Z przestudiowania mapy polskiego wybrzeża wynika że nie mamy Krymu!

Z przestudiowania mapy polskiego wybrzeża wynika trudna do przedstawienia informacja, mianowicie jednak – pełni obaw o ewentualny publiczny lincz ogłosimy to pierwsi w Polsce. Mianowicie proszę państwa czytelników – nie mamy Krymu! Co więcej nie mamy nawet szans na dostęp do Krymu, jak na złość nie leży nad tym morzem do którego aktualnie mamy dostęp. Od Uznam po Frombork i jeszcze dalej na północny wschód – nie ma Krymu! Może chociaż byśmy sobie wyhodowali z piasku jak Arabowie w Zatoce Perskiej – jakiś mały Krym, na którym moglibyśmy pobudować sobie domki? Przynajmniej dwa – z piasku, jeden dla pana premiera a drugi dla jego ministra – sami państwo wiecie którego. Też chyba nic by z tego nie wyszło, bo jeszcze trzeba podgrzewać potem morze no i temperatura w ogóle nie taka, brak słońca. No nie ma Krymu! To jest naprawdę przerażające! Widocznie to jakiś spisek “ruskich” czy co?

Powstaje pytanie, czy mapę polskiego wybrzeża miał możliwość chociaż pobieżnie przestudiować też pan premier? Może w towarzystwie pana ministra spraw zagranicznych? Może oni nie są do końca pewni, czy my ten Krym mamy? No co! Przecież mają prawo się pomylić, mają prawo do błędów w ocenie! Naprawdę! Gdzie Rzym, gdzie Krym! Przecież to jest bardzo możliwe, że komuś się wydawało, że Krym leży gdzieś w Polsce? W końcu ma tyle skojarzeń dla Polaków zdaje się dwóch wieszczów o nim pisało, jeden potężny i bajecznie bogaty magnat zbudował tam sobie pałacyk, zdaje się w Jałcie (który odkupił od niego sam Car). Potem w tym pałacyku nasi zachodni sojusznicy przyjęli propozycję naszego wschodniego sąsiada (a konkretnie pewnego Gruzina, który zajął miejsce tradycyjnie obsadzane przez Cara) co do przyszłych losów naszego kraju, tych niedawno minionych. No inaczej trudno jest ten nasz sentyment do Krymu wytłumaczyć, aha jeszcze nasi Tatarzy! O tak, to wszystko uzasadnia! Odzyskać Krym, żeby nasi Tatarzy mieli gdzie paść swoje koniki (jeżeli jakieś jeszcze mają bo unijne przepisy są bezwzględne dla chowu zwierząt kopytnych)! Rzeczywiście to wspaniały pomysł i powód do stawania okoniem zachodniej dyplomacji i konfliktowania się ze wschodem! Więcej interesów Rzeczpospolitej i powodów do interwencji w sprawie Krymu nie ma.

Trzeba wyciągnąć wnioski z tej całej awantury, opisać dokładnie poszczególne role, co kto zamierzał i co zostało osiągnięte. Niestety powodów do chwały nie mamy. Trzeba to sobie jasno powiedzieć – nasze znaczenie polityczne wśród partnerów na zachodzie zmalało, dla krajów sąsiednich z UE – staliśmy się amortyzatorem emocji, a na wschodzie wiele straciliśmy w oczach Rosjan, natomiast Ukraińcy będą mieli do nas UZASADNIONE pretensje jak się zorientują w jakim miejscu są, no i że Krym mogą oglądać już tylko na mapie!

Nie da się po prostu zrozumieć, dlaczego i na podstawie jakich przesłanek są w Polsce czynniki polityczne, których przedstawiciele wyraźnie nawoływali do powstrzymywania Rosji sprzeciwiającej się faszyzmowi  na Ukrainie, nawet jeżeli w konsekwencji oznaczałoby to dla nas konflikt. Można przyjąć za uzasadnione ich obawy, że zgodnie z tezą nieżyjącego pana prezydenta Lecha Kaczyńskiego – po Gruzji i Ukrainie przyjdzie kolej na Polskę, jednakże w takim ujęciu – uznajemy, że NATO to papierowy tygrys z zębami z „papier-mâché” i jego gwarancje niczego nie znaczą, a ewentualne współrządzenie Ukrainą przez partię nacjonalistyczną, której lider jawnie domaga się rewindykacji kilku polskich powiatów jest w naszym interesie narodowym.

Najgorsze jest to, co się prawdopodobnie stało w optyce postrzegania Europy Środkowej przez Waszyngton, który pod rządami tej administracji, po prostu nie ma pojęcia o tej części świata i nie rozumie lub nie chce zrozumieć delikatności i natury naszych relacji i współzależności. Jeżeli w tej chwili Amerykanie potraktują nas jako możliwe miejsce przyszłego starcia zbrojnego – to lepiej zacznijmy się obawiać o przyszłość, ponieważ to nie o to chodzi. Oczywiście wiadomo, że to są czynniki obiektywne, jednakże o wiele lepiej jest budować wielką przestrzeń bezpieczeństwa, spokoju i dobrobytu od Lizbony przez Paryż, Berlin, Warszawę aż po Moskwę (z uwzględnieniem Mińska) a na Władywostoku kończąc, niż żyć w realiach kraju frontowego, w którego opozycji do wielkiego sąsiada nie wiadomo o co do końca chodzi. Tutaj, też nie miejmy złudzeń, za dwa lata nikt nie będzie o tym konflikcie pamiętał, a na pewno już nie będzie rozumiał jego przyczyn i źródeł, a na pewno już naszych racji, roli, argumentów i oczekiwań. Bez marzeń i złudzeń! Przede wszystkim nie można się karmić własną propagandą, czy też nawet tym jakby się chciało, żeby ta propaganda wyglądała.

Proszę sobie zadać pytanie – czy chcielibyście państwo umierać za Krym, którego naprawdę nie ma na naszej mapie, czy też bliższa ciału koszula? Jeżeli ktoś ma problem z rozważeniem tego dylematu niech się zastanowi czy Ukraina jest członkiem NATO i czy mamy wobec siebie jakiekolwiek zobowiązania sojuszniczo-obronne? Proszę nie mieć złudzeń, liczą się realia! Prawdziwe, chłodne, pragmatyczne realia a nie banalność i chęć wykorzystywania tragedii sąsiedniego Narodu do celów wewnętrznej polityki krajowej…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.