Ekonomia

Projekt tzw. podatku handlowego silnie uderzy w średni handel i konsumentów

 Rząd trochę przekombinował, miało być przeciwko wielkiemu handlowi w celu ulżenia „naszemu polskiemu drobnemu”, ale jak zwykle władze wykazały się nieznajomością rzeczywistości i przyłożyły franczyzie. Skutek jest taki, że wielu średnich kupców się skarży, co więcej przekazują informacje swoim klientom – wszyscy są niezadowoleni i można mówić o bardzo istotnym naruszeniu społecznego miru wokół rządu – na jego bezpośrednim zapleczu. Wszyscy pamiętamy jak wiele zrobiono w trakcie kampanii wyborczej, żeby pozyskać środowiska Małych i Średnich przedsiębiorców dla prawicy. Obiecywano praktycznie wszystko, a szczytowym osiągnięciem legislacyjnym miało być wyższe opodatkowanie sklepów o większej powierzchni, domyślnie należących do zagranicznych sieci handlowych, jak również rzekomo polskim przedsiębiorcom miało pomagać ograniczenie i inne opodatkowanie handlu w niedzielę. Oczywiście o konsumentach ani słowa, jednak kto uwierzy w to, że działa jakiś rynek i w wyniku wysokiej konkurencji mamy chyba najtańszą żywność w Unii Europejskiej?

Wiadomo, że rząd nie ma pieniędzy i jedynym sposobem na to, żeby je miał – z jego perspektywy jest zabranie ich nam. Niestety ta oczywista, oczywistość nie dociera do wszystkich, którzy w ogóle ją odrzucają, chociaż nie mamy żadnych innych możliwości finansowania własnej biedy niż z własnej kieszeni. Oznacza to mniej więcej tyle, że od dodawania nowych podatków, nie przybędzie nam misek z zupą lub udek kurczaka, albo ziemniaków! To, chyba rozumie każdy? Dzięki podatkom można te ogórki inaczej podzielić, jednak trzeba mieć do tego odwagę cywilną. Niestety tej rządowi Prawa i Sprawiedliwości oraz partii współtworzących obóz wielkiej zmiany brakuje.

To, co zaproponował rząd, jako tzw. podatek handlowy ma jedną wadę a zarazem zaletę, to podatek obrotowy. Nalicza się go, jako procent obrotu, jest to, więc taki „ułomny” VAT, mający tą wadę, dla przedsiębiorcy, że nie ma jak go odliczyć. Wszystko, co handlowiec może z nim zrobić, to go zapłacić odliczając z zysku, pod warunkiem, że w ogóle zysk odnotowuje i jest on wyższy niż podatkowa cześć obrotu np. 2% Ewentualnie musi go przerzucić na klienta, co się i tak w praktyce zawsze dzieje, bo zysk przecież nie rodzi się z powietrza, tylko z portfeli konsumentów. Ponieważ podwyżka VAT-u już nie wchodzi w grę, albowiem można byłoby zdusić gospodarkę, poza tym z tym podatkiem jest olbrzymi problem, jeżeli chodzi o tzw. dziurę w VAT. Zanim nie będzie koncepcji jak sobie z tym problemem poradzić i odzyskać dla budżetu należne mu pieniądze (około 30-40 mld PLN), to jakiekolwiek podwyższanie tego podatku, po prostu jest bez sensu. Stąd jedyną korzyścią z tego podatku, w tej sytuacji jest stabilizowanie dochodów z niego, do póki jest obrót w gospodarce. Jednakże istnienie na raz tych dwóch podatków nie ma sensu, a dla przedsiębiorców może być zabójcze.

W tym wszystkim ważne jest także spojrzenie z perspektywy klientów, to oni w ogóle finansują i przedsiębiorców i budżet, w tym przypadku – na pewno podatek obrotowy będzie zawsze niekorzystny, bo przedsiębiorcy muszą go przerzucić na klientów. Generalnie stopniowo wszystko zdrożeje, albo będzie się zwalniało ludzi lub dusiło łańcuch dostaw, żeby zaoszczędzić na dokonywanych zakupach i generalnie logistyce.

Ponieważ jest to gmeranie w żywej i istniejącej gospodarce, może się dla nas wszystkich skończyć stosunkowo źle, ponieważ nie wiadomo jak w praktyce będzie wyglądał sektor handlu po roku – dwóch od wprowadzenia tego podatku i np. zakazu handlu w niedzielę, z nakazem naliczania wyższej stawki podatku w sobotę. Przedsiębiorcy postarają się o to, żeby do ludzi dotarło, że „kiedyś było lepiej” i że wszyscy muszą płacić więcej za „dobrą zmianę” Prawa i Sprawiedliwości. Wielkie sieci handlowe, dysponujące nieograniczonymi możliwościami w żonglowaniu przy sprawozdawczości podatkowej już dały przecieki jak mogą w ogóle ten podatek obejść. Skutek jest taki, że jest to działanie rządu, które w ogóle nie ma sensu politycznego, a na pewno wątpliwy ekonomiczny.

Jeżeli już naprawdę potrzebujemy pieniędzy, to niech rząd przekona społeczeństwo do jednej stawki VAT-u na wszystko np. na uśrednionym poziomie 15%, który jest od lat wskazywany przez wielu ekonomistów, jako poziom neutralny wobec obecnej stawki podatkowej z możliwością jego zwiększenia, do 18% jeżeli dochody, by znacząco w pierwszym roku spadły. Co prawda żywność by zdrożała, jednakże kompensowałoby się to np. niższym VAT na usługi telekomunikacyjne, zawsze jest coś – za coś, a tutaj bonusem politycznym byłoby uproszczenie rozliczeń a co za tym idzie prawie automatyczne uniemożliwienie przeprowadzania oszustw na tym podatku. Stawka jest tak duża, że być może jakby się udało załatać dziurę, to łączne dochody z VAT by nie spadły, a mielibyśmy jedną stawkę na wszystko. Ile mniej biurokracji! Wszystko przejrzyste i proste!

Najbiedniejszym i tak rząd wyrównałby wyższe wydatki na VAT przez podwyższenie progu wolnego od podatku w podatku dochodowym od osób fizycznych oraz przez mechanizmy wsparcia socjalnego.

Mali i Średni przedsiębiorcy mają przeważnie duże przełożenie na posłów z każdej partii, a na małomiasteczkowych posłów Prawa i Sprawiedliwości w szczególności. Już mówi się, że prawie na pewno rządowy projekt podatku przepadnie w Sejmie, albowiem partia rządząca nie pozwoli na to, żeby jej własne zaplecze się odwróciło w pierwszym kwartale rządów.

W ogóle sama idea wprowadzania podatku “za karę” jest po prostu głupia, to nie o to chodzi w roli państwa w gospodarce.

2 komentarze

  1. Realistyczny scenariusz tego co nas czeka.

    Wzrostu w gospodarce nie będzie, wzrośnie chaos i niepewność.

    Miesięcznicami smoleńskimi i mszami za Ojczyznę tej dziury ekonomicznej się nie zasłoni.

    Nawet przyznanie się Rosji do zamachu oraz oddania wraku wraz ze skutymi kajdanami sprawcami – tego nie zmieni.

    Rządząca partia straci część swego żelaznego elektoratu: sklepikarzy i ubogich emerytów, co wobec szalonych kilkuzłotowych podwyżek świadczeń w marcu – tylko ich rozsierdzi.

    Nadchodzą złe czasy biedy, destabilizacji i ośmieszania hurra-religijnego patriotyzmu.

    Po drodze będą masowe aresztowania przeciwników “dobrej zmiany” i podobne szykany.

    O ile Minister od obrony nie wywoła wojny, to czeka nas burzliwa dekada, z zanikaniem etosu styropianowego na jej końcu.

  2. WALDEMAR SPOD CZESKIEJ GRANICY

    Oni się bawią a zawsze zapłacą zwykli ludzie, tylko niektórzy dostaną po 500 zł

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.