Paradygmat rozwoju

Przebudzenie i przetasowania na polskiej scenie politycznej 2015

 Czekające nas wybory parlamentarne mogą być ostatnimi wyborami zamykającymi porządek ustanowiony przy Okrągłym Stole. Na więcej tzw. środowiskom postsolidarnościowym nie wystarczy już sił i możliwości, chociażby z powodów zwyczajnego starzenia się. Wiele styropianu odejdzie do lamusa, wiele karier się zakończy – nadejdą zmiany związane z przetasowaniem pokoleniowym oraz zmianami w mechanizmach wyłaniania ludzi władzy.

Ludzie wyłonieni w wyborach 2015 – mogą a nawet powinni mieć zupełnie inne cele niż dotychczas rządzący, a przede wszystkim powinni mieć cele jakiekolwiek – umożliwiające im sprawne i efektywne rządzenie, chociażby tylko w warstwie nadawania pożądanego kierunku strategicznego rozwoju kraju. Oczywiście nastąpi także starcie z „reakcją”, stary garnitur – dotychczas trzymany w różnego rodzaju poczekalniach – uderzy, albowiem jego zegar biologiczny i cykl życia wymuszają określone zachowania polityczne – akurat w tym momencie albo już potem wcale. Będzie to bardzo ciekawe starcie, albowiem być może pierwszy raz w historii będzie to starcie technokratów z ideologami, czyli starcie ludzi wyznaczających cele i mierzących wskaźniki z ludźmi, którzy mówią o normach, wartościach i o stymulowaniu pozytywnych trendów – bez konkretów. Patrząc po życiorysach, w tym datach urodzenia – widać, jak się podzieli scena polityczna, bo ten podział będzie we wszystkich partiach, oczywiście w niektórych będzie bardzo stłamszony, w niektórych wręcz wystawiony na sztandary – być może know how umożliwiającym zwycięstwo będzie właśnie wystawienie technokratyzmu na sztandarach, jako recepty na poprawienie sytuacji w kraju? Czas pokaże – to już bardzo blisko.

Nie znamy jeszcze programów partii, jednakże błąd popełni ta, która nie zaproponuje niczego nowego – pozostając jedynie przy modyfikacji dotychczasowego paradygmatu sprawowania władzy. Trzeba pamiętać, że programów w Polsce szczegółowo praktycznie nikt nie czyta – liczą się hasła i to na ich poziomie odbywa się zasadnicza dyskusja. W ten sposób już na wstępie zyskują zwolennicy ideologii, albowiem upraszczając i uogólniając – przedstawiają społeczeństwu rzekomy wybór w zakresie spraw zasadniczych, – na których siłą rzeczy każdy na ogólnie podstawowym szczeblu rozwoju osobowego się zna, a skoro się zna – zajmuje stanowisko i odzwierciedla je w wyborach. Dłużej jednak to się nie sprawdzi, albowiem atak technokratów może być brutalny i rozsadzający – wystarczy tylko, że wskażą ile przeciętnie kosztuje, co i dlaczego tak drogo. Ludzie nie zaakceptują nawet najmniejszych nierówności, jeżeli chodzi o kwestie finansowe i właśnie na tym można zbudować inteligentny program wyborczy. W naszych realiach jednak będziemy mieli do czynienia z totalnym eklektyzmem – łączeniem ideologii z konkretnymi informacjami, albowiem wówczas jedno wzmacnia drugie w przekazie i wszystkim wydaje się, że tak powinno być albowiem tak było zawsze. Odpowiedzieć można na to tylko w jeden sposób – generałowie zawsze myślą kategoriami już rozegranych kampanii!

W 2015 roku będziemy w nieco innym miejscu niż obecnie. Zaczną się ujawniać niedopasowania strukturalne naszej gospodarki w tym dramat finansowania długiem całego systemu socjalnego, który będzie ciążył na finansach publicznych i pożerał deficyt niczym rak. Właśnie wówczas się to zacznie, wraz z rozstrzygnięciem, co do kryzysu, gdzie nie należy się spodziewać nagłej eksplozji przedsiębiorczości, albowiem ludzie nie mają, za co kupować i nie będą mieli, albowiem nie mają pożądanych kwalifikacji na rynku pracy. Spowoduje to potrzebę poszukiwania odpowiedzi politycznych na rodzące się społeczne i gospodarcze pytania.

Okoliczność ta spowoduje, że kryzys wymusi zmiany generalne, powodując w wyniku licznych procesów – miejmy nadzieję bardziej demokratycznych niż populistycznych – pojawienie się lidera z odpowiednią wizją w charakterze męża opatrznościowego. Nowy lider i nowy ruch – z nim związany będą mieli mandat społecznego przyzwolenia na dokonanie zmian celem ochrony istniejącego statusu quo. Spowoduje to, zmiany i reformy jednakże o ograniczonym charakterze, które z założenia nie mogą się w pełni powieść, albowiem sytuacja będzie wymagała już w niektórych dziedzinach rozwiązań radykalnych. W ten sposób zemści się na nas czas zmarnowany na wojnę polsko-polską z czasów rządów partii prawicowych i partii interesu klasowego (PiS + PO + PSL), to dopiero wówczas będą realizowane reformy, których efekty powinny być już wtedy zbierane.

Dopiero następna ekipa rządząca będzie miała mandat społeczny na prawdziwe reformy, albo będzie je wprowadzać przy braku udziału społeczeństwa – siłą lub metodą faktów dokonanych dla uratowania państwa. Wcześniej będziemy musieli zapłacić cenę za zmarnowane lata nic nie robienia i dywagowania nad wytrzymałością brzozy smoleńskiej.

Jednakże przebudzenie i przetasowania A.D. 2015 będą czymś naturalnym, to się wydarzy i będzie się działo w naszej przestrzeni moderowanej przez liczne procesy zachodzące w naszym otoczeniu, na które przeważnie nie mamy wpływu, a nawet, jeżeli to stale dążymy do zachowania status quo, którego w wielu sprawach nie da się zachować. Od polityków należy oczekiwać, że będą w stanie powiedzieć o tym obywatelom przed wyborami i uczynią z problemów i recept na ich rozwiązywanie rzeczywisty przedmiot debaty publicznej, na której skoncentrują swoje siły i uwagę.

Nie ma innej alternatywnej ścieżki rozwoju politycznego, oczywiście opisywany scenariusz może zostać rozmyty przez zachowanie przy władzy obecnej – samo zadowolonej z siebie elity, albo przełamanie jej szczęśliwej passy przez drugą z prawicowych opcji. Wówczas wszystko przybierze nieco inną formę, ale w zakresie merytorycznym będzie ewoluowało do bariery przełamania, gdyż wymuszą to po prostu finanse.

4 komentarze

  1. Wierny_czytelnik

    Tutaj raczej nie należy spodziewać się cudów ani męża opatrznościowego. Po prostu jak napisał autor – finanse w zasadzie ich kryzys wymuszą swoje. Wówczas bardzo szybko nastąpi przełamanie wszelkich barier.

  2. Jeśli nie nastąpi KRYTERIUM uliczne pokolenia 1500 brutto, to nic się nie wydarzy. Wszystko pozostanie bez zmian, Tusk zastapi Komorowskiego przy pilnowaniu żyrandola, premierem będzie Schetyna w jakiejś koalicji PO-PiS, co mu zapewni Gowin.

  3. Finanse oczywiście wymuszą zmianę – nie ma darmowych lunchów i wszystko zacznie się sypać, i to będzie nieunikniony impuls, który wymusi zmianę status quo. Bo ten stan już nie będzie mógł dalej trwać.
    To zawsze jakieś światełko w tunelu.
    Ale mój optymizm na tym stwierdzeniu się kończy.
    Albowiem, niezależnie czy zmiany będą bardziej czy mniej rewolucyjne w przebiegu, ich wynik, ich końcowy efekt będzie zależał od tego, czy zamieszkująca ziemie Rzeczpospolitej Polskiej ludność będzie w stanie 1.wyłonić sprawne elity, które będą w stanie zapanować nad anarchią i chaosem, sformułować sensowną wizję przyszłości a następnie 2.czy owa ludność
    potrafi konsekwentnie takie elity i wizję wspierać nie zrażając się tym, ze przez wiele lat oznaczać to będzie pot, krew i łzy; zasypując przepaście i budując wspólnotę. Jednocześnie trzeba będzie uniknąć skutecznie plagi lenistwa, bylejakości, hurraoptymizmu, sprzedawczykowstwa, zdrady, zaprzaństwa i całej długiej listy naszych przywar narodowych.
    Dodać należy, że 3. w takim hipotetycznym momencie będzie jakiś kontekst międzynarodowy, zewnętrzny, może globalny i raczej nie należy oczekiwać, że będzie to kalka z 1918r, kiedy to, w dużej mierze przypadkiem, dostaliśmy od Historii wyjątkową szansę. Jest wysoce prawdopodobne, ze (trzymając się historycznych analogii) te dwa lata, dzielące 1918 i 1920 rok nie będą nam dane.
    (Tu przy okazji nośne porównanie pomiędzy dwudziestoleciem 1918 – 1939 a obecnym okresem 1989 – ?)
    Zakładam, ze taka potencjalna zmiana zmiecie (nareszcie!) ze sceny politycznej 90% dotychczasowych aktorów. To warunek sine qua non jakiejkolwiek szansy na powodzenie. Kto ich zastąpi?
    Przyglądając się polityce na szczeblu krajowym czy gminnym widzę trochę młodych. Prawie wszyscy są janczarami wychowanymi w partyjnych szkółkach, przybudówkach, młodzieżówkach. Nie chcę nikogo obrażać, ani narażać gospodarza tego portalu na proces, ale skojarzenia które mam patrząc na ten polityczny narybek są jednoznaczne: komsomoł i hitlerjugend w wersji “light”.
    Uprawiać dzisiaj skutecznej polityki nie jest w stanie sprzątaczka, kucharka, ani nawet elektryk. Zwłaszcza, jeśli myślimy nie tylko o machiaweliczno-populistycznych metodach dorwania się do władzy, ale też o zdolności do organizowania wielopłaszczyznowego dobrobytu i bezpieczeństwa rządzonej społeczności. Kucharka może mieć wymagane predyspozycje moralno – etyczne, ale to niestety nie wystarczy.
    Polska nie posiada nie tylko elit, ale nawet materiału na elity, bo cała aktywna politycznie młodzież wsysana jest (i następnie formowana) przez upartyjniony do bólu system rekrutacji do elit. Palce na klawiaturze chciały ułożyć się w przymiotnik “zideologizowany” – ale w gruncie rzeczy nie ma tu mowy o żadnej ideologii, której można by zarzucić że jest romantyczna, zbrodnicza, głupia czy nieskuteczna – zero idei.
    Gdzieś na marginesach jest pewnie garść jednostek, które posiadają część predyspozycji potrzebnych do stania się takimi elitami. Jednak predyspozycje te nigdy nie są kompletne.
    Bo jeśli sprawny medialnie – to narcyz i celebryta, jeśli moralnie, etycznie bez skazy – to niesprawny politycznie, jeśli niezły menedżer – to niestety złodziej, jeśli orator – to bez wizji itd, itp.
    O stanie społeczeństwa łatwo się przekonać włączając na chwilę telewizor – społeczeństwo jest takie, jaka telewizja, telewizja taka, jak społeczeństwo; przy czym ta równowaga ewoluuje, niestety w dół w wyniku (celowych czy jedynie oportunistycznych) wysiłków dysponentów mass mediów.
    Trudno o optymizm.
    Jednak wartość niektórych spraw nie jest ściśle związana z szansami ich powodzenia – róbmy swoje: konstruujmy gdzieś wokół siebie w najbliższym (i w miarę możności dalszym) sąsiedztwie jakieś sfery normalności, rozsądku, wspólnoty. W tym najbliższym, sąsiedzkim wymiarze jest to najczęściej gra o sumie niezerowej.
    Nawet, jeśli w końcu przegramy – przynajmniej trochę normalności doświadczymy. A może zdarzy się cud ?
    Czego Szanownym Państwu – i sobie- życze.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.