Dlaczego my tak przerażająco mało zarabiamy? Winny brak indeksacji!

Jednym z kluczowych winnych naszych szokująco małych zarobków jest brak indeksacji płac. Wielką zdobyczą związków zawodowych ery przemysłowej było wymuszenie na kapitalistycznych burżujach – indeksowania wartości płacy godzinowej odpowiednio o wskaźnik, w przypadku powodzenia działalności operacyjnej przedsiębiorstwa (czy całej branży). To w ten sposób zachód zbudował swoją potęgę – gdzie organizacje związkowe zmuszały przedsiębiorców z mniejszym lub większym skutkiem do dokonywania indeksacji. Uzasadnieniem dla myślenia w ogóle w kategoriach indeksowania pensji jest naturalne działanie przedsiębiorców w przypadku dekoniunktury, czyli cięcie pensji. Skoro więc da się pensje ciąć w dół, to równie dobrze powinno się dać je podwyższać w okresach poprawy dochodowości? Efekt tego w najbardziej rozwiniętych gospodarkach był zawsze taki, że gospodarka zyskiwała nowe bodźce dzięki zdeagregowanemu popytowi wielu jednostek, otrzymujących stopniowo kolejne podwyżki. W sumie miało to wpływ na produkcję i rozruszanie usług, a to dodatkowo napędzało gospodarkę. Ponieważ mechanizm – sam się dostosowywał, to znaczy sam się regulował, co prawda nadążnie i podwyżki były zawsze ze stratą dla pracowników – nie było presji inflacyjnej, a nawet jak pojawiała się, to przedsiębiorcom było łatwiej podnieść ceny – gdy widzieli, że jest popyt na rynku. Całość funkcjonowała doskonale mniej więcej do czasów pana Reagana i pani Thatcher, to oni są odpowiedzialni za wyrwanie związków zawodowych z układów zbiorowych neoliberalno-kapitalistycznych gospodarek USA i Wielkiej Brytanii.

Rola związków zawodowych jest tu nie do przecenienia, po prostu bez ich pomocy – nie ma żadnego realnego powodu, dla którego przedsiębiorca miałby dzielić się zyskami ze swoimi pracownikami – mniej więcej proporcjonalnie do uzyskiwanego dochodu. Nie ma bowiem takiej siły, włącznie z rządem która miałaby zmusić przedsiębiorcę do wyjęcia własnych pieniędzy i zapłacenia komuś więcej niż musiał płacić do tej pory. Konkurencja na rynku pracy jest realna i istnieje, dlaczego więc ktoś ma płacić więcej niż musi? To znaczy więcej niż skłonni są przyjąć ludzie ubiegający się o pracę? Rolę regulatora mają pełnić związki zawodowe – to one mają reprezentować pracowników przed przedsiębiorcami. Jeżeli nie spełniają swojej roli są niepotrzebne, z tym wyjątkiem że mogą nie spełniać roli ze względu na problemy czynione przez państwo – ostatecznego gwaranta wszelkich relacji.

Jeżeli mielibyśmy w gospodarce podpisane realnie obowiązujące układy zbiorowe, zapewniające wzrost wartości wynagrodzeń wraz ze wzrostem dochodów przedsiębiorstw, to w ciągu 10 lat jakie upłynęły od wejścia do Unii Europejskiej, jest wielce prawdopodobne że procent składany podwyżek pensji, nie tylko przekroczyłby procent składany inflacji z tego okresu (nie wielkiej, ale po zsumowaniu znacznej), ale prawdopodobnie wykazałby wzrost realnych wynagrodzeń tym sposobem jakoś nadążających za wzrostem wydajności w gospodarce.

Uwaga – nie mówimy tutaj o jakich strasznych wzrostach, chodzi o to żeby pensje nie stały w miejscu, tylko stopniowo były podwyższane np. w wymiarze kwartalnym lub półrocznym – ewentualnie obniżane, jeżeli taka jest sytuacja przedsiębiorstwa – w jakiejś relacji do płacy minimalnej. Mówimy o wzrostach rzędu 1,5-3% rocznie! Czyli około 40 zł wzrostu pensji minimalnej a do niej odpowiednio więcej pensji średniej i realnie płaconej w gospodarce. Z czasem oczywiście by to rosło. Jednakże to się musi dziać samo, a nie być wymuszane z wielkim pojękiwaniem przez rząd! Rząd ze swoją płacą minimalną powinien nadążać za rynkiem.

W obecnej sytuacji w Polsce, z takimi związkami zawodowymi jakie mamy i przy takim nastawieniu przedsiębiorców, nie wspominając już o ogólnej porażce jaką jest rząd sam dla siebie – to jest niemożliwe. Strony komisji trójstronnej się personalnie nienawidzą, co wynika prawdopodobnie z charakterów, jednakże co tu dużo ukrywać – po prostu związki zawodowe ciągle przywalone etosem nie spełniają swojej roli. Nie są w stanie niczego wymusić i zarówno przedsiębiorcy jak i państwo mają pracowników w głębokim… nazwijmy to dołku. Między innymi dlatego jest jak jest, natomiast na co warto zwrócić uwagę – indeksacja świadczeń społecznych ma się w najlepsze – chociaż płacimy za to corocznym pogłębianiem zadłużenia kraju.

4 thoughts on “Dlaczego my tak przerażająco mało zarabiamy? Winny brak indeksacji!

  • 7 lutego 2014 o 20:39
    Permalink

    Chyba nie ma jednoznacznej odpowiedzi dlaczego – jest wiele powodów, ale szukanie kasy u przedsiębiorców prywatnych, głównie właścicieli małych i średnich firm jest nie na miejscu wg mnie – oni płacą podatki, żyją w swoich miastach itd. Duże firmy mają ulgi, lepsze warunki, tanią siłę roboczą, która za tą samą pracę dostaje tyle samo złotówek co Niemiec czy Belg euro, a ten towar później kosztuje u nas tyle samo euro co w Niemczech czy Belgii. Drugi powód – rozbudowany socjal w kraju. Myślicie, że ilu pracujących musi się złożyć na jednego niepracującego lub rencistę po kopercie? Kolejna rzecz – biurokracja. Biurwy, które liczą cały dzień na kalkulatorze, to co można zrobić w excelu w ciągu 30 sekund kosztują załóżmy 2 tys netto mies, przez co 10 pracowników musi złożyć sie po 200 zł ze swojej pensji, lub 100 po 20 zł lub 1000 po 2 zł. Pracownik, bo nie przedsiębiorca. Wg mnie obniżenie podatków i spadek biurokracji ożywi konsumpcje i gospodarkę, o ile kasa nie będzie szła na Zachód, do koncernów. Trzeba kupować swoje.

    Odpowiedz
  • 11 lutego 2014 o 05:11
    Permalink

    Gdy powstawaly prawdziwe z.z. Polski nie bylo jako org.politycznego.Gdy w okresie miedzywojennym w polsce formowal sie zdrowy ruch zawodowy,klasa posiadajaca nauczyla sie skutecznie przed nim bronic.Zawodowi podjudzacze w stylu “walesowiczowskim” sprowadzali cenna inicjatywe prawdziwych dzialaczy do roli pariasa.W chwili obecnej w Polsce nie mozemy liczyc na powstanie dobrze zorganizowanego ruchu zawodowego na wzor amerykanski.Bedzie prawdziwym bohaterem narodowym ten kto potrafi przechytrzyc klase pracodawcow i stworzyc taka organizacje ze przynaleznosc do niej bedzie chluba dla kazdego pracownika.Za autorem tego felietonu powtarzam ze jedynie zwiazki zawodowe “unions” sa w stanie nauczyc pracodawcow jak owocnie dzielic sie zyskiem z pracownikiem.
    P.S.Drogi Gregu!Twoja wypowiedz jest niedojzala bo emocjonalna.Gospodarka opiera sie na duzych korporacjach.Mali,ktorzy tez sa potrzebni,mosza sie dostosowac.

    Odpowiedz
  • 15 lutego 2014 o 12:04
    Permalink

    CHYBA CZEGOŚ NIE ZROZUMIAŁEM JAKIE PIENIĄDZĘ PRACODAWCY, TO LUDZIE JE WYPRACOWUJĄ A NIE ON SAM ON JEST MÓZGIEM ALE BEZ RĄK LUDZI NIE MIAŁ BY NIC SKOŃCZYŁ BY POD MOSTEM WIĘC ???OBUDŻMY SIĘ

    Odpowiedz
    • 15 lutego 2014 o 12:27
      Permalink

      Nie zrozumiał pan. To pracodawca ponosi ryzyko utraty kapitału i bankructwa. Pozdrawiam WJ.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.