Przyjazne państwo, czyli sztorm w przepisach dotyczących marynarzy

Polski marynarz, to „chodliwy” produkt na międzynarodowym rynku pracy. Przeważnie dobrze lub bardzo dobrze wykształcony, kompetentny z kwalifikacjami wykraczającymi ponad przyjęty międzynarodowo standard. W dzisiejszych czasach, niezbędne jest jednak nieustanne podnoszenie poziomu wiedzy tych posiadających niesamowitą odpowiedzialność ludzi. Kadra polskich oficerów nieustanie, więc się dokształca, uczestnicząc w kursach i szkoleniach organizowanych przez kilka ośrodków, co naturalne znajdujących się na północy Polski.

Celem procesu dokształcania i koniecznej certyfikacji jest zaliczenie państwowego egzaminu potwierdzającego kwalifikacje, nie da się ukryć, że im wyższe kwalifikacje tym gaża może być atrakcyjniejsza i taki pracownik, może być bardziej pożądanym na rynku pracy.

Sam kurs nie jest tani, przykładowo kurs na starszego oficera to ok 6000 zł, dodatkowe szkolenia i certyfikaty do dyplomu to około 2500 zł a sam egzamin to w przybliżeniu 500 zł. Do tego oczywiście dochodzą koszty, zakwaterowania, wyżywienia co implikuje fakt, że większość kursantów w tym czasie zwyczajnie nie zarabia (ponieważ zarabia wtedy kiedy pływa, co jest oczywiste w tej branży).

Terminy egzaminów zostały ustalone na długo przed rozpoczęciem trwających nawet kilkanaście tygodni kursów, miały się odbyć w pierwszych dniach grudnia 2013. Ale, oczywiście okazuje się że w naszym przyjaznym państwie nic nie może być pewne, nawet to co ustalają instytucje państwowe.

W dniu dzisiejszym do sekretariatów tychże ośrodków takich jak: Akademia Morska w Gdyni i Akademia Morska w Szczecinie, Akademia Marynarki Wojennej, Szkoła Morska w Gdyni, Gdyńskie Szkoły Morskiej, Zespól Szkół Morskich w Gdańsku, Zespół Zespól Szkół Morskich w Świnoujściu, Policealnej Szkoły Morskiej w Szczecinie, Technikum Morskiego w Szczecinie oraz Zespołu Szkół Morskich w Darłowie – wpłynęło pismo datowane na 6 listopada 2013 z Ministerstwa Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej podpisane przez Podsekretarza Stanu panią Dorotę Pyć, która krótkim kilku zdaniowym pismem [kopia tutaj] przekreśla wielomiesięczna pracę kilkuset marynarzy (w samej Gdyni to około 100 osób).

Na nic szkolenia, na nic starania o podniesienie kwalifikacji. Dla ministerstwa kilka tygodni o które przesuwa egzaminy kwalifikacyjne organizowane przez Centralną Morską Komisję Egzaminacyjną to drobiazg, w końcu pensja ministerialna wpłynie na konto. Natomiast dla ludzi, którzy zamiast zarabiać pozostają od kilku miesięcy na lądzie, często na urlopach bezpłatnych – wielkim trudem wynegocjowanych ze swoimi armatorami, takie opóźnienie oznacza, że albo nie wrócą na czas do pracy, często tracąc szanse na powrót w terminie późniejszym albo wrócą bez nowych uprawnień na które liczyli armatorzy godząc się na długą nieobecność pracownika na statku.

Jeden z Gdyńskich uczestników (imię i nazwisko do wiadomości redakcji) opisuje jak wyglądały jego starania o zgodę na ponadnormatywny urlop: „Będąc jeszcze na statku na kontrakcie musiałem prosić mojego Armatora o przedłużony urlop, wystosować odpowiednie dokumenty czekać na potwierdzenia z biura firmy na tymczasowe odejście w celu podwyższenia kwalifikacji. Zostało ono potwierdzone przez zarząd firmy ale w piśmie od Armatora musiałem zadeklarować się w jakim okresie czasu będzie odbywał się kurs, podać dokładną datę powrotu do pracy. Zdecydowałem się podjąć naukę na podstawie terminów podawanych w harmonogramie egzaminów Urzędu Morskiego w Gdyni oraz terminu kursu, którego koniec pokrywał się z egzaminem państwowym.” W szczerych słowach tenże pan opisuje również prawdopodobne konsekwencje zaistniałej sytuacji: „W tym momencie nie jestem już niczego pewien skoro terminy są niepewne ja również nie jestem pewien czy uda mi się uzyskać dyplom na czas? Moje opóźnienie z uzyskaniem dyplomu a w konsekwencji przekroczenie wyznaczonej daty powrotu łączy się ze zwolnieniem ze stanowiska w firmie w której pracuje. Jeżeli do stycznia nie zdobędę dyplomu prawdopodobnie na nowo będę musiał rozpoczynać karierę oficerską a cały sens uzyskania stopnia starszego oficera będzie musiał poczekać. Wygląda na to, że będziemy mieli wyszkolonych starszych oficerów bez dyplomu pracujących na stanowisku młodszych oficerów bez szansy na awans. Rynek morski to twardy rynek pracy na którym jesteśmy coraz mniej konkurencyjni już teraz często Armatorzy życzą sobie wyższego stopnia oficerskiego od tego na którym się pracuje w tym momencie w porównaniu z krajami północnymi jak: Norwegia, Szwecja gdzie stopnie oficerskie przyznawane są za doświadczenie wypływanie odpowiedniej ilości miesięcy nie mamy żadnych szans. Mam doświadczenie pracy z oficerami ze Szwecji, Norwegii i jestem przekonany, że nie ustępujemy im w niczym a w większości przypadków często przewyższamy ich swoją wiedzą lecz w starciu o stanowiska nie mamy żadnych szans.”

Sprawa naszego rozmówcy nie jest odosobniona, podobne kłopoty przezywa wielu naszych rodaków. Niestety jedna „błaha” decyzja ministerstwa stawia całe środowisko polskich marynarzy w negatywnym świetle przed ich przeważnie zagranicznymi pracodawcami, czego już nikt nie rozumie! Nieustanne problemy z dokumentami będą powstrzymywać Armatorów od zatrudniania Polaków na statkach, głównie z uwagi na to, że nie mogą być pewni, czy mogą na nich liczyć? Popsuta opinia w tej branży, jaka pójdzie w świat o naszych ośrodkach szkoleniowych i Urzędach Morskich będzie miała oczywiście swoje dalsze negatywne konsekwencje. Przecież Polacy nie są słowni, nie dotrzymują danego słowa, nie można na nich polegać, – więc niech zarabiają mniej, albo pracują na gorszych warunkach finansowych jak ich koledzy!

Gorzko brzmią słowa naszego rozmówcy recenzującego sytuacje: „Jako marynarze, oficerowie, mechanicy jesteśmy świetnie przygotowywani przez nasze szkoły i nie mamy się czego wstydzić na zachodzie, niestety trudności z jakimi spotykamy się w kraju ubiegając się o dyplomy, certyfikaty oraz inne dokumenty morskie są zasmucające i poniżające.

Trudno uwierzyć, że nawet w przypadku reorganizacji systemu egzaminacyjnego nie dało się o tym fakcie uprzedzić przed rozpoczynającymi się kursami a nie na miesiąc przed wyznaczonym terminem egzaminów państwowych. W środowisku powszechna jest opinia, że to nie żadna reorganizacja a zwykły urzędniczy bałagan.

Ministerstwo wykazało się, co najmniej brakiem profesjonalizmu. Dlatego apelujemy do ministerialnych decydentów, żeby wyjrzeli spoza ministerialnych biurek na sztorm, jaki spowodowali jedną w istocie banalną decyzją i doprowadzili do przeprowadzenia egzaminów w wyznaczonym pierwotnie terminie.

10 thoughts on “Przyjazne państwo, czyli sztorm w przepisach dotyczących marynarzy

  • 8 listopada 2013 o 09:42
    Permalink

    Czyli wszystko standardowo – szkoły chcą uczyć, uczniowie zdawać, tylko ministerstwo się nie udało! w sumie się można dziwić tym marynarzom, czy nie znają polskich realiów? Polecam czytać częściej Obserwatora politycznego

    Odpowiedz
  • 8 listopada 2013 o 09:45
    Permalink

    nawet miesięczne opóżnienie egzaminów może Rząd drogo kosztować – pozew zbiorowy do sądu? , miesięczny zarobek łatwo można udokumentować a utrata pracy to już poważne odszkodowanie – podatnicy zapłacą kilkaset milionów a minister i reszta i tak dostanie pensję należną której nie może się zrzec.

    Odpowiedz
  • 8 listopada 2013 o 10:12
    Permalink

    Skandaliczny jest także powód przesunięcia egzaminów – ministerstwo nie jast w stanie rozliczyć egzaminów od strony finansowej do końca roku, a w nowym roku jest to NIEMOŻLIWE !!!!!-.A w zasadzie wobec braku rozporządzeń regulujących szkolenie i egzaminowanie marynarze są sobie sami “winni” przystępując do kursów i egzaminów, które w świetle obowiązującego prawa czyli braku prawa są nieważne.

    Kamil

    Odpowiedz
    • 8 listopada 2013 o 14:44
      Permalink

      Jeśli brak nowych rozporządzeń obowiązują stare przepisy. Urzędy Morskie i Ośrodki świadomie zaczęły kursy wedle wcześniejszych ustaleń odwołanie egzaminów to zwykły brak szacunku do obywateli. Co by pan powiedział kupując bilet na pociąg, który nie przyjedzie. Przepraszam to już było. Teraz do starej nową mamy głupotę.

      Odpowiedz
  • 8 listopada 2013 o 14:58
    Permalink

    Jeśli nie ma nowych rozporządzeń obowiązują stare przepisy. Ośrodki i Urzędy Morskie rozpoczęły kursy i ustały daty według wcześniejszych ustaleń, pod którym. Wcześniej musiało podpisać się Ministerstwo. To zwykły brak szacunku do obywateli, opieszałość, lenistwo brak odpowiedzialności wobec społeczeństwa. Nie tak dawno ludzie kupowali bilety na pociągi widmo. Do starej głupoty nowa.

    Odpowiedz
  • 8 listopada 2013 o 15:10
    Permalink

    Jeśli nie ma nowych rozporządzeń obowiązują stare przepisy. Ośrodki i Urzędy Morskie rozpoczęły kursy i ustały daty według wcześniejszych ustaleń, pod którym. Wcześniej musiało podpisać się Ministerstwo. To zwykły brak szacunku do obywateli, opieszałość, lenistwo brak odpowiedzialności wobec społeczeństwa. Nie tak dawno ludzie kupowali bilety na pociągi widmo. Do starej głupoty nowa.

    Odpowiedz
  • 8 listopada 2013 o 17:58
    Permalink

    Mam nadzieję, że Ministerstwo tak szybko , jak się zagalopowało w głupawych zarządzeniach, tak szybko odwoła
    bałaganiarskie zarządzenie a panią Pyć i jej przełożonego
    odwoła z pracy i na ich miejsce wyznaczy kompetentne
    myślące osoby. Popieram naszych wysokich kwalifikacjach
    marynarzy. A-hoj. !

    Odpowiedz
  • 8 listopada 2013 o 18:04
    Permalink

    Nie lubię uogólnień,ale takie przypadki zdarzają się w
    naszym pięknym kraju dość często.Czy urzędasom wydaje się,że są najmądrzejsi i niezastąpieni?Gdzie godność i szacunek do ludzi wykonujących ciężką pracę na szlakach
    morskich?!Mamy tu do czynienia z arogancją,niekompetencją,
    bylejakością i pospolitym tumiwisizmem ze strony urzędników
    Śmiało i odważnie pytam,czy odpowiedzialni za takie zaniedbania i lekceważenie ludzi poniosą konsekwencje?Jak
    na razie,to urzędnik dużo może,ale praktycznie za nic nie
    odpowiada,a powinien,gdyż za jego niekompetencje i opieszałość koszty w postaci podatków ponosi społeczeństwo,
    czyli my wszyscy.Pozdrawiam.

    Odpowiedz
  • 13 stycznia 2017 o 20:10
    Permalink

    Caly system szkolenia u nas jest niestety do du.. Ucza nas statecznosci na kadlubach statkow , ktore byly bydowane w latach 50tych ubieglego wieku i nawet zyletki juz po nich nie zostaly, wbijaja do glowy cala mase kompletnie nieprzydatnych i prawde mowiac zasmiecajacych umysl rzeczy ale przeciez wszystko jest wedlug konwencji STCW wiec maja prawo i wrecz obowiazek oblac egzaminy 70% zdajacych. A my nadal musimy placic za kazde podejscie do egzaminu 700zl a do tego korepetycje minimum 200zl za godzine najlepiej u egzaminatorow. To jakas paranoja z rynku pracy wypieraja nas nawet filipinczycy i indonezyjczycy gdzie poziom ich szkolenia pozostal na etapie szkoly podstawowej. Ja zaliczylem egzamin za granica w Unii Europejskiej a Polski Urzad Morski mogl mi jedynie potwierdzic kwalifikacje tzw endorsment, reszte dokumentow tez bede robil za granica nawet z podroza wychodzi taniej i przede wszystkim bez stresu. Dyplom C/O do 3000 bez egzaminu jedynie na podstawie wyplywania a dyplom C/O unlimited to 20 pytan w formie testu, w porownaniu u nas w kraju to okolo 1000 pytan gdzie nie ma jeszcze bazy pytan z ktorej mozna by sie uczyc bo pytania moze zmienic np dyrektor Urzedu Morskiego tak jak w Gdyni w zeszlym roku. Zycze powodzenia wszystkim zdajacym ale zastanowcie sie czy nie lepiej pojechac z rodzina na wakacje a przy okazji zrobic legalne dokumenty w innym kraju Unii Europejskiej

    Odpowiedz
  • 6 marca 2017 o 19:17
    Permalink

    Wybierając szkolenia i kursy należy się teraz bacznie przyglądać czy ich program spełnia wymogi ostatnich zmian ustawowych. Szkolenia są tylko wtedy ważne, gdy spełniają wszystkie założenia stcw. W Gdyni można wykonać szkolenia zgodne z ostatnią nowelizacją w osrgdynia.pl

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.