Ekonomia

Przygotujmy się na dekoniunkturę

 Najnowsze informacje GUS na temat PKB nie nastrajają optymistycznie. W I kwartale 2013 roku, który mamy ledwo co za sobą nasz PKB w cenach stałych przy roku odniesienia 2005 – wzrósł realnie o 0,1% w porównaniu do kwartału poprzedniego i był wyższy niż przed rokiem o 0,4%. Natomiast PKB niewyrównany sezonowo, czyli przyjmujący ceny stałe średnioroczne z roku poprzedniego – wzrósł realnie o 0,4%, w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego.

W praktyce jest to tak mało, że możemy mówić o stagnacji – ponieważ nasza gospodarka jest teoretycznie programowana na wzrost przez całkiem znaczące w skali budżetu państwa ulgi podatkowe. Nie można dłużej zaklinać rzeczywistości i podmalowywać zieleni na naszej wyspie – jest źle, to już nie tylko widać w naszych pustych portfelach ale widać także w oficjalnej rządowej statystyce.

Oznacza to jeszcze mniej zamówień, jeszcze mniej pracy, jeszcze mniej produkcji, jeszcze mniej przyrostu dóbr. W sensie monetarnym może to nawet zrodzić deflację, na którą zupełnie nie jesteśmy przygotowani ponieważ bardzo dawno jej u nas nie było (chyba ostatnio za czasów II RP). Kurczenie się ilości pieniądza na rynku będzie napędzało spiralę zwijania koniunktury a ta spirala będzie ciągnąć w dół ilość pieniądza na rynku, chociaż będzie go można pożyczyć zaskakująco tanio. Niestety dominująca większość osób na rynku będzie się bała podjąć ryzyko gospodarcze i będzie wolała nie wydawać i dalej gromadzić i próbować przetrwać w rzeczywistości zaciskającej coraz większą pętlę deflacji na naszej płytkiej gospodarce.

Rząd mówi o korekcie budżetu, a równolegle wykonuje prawie cały plan zasilenia deficytu przy pomocy pieniędzy z rynku. Warto się zastanowić, po co w ogóle przy takiej ilości wolnego pieniądza jak obecnie – emitowane są jakiekolwiek papiery dłużne w obcej walucie? Można rozumieć, że wypadnięcie z rynku jest na pewno jakąś stratą, jednakże mamy w kraju olbrzymie zasoby gotówki zdolne bez problemu sfinansować deficyt. Szkoda zatem, że na naszym długu nie korzystają głównie nasi inwestorzy i drobni ciułacze. Wiadomo, że złotówka jest wymienialna i do przetargu może przystąpić każdy, jednakże emitujmy głównie dług krajowy w walucie własnej. Podobnie być może warto pomyśleć o zrolowaniu najbardziej drogiego zadłużenia i zastąpieniu go nowym zadłużeniem złotowym – niezwykle nisko oprocentowanym!

Jeżeli korekta budżetu ma się udać, to trzeba po prostu ograbić OFE z resztek składki. Nie ma prostszego sposobu – anonsując jej obniżenie lub opodatkowanie (po zmianach legislacyjnych) specjalnym  podatkiem solidarnościowym i po kłopocie – zostaną śladowe ilości pieniądza, być może jeszcze umożliwiające zarządzanie aktywami, jednakże budżet ściągnie swoje, to znaczy nie będzie musiał na określoną kwotę dotować ZUS i KRUS, albowiem wraz z dekoniunkturą należy spodziewać się zmniejszenia wpływów do tych funduszy z tytułów należnych im składek, ponieważ nie ma kto ich płacić.

Oczywiście my w tej chwili nie przegrywamy „wojny” z samymi sobą. Pieniądze są i będą, gospodarka ruszy i uwolni olbrzymie rezerwy kapitałowe firm i odkładaną konsumpcję tych z nas, którzy jeszcze mają pracę w momencie jak otrzyma pozytywny sygnał lub zostanie tak wysterowana bodźcami, że będzie się opłacało – pomimo wkalkulowania ryzyka podejmować aktywność, gdyż będzie to i tak o wiele bardziej opłacalne niż trzymanie pieniędzy w banku.

Naprawdę nie ma powodu do paniki, to jest zwykłe dno lub już prawie dno, kryzysu czy też jak kto woli spowolnienia. Na pewno złożyło się jeszcze na to wiele czynników poza ekonomicznych – jak wyjątkowo paskudna pogoda w miesiącu marcu i kwietniu. A przede wszystkim zanika konsumpcja wewnętrzna, ponieważ ludzie nie mają pieniędzy. Nie mają ich dlatego ponieważ mniej zarabiają, pensje nie rosną a rosną opłaty i koszty stałe, nie mówiąc już o bandytyzmie w postaci podwyższania stawek podatków pośrednich!

Można mieć nadzieję, że jak zostaną opublikowane dane o inflacji, która praktycznie na pewno dalej spadnie – będzie to impulsem do dalszych cięć stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej. Tyle i aż tyle można zrobić w makroskali, ewentualnie jeszcze jak GUS pokaże strukturę tworzącą to PKB – będzie się można zastanowić gdzie leżą głównie przyczyny i pomyśleć o jakimś wsparciu (raczej ulgach) sektorowych.

Z pewnością dużo by zrobiło jednorazowe znaczne cięcie stóp, jednakże czy ktoś się na to odważy? Zresztą czym miałaby zajmować się nikomu do niczego niepotrzebna rada – gdy już obniży stopy do zera lub prawie zera?

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.