Polityka

Przesilenie w koalicji i wcześniejsze wybory, czy rząd potknie się o budżet?

 Nie ma się, z czego śmiać, nieudolność pana Piechocińskiego i cynizm pana Pawlaka spychają nasz kraj na pole przesilenia w koalicji, po którym mogłyby wydarzyć się wcześniejsze wybory. W momencie jak PSL zażąda otwarcia rozmów koalicyjnych – w trakcie trwania koalicji, PO ma pełne prawo otrzymać coś w zamian, albowiem renegocjacje wynikają z wewnętrznych przetasowań w PSL, partnerowi koalicyjnemu nic do tego. W takiej sytuacji, każda decyzja będzie oznaczać osłabienie PSL, jako partnera koalicyjnego poprzez zabranie ludowcom np. jednego ministerstwa, bo wpływów w KRUS, raczej nie chcieliby oddać za żadne skarby, a ministerstwo – to w istocie tylko problem, ewentualnie mogą wymienić dwa za jedno.

Sama funkcja wicepremiera należy się im jak psu buda i gdyby pan Piechociński z niej zrezygnował, pogrążyłby się prestiżowo natychmiast, albowiem to o wiele więcej niż unikanie odpowiedzialności za trudne decyzje, jakie musi jeszcze podjąć ten rząd.

Zdecydowanie to nie jest śmieszne i to nie ze względu na żałosną kondycję rozbitych i podzielonych ludowców, ale na możliwe wewnątrzpartyjne naciski na Donalda Tuska. Może się, bowiem okazać, że jego partyjni koledzy będą chcieli więcej – czegoś kosztem rozbitych i liżących rany ludowców, w skrajnie dramatycznym scenariuszu „PSL Pawlaka” może podzielić się władzą z Platformą obywatelską i przejąć klub parlamentarny, izolując nowe władze tej partii od wpływu na realne decyzje w koalicji. Wówczas pan Piechociński będzie mógł sobie „apelować” do premiera w konkretnych sprawach, licząc na to, że jego cyniczny konkurent nie storpeduje jego pomysłów na klubie parlamentarnym.

Wszelkie konstrukcje sztuczne i atrapy są chwiejne, wie to każdy i pewien prezes prawdopodobnie już zaciera ręce, albowiem nagle się może okazać, że jego premier techniczny wcale nie jest takim śmiesznym pomysłem jak się nam wszystkim wydawało i to właśnie on – wielki prezes okazał się najdalej widzącym wizjonerskim politykiem.

Jeżeli doszłoby teraz do przesilenia, to początek grudnia sprawy nie załatwi – chodzi o budżet. Do 28 listopada komisja finansów powinna przyjąć sprawozdanie odnoszące się do projektu budżetu, który już miał pierwsze czytanie. Na 11 grudnia zaplanowano drugie czytanie budżetu a na 14 grudnia jego trzecie czytanie, – co oznacza głosowanie nas ustawą budżetową na 2013 rok! Następnie zgodnie z planem – budżet jest przekazywany Senatowi nie później niż 19 grudnia, wówczas może tam swobodnie leżakować do 8 stycznia. 10 stycznia ponownie zbiera się komisja finansów – żeby debatować nad poprawkami Senatu do budżetu, które ostatecznie się głosuje 23-25 stycznia na posiedzeniu Sejmu. Najpóźniej 28 stycznia budżet ląduje pod piórem pana Prezydenta i wszyscy jesteśmy tylko normalnie smutni, albowiem jeżeli to się nie uda – to możemy być smutni bardzo.

Jak w warunkach braku konsensusu procedować budżet, przy tak minimalnej przewadze głosów, jaką ma nasza koalicja rządząca? Naprawdę widmo prezesa krąży nad Sejmem! Tu się może komuś bardzo łatwo nóżka pośliznąć – po prostu, bo jest ślisko i leżymy.

Donald Tusk, czy chce czy nie chce powinien już teraz szukać dodatkowego zaplecza dla przyjęcia budżetu – to jest możliwe głosami Ruchu Palikota i Sojuszu Lewicy Demokratycznej, jednakże z pewnością będzie wymagało jakichś ustępstw. Przy czym, jeżeli miałyby to być ustępstwa merytoryczne – wpisane do budżetu, to niezwykle trudno będzie je przeprowadzić po 14 grudnia, albowiem będzie to jawny sygnał dla PSL, że właśnie spada z koalicji, a od stycznia jego kadry mogą sobie szukać nowej pracy.

Coraz smutniej to wszystko wygląda! Było przecież tak fajnie do tej pory, rząd trwał i dzięki nawet minimalnej stabilizacji mógł pozwolić sobie, na jako takie zajmowanie się – tak się składa fundamentalnymi problemami zewnętrznymi. Jednakże w tym układzie, Donald Tusk nie ma żadnej pewności, że jeżeli wróci z Brukseli z mniejszą ilością pieniędzy niż się po nim spodziewają, to na pewno będzie to doskonała okazja do kolejnych ataków. Kto będzie go bronił? Schowany w swoim ulubionym brzozowym lasku Piechociński?

Destabilizacja polityczna to ostatnia rzecz, jakiej w tej chwili potrzebujemy. Jeżeli do tych możliwych kłopotów – w dzień przed spodziewanym głosowaniem w Sejmie budżetu – 14 grudnia dodamy manifestację prawicy z okazji 13 grudnia (rocznica wprowadzenia Stanu Wojennego), to naprawdę robi się z tego nieciekawa mieszanka rodząca znaki zapytania.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

14 + eleven =