Ekonomia

Przygotujmy się na drożejący prąd! Tylko jak?

 Niestety prąd elektryczny ma tą wadę, że nie da się go magazynować w sposób ekonomicznie opłacalny. Ostatnie uwolnienie rynku jakie miało miejsce w 2008 roku spowodowało generalny wzrost taryf dla odbiorców hurtowych o około 30% Co się stanie w przypadku uwolnienia rynku energii elektrycznej dla odbiorców indywidualnych? Nikt nie pyta czy i o ile prąd zdrożeje. Poziom cen rynkowych dla odbiorców indywidualnych MUSI BYĆ wyższy niż dla odbiorców hurtowych, to wynik gry popytu i podaży, nie podlegający dyskusji – kupujesz mniej, to płacisz więcej, chociażby dlatego bo obsługa takiego klienta kosztuje jednostkowo – na jednostkę sprzedanej mocy o wiele więcej niż hurtownika. Co to w praktyce oznacza lepiej nie myśleć.

Niedawne rozruchy w Bułgarii i kryzys państwa były spowodowane właśnie drożejącym prądem, z którego dostawami Bułgaria ma problem, a niestety w tym kraju – ogrzewanie elektryczne zostało bardzo upowszechnione „za komuny” i nie da się zmienić z dnia na dzień obyczajów ludzi, zwłaszcza jeżeli ci mieliby cofnąć się w rozwoju.

Co by się stało w Polsce, gdyby cena prądu elektrycznego wzrosła nagle o około 40% – lepiej sobie nie myśleć. Nawet jeżeli wzrastałaby stopniowo o kilka procent kwartalnie – to i tak będzie to odczuwalne np. w okresie 4 czy 6 lat, jako drastyczny skok. Prąd elektryczny stanie się dla Polaków czymś luksusowym, dobrem rzadkim. Na rynku zapanują firmy przesyłowe, dysponujące jedynie kapitałem i marketingiem. Ich działanie będzie podobne do tego co się dzieje w Niemczech, ale skutek będzie odwrotny, ponieważ nasze państwo jest słabe i ugnie się przed obcą kasą. W Niemczech – szereg firm kupuje energię po cenach hurtowych a następnie wliczając w to ceny przesyłu płacone właścicielowi infrastruktury – dystrybuuje ją po jak najniższych cenach każdemu kto chce i jest w zasięgu działania. U nas będzie prawdziwy wolny rynek, czyli ceny od razu pójdą do góry o 15% – bo takie są potrzeby rynku, a rynkowi jak wiadomo nie można się przeciwstawiać, a następnie stworzy się oligopol z kolejnej warstwy złodziejskich pośredników, którzy na nasz koszt będą dostatnio żyli i mieli się świetnie.

Skutki społeczne wzrostu cen energii o około 40% – bo na tyle należy szacować docelową wartość podwyżek w pierwszym etapie – będą szokujące. Polaków, którzy już wymienili żarówki na LED, może jeszcze będzie stać na oświetlanie swoich domów. Natomiast o pieczeniu w piekarnikach z grzałką elektryczną proszę zapomnieć. Pralka lub zmywarka to będą luksusy na jakie będzie stać nielicznych, większość i tak będzie przygnieciona kosztami utrzymania lodówek. Prawdopodobnie producentów energooszczędnego sprzętu będą czekać żniwa, albowiem ludzie zaczną liczyć każdą kilo-wato-godzinę. To wszystko kosztuje i to znacznie, nie można mieć złudzeń, nie będzie taniej.

Najgorsze jest to, że nic nie można zrobić. Mieszkańcy wsi oraz właściciele domów w miastach – mogą sobie jeszcze pozwolić na jakąś formułę energooszczędności i nawet na generowanie energii we własnym gospodarstwie. Kolektor słoneczny powinien być standardem na każdym dachu! W ostateczności można sobie podpiąć własny agregat, może produkowanie prądu z gazu ziemnego będzie tańsze niż prąd z sieci? Różnie może być, najwięksi szczęśliwcy to ci, którzy będą posiadać własne małe elektrownie wodne i wiatraki, a te jak wiadomo wymagają zgody sąsiadów. Mieszkańcy bloków mogą się kolektywnie ocieplić, wymienić żarówki, przykręcić kaloryfery i oszczędzać światło. Z pewnością na popularności zyskają lampki z bateriami, które dzięki panelom słonecznym mogą się naładować w trakcie dnia – na wieczór. Mała eko-lampka a cieszy i pozwala na minimum niezależności od państwa. Jednakże bez złudzeń – to wszystko to inwestycje o długiej stopie zwrotu, albo inwestycje powodujące mikroużyteczność, nic więcej. Pralka potrzebuje mocy, lodówka też ma silnik (agregat), a zmywarka to zbędny luksus.

Każdy Polak musi sobie uświadomić, że wzrost cen prądu o około 15% rocznie, to znaczy w praktyce że będzie musiał zapłacić jeszcze jeden rachunek w roku więcej i jeszcze trochę. Oznacza to, że jeżeli chce się zachować poziom opłat na mniej więcej tym samym poziomie, to trzeba zmniejszyć zużycie, tak żeby skompensować ten jeden dodatkowy rachunek w roku. To nie będzie łatwe, ale jak to się mówi – Polak potrafi.

Podziękujmy temu rządowi za to, że nie był w stanie przez 6 długich lat swoich zmarnowanych dwóch kadencji zrobić niczego konkretnego w kierunku budowy polskiej elektrowni atomowej! Sześć lat to naprawdę wiele – to dużo zmarnowanego czasu, za którego stratę odpowiada – pan Tusk i jego partia, do spółki z panami z PSL – Pawlakiem i Piechocińskim.

Jak będą rosły państwa rachunki za prąd, proszę o tych panach ciepło myśleć w długie – ciemne i zimne wieczory.

3 komentarze

  1. inicjator_wzrostu

    Bez prądu, lub z pobieraniem jego w minimalnym zakresie – przetrwamy.
    @Autor chyba jest młodym człowiekiem i nie pamięta czasów PRZEDLODÓWKOWYCH w Polsce.
    Mam na myśli lata 60-te, czasy średniego Gomułki.
    Lodówki nie były w powszechnym użyciu, a żywność łatwopsującą się – jakoś przechowywano. Do sklepów dopiero zaczęły wchodzić pierwsze lady chłodnicze.
    Pralek nie było, tzn. były pierwsze FRANIE, o energochłonnych AUTOMATACH nikt nie słyszał.
    O zmywarkach do naczyń w domach – nikt też nic nie słyszał.
    I tak można by ciągnąć.
    Po prostu ludzie na wsiach i małych miasteczkach dadzą sobie radę.
    Mieszczuchy sczezną, bo w blokach nic się nie da zrobić.
    Wnioski: za 30 lat miasta w Polsce opustoszeją.
    Komunikacja piesza, rowerowa lub konna. Wszystko ekologicznie i bez pośpiechu.
    Zresztą po co tak pędzić? Dokąd?
    Do wyższych kosztów funkcjonowania?
    PRZETRWAMY!

  2. paulkamil-1993@wp.pl

    a jaki jest rachunek atomowej: budowa / miejsca pracy w PL i poza PL wg watrosci/ koszty działania, ubezpioeczenie i koszt likwidacji – ? prosze o fakty

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.