Polityka

Przed nami trzy dni rozstrzygające w dużej mierze o przyszłości Europy?

 „Przed nami trzy dni rozstrzygające w dużej mierze o przyszłości Europy” – powiedział pan Donald Tusk Prezes Rady Ministrów Rzeczpospolitej Polskiej w dniu swojego wyjazdu do Brukseli na negocjacje w sprawie kolejnego budżetu unijnego na lata 2014-2020. Można sobie pomyśleć, jaka piękna refleksja – godna męża stanu! Jakie wyczulenie na sprawy międzynarodowe! Jaka troska o pozycję Polski! Jaka czujność i przygotowanie do walki o nasze 300 mld! Coś wspaniałego! Polityk! Wizjoner! Premier!

Niestety już sama leksykalna wykładnia tej niezwykle emocjonalnej wypowiedzi pana premiera wskazuje jak małego formatu jest to człowiek i jak banalnymi kategoriami postrzega sprawy, na których się po prostu nie zna i poznać się nie chce, albowiem sporo czasu już „premieruje” i mógł się poznać gdyby chciał, żeby chociaż takich banałów nie opowiadać.

Niestety ta wypowiedź potwierdza jak małego formatu jest pan premier oraz jak wąskie horyzonty posiada! To jest przerażające, że człowiek bez wizji – przywiązujący nadmierną wagę do pojedynczego wydarzenia rządzi naszym krajem i wywiera silny wpływ na postrzeganie nas w Europie.

Te nieszczęsne słowa może wypowiedzieć i faktycznie przywiązywać do nich wagę – tylko premier, który przez lata nie robił absolutnie nic dla pozycji Polski w Europie, jak również nie przeprowadzał koniecznych reform i zmian – jak również w pewnej mierze zaprzepaścił decyzję o przyjęciu wspólnej waluty Euro – taki premier może przywiązywać do tych trzech dni nadmierną wagę. Taki premier może liczyć na cud – zaklinając rzeczywistość trzymaniem kciuków! Niestety taki premier nie może liczyć na nic więcej!

Zastanówmy się czy my oczekujemy od premiera demonstracji słabości i zaklinania rzeczywistości? Czy też być może jakiś konkretnych i zdecydowanych działań prowadzących do wzmocnienia naszego potencjału na tyle, żeby nasi partnerzy przy stole negocjacyjnym liczyli się z naszym głosem? Zawetujemy? To będzie nasze ostatnie weto, albowiem porozumieją się w ramach grupy państw silniejszych – posiadających wspólną walutę, a my pozostaniemy jak zawsze za burtą, czy też w przedpokoju – oczekując w pozycji kamerdynerskiej na płaszcz pana, w którego kieszeni liczymy znaleźć jakieś okruchy.

Poraża niemoc premiera i poraża jego świadomość, co do niemocy! Jedzie nieprzygotowany, bez zaplecza popierającego, bez wynegocjowania stanowisk z głównymi graczami – jedzie niczym owca na rzeź – jedzie żebrać! Bo nic innego nie można powiedzieć o tej bezsensownej eskapadzie – owych trzech dniach, w trakcie, których wszystko ma się zdecydować. Jako podatnicy – życzylibyśmy sobie takiej władzy, która potrafi na tyle przygotować sobie grunt negocjacyjny, że jedzie już jedynie sformalizować swoje zwycięstwo albo trudny kompromis. Jednakże nie życzymy sobie władzy, która jedzie w ciemno – na zasadzie „się zobaczy” jak „się będzie”, to bardzo naprawdę bardzo smutne, w zasadzie dramatyczne.

Ci, co mieli podjąć decyzje już je podjęli, wynik negocjacji jest już od dawna znany – decyzje zapadły w Berlinie i Paryżu, nikt się im nie przeciwstawi, nawet Londyn, albowiem tenże już się chyba zorientował, że jest z własnej winy i woli prawie na wylocie z Unii, gdzie nikt go nie będzie trzymał na siłę. To, co się dzieje obecnie w Brukseli to harce i tańce, dyskusje – w ramach wyznaczonych pól decyzyjnych, delegacje wiedzą ile mogą odpuścić, żeby tacy jak premier Tusk mogli pochwalić się przed swoją opinią publiczną – jak twardo negocjowali i co wynegocjowali. To przerażające, wręcz zniewalające w jak naiwny sposób jesteśmy manipulowani, – że niby pan premier pojedzie i niby coś załatwi, bo rzekomo coś jest na wyciągnięcie ręki i można to załatwić. Zastanawiającym jest to, czy jak pan premier z kolegami zdecydował się na słynny spot wyborczy o 300 miliardach to był w pełni władz umysłowych i wiedział, co się dzieje na świecie i w Europie? Czy też może wydawało mu się, że pojedzie na jakieś negocjacje i w ciągu trzech dramatycznych dni pełnych chwały – wynegocjuje wbrew logice kryzysu taką kwotę?

Można tylko mieć nadzieję, że pan premier wyciągnie nauczkę z własnych błędów i nigdy więcej nie będzie obiecywał niczego na wyrost. Jak również nie będzie trzymał sprawy na ostatnią chwilę, nie będzie czekał na kolejne trzy decydujące dni, tylko spokojnie, metodycznie, planowo i w sposób uporządkowany zacznie wreszcie rządzić – korzystać z tego, że 38 milionowy Naród słucha jego poleceń.

Oczywiście nie można nie być patriotą i należy wesprzeć pana premiera w jego trudzie „premierowania”, niech się mu powiedzie, niech wynegocjuje ile jest w stanie – nawet 250 mld będzie wielkim sukcesem, ba w obecnej sytuacji i przy obecnych nastrojach nawet 200 miliardów! W zasadzie każde pieniądze – do póki nie ma utrwalenia i sformalizowania Unii – są sukcesem.

Trzeba się jednak zastanowić, co dalej? Jak i jakiej zażądać rekompensaty od naszych zachodnich sąsiadów za naszą otwartość gospodarczą i pełną współpracę – prowadzącą w skrajnych przypadkach do normalnego kolonializmu gospodarczego, czego przykład dał niedawno pewien pochodzący z Włoch koncern. Czy ten premier, ba czy w ogóle jakikolwiek polski polityk – jest w stanie bez emocji w sposób racjonalny zacząć rozmawiać z zachodem na temat transferów wyrównawczych do naszej gospodarki po zakończeniu polityki spójności? Nie mamy koncernów, nie mamy firm narodowych – nie mamy podmiotów grupujących się gospodarczo, które nie zamawiają badań naukowych, nie tworzą miejsc pracy, nie zabezpieczają emerytów, nie dają zarobić inwestorom, w tym giełdowym. Podpięliśmy swój wagonik bezkrytycznie, żeby wielka lokomotywa wyciągnęła nas z matni złomowiska historii – jednakże właśnie oto przychodzi czas, kiedy trzeba głośno powiedzieć, że na taki podział pracy, dochodów i wartości dodanej – nie może być zgody, albowiem, jeżeli ten status, jaki mamy w tej chwili zaakceptujemy to będziemy nędzarzami już na zawsze – zawsze będziemy biedniejsi, zawsze będziemy mniej zarabiać, zawsze będziemy gospodarką nadążną, rynkiem zbytu, montownią, miejscem wypoczynku dla turystów, rajem dla seks turystów, mniejszą lub większą porażką.

Dlatego powodzenia panie premierze Tusk!

2 komentarze

  1. Pojechał Donald T. zawalczyć o NASZE.
    Bohater!
    Mróz 40 stopni, a On przez żyto, przez kartofle!
    Bohater i męczennik!

  2. No i wywalczył..

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.