Progi elit – rewolucja 2017 roku?

Zadziwia selektywna wybiorczość premiera Tuska w jego dążeniach reformatorskich. Zaproponowany katalog oszczędności w praktyce będzie dotyczył głównie osób o średnich i średnich niższych dochodach. Osoby ubogie od zawsze są poza systemem, bez kapitału nie mają szans na równoprawne uczestnictwo w systemie. Nikogo to nigdy nie interesowało i nie interesuje.

Kolosalnym błędem premierostwa Jarosława Kaczyńskiego było zlikwidowanie III ciego progu w podatku dochodowym od osób fizycznych, w zamyśle miało to doprowadzić do „sprawiedliwości społecznej”, albowiem bogaci rzekomo płacili za dużo w stosunku do swoich dochodów. W praktyce sprezentowano najzamożniejszej części społeczeństwa ulgę w kosztach utrzymywaniu państwa, które w swojej dobroci i doskonałości umożliwia im najszersze, – bo proporcjonalne do uzyskiwanych dochodów – korzystanie z przywilejów w przestrzeni publicznej. Trzeba o tym pamiętać, że bogatsi po prostu konsumują więcej i mają więcej przywilejów związanych z uczestnictwem w systemie, a przez to więcej ten system kosztują. Nie chodzi tylko o tak banalne sprawy jak różnica w koszcie uzbrojenia terenów przeznaczonych do zabudowy wielo– a jedno– rodzinnej. Sprawa ma przełożenie na np. zapewnienie bezpieczeństwa zewnętrznego, porządku prawnego itd. osoby bardziej zamożne częściej korzystają z instytucji i procesów gwarantowanych przez państwo.

W związku z powyższym większe zaangażowanie finansowe na rzecz państwa ze strony podmiotów i osób uprzywilejowanych finansowo w systemie społeczno-ekonomicznym danego państwa, jest jak najbardziej uzasadnione. Nie chodzi tylko o sprawę podatków bezpośrednich, powiązanych z poziomem dochodów. Można głośno zadać pytanie o celowość unikania tematu podatków o własności, albowiem nie ma powodu, dla którego państwo miałoby opierać się na dochodach z podatków pośrednich i akcyzowych. Nie jest sprawiedliwym system, w którym konsumenci jogurtów i paliwa utrzymują państwo, w którym posiadacze nieruchomości dostatnio spijają „śmietankę” czynszową – bez konsekwencji katastralnych.

Niestety nie da się zmienić myślenia osób, które liberalizm mają wbity do głowy niczym dogmat, a to, że zbankrutowany to już jest mniej ważne. Szkoda tylko, że wszyscy się dziwią, dlaczego w naszym kraju rodzi się coraz mniej dzieci? No, bo jak żyć? Jak żyć panie premierze – dobry dla właścicieli nieruchomości i pogromco konsumentów!

Odrębnym zagadnieniem mogłoby być opodatkowanie transakcji finansowych, ma to oczywiście ważne konotacje prestiżowe – jednakże, dlaczego jeżeli mamy opodatkowane kupowanie wszystkiego w kraju – spekulanci giełdowi są zwolnieni z płacenia podatku od swoich transakcji? Argument, że taki podatek ograniczyłby rozwój rynku kapitałowego w Polsce jest trywialny, albowiem nasz rynek osiągnął już pełną dojrzałość i ma bariery nazwijmy to systemowe, uniemożliwiające upowszechnienie posiadania własności na giełdzie. Coraz więcej osób, po mizernych wynikach TFI ma opinię, ze w istocie giełda i tzw. rynek jest to elitarny klub spotkań dla bogatych i jeszcze bogatszych. Zwykli śmiertelnicy, nieposiadający kontaktów i wiedzy mogą na tym tylko i wyłącznie stracić, składając się na bonusy rekinów biznesu w czerwonych szelkach. Naprawdę nie ma żadnego powodu poza mentalnym i medialnym – żeby nie opodatkować giełdy. Są znane głosy specjalistów, mówiące o tym, że wprowadzenie tego typu uregulowań w pewnej mierze doprowadziłoby do ograniczenia spekulacji – a tym samym zwiększenia stabilności systemu (czytaj zapobiegania kryzysom).

W ostateczności, jeżeli zastanowimy się nad tym, kto płaci za funkcjonowanie naszego państwa, którego utrzymanie naprawdę sporo kosztuje – zawsze dojdziemy do wniosku, że płacą za nie masy. Bogaci, jedynie w systemie podatku progresywnego i podatku od własności, mogą w dużym stopniu przyczyniać się do finansowania systemu, który bogacenie się im umożliwia. To w ich interesie powinno być, – co jest absolutnie naturalne – podtrzymanie tego systemu w stopniu niezmienionym, jak to stało się np. w 1917 roku w Rosji!

Niestety w naszym przypadku, kraju opartego na demokracji medialnej, gdzie mainstreamowi media upychają lekko strawną papkę w głowy mieszkańców – nikomu nie zależy na niczym więcej niż ogłupianiu ludzi. Decydentom systemu opłaca się ogłupiać ludzi medialnie i utrzymywać w posłuszeństwie poprzez system zależności ekonomicznej (dochody równe kosztom – na poziomie przeżycia) i w gąszczu przepisów, których prawie nikt nie rozumie.

Powyższe jest dowodem na prawdziwość tezy, że w naszym kraju powoli i stopniowo dojrzewa klimat do rewolucji. Nie będą jej forpocztą górnicy lub rolnicy, nawet, jeżeli masowo będą przyjeżdżać do naszej pięknej stolicy i głośno artykułować swoje racje! Nie będą, ponieważ w istocie oni bronią jedynie swoich przywilejów danych im przez system, domaganie się przez nich utrzymania przywilejów to jedynie woda na młyn systemu, któremu najbardziej zależy na status quo. Źródłem zmian nie będzie także żadna grupa społeczna oparta na wspólnie wyznawanym wyróżniku np. płeć lub wiek. Nie zreformują nas, zatem ani osoby trans płciowe ani emeryci. Oni także pragną jedynie utrzymania swoich przywilejów lub przyznania praw. Prawdziwym zarzewiem zmian będzie bunt mentalności zwykłych Polaków! Ludzi, którzy uświadomią sobie, że pomimo pracy na n+1 etatu, odkładania podstawowych potrzeb na nieokreśloną przyszłość, ciągłych wyrzeczeń, rezygnacji z budowy rodziny itp. ciągle są i będą biedni!

Oczywiście zmiana ta wymaga dla jednych przemian mentalnościowych, dla innych braku rosołku, co niedzielę, a jeszcze innych bak paliwa samochodu osobowego za 1000 zł (możliwe przy cenie 15 zł za litr). Niestety problem polega na tym, że każda rewolucja zmienia wszystko z wyjątkiem systemu, przeciwko któremu występuje, normalnie biedni stają się jeszcze biedniejsi a bogaci bogacą się nadmiernie. Chyba, że mamy do czynienia z bardzo krwawą rewolucją! Ale tak zdarza się akurat raz na sto lat, czyli wypada w 2017!

4 thoughts on “Progi elit – rewolucja 2017 roku?

  • 26 listopada 2011 o 14:14
    Permalink

    Niepotrzebne by były takie rozważania, gdy by zrobiono tak:
    1. Zlikwidować prawo pracy
    2. Każda osoba pracująca, z wyjątkiem urzędników, ma być przedsiębiorcą
    3. Zlikwidować wszystkie dotychczasowe rodzaje podatków
    4. Wprowadzić jeden podatek od przychodu, o zróżnicowanych stawkach.

    Odpowiedz
  • 27 listopada 2011 o 12:29
    Permalink

    Likwidacja 3 stawki podatkowej byla najwiekszym bledem Kaczynskiego
    4 stawki podatkowe w Holandii
    1 – do € 17,987 podatek 2.35%
    2 – od € 17,897 do € 32,127 podatek 10.85%
    3 – od € 32,128 to € 54,776 podatek 42.00%
    4 – powyzej € 54,777 podatek 52.00%

    Odpowiedz
  • 28 listopada 2011 o 16:23
    Permalink

    Panie “krakauer”, na poczatek gratuluje odwagi w wyartykulowaniu “najwiekszego” bledu Kaczynskiego. Wedlug mnie, ktora to skromna moja osoba identyfikuje sie jako Panstwowiec, takich bledow bylo duzo wiecej niz tylko ten, ze pozwole sobie przypomniec skladke rentowa, ktora to skokowa zwiekszyla dziure w budzecie lub tez niedawna Merkel’gate – wielce dla Polski niekorzystna. Nie bedac jakims wielkim zwolennikiem obecnych zarzadzaczy na Wiejskiej stwierdze tylko iz polityk powinien byc skuteczny, jesli nie jest niech da sobie spokoj z polityka. PiS lansuje sie miedzy innymi jako partia majaca z cel ochrone biednych, stad tez zupelnie nie wiem jak interpretowac likwidacje najwyzszego progu podatkowego – chyba ze to tylko o zrobienie biednych w trabe chodzi jak zawsze, w zwiazku z czym PiS niczym nie rozni sie od innych partii establishmentu.
    W calej cywilizowanej Europie Zachodniej, wlacznie ze znienawidzona przez anglosaskich libertynow Skandynawia, podatki dla najbogatszej grupy sa duzo wiesze niz w Polsce. Skandynawia jakos nie bankrutuje, a wrecz przeciwnie (ku wielkiemu niezadowoleniu wuja Sama) ma sie swietnie, a i tkanka spoleczna tak jakby nieco zdrowsza. Moim skromnym zdaniem w ’89 Solidarnosc (aczkolwiek nie tylko) zakupila idiotyczny model gospodarczy rodem ze Stanow, ktorego to owoce zaczynaja obecnie byc widoczne. Paraliz szkolnictwa, sluzba zdrowia dla majetnych (jeszcze cos tam dla biednych w Polsce jest, ale juz nie wiele), kasyna zwane OFE, wspolczynnik rozwarstwienia spolecznego zblizajacy sie do amerykanskiego (i nie jest to wcale sukces), duzo wyzszy niz w Europie Zach. Niski wspolczynnik dzietnosci jest skutkiem takiej kretynskiej polityki wlasnie, no chyba, ze zakladamy iz w Polsce zostali sami ksieza (stad dzieci w ojczyznie malo), a za granica siedza napelone malolaty co sie mnoza na potege (prosze zobaczyc jak wygladaja wspolczynniki dzietnosci Polek w Anglii, Holandii, czy Niemczech) . Moze czas nieco przejrzec na oczy i zrozumiec, ze serwowanie gospodarczej polityki rodem zza oceanu ma sie nijak do sytuacji geopolitycznej Polski lezacej w srodku Europy i lepiej moze wziac przyklad z niemieckiej organizacji pewnych aspetow funkcjonowania Panstwa, ktore chyba dzialaja nieco lepiej Europie niz w Stanach, chociaz zdaje sobie sprawe ze sen Europejski nie brzmi tak atrakcyjnie jak American Dream. W realu zas wyglada duzo, duzo lepiej. 🙂

    Odpowiedz
  • 28 listopada 2011 o 16:27
    Permalink

    Tak jeszcze dla ilustracji progi podatkowe w Belgii. Nawet i 50% sie znalazlo
    EUR 0 – 7,900 25%
    EUR 7,900 – 11,240 30%
    EUR 11,240 – 18,730 40%
    EUR 18,730 – 34,330 45%
    Ponad EUR 34,330 50%

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.