znaczeniu tych słów.

      “Nazwanie USA wrogiem Euro jest mocno niepoprwane.” – może nie wróg ale jeśli użyjemy słowa “przyjaźń” to tylko w kontekście popierania wszystkiego co amerykańskie (a polityki zwłaszcza)… czyli konflikty militarne i pochodna w postaci ich efektów na całym świecie (współcześnie: Irak,Afganistan, Libia… – wystarczy przykładów)

      “Rosyjskie proby wywindowania rubla do rangi swiatowej waluty nie powiodły sie i najblizsze lata rowniez nie wrozą sukcesu temu przedsiewzieciu.” – prawda, ale tu raczej pragnę zwrócić uwagę na (na tym forum, ktoś już wspominał to) o trendzie odwracania się od rozliczeń dolarowych i przyszłych konsekwencjach (dla USA zwłaszcza) tego trendu. Nie jest ważne, czy “rublowi się uda czy nie “. Ważne są konsekwencje porzucania dolara przez Chiny, Rosję, Iran, Japonię… Euro – czy się to komuś podoba czy nie spowodowało drastyczne zachwianie wyłącznej obecności dolara w rozliczeniach pomiędzy gospodarkami świata. Stąd hasło “przyjaźń” pomiędzy USA a UE jest mocno na wyrost.

      “W porownaniu do Unii Rosja jest osiem razy mniejszym karzelkiem i nie ma szans by jej dorownac ekonomicznie” – prawda… ale z epoki jelcynowskiej politycy Rosji wyciągnęli świetne wnioski. FR stała się drugim po Chinach krajem gromadzącym w takim tempie rezerwy finansowe. Jaki użytek polityczny z tego robią – widzimy. Na pewno fakt, iż gospodarki UE są 8xwiększe jest bezwątpliwy. Ale widzę raczej, że to Rosja rozdaje karty zaś UE podejmuje decyzje przez te wszystkie gremia, zgromadzenia, parlamenty, podmioty polityczne, frakcje narodowe, gospodarki krajowe etc, etc…
      w Rosji ośrodek decyzyjny jest jeden – i to jest największa przewaga (z której tak liczni się naśmiewają, nie pomni siły za tym idącej) nad tak UE jak i USA.

      Odpowiedz
  • 5 maja 2014 o 21:23
    Permalink

    Przez te 15 lat Polska byla jednym z najszybciej rozwijajacych sie krajow na swiecie i poparcie dla Unii wcale nie zmalalo.
    …nie zmalalo… WZROSŁO, aktualnie wynosi bodajze,
    79,czy 89 %, za kilka lat bedzie wynosić 110, 115%.
    A co tam KRL-D, slupki poparcia nieustannie
    i (nieublaganie) bedą rosły.
    Dobry humor i samopoczucie to recepta na sukces.
    Pisz, pisz…”analityku”.

    Odpowiedz
  • 8 maja 2014 o 00:31
    Permalink

    Cytat z serwisow informacyjnych:

    “Kiedy trzy lata temu Portugalia negocjowała warunki pomocy finansowej, wielu wydawało się, że strefa euro się rozpada. Niemcy nie będą chciały pomóc tonącym w długach krajom południa Europy, te nie będą zdolne do wprowadzenia drastycznych reform, Europejski Bank Centralny nic nie zrobi i unia walutowa się rozsypie – takich głosów było sporo. Niedzielne wystąpienie premiera Portugalii pokazuje, że jesteśmy w zupełnie innym miejscu historii. Nie spełniły się prognozy ekspertów pesymistów. Euroland trwa i ma się coraz lepiej. Nikt już nie mówi o groźbie jego rozpadu.”

    Nikt poza niektorymi ‘wizjonerami’ z tego portalu…

    Odpowiedz
    • 8 maja 2014 o 13:53
      Permalink

      Dodatek dla “analityka” zafascynowanego dobrobytem
      i potęgą tzw.UE, no i oczywiście gdzie my jako
      naród bylibyśmy gdyby nie “matuszka” UE,
      mamy niepowtarzalna szansę podziwiać “co powstało
      dzięki hojności wujka Stali,(wróć!!)Komisarzy
      Ludowych, z Brukseli”, i nikt nie narzeka, ze to
      poniżające…nas Polaków upokarza.

      http://wrzodakz.neon24.pl/post/108658,cuda-w-ue

      Odpowiedz
      • 8 maja 2014 o 16:32
        Permalink

        Podrzucasz dobre linki, chętnie czytam choć nie zawsze i ze wszystkim się zgadzam. Ja przyznaję przed komputerem spędzam nie więcej aniżeli 2 godz. na dobę i chętnie korzystam już z gotowego materiału. Podobnie zachowuje się mój mąż wyszukuje i następnego dnia mam gotowy artykuł do przeczytania. Pozdrawiam.

        Odpowiedz
  • 8 maja 2014 o 08:07
    Permalink

    Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
    A “zacytować” można brednie różnego typu,np.
    jak dobrze jest (aktualnie)w Polsce(dzięki
    oczywiście UE i władzom solidarnościowym
    (tak dobrze nie było od 300?,500? Lat).
    Zacytować mógłbym również zapisanie myśli
    i uwagi naszych przodków odnoszące się do okresu
    po III rozbiorze Najjaśniejszej(dziwne analogie
    do “wstąpienia” i “traktatu lesbońskiego’),
    “jako to nareszcie – pisze przodek we wspomnieniach,
    zapanował w “kraju” porządek i dobrobyt”, dzięki
    obcej władzy…
    Szanownego, “wizjonera” zapraszam do odwiedzenia
    gazety, onetu,wp,itp. “tam” króluje zdecydowanie
    “Wersal,”i pełne poparcie dla obowiązującej
    i jedynie słusznej linii Partii”
    Ps. dlaczego tak “kurczowo” trzymasz się klamki u obcych drzwi??
    Nie masz chyba złudzeń co do pozycji Polski w UE??
    Jako “bezpłatny” dodatek do uwag, rekomenduję:

    http://www.mysl-polska.pl/node/61

    Odpowiedz
    • 16 maja 2014 o 10:38
      Permalink

      Dopowiem do linku do “myśli-polskiej”…
      Zgadzam się z “Krakauerem” że nie wprowadzając Euro tracimy wielką szansę. Wydarzenia na świecie gwałtownie przyśpieszają co jest związane z oczywiście z “kasą”…

      Pozwolę sobie podrzucić kilka cytatów z różnych dyskusji oraz kilka linków poniżej.

      Uważam osobiście że od 1989 roku nasza sytuacja polityczna i gospodarcza niezwykle przypomina sytuację jaka doprowadziła do rozbiorów. Ciągłe “chciejstwo”, branie pozorów za rzeczywistość i kierowanie się partykularnymi interesami bez zwracania uwagi na dobro kraju i narodu. Zupełnie jak w doskonałej analizie “Dzieje głupoty w Polsce” – mam I-sze wydanie z 1947 roku!!!! :)))

      Cytaty i uwagi:
      …i pojawia się pytanie dlaczego USA nie zaprowadzają bagnetami czy “spontaniczną” rewolucją tzw. zachodniej demokracji w Arabii Saudyjskiej, kraju będącego głównym światowym eksporterem ropy i gazu?

      Odpowiedź jest banalnie prosta – wahabici Saudowie zawarli układ z USA gdy w 1971 r. dolar US przestał mieć pokrycie w złocie a pojawił sie jako petrodolar (waluta rezerwowa) i jedyny środek płatniczy za ropę! Amerykanie mają tym samym “pokrycie” bezwartościowych” zielonych papierków i przerzucanie kosztów inflacji na tych co skupują dolary i nimi obracają a Saudowie mają licencję na mordowanie opozycji w Arabii Saudyjskiej lub skazywać na wieloletnie wiezienia przy udziale… CIA i NSA!

      Znakomicie to opisał dr Krassimir Petrov.
      W XX wieku, po raz pierwszy w dziejach Świata jednemu kraju udało się opodatkować… Świat. Uczynili to Amerykance, oczywiście nie wprost ale za pośrednictwem swojej inflacji. Zamiast bezpośrednio domagać się podatku od różnych krajów Na mocy prawa “samozwańczego światowego żandarma” vel de facto bandytę), jak czyniły to wszystkie poprzednie imperia, USA rozprowadziły po świecie, w zamian za towary innych krajów, własną walutę… bez pokrycia – dolary – z zamiarem późniejszego doprowadzenia do ich inflacji i dewaluacji. To z kolei umożliwiało odkupienie każdego następnego dolara za mniejszą ilość dóbr – właśnie owa różnica (między ilością dóbr importowanych a eksportowanych) stanowiła i stanowi imperialny podatek spływający do Stanów Zjednoczonych i utrzymujących sztuczny twór zwany USA.

      W początkach XX wieku gospodarka USA uzyskała dominującą pozycję w świecie. Dolar amerykański był wówczas ściśle związany ze złotem, toteż jego wartość ani nie rosła, ani nie malała, lecz była wciąż równa tej samej ilości złota. Wielki Kryzys, z poprzedzającą go inflacją w latach 1921 – 1929 (wygenerowany oczywiście jako zaplanowany geszeft) oraz napęczniałymi deficytami budżetowymi w latach następnych, pokaźnie zwiększył ilość waluty w obiegu – dalsze utrzymywanie jej pokrycia w złocie stało się niemożliwe. To skłoniło F. D. Roosevelta do zniesienia w 1932 r. sprzężenia między wartością dolara a wartością złota. Aż do tego momentu USA mogły co prawda dominować w gospodarce światowej, ale, w sensie ekonomicznym, nie były jeszcze imperium. Stała wartość dolara i jego wymienialność na złoto nie pozwalała Amerykanom ekonomicznie wykorzystywać innych krajów.

      Amerykańskie imperium w sensie ekonomicznym narodziło się w Bretton Woods w 1945 r. Wprawdzie dolar nie był już w pełni wymienialny na złoto, ale ową wymienialność na złoto zagwarantowano rządom innych państw – i tylko im. Tym samym dolar stał się walutą rezerwową całego świata. Było to możliwe, ponieważ w czasie II wojny światowej Stany Zjednoczone zaopatrywały aliantów żądając zapłaty… w złocie, dzięki czemu zgromadziły u siebie znaczną część światowych zasobów tego kruszcu. Imperium nie mogłoby zaistnieć, gdyby, zgodnie z postanowieniami z Bretton Woods, podaż dolara pozostała ograniczona i nie przekraczała wartości dostępnego złota. Umożliwiałoby to pełną wymianę dolarów z powrotem na złoto. Jednak polityka “armaty i masła” z lat sześćdziesiątych miała typowy charakter imperialny: podaż dolara zwiększano nieustannie, żeby finansować wojnę w Wietnamie i projekt “wielkiego społeczeństwa” L. B. Johnsona. Większość owych dolarów trafiała za granicę w zamian za towary sprzedawane do USA bez szans na odkupienie ich po tej samej cenie. Wzrost zasobów dolarowych zagranicy wywoływany przez nieustanny deficyt handlowy Stanów Zjednoczonych był równoznaczny z opodatkowaniem – z klasycznym podatkiem inflacyjnym nakładanym przez dany kraj na własnych obywateli, tyle że tym razem był to podatek inflacyjny nałożony przez USA na resztę świata. Kiedy zagranica zażądała w latach 1970-1971 wymiany posiadanych dolarów na złoto, 15 sierpnia 1971 rząd USA ogłosił niewypłacalność. Wprawdzie opinię publiczną karmiono frazesami o “zerwaniu więzi między dolarem a złotem”, ale w rzeczywistości odmowa spłaty w złocie była aktem bankructwa rządu Stanów Zjednoczonych. W gruncie rzeczy USA ogłosiły się wtedy imperium. Wyciągnęły z reszty świata ogromną ilość dóbr, nie mając zamiaru ani możliwości ich zwrócić, a bezsilny świat musiał się z tym pogodzić – świat został opodatkowany i nic nie mógł na to poradzić i ten stan trwa do dziś.

      Od tego momentu, aby Stany Zjednoczone mogły utrzymać status imperium i nadal ściągać podatki, reszta świata musiała w dalszym ciągu akceptować – jako zapłatę za dobra ekonomiczne – stale tracące na wartości dolary. Musiała też gromadzić ich coraz więcej. Trzeba było więc dać światu jakiś powód do gromadzenia dolarów, a powodem tym stała się ropa…

      …Wg video na Youtube “There will be no recovery”, gdzie sytuację gospodarczą USA komentuje kanadyjski analityk, posługując się oficjalnymi amerykańskimi dokumentami. A oto kilka danych:

      Dług publiczny USA to 17.400.000.000.000 dolarów, a dług totalny to 61.000.000.000.000 dolarów. Dług wzrasta z prędkością 150 mln. dol. co godzinę.

      Dług rządu amerykańskiego na głowę obywatela jest większy niż w Grecji, Portugalii, Italii, Irlandii lub Hiszpanii.

      Dług publiczny wzrósł w ciągu PIERWSZEGO DNIA 2013 roku więcej, niż w latach 1776-1941.

      Od 2007 roku PKB wzrosło o 4,26%, a dług zwiększył się o 61%.

      Gdyby rząd federacyjny zaczął spłacać dług z szybkością 1 dolara na sekundę, zajęłoby to 440.000 lat.

      43% Amerykanów co roku wydaje więcej niż zarabia.

      Średni dług na kartach kredytowych to 16.000 dolarów, co w sumie daje 798.000.000.000.000 dolarów. Gdyby Amerykanie spłacali CODZIENNIE milion dolarów od urodzenia Chrystusa, to do dzisiaj ten dług nie byłby spłacony.

      W 1983 roku przeciętny Amerykanin miał 62 centy długu na każdego dolara który zarabiał, w 2007 roku to 1,48 dolarów. To znaczy, że siła nabywcza pieniądza jest coraz niższa i ludzie muszą się zadłużać.

      W okresie ostatnich 30 lat wydatki socjalne, biorąc pod uwagę inflacje, wzrosły o 378 procent.

      Rząd wydaje 60 PROCENT PKB na programy socjalne.

      Tylko 5% Amerykanów pracuje w przemyśle wytwórczym. W roku 2000 było to 20%.

      73% zatrudnionych to zatrudnieni w sektorze publicznym. Średnia pensja w sektorze publicznym jest o 60% wyższa niż w sektorze prywatnym.

      W 49% rodzin amerykańskich żyje przynajmniej jedna osoba, która otrzymuje jakieś świadczenie socjalne (w roku 1983 było to 30%).

      41% Amerykanów w wieku produkcyjnym nie pracuje.

      USA traci 500.000 stanowisk pracy do Chin co roku (50.000 co miesiąc).

      Udział PKB USA w PKB światowym spadł w ciągu dziesięciu lat (od 2001 do 2011) z 32% do 22%, czyli o jedna trzecia.

      Co czwarty Amerykanin (25%) zarabia 10 dolarów za godzinne lub mniej.

      36% nie odkłada pieniędzy na emeryturę.
      43% ma tylko 10.000 dolarów oszczędności emerytalnych.
      28% nie ma żadnych oszczędności w banku.
      40% ma oszczędności w wysokości 500 dolarów lub mniej.

      W 1950 roku 85% mężczyzn w wieku produkcyjnym miało prace, dzisiaj tylko 65%.
      Oficjalnie bezrobocie to tylko 6%, ale 8 milionów osób w wieku produkcyjnym zniknęło ze statystyk dla bezrobotnych. Rzeczywiste bezrobocie to ok. 25%.

      88 milionów osób w wieku produkcyjnym nie ma pracy i nie szuka pracy.

      100 milionów Amerykanów uważanych jest za biednych lub bliskich ubóstwa.

      1 procent najbogatszych Amerykanów posiada tyle dóbr materialnych, co pozostałe 99 procent społeczeństwa.

      85% absolwentów szkół wyższych zamierza zamieszkać z rodzicami po ukończeniu studiów.

      Tylko 51% Amerykanów powyżej 18 lat żyje w związkach małżeńskich.

      10 milionów Amerykanów nie ma konta bankowego.

      Ok. 40 milionów Amerykanów otrzymuje food stamps (bony żywnościowe), za które w sklepie można kupić produkty spożywcze…

      Warto poświęcić trochę czasu by zapoznać się z tymi wyjasnieniami o co w tym wszystkim chodzi:

      http://pracownia4.wordpress.com/2014/05/09/ukrainskie-pole-bitwy-kompleksowe-podsumowanie/

      Generalnie – od dwóch lat świat przechodzi z rozliczeń w USD na Euro i Juany. I już nikt nie zważa na to że przecież bezpośrednim i jedynym powodem wojny w Iraku oraz w Libii było rozpoczęcie przez Husseina oraz później Kaddafiego handlu ropą za Euro…

      Pozdrawiam

      Odpowiedz
  • 8 maja 2014 o 19:24
    Permalink

    @wieczorynka

    Dzięki za dobre słowo.Też nie zawsze i nie w każdym
    temacie, który zapodaję jestem do końca textu
    z piszącym.Ale to chyba dobrze, że jednak mamy
    “trochę” różne spojrzenie,a pełna zgoda i jednomyślność
    to zdarza się tylko TAM…fakt, wiosna w rozkwicie,
    dlatego tez mniej czasu poświęcam “grzebaniu
    w sieci”(prace na działce i przy domu), zawsze jest
    coś do zrobienia.Wracając do “grzebania w sieci”,
    czynie to bardzo nieporadnie, i chyba tak zostanie
    moja umiejętność obsługi i korzystania z “kompa’
    wywołuje uśmiech politowania, u dzieci, kiedy
    przyjeżdżają do rodzinnego domu.
    Rozpisałem się, głównie na prywatne tematy, kończę…
    Pozdrawiam serdecznie
    uszanowanie dla małżonka.

    Odpowiedz
    • 8 maja 2014 o 21:03
      Permalink

      To trochę sobie popiszemy, ja zupełnie nie mam ambicji aby być dobra w internecie, zwyczajnie lekceważę to, choć nie do końca. Natomiast mam ambicje aby być spostrzegawcza przy obserwowaniu przyrody, prace ogrodowe oraz porządkowe przy chałupie też mi sprawiają satysfakcje. Warto mieszkać na wsi.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.