Paradygmat rozwoju

Program „Rodzina 500 +” to nie jest rozwiązanie problemu braku dzieci

 Pojawiają się argumenty wobec przeciwników i krytyków programu „Rodzina 500 +”, emocjonalnie atakujące te osoby za niechęć do wsparcia dla polskich rodzin, polskich dzieci. Zwłaszcza, że są znane przykłady z państw zachodnich, gdzie władze wypłacają o wiele korzystniejsze benefity z tytułu posiadania potomstwa. Diagnoza zwolenników tej polityki rządu jest następująca, – jeżeli inni mogą, to my także, poza tym już samo odmawianie polskim dzieciom pieniędzy jest niegodne itd., itp.

Z argumentami emocjonalnymi z zasady się nie dyskutuje, ponieważ taka dyskusja jest bezcelowa, zwłaszcza jak zwolennicy danej teorii opierają swoją argumentację na poczuciu, że będzie lepiej, czy też wprost na wierze w słuszność. Jednakże można zawsze pytać o pieniądze, zwłaszcza jeżeli te, mają pochodzić z naszego wspólnego budżetu i czy przewidziana alokacja jest efektywna i nie dyskryminująca w funkcji celu.

Co jest celem tego programu? Rząd mówi o zwiększeniu dzietności – ma być więcej dzieci, ponieważ zwłaszcza matki mają mniej się bać o ekonomiczną stronę życia, dzięki finansowemu wsparciu ze strony rządu. Jednakże to jest tylko i wyłącznie założenie teoretyczne, nie wiemy jak się będą zachowywać gospodarstwa domowe. Tego dowiemy się gdzieś w pięć lat od rozpoczęcia działania programu. Na razie bazujemy na przypuszczeniach i zupełnie słusznym przeświadczeniu, że każdy będzie chciał się „załapać”.

Jeżeli więc celem ma być zwiększenie ilości porodów, to należy zadziałać nie na wszystkie dzieci, tylko na te, które dopiero się urodzą i to w rodzinach, które nie radzą sobie finansowo, ponieważ rozdawanie pieniędzy ludziom, którzy ich nie potrzebują jest marnowaniem środków publicznych, to w istocie ZWIĘKSZENIE DEGRESYWNEJ SKALI PODATKOWEJ. Bogaci dzięki tym kwotom, będą płacić jeszcze mniejsze podatki. Przecież w budżecie rodzinnym każdy wpływ od państwa – to zmniejszenie zobowiązań wobec państwa. Prosty, wręcz banalny rachunek wynikania.

Co więcej, głównym problemem dla młodych małżeństw (młodych ludzi), jest zdobycie mieszkania. Kredyty są niedostępne, a jak są dostępne, to za takie ceny i na takich warunkach, że w istocie są najlepszymi środkami antykoncepcyjnymi w praktyce, jakie w ogóle można sobie wyobrazić. Jak to jest możliwe, że rząd nie widzi, że właśnie w tym miejscu starcia rynku z potrzebami socjalnymi społeczeństwa – poszliśmy za daleko w stronę rynku. Nie dość, że mamy programy dopłat dla młodych małżeństw, to jeszcze są znane problemy z osobami, które zostały w jakiejś mierze oszukane przez banki przy większości udzielanych kredytów w walutach obcych. Pomimo tego, nadal nie mamy rozwiązanego problemu braku mieszkań, jak również, w tych mieszkaniach, które są – nie przybywa dzieci. Żeby zrozumieć ten mechanizm, trzeba sobie uświadomić, co jest największym problemem? W uproszczeniu – poziom dochodu rozporządzalnego rodzin po opłaceniu kosztów mieszkania (kredyt i utrzymanie) oraz kwestia zabezpieczeń w przypadku utraty źródła dochodu, rzadkiej choroby śmiertelnej itd. Właśnie tego się ludzie boją, po pierwsze że im nie „wystarczy” na życie po opłaceniu wszystkiego, a po drugie, że wszystko co będą mieli, będą mogli stracić i jeszcze zostaną z długiem, nawet już nie mając nieruchomości (jeżeli wartość kredytu przekroczy wartość licytacji komorniczej itp.).

Jeżeli już mielibyśmy podejść do problemu rodzin i dzieci w sposób systemowy, to przede wszystkim trzeba ustanowić prawnie warunki nienaruszalności prawa do mieszkania – centrum interesów życiowych. Można to było zrobić w ten sposób, żeby po prostu wszystkich nieco ubezpieczyć, tak żeby każdy, kto posiada nieruchomość, płacić niewielką kwotę (progresywnie od wartości) z tytułu ubezpieczenia. Jeżeli dana osoba straci możliwość zarobkowania, albo zachoruje, wówczas powinna mieć zagwarantowaną nienaruszalność mieszkania opłacanego przez specjalny fundusz, właśnie z tych składek i wsparcia państwa. Oczywiście nie mówimy o tym, żeby przez całe życie utrzymywać komuś pałac. Na wszystko można wprowadzić normy np. nie więcej niż 70 m2 itd., pod rygorem eksmisji do innego lokalu itp. Dodatkowo podstawowe kwoty za opłaty eksploatacyjne i komunalne również można opłacać na podobnej zasadzie masowego powszechnego ubezpieczenia, gwarantowanego przez państwo. Czy to naprawdę jest niemożliwe do zrobienia?

Dodatkowo kobietom bezrobotnym, albo uzyskującym dochód z pierwszej skali podatkowej bez względu na źródło jego pozyskania, w okresie ciąży i przez rok od urodzenia dziecka, jeżeli się nim opiekują po prostu powinno się wypłacać świadczenie socjalne, tak żeby rzeczywiście nie bały się macierzyństwa. Na tyle wysokie, żeby mogły się w tym czasie samodzielnie z dzieckiem utrzymać. Być może to zabrzmi brutalnie, ale to jest właśnie to – im częściej jesteś w ciąży, tym masz więcej benefitu i to bez sprawdzania komukolwiek, czy jest z partnerem, czy nie. Świadczenie należy się po przyniesieniu zaświadczenia o ciąży i kropka. Całość powinna się liczyć do emerytury jak normalny staż pracy, jeżeli się pracuje – to podwójnie! Chodzi o to, żeby stymulować aktywność i pracę, a nie pytać się kobiet czy mają partnera i ile dzieci i zastanawiać się, czy będą dalej otrzymywały 500 PLN na drugie dziecko, jeżeli pierwsze zginie w wypadku. Niestety takie zapytania także można znaleźć w sieci.

W obecnym kształcie, rozdawanie po 500 PLN na głowę, nawet dla bogatych rodzin, ale nie dla samotnych matek z jakimś niewielkim dochodem, to jedna wielka społeczna ściema. Jak w ogóle odpowiedzialna partia mogła, coś tak bezwzględnie dzielącego społeczeństwo i drenującego budżet, zaproponować społeczeństwu? Potrzebujemy rozwiązań systemowych – zawsze stymulujących rzeczywistość, a niegenerujących rozdawnictwo i roszczeniowość społeczeństwa. Nie, dlatego bo nienawidzimy dzieci, ale dlatego ponieważ pieniądze publiczne powinny zawsze przynosić korzyści dla wszystkich, a coś takiego jak decyzja o posiadaniu dziecka – to decyzja na całe życie, wymuszająca odpowiedzialność. Jeżeli kogoś nie jest stać na zapewnienie dziecku godnych warunków życia, to znaczy, że i 500 PLN nie rozwiąże problemu biedy. Jednakże poczekajmy na efekty programu, zobaczymy o ile wzrośnie dzietność, w wyniku programu, adresowanego głównie do już żyjących dzieci…

6 komentarzy

  1. WALDEMAR SPOD CZESKIEJ GRANICY

    Zgadzam się ale tylko cześciowo – rzeczywiście dla większości populacji to nie pomoże, to będzie 500 stów więcej do budżetu nie zmieniające jakoś nadzwyczajnie sytuacji. Jednak to będzie bardzo wiele dla rodzin patologicznych i w skrajnej nędzy – to jakieś 15% społeczeńśtwa to przeważnie rodziny wielodzietne. To będą dla nich pieniądze na przeżycie lub – jak nie dopilnuja z gminnego ośrodka pomocy – na wino w kartonie…

  2. Najpierw odpowiedzmy sobie na pytanie jaki sens ma w Polsce zwiększenie dzietności(?) – emigracja na przysłowiowy zmywak, czy też praca przy sprzedaży hamburgerów (w tej branży mamy najbardziej wykształconą kadrę co najmniej licencjat a nawet magisterium). Koszty wykształcenia tych ludzi ponosi całe społeczeństwo.
    Młodzi nie zrozumcie mnie źle, jestem po waszej stronie i uważam, że pracę powinniście mieć zgodnie z kwalifikacjami. Choć z drugiej strony Japonia wycofuje się z kształcenia młodych na kierunkach humanistycznych. Większości młodych podoba się kapitalizm, mnie nie, mam porównanie do czasów PRL gdy nie było bezrobocia i budowano miliony mieszkań socjalnych.

  3. Ponieważ nie chcę naruszać powagi tematów innych artykułów zatem bajeczka do @wlodek & @ Mykoła, cytuję z pamięci:

    Król wysłał poddanych po daniny, gdy wrócili spytał płacą? odpowiedzieli zgodnie płaczą ale płacą.
    W następnym roku król zadał to samo pytanie i znów padła zgodna odpowiedź śmieją się ale nie płacą. Uważam, że właśnie śmiech jest skuteczną bronią na absurdy a wam się to udaje i tak trzymać.

  4. @Wieczorynko , żarty żartami , ale to może nam w 2017 r. rozwalić budżet ! W tym roku program ( niedoszacowany ) startuje od kwietnia/maja . Ma kosztować 17-18 mld. Rząd ma extra 9 mld. z aukcji LTE . W 2017 koszt tego to 23 – 25 mld. A extrasów nie będzie ! Więc może być żle . Ale Ty @Wieczorynko zdaję się mieszkasz poza Polską więc żartujesz .

    • @ fly, od urodzenia mieszkam w Polsce i to na dodatek w tak zwanej Polsce B. Właśnie dlatego nabrałam dystansu do gaduł różnych “ekspertów”.
      Budżet natomiast mogą nam rozwalić różne agencje ratingowe gdyż Polska jest słabym krajem. Od zawsze uważam i dawałam temu wyraz na tym portalu, że Polska powinna współpracować przede wszystkim ze Wschodem (Rosja, Białoruś). Mieszkając na prowincji wbrew pozorom można więcej zaobserwować aniżeli mieszkając w tak zwanym City. Pozdrawiam.

  5. Wieczorynko,to nie bajka , to życie,śmiech to zdrowie ,chociaż po wczorajszym spektaklu p.Mggggggggggg nie wiedziałem czy śmiać się czy płakać? Pozdro.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.