Religia i państwo

Przełom obyczajowo-społeczny to skutek zaniechań i polityki Kościoła a nie spisek

 Kościół dominujący jest na najlepszej drodze do wyczerpania swojego autorytetu, robi to na własne życzenie, z premedytacją i w zasadzie w pełni zgodnie z regułami PR-u, adresowanego przeciwko sobie samemu. Z punktu widzenia marketingowego jest to na pewno bardzo ciekawe, w tym znaczeniu, że dawno nie było nikomu obserwować procesu samozniszczenia na przykładzie tak potężnej i wpływowej instytucji.

Pewne rzeczy się wydarzyły, zaistniały i stanowią stały element naszej rzeczywistości. Przykładowo rozwody – ludzie z nich nie zrezygnują, są dzisiaj tak trwałym elementem naszej kultury, że wszelkie wskazania Prawa kanonicznego odnośnie traktowania rozwodników – w istocie nie mają znaczenia. W ogóle bez wdawania się w szczegóły można powiedzieć, że Kościół dominujący, bardziej funkcjonuje siłą struktur, siłą ludzkich przyzwyczajeń, tzw. dominacja Kościoła obrzędowego – niż siłą wiary swoich wiernych.

Nauczanie religii w szkołach publicznych miało stać się elementem kluczowym w utrwalaniu obecności Kościoła dominującego w naszym społeczeństwie, tymczasem – jest generalna porażka i paraliż. To nie działa, widać, że nie ma efektów, godzina lub dwie godziny religii w tygodniu – to w najlepszym wypadku przygotowanie do klasówki z matematyki, luźna lekcja informatyki, albo zupełnie zmarnowany czas, albowiem jak można nauczać religii? Od kiedy wiara jest nauką? Ktoś chciał dobrze, a wyszło jak zwykle? Generalnie lekcje religii w publicznych szkołach, o wiele bardziej służą jako powód do socjalnego wspierania funkcjonariuszy Kościoła dominującego, niż wypełniają jakąkolwiek funkcję oświatowo-umoralniającą, albowiem nie można jakoś mówić, żeby dzięki nauce religii dorastały nam pokolenia małych filozofów, zafascynowanych prawdami wiary i Sumą Św. Tomasza z Akwinu! W zamian za to mamy powszechne wczesne inicjacje seksualne, luźne podejście do dyscypliny i prawa, brak szacunku dla autorytetów, w tym rodziców – mówimy o całej populacji „Y” i nie tylko. Liczy się to, że cały system – oczywiście z wyjątkiem pozytywnych wyjątków, pasjonatów i innego rodzaju ludzi mających misję zawodową – nie działa.

Jeżeli popatrzymy na to, co nam pozostało z tak propagowanego i ważnego nauczania Jana Pawła II-giego, to z przerażeniem trzeba przyznać, że nawet sam Kościół dominujący w wielu swoich częściach najdelikatniej mówiąc – zapomniał o tym nauczaniu i jego przesłaniu. Można się z tego śmiać, ale przecież Wojtyła zawsze przypominał słowa Chrystusa – cóż to za Kościół, którego pasterze nie chcą słuchać słów swojego Pana?

Szczytem wszystkiego jest nowe zjawisko, do tej pory nieznane w naszym Kościele, jakim są gościnne odpłatne msze święte z osobami, wokół których czyni się aurę uzdrowiciela lub nawet wskrzesiciela! Co prawda są to tylko pogłoski, jednak każdy ma świadomość jak działa kościelny marketing szeptany. Zresztą wszystko można zrozumieć, nie nam zaprzeczać cudom, ale żeby msze były odpłatne? Przecież to nie o to chodzi w Chrześcijaństwie?

Na to wszystko nakłada się jeszcze sposób funkcjonowania Kościoła dominującego, który często w małych miejscowościach i wsiach, bezwzględnie dominuje życie publiczne lokalnych społeczności, stanowiąc element spajający wspólnotę, a przez to stygmatyzacją bywa nieuczestniczenie w jego lokalnym życiu. Najczęściej rozchodzi się o składki komitetów parafialnych, na kolejne fanaberie związane z uprzyjemnianiem życia lokalnego przedstawiciela Kościoła dominującego, ewentualnie innymi wydatkami, które idą przeważnie bardziej w mury niż np. służą wiernym. To może ludzi odstraszać, co więcej to może ludzi oburzać, w tym znaczeniu, że co prawda wszystko ma swoją cenę, ale jednak życie na marginesie Kościoła w małej wspólnocie, a w dużym mieście – to dzisiaj jednak nadal wyczuwalna różnica. Oczywiście nie we wszystkich przypadkach, ale na pewno jest to dominujący model.

Przede wszystkim jednak najgorsze jest to, że oficjalni funkcjonariusze Kościoła, nie tłumaczą swoich decyzji i nie przedstawiają ludziom interpretacji do nich prowadzących. Dotyczy to takich sprawa jak np. In vitro, przerywanie ciąży i inne sprawy, które na pewno miałyby o wiele lepszy odbiór społeczny i spotykałyby się z o wiele większą akceptacją, a nawet utożsamianiem się wiernych, gdyby za decyzjami i za słowami – szły słowa uzasadnienia, dla każdego dostępne i w sposób zrozumiały udostepniające wiedzę, która pozwala oficjalnym przedstawicielom instytucji, do wydania określonej opinii itd.

Laicyzacja będzie postępować, to jest tylko kwestią czasu, kiedy to Kościół dominujący, przegra kolejną bitwę, czy to w zakresie wolności kobiet, czy to w zakresie kontroli nad normami moralnymi, a w szczególności ich granicami. Nic bowiem nie daje Kościołowi dominującemu większej władzy niż możliwość definiowania granic, tego co jest moralne, a co nie jest. Wówczas jeżeli ktoś chce być członkiem Kościoła, musi się podporządkować – nie ma alternatywy, a jakoś wspólnoty Kościołów protestanckich nie rosną lawinowo…

4 komentarze

  1. To kobiety i rewolucja seksualna rozłożyły Kościół, jego retoryka już nie przenika przez usta matek do uszu dzieci.

  2. Stawiam na kobiety.
    Na razie dominują w kościele starsze, byłe członkinie ZMP i ZWM.
    Jak dojdzie do wieku ŁAWKOWEGO pokolenie późnego ZMS – to Kosciół zadrży.
    Kościół zaniknie, gdy pokolenie obecnych 20-30 latek przestanie go odwiedzać, korzystając tylko z niektórych jego USŁUG (obrzędowość katolicka jest bogatsza niż w USC …).
    Czyli za 30-40 lat będą puste kościoły, bo to kobiety w nim dominują.
    Mężczyźni tam przychodzą tylko dlatego, żeby ich pilnować …

    • Chciałam uzupełnić listę kobiet zapełniających ławki w kościołach i dodać, dziewice około 80-tego roku życia oraz ostatnio modny termin, dziewice konsekrowane. Zaznaczam w moim wpisie nie ma ani odrobiny kpiny tylko fakty czytane i to nawet w papierowych oraz własne obserwacje.

  3. afirmacjapuszkizpiwem

    Oczywiście, że to jeden wielki spisek! masonów i cyklistów

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.