Ekonomia

Program robót publicznych – stała alternatywa dla ślepego rozdawania zasiłków

 Polska potrzebuje programu robót publicznych finansowanego centralnie a zorientowanego lokalnie. Stopa bezrobocia rośnie, system przeciwdziałania bezrobociu jest daleki od obiektywizmu nie mówiąc już o efektywności, patologia uniemożliwia ocenę, – kto faktycznie potrzebuje pomocy i w jakim zakresie. Wedle zapowiedzi najwyższych urzędników naszego państwa – potwierdzanych przez publikujących ekonomistów przed nami trudny rok. Na naszym rynku pogrążającym się w stagnacji zaczyna być trudno o pracę, w tym szczególnie trudno o pracę jest w niektórych – szczególnie dotkniętych przez biedę regionach kraju. Mamy gminy oraz nie bójmy się tego powiedzieć – całe powiaty dotknięte ryzykiem popadnięcia lokalnych społeczności w nędze, albowiem lokalne gospodarki nie wytwarzają niczego, na co byłby potrzebny zbyt poza nimi. Szczególnie zagrożone są obszary kraju, w których żyje znaczna część ludności utrzymująca się głównie z transferów socjalnych, przyzwyczajona do bierności zawodowej i pracy na czarno – wykonywania chwilowych prac za pieniądze, które mają wystarczyć na przetrwanie do kolejnego sezonu.

Wiele jest takich gmin pełnych ludzkich dramatów, do tej pory przez 23 lata transformacji największym przejawem troski państwa o wsparcie dla takich społeczności były słynne „kuroniówki”, jednakże efekty starań nieodżałowanego symbolu polskich przemian pana Jacka Kuronia nie mogą zastąpić aktywizacji lokalnych społeczności i uzyskania przez nie zdolności do samofinansowania się. Chodzi o rozwiązanie problemu strukturalnej biedy napędzającej ubóstwo i stymulowanej przez brak perspektyw na terenach gdzie ludność post-rolnicza nie ma źródeł utrzymania umożliwiających im i ich dzieciom funkcjonowanie w oparciu o możliwości lokalnych społeczności. To zjawisko dotychczas na polskiej prowincji niespotykane, albowiem kryzys dotyka rolników, którzy porzucili swoje zajęcie z różnych względów, najwcześniej ekonomicznych, – czyli subiektywnego stwierdzenia niskiej opłacalności produkcji rolnej.

Efekty braku szeroko zakrojonych polityk społecznych widzimy w statystykach emigracji. Ludzie niemogący znaleźć sobie miejsca we własnych wspólnotach lokalnych migrują do dużych miast, skąd są wypychani lub sami wypychają innych za granicę. W efekcie, co prawda następuje przesunięcie potencjału, jednakże ostateczny efekt jest ujemny.

Nie ma szybkiego i łatwego lekarstwa na bezrobocie, ale można złagodzić jego skutki poprzez umiejętną politykę aktywizacji zawodowej ludności i wsparcie dla przedsiębiorców, zwłaszcza tych tworzących nisko i średnio płatne miejsca pracy dla osób bez kwalifikacji i doświadczenia potrzebnego w zawodach wymagających specjalizacji, wykształcenia i doświadczenia. Jednakże w okresie kryzysu należy stosować narzędzia stymulujące bezpośrednią interwencję na rynku pracy, należy pomyśleć o skonstruowaniu odpowiedniego programu robót publicznych, który jak wspomniano powyżej – byłby finansowany centralnie, ale ukierunkowany lokalnie, w ten sposób, że państwo zlecałoby samorządom lub wyspecjalizowanym instytucjom (np. OHP) organizację pracy na obszarach szczególnie zagrożonych.

Program robót publicznych to coś więcej niż zwykłe wypłacanie zasiłków, które zawsze deprawują. Jednakże żeby ludzie chcieli zaangażować się w pracę w ramach takiego programu muszą one mieć skonkretyzowane cele i nie być poniżające. Co to oznacza? Należy odpowiednio przemyśleć, co się robi, gdzie i jak oraz dbać o to, żeby cele programu były skorelowane z realnie osiąganymi efektami. Nie można finansować pracy dla samej pracy, albowiem to nie ma w praktyce żadnego sensu, poza marnowaniem czasu ludzi.

Program powinien być przygotowany centralnie, w taki sposób, żeby władze lokalne mogły lokalnie zadysponować przydzielonym zasobem pracy ludzkiej na działania potrzebne dla funkcjonowania lokalnej społeczności. Celowym jest pogrupowanie pracowników ze wsi i małych miast w struktury ponad gminne, tak żeby wykonywanie pracy nie wiązały się tylko z lokalnym terytorium, gdzie np. prace ziemne lub porządkowe mogą być uznane przez sąsiadów i zainteresowanych za upokarzające.

Rząd powinien zapłacić za zestaw prac realizowanych przez pracowników na rzecz potrzeb lokalnych społeczności. Najlepiej jakby powiązać kilka zadań ze sobą i skupić się na największych wyzwaniach dla lokalnej przestrzeni. Powinno to dotyczyć takich zagadnień jak np. prace przeciwpowodziowe, prace melioracyjne, prace drogowe (w zakresie możliwości finansowych) oraz wszelkiego rodzaju prace remontowe. Nie bez znaczenia mogą być też prace mające na celu np. przygotowanie nowych terenów inwestycyjnych celem udostępnienia ich w swojej ofercie przez samorząd. Możemy być spokojni – ilość prac niezbędnych do przeprowadzenia w polskiej przestrzeni publicznej na pewno nas zaskoczy. Same porządkowanie poboczy dróg i likwidacja dzikich wysypisk, to wyzwania wykraczające poza jakikolwiek program robót publicznych, na jaki nas stać. Ważne jest, żeby prace wykonywane były dla rozwiązania problemów lokalnej społeczności. W tym zakresie możliwe jest też świadczenie prostych prac pomocniczych i porządkowych dla organizacji pozarządowych oraz nawet osób fizycznych, jeżeli spełniają kryteria pomocy społecznej, jako osoby samotne i niezdolne do samodzielnego radzenia sobie.

W zakresie organizacyjnym strukturę można oprzeć na powiatowej administracji pracy, Ochotniczych Hufcach Pracy oraz co najważniejsze – na specjalnych zasadach gwarantujących nie konkurowanie na rynku pracy także lokalnych przedsiębiorcach, dla których utrzymywanie zewnętrznie pracownicy byliby realnym wsparciem w trudnych kryzysowych czasach. Oczywiście powierzenie pracowników opłacanych przez rząd przedsiębiorcom musiałoby się wiązać z częściową odpłatnością za ich zatrudnienie, albowiem w przeciwnym wypadku – „państwowi” wyparliby natychmiast robotników niewykwalifikowanych ze wszystkich firm. Dlatego też należałoby bardzo ostrożnie oferować to wsparcie, bazując bardziej na działalności administracji lokalnej i wspomnianych OHP, – jako sprawdzonych i doskonale funkcjonujących organizatorów.

W efekcie nasze samorządy zyskałyby pewien potencjał sił roboczych zdolnych do zmiany lokalnej rzeczywistości, w tym w szczególności wykonywania prac interwencyjnych w zakresie spraw najbardziej niezbędnych – jak wspomniane zabezpieczenie przeciwpowodziowe. Jest oczywistym, że z owoców tej pracy korzystałyby lokalne społeczności przez lata, co może być nie bez znaczenia. Ze względu na zróżnicowanie zapotrzebowania potrzeb na prace – należałoby też rozważyć umożliwienie stworzenia zespołów pracowniczych zdolnych do zamieszkiwania poza miejscem zamieszkania – tak żeby mieć możliwość skierować o wiele większe siły i środki na szczególnie wymagające odcinki prac w danym regionie. Wyjście poza skalę regionalną wydaje się nieuzasadnione, jednakże nie można go wykluczyć – należy pozostawić to do rozstrzygnięcia samorządom lub też uprawnionym do korzystania z pomocy tego typu pracowników uprawnionych instytucji państwowych jak właściwe administracje wodne lub np. Wojsko i Straż Pożarną.

Ważna jest też sama organizacja pracy, jak wspomniano niezbędnym jest oderwanie pracowników od wspólnoty lokalnej – to przy dużej – ogólnokrajowej skali działań nie będzie trudne. Pracownik poza płacą powinien także otrzymywać darmowe wyżywienie zbiorowe – bez możliwości zrezygnowania z niego, dzięki czemu zapewni się standaryzację i stworzy rynek zapotrzebowania na usługi cateringowe. Niezbędne byłoby oczywiście wypełnienie wszystkich wymogów BHP – zwłaszcza w szczególności tych dotyczących należytego ubioru i odzieży ochronnej.

W tak przewidzianym programie niezbędne było by podzielenie dostępnych sił na oddziały i zespoły, w taki sposób żeby możliwa była rotacja, przenoszenie oraz dowolne manipulowanie podstawowymi zespołami pracowniczymi. Można by było w tym celu wykształcić i wykorzystać struktury obrony terytorialnej a całości systemu nadać charakter paramilitarny – tak, żeby były szanse na wykorzystanie zbudowanej sieci powiązań dla potrzeb obrony cywilnej i obrony terytorialnej. W ten sposób uzyskałoby należyte wykorzystanie potencjału zaoferowanego za państwowe pieniądze.

W programie należałoby przewidzieć udział więźniów, – ale tylko i wyłącznie na zasadzie pełnej dobrowolności, co jest zrozumiałe ze względu na prawa człowieka, jak również rzeczywistą efektywność wykorzystania tych zasobów. W przypadku zdecydowania się na strukturę paramilitarną (oddziały, zespoły itp.), właściwe odseparowanie pracowników od pracowników-więźniów byłoby bezproblemowe.

W efekcie uruchomiono by program setek drobnych napraw i udogodnień, który zmieniłby rzeczywistość lokalną naszych małych ojczyzn.

Dla powodzenia programu niezbędne byłoby przemodelowanie systemu pomocy dla bezrobotnych w ten sposób, żeby każdy ubiegający się o pomoc miał wybór – albo niski zasiłek lub brak prawa do zasiłku, ale prawo do świadczeń związanych z ubezpieczeniem społecznym – albo praca w ramach programu robót publicznych. W tym miejscu dochodzimy do kwestii zasadniczej, czyli oferowanego wynagrodzenia. Jest oczywistym, że nie można zaoferować wyższego wynagrodzenia niż płaca minimalna. Ubranie robocze, wyżywienie i transport zbiorczy powinny być świadczeniami równoległymi, tak żeby pracownik wiedział, na co się decyduje i miał pewność, że po zachowaniu określonych standardów otrzyma wynagrodzenie, co więcej, że ma pewną pracę na zdefiniowany okres czasu. Dla czytelności programu i trwałości struktur pracowniczych należałoby zawierać kontrakty, co najmniej roczne, przy czym z gwarancją natychmiastowego rozwiązania kontraktu za porozumieniem stron, jeżeli pracownik znalazłby pracę na rynku pracy. Koniecznością byłoby pozostawienie pracownikom zatrudnionym w programie jakiegoś czasu na poszukiwanie pracy na rynku pracy, w zależności od organizacji i trybu prac mógłby to być wolny dzień w tygodniu, kilka dni w miesiącu lub dodatkowy miesiąc w roku – ważne byłyby preferencje pracowników – zwłaszcza na obszarach rolnych, gdzie istniałaby duża szansa na zatrudnienie tych ludzi przy pracach rolnych, a to byłoby możliwe przy skomasowaniu należnego im urlopu i dodatkowego miesiąca na poszukiwanie pracy. System powinien być dogłębnie przemyślany, ze wsparciem w zakresie lecznictwa ogólnego i specjalistycznego włącznie, tak żeby umożliwić biorącym udział w programie – troskę o własne zdrowie. Innymi słowy – program poza zagwarantowaniem przynoszącej pożytek sensownej pracy miałby na celu zapewnienie szeregu korzyści socjalnych. Pracownik wiedziałby, że poza nie ma, co ukrywać niskim wynagrodzeniem może liczyć na cały szereg badań i świadczeń zdrowotnych, na które ani nie miałby czasu, ani pieniędzy, – jeżeli by nie pracował, a decydując się na udział w programie musiałby przez nie przejść w ramach wykonywania odgórnych poleceń (oczywiście dobrowolnie), ale znając mentalność Polaków możemy być pewni, że będą woleli się „leczyć” niż pracować.

Reasumując – program robót publicznych jest nam potrzeby dla osiągnięcia wielu celów społecznie użytecznych. Oparcie systemu wsparcia dla osób bezrobotnych o zatrudnienie w takiej strukturze może stanowić istotną społecznie alternatywę w czasach kryzysu.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.