Przepis na rządzenie Polską: pierwsza strona książeczki wyborczej

Z przeprowadzonego wywiadu wśród znajomych, z wielu miejsc w kraju, ale względnie opiniotwórczych wynika podstawowy wniosek – wybory mogły zostały prawdopodobnie zmanipulowane na poziomie systemowym – wiele osób skłania się do tej hipotezy. Kluczem do zwycięstwa – na rzecz, którego prawdziwości CO ZASTRZEGAMY nie ma dowodów – miała potencjalnie stać się książeczka wyborcza, o której zastosowaniu rzekomo zdecydowano PO LOSOWANIU. Do póki, zatem nie dojdzie do udowodnienia tezy i kolejności losowania list i podjęcia decyzji czy drukować na „płachcie”, czy w formie „książeczkowej” – będziemy żyli w świecie mitów i domysłów.

W zasadzie nie powinno się komentować i rozpowszechniać plotek, ale o tym szumi pół Polski, jeszcze się nie zdarzyło, żeby różni ludzie w opiniach, – co do prawdopodobieństwa – byli tak zgodni. W realiach polskich pewną przesłanką mógłby być przetarg, a ten musiał być zdefiniowany w określonym czasie, co do SIWZ – niestety na stronach PKW nie ma informacji o przetargu na druk kart do głosowania, więc nie da się wygasić tej nieszczęsnej plotki. Losowanie numerów list wyborczych miało miejsce 17 października 2014 roku. Uwaga – jest oczywistym, że drukarnia musiała czekać na informacje o numerach list. Więc kluczowe jest pytanie o to, kiedy sformułowano specyfikację i co w niej było np. wskazanie na „książeczki”, jako oblig, czy jako opcję?

Powyższe jest po prostu przerażające i lepiej, żeby nie było prawdą i żeby się nigdy nie potwierdziło, bo przecież nikt rozsądny nie uwierzy w to, żeby tak ustawić wybory, aby koalicjanta ustawić na pierwszej pozycji a przez to zebrać dużą ilość głosów „z automatu”. Dochodzą do tego żenujące informacje o bardzo wysokich ilościach głosów nieważnych, ponieważ właśnie błąd generowała nieszczęsna książeczka – ludzie rozumieli, że na każdej stronie mają postawić jeden krzyżyk. Komisje nie mogły udzielać żadnych informacji, poza sztampową formułką.

Zastanawiające jest to, dlaczego przez ostatni miesiąc przed wyborami telewizja publiczna i inne telewizje stale nadawały informacje o tym jak głosować! Prawda – no przecież musieliście to państwo widzieć? Nie widzieliście? No właśnie, niestety bo niczego nie było tylko jakieś banalne komunikaty. Dzisiaj ludzie rozumieją na zasadzie obrazków – jak się nie pokaże na zasadzie zainscenizowanej, to nie ma się pewności, że ludzie zapamiętają. Uwaga nie mówimy o przygotowaniu komunikatów dla rzutkich menadżerów w białych kołnierzykach gdzieś wysoko w chmurach Warszawy. Informacja wyborcza musi być przygotowana dla przeciętnego Polaka, przy czym musi uwzględniać przeciętność. Tak, żeby każdy mógł „załapać”, o co chodzi i jak ma się zachować.

W naszym interesie jest tą sprawę wyjaśnić do gołej kości, nawet jeżeli musielibyśmy z winnych zrywać mięśnie na żywca, to trzeba to zrobić, ponieważ dalej jest przepaść – przepaść delegitymizacji władzy samorządowej. Dalej jest już tylko chaos i upadek demokracji. Czy w ogóle wyobrażacie sobie państwo konsekwencje masowych protestów ludności sprzeciwiającej się podanemu wynikowi wyborów? Jeszcze tego w Polsce nie było od czasów słynnego referendum 3xTAK, kiedy to nieliczne grupy działaczy PSL-u odważyły się na protest, co w warunkach komunistycznego terroru było równoznaczne z ryzykiem śmierci lub ciężkiego więzienia.

Już jest jak jest, obecnego stanu nie zmienimy, jednakże widać że państwo musi się opierać na rządzie, to nie może być tak, żeby decydowali o sprawach państwowych ludzie z immunitetami i dożywotnimi poborami, którym nic się nie da zrobić i nie musi im na niczym zależeć. Państwowa Komisja Wyborcza ma pozostać niezależnym podmiotem, ale to Prezes Rady Ministrów powinien móc w każdej chwili powoływać i odwoływać jej szefa, a resztę składu niech stanowią niezależni sędziowie mianowani przez władzę sądowniczą, jednakże decyzje niech należą do profesjonalnego urzędnika – sędziowie mają patrzeć na ręce. Ktoś, bowiem musi odpowiadać za ostateczny wynik działania tego podmiotu, tym kimś powinien być właśnie premier, czy też niech to może będzie rząd (uchwałą).

Poza tym nie może być tak jak jest w kontekście prawa o zamówieniach publicznych, nie możemy się sami kastrować przez zapisy tego prawa. Po prostu pewne kwestie powinny być z tego wyłączone, a firmę mającą przygotować program do obsługi wyborów można wybrać w losowaniu – nie ma innego wyjścia, jeżeli zawodzą wszystkie procedury – trzeba uciec się do tego ostatniego ratunku dla demokracji, z którego już korzystali starożytni Grecy.

5 myśli na temat “Przepis na rządzenie Polską: pierwsza strona książeczki wyborczej

  • 20 listopada 2014 o 09:06
    Permalink

    Dzień Dobry.
    Znacząca większość przyjmuje z mainstreamu wartościowaną definicję głosowania. Wartościowanie definicji to jedno z narzędzi manipulacji. Wystarczy napisać np “ruskie trolle” i zaraz kto “troll” to “ruski”. To oczywiście w ramach przykładu i dlatego nie na temat.
    Odnosząc się jednak do wartościowania definicji, upowszechnia się, że ideą wybierania jest oddanie WAŻNEGO głosu. I tu mamy pułapkę wynikającą z manipulacji. Ideą jest ODDANIE GŁOSU. Jeśli wśród oferowanych nam kandydatów żaden nie budzi naszego zaufania (łagodnie mówiąc to OBOWIĄZKIEM obywatela jest w trybie wyborczym poinformować “górę” “co o tym myśli”, poprzez ODDANIE NIEWAŻNEGO GŁOSU (nie mylić z unieważnieniem głosu bo to jest sytuacja post factum). I teraz informacja statystyczna (działam wolniej niż PKW 😉 ). Na 37 osób wśród moich bliskich znajomych, 23 ODDAŁY głos nieważny. Wpisuje się to w ogólny trend krajowy choć na tą skale trudno to sprawdzić. Jednak patrząc na profile tzw. kandydatów, w tym szczególnie przyglądając się tym “u mnie”, w stolicy dawnego księstwa które historią stoi u korzeni tego Państwa, nie byłbym zdziwiony gdyby nasze społeczeństwo pomne doświadczeń własnych oraz przez pryzmat doświadczeń sąsiedniego państwa, wybrało pokojową drogę obywatelskiego nieposłuszeństwa, niźli droga kamieni, koktajli Mołotowa, bólu, łez, krwi i śmierci. Sam przez już pół życia staram się w tej materii edukować co jak widać w moim środowisku przynosi efekty.
    Daleki jestem natomiast od tego że masowo ktoś coś “zniekształcił” bo z całym szacunkiem ale to jest jak założenie że większość polaków to idioci, z czym to się zupełnie nie zgadzam, choć trzeba przyznać że zrozumienie tego że: MOŻNA ODDAĆ NIEWAŻNY GŁOS przez co ZAGŁOSOWAĆ i WYRAZIĆ SWOJE POGLĄDY, zrozumienie tego jest, delikatnie mówiąc, słabe.
    Nie mam zamiaru dawać wiary politykom czy dziennikarzom bo teraźniejszość doprowadziła te dwie żyjące w symbiozie grupy do tego samego pokoju z napisem “okłamywanie Społeczeństw i Narodów”.
    Może to jeszcze nie czas (choć czas już najwyższy) ale patrząc na przyszły rok: marzy mi się bardzo wysoka frekwencja z “niewiarygodnie” (dla “nich”) wysokim procentem głosów nieważnych. Może i fantastyka ale koncept dobry i w słusznej sprawie.
    Pozdrawiam
    Udanego dnia

    Odpowiedz
    • 20 listopada 2014 o 09:39
      Permalink

      Przyznaję że zaprzestałem oglądać “polską” TV, czytać “polskie” gazety oraz “polskie” portale…
      Ale w wyborach uczestniczę “od zawsze”. Nawet na studiach w czasie stanu wojennego będąc na wybrzeżu dopilnowałem by mieć ze sobą odpowiedni dokument by zagłosować. Głosowałem oddając głos NIEWAŻNY i miałem ogromną satysfakcję czytając w specjalnie na tę okazję kupionej Trybunie że w danym okręgu były TRZY głosy nieważne – czyli ten mój jeden został zauważony!

      Podobnie jak Pan “szary” miałem głosować jak większość moich znajomych oddając głos NIEWAŻNY, ale tak się złożyło że w moim miejscu zamieszkania o dziwo było na kogo głosować i nawet nie musiałem wybierać mniejszego zła!

      Cała sprawa jest nie tylko hańbą ale zwykłym, ordynarnym przekrętem! Widać że władza już nawet nie zachowuje pozorów…

      Cóż…

      Ośmiorniczki, kamieni kupa i wirtualny kraj…

      Odpowiedz
    • 21 listopada 2014 o 07:05
      Permalink

      Oczywiście minimum co można zrobić, w tej sytuacji, dla utrzymania godności osobistej, jest oddać “nieważny” głos. Lepszym rozwiązanie natomiast jest masowy bojkot wyborów, bo taka akcja może być zweryfikowana niezależnie z zewnątrz.
      Taki masowy bojkot nawet w tym oszukańczym systemie jeszcze ma jakieś konstytucyjne konsekwencje. Innego typu akcje prawie żadnego bezpośredniego wpływu nie mają.

      A nawet jeżeli pójdziemy do urn, problemem jest to że oddany “nieważny” głos nie jest prawidłowo interpretowany, jako jasna i czysta manifestacja racjonalnej decyzji że żaden z kandydatów/partii nie reprezentuje interesów Polski (lub lokalnych) w mniemaniu wyborcy, ale jako zaniedbanie lub błąd wyborcy, uniemożliwiający wiarygodną konkluzję o jego intencjach wyborczych. Taka interpretacja jest bezpośrednim zamachem na zasady demokracji i jest jednym z najważniejszych źrodeł korupcji systemu wyborczego, dlatego że uniemożliwia wyborcy dokonanie konstytucyjnego wyboru partii/kandydatów zgodnie z jego sumieniem. Są kraje w których “nieważne” głosy są liczone i posłowie „nieważni” są regularnie wybierani. (powtórki wyborów).

      Obecny system korumpuje sumienie wyborcy. Dlatego, aby zmniejszyć ten demoralizujący efekt, proponuję, do każdej karty wyborczej, dodanie alternatywy np.fikcyjnego „Ruchu Polska Bezpartyjna” (RPB), dla tych którzy nie mogą, zgodnie z swoim sumieniem głosować na przedstawioną listę. To w większości przypadków niedopuściłby do kazirodczych szopek wyborczych.
      Wybranie większości posłów do Sejmu (sejmików) z RPB znaczyłoby technokratyczny rząd i wcześniejsze wybory. Jak ktoś powiedział, aby rozwiązywać problemy demokracji trzeba więcej demokracji i więcej głosowania aż do skutku. Istnieje już technologia która mogłaby to znacznie ułatwić.

      Ale w końcu jednak, i tak, musimy przełknąć gorzką prawdę, że prawdziwym problemem nie jest nawet, nieadekwatny, system wyborczy a beznadziejnie skorumpowany system polityczny który niestety zajmuje się niczym oprócz, zoologicznej parady alfa-samców lub samic, pseudo-liderów swoich sfór, przed kamerami celebryckich mediów oraz w wolnym czasie, manipulacją i intymidacją psychiczną i fizyczną zmordowanych życiem codziennym wyborców. A robią to na polecenie zagranicznych mocodawców, których często, wraz z żonami odwiedzają na koszt państwa. Takie typowe brechanie polityków jak „ głosuj na mnie bo inny jest gorszy albo jeżeli nie ja to stracisz emeryturę” powinno by sądownie scigane i karane.

      Ale cóż. Jak to kiedyś ważny gość powiedział „potrzebujemy nie tyle rozwiązania tego problemu co jego eliminacji” .

      Odpowiedz
  • 20 listopada 2014 o 19:38
    Permalink

    Dobry tekst.
    Jak tej premii “pierwszej strony” zaradzić w przyszłości?

    Odpowiedz
    • 21 listopada 2014 o 00:49
      Permalink

      Premii pierwszej strony zapewne tak całkiem nie uda się uniknąć. Ale można sprawiedliwiej ją rozdzielić.
      Po pierwsze – okładka. A dalej?
      Poszczególne egzemplarze książeczek powinny mieć losową kolejność list wyborczych. To niesie trochę trudności, ale jest wykonalne technicznie. Wtedy przypadkowe głosy niezorientowanych lub leniwych rozłożą się losowo pomiędzy wszystkie listy.
      Nie będzie to w pełni sprawiedliwe. Partia która zbiera 30% normalnych głosów dostanie taką samą “premię” jak ta, która dostaje tylko 3%, a sprawiedliwsza byłaby premia proporcjonalna. Lepsze jednak to, niż obdarowywanie całą “darmochą” tylko jednej listy, bo to rażąco wypacza wyniki wyborów – co widać na załączonym obrazku.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.