Produkcja autobusów i samochodów o napędzie elektrycznym, wodorowym i mieszanym

Wedle pana ministra Morawieckiego Polska powinna włączyć się w produkcję autobusów i samochodów o napędzie elektrycznym, wodorowym i mieszanym. Samo w sobie jest to genialne, słuszne i może nawet i zbawienne, w tym znaczeniu że właśnie „świat w to wchodzi” i dobrze byłoby w to wejść. Jednak zaczyna się kilka „ale”.

Nie do końca wiadomo, czy pan minister rozumie różnicę pomiędzy słowem „produkować” a słowem „montować”. Bo jeżeli chodzi o produkcję samochodów elektrycznych, to dzisiaj może sobie na to pozwolić kilka krajów świata jak: USA, Kanada, Niemcy, Wielka Brytania, Francja, Szwecja, Japonia, Chiny, Korea Południowa, Włochy, Izrael i może jeszcze Rosja, Indie i Indonezja, – ale przed nimi jeszcze długa droga do produkcji w rozumieniu samodzielnej marki i możliwości wygenerowania oryginalnego produktu. Poza tymi krajami, w zasadzie żaden inny kraj nie dysponuje technologią umożliwiającą samodzielną produkcję samochodów w ogóle, a co dopiero samochodów elektrycznych. Jeżeli chodzi o autobusy i inne pojazdy specjalistyczne, krąg ich producentów jest jeszcze bardziej elitarny. Uwaga – produkcja oznacza posiadanie własnego ciągu technologicznego, umożliwiającego produkcję pod własną marką głównych elementów pojazdów i składanie ich w funkcjonalną całość.

Montowanie jest o wiele prostsze, ponieważ umożliwia skorzystanie z dostępnych na rynku głównych komponentów, których zaprojektowanie od podstaw i wyprodukowanie jest bardzo kosztowne i kłopotliwe. Na tym polega np. sukces większości polskich fabryk autobusów, gdzie udało się stworzyć konstrukcje w oparciu o dostępny pakiet części, które w zasadzie składa się jak klocki, przy czym producent bierze na siebie integrację poszczególnych elementów, czyli coś więcej niż proste złożenie ich w całość. Trzeba zapłacić za próby i certyfikację, jednak to się opłaca, ponieważ, głównie dzięki tańszej sile roboczej używanej do „składania”, uzyskuje się dobrą stopę zwrotu z inwestycji.

Na marginesie trzeba pamiętać, że innowacje polegają na tym, żeby coś takiego jak samochód elektryczny wymyśleć – zaprojektować, przetestować i wprowadzić do produkcji, a nie kopiować cudze rozwiązania i je powielać. Chociaż innowacje poprzez naśladownictwo nie są niczym złym, to jednak trzeba mieć świadomość wysokiego poziomu konkurencji na istniejącym już rynku i konieczności rozpychania się łokciami.

Warunkiem do wdrożenia określonej technologii jest istnienie na nią rynku. Czy w dzisiejszej Polsce mamy rynek na samochody elektryczne? Wodorowe? O napędzie mieszanym? Przecież nie potrafiliśmy nawet stworzyć jednolitych uregulowań dotyczących rynku dla samochodów na paliwa alternatywne jak LPG i CNG. W pierwszym przypadku głównie importujemy instalacje, nie mówiąc nawet o infrastrukturze do ich napełniania, atestowania itd. To w drugim przypadku prawie nic się nam nie udało, w tym znaczeniu, że nie jest to technologia, której potencjał udało się nam wykorzystać w zakresie np. publicznego transportu osobowego. Nie mamy pod tym względem żadnych liczących się osiągnięć.

W ogóle, jeżeli chodzi o nasz krajowy rynek autobusów, pojazdów specjalistycznych i samochodów osobowych – ciężko jest powiedzieć, czy poza sektorem komunalnym, którego lojalność można sobie zapewnić za pomocą dotacji i innego rodzaju grantów – istnieje rynek na pojazdy o innowacyjnym napędzie. Liczy się przede wszystkim cena, zarówno pojazdu jak i jego późniejszej eksploatacji. W Niemczech właśnie rusza program dopłat po 4000 Euro do nowych samochodów z ekologicznym napędem, czy rząd w Warszawie myśli o tym samym? Jeżeli tak, to z jakich pieniędzy? Czy je ukradnie, wykopie, wyczaruje, a może mamy jakieś kopalnie złota, o których nie słyszeliśmy? Oczywiście nie ma, o czym mówić, ponieważ już poruszamy się na poziomie fikcji.

Jakie to śmieszne, państwo które stawia na węgiel w zakresie produkcji energii elektrycznej – chciałoby być innowacyjne w zakresie produkcji pojazdów, chociaż nie ma własnego rynku dla funkcjonowania tego typu pojazdów.

Może warto być nieco mniej ambitnym i zacząć myśleć o produkcji np. aparatury sterującej dla pojazdów elektrycznych? To nie są skomplikowane rozwiązania, można je zaprojektować i produkować – od oprogramowania, a na układach scalonych montowanych w ramach urządzenia kończąc. Przecież mówimy o produkcji! Na tym zarabia się najwięcej, bez prostowników, przekaźników, warystorów i innych urządzeń elektrycznych oraz elektroniki do sterowania nimi, nie pojedzie żaden samochód elektryczny. Jeżeli zrobi się to w sposób odpowiednio przemyślany, można poprzez sterowanie zapewnić względnie efektywne działanie całego tego typu systemu. Nie inaczej jest w przypadku technologii używających wodoru w napędzie pojazdów, gdzie liczy się przede wszystkim problem bezpieczeństwa i o czym trzeba pamiętać – bezpieczna i tania technologia generowania wodoru. Generalnie potrzebna jest do tego energia elektryczna, najlepiej tania i czysta – zdaje się, że taką nie dysponujemy.

Trzeba popatrzeć na problem realnie – generalnie, z czym nam do świata! Nie jesteśmy samodzielni technologicznie, nie posiadamy możliwości konkurowania z najpotężniejszymi. Wszystko, na co pozwoli nam rynek, to jakiś poziom udziału w montażu tego typu pojazdów, gdzie nasze będą pudła, może krzesła, może niektóre szyby, wykładzina, wiązki przewodów. Na pewno gdyby proces odpowiednio zaprojektować, być może udałoby się produkować np. wspomnianą aparaturę sterującą? Może lepiej wyspecjalizować się w przetwarzaniu i ponownym wykorzystaniu akumulatorów? Przecież to będzie olbrzymi rynek, niesłychanie chłonny – kosztownych, wysoko technologicznych produktów.

Z pewnością poruszone zagadnienie jest warte rozważenia, jednak nie można budować przysłowiowych „katedr na pustyni”, trzeba mieć świadomość, co do realiów i naszych zapóźnień technologicznych. Przede wszystkim nie ma w kraju grupowań gospodarczych, które byłyby w stanie udźwignąć finansowo ryzyko opracowania i wdrożenia technologii na skalę przemysłową.

10 thoughts on “Produkcja autobusów i samochodów o napędzie elektrycznym, wodorowym i mieszanym

  • 7 czerwca 2016 o 05:34
    Permalink

    Dochodzi opór producentów i handlarzy ropą.

    W Polsce może się temu przeciwstawić lobby węglowe, no bo prąd mamy z węgla.

    Tylko spóźniliśmy się w opanowaniu surowców, tzw. rzadkich pierwiastków w kilku miejscach na Ziemi.

    Bez nich produkcja nowoczesnych baterii jest niemożliwa.

    Wyprzedzili nas w tym m.in. Chińczycy i to nawet w Afganistanie, gdzie przez kilka lat niepotrzebnie ginęli nasi żołnierze.

    Chińczycy tam nie ginęli, tylko powolutku zapewnili sobie prawa do wydobycia tych elementów tzw. ziem rzadkich.

    Nie patrzyli na ideologie i religie, tylko robili interesy.

    A my?

    A my mamy dzień Weterana Operacjo Pokojowych …

    Odpowiedz
  • 7 czerwca 2016 o 05:37
    Permalink

    Amerykanie latają już prywatnymi rakietami na orbitę i nimi wracają. Więc nie ma słów

    Odpowiedz
    • 7 czerwca 2016 o 08:12
      Permalink

      BO “u nich” i pszczoły są największe… 🙂
      A po powrocie z zaświatów,wylądują na obcej ziemi
      (чужая земля)gdyż nastroje ,tendencje odśrodkowe
      jakby nasilają się nie tylko w Texasie…
      “Sasanka”,hmmm! Nick jakby znajomy…

      Odpowiedz
    • 7 czerwca 2016 o 10:06
      Permalink

      @Sasanka
      Oprocz Rosji nie ma nikt programu ( naukowego )latania w kosmos
      Te prywatne wycieczki w kosmos bardzo zamoznych prywatnych osob, ktore sa zamozne, bo ukradly pieniadze innym uwazam za wysoko szkodliwe, gdyz te eskapady nie wnosza nic, zupelnie nic do dorobku naukowego a sa olbrzymim wyniszczeniem surowcow naturalnych i w taki sam sposob zanieczyszaja srodowisko a eirc co tu jest godne podziwu,”wiec nie ma slow” !

      Odpowiedz
    • 7 czerwca 2016 o 20:08
      Permalink

      tak, “prywatnymi”…
      Oczywiscie, w Hollywoodzie..
      – w mistyfikacjach sa nie do pobicia..

      Odpowiedz
  • 7 czerwca 2016 o 08:20
    Permalink

    Sasanka,tyle że silniki do tych prywatnych rakiet są made in Rusia! Pozdro.

    Odpowiedz
  • 7 czerwca 2016 o 10:50
    Permalink

    Samochody o napedzie elektrycznym to zabojszeo dla ekologii, jak ponosi powyzej komentator @inicjator niezbedne sa bardzo skomplikowane technicznie i bardzo drogie baterie / akumulatory, do produkcji ktorych sa potrzebne te “rzadkie pietwiastki”, te same co do produkcji telefonow komorkowych, te pietwiadtki da naprawde rzadkie i b.drogie, wydobywane rekoma malych dzieci o to zawsze w panszwach , gdzie toczy sie wojna, potrzebne jedt trz zloto, silicium i piasek…skad i za co ma znowu brac swiat te surowce, robic kolejna wojne ?.Produkcja pradu do eksploatacji tych samochodow to to czarna satyra…trzeba tyle zuzyc resurs naturalych min.z roslin sluzacych ludziom jako srodki zywnosci np.kukurydza, ryz, pszenica, trzcina cukrowa, drzewa, kartofle, ropa naftowa, ze dochodzi do gorszych strat w natur ze niz z uzyciem obecnego paliwa i fo teho prowadzi do wielkiego podrozenia srodkow zywnosci, prowadzi do glodu i smierci masy ludzi, gdyz ze srodkow zywnosci produkuje sie “odnawialna”
    benzyne tj.alkohol napedow…..toz to satyra….
    Innaczej z napedem wodorowym, osprzetowanie nie zuzywa tyle surowcow naturalnych, przy eksploatacji powstaje tylkowoda a wodor mozna i trzeba produkowac z moczu ( z mocznika = ‘urea” ) ludzi i zwierzat hodowlanych np. swin Chiny i Holandia robia to juz, jakby tak przywrocic polskich inzynietow i chemikow do lask ,by sie tym zajeli i to od zaraz, to jakis aspekt produkcji mogl by stac sie szlagierem i to nie tylko do napedu autobusow i samochodow, lecz wogole wylansowania wodoru jako najczystrzej i kompletnie odnawialnej energii…ale nie da sie czekac, bo ktos inny przechwyci wszystko i oblozy patentami i Polska bedzie tylko montowac krasnale , ktore o napedzie wodorowym, ktore same chodza …

    Odpowiedz
  • 7 czerwca 2016 o 20:05
    Permalink

    I pomyslec, ze jestem w posiadaniu wydania “Mlodego Technika” z pierwszej polowy lat 70-ych w ktorym szczegolowo opisana jest udana przerobka i adaptacja silnika naszej poczcowej… SYRENKI dla wodorowego paliwa (wodoru!)
    Tak, jaki byl, taki byl, ale owczesny “polski przemysl samochodowy” byl na takim poziomie, iz bylo to mozliwe.
    Tak na marginesie, jak wygladal owczesny chinski przemysl?
    Co do napedu elektrycznego, raczej to sie nie “przebije”. Technologicznie nie jest mozliwe wyprodukowanie na tyle pojemnego alumulatora, by mozna eksploatowac samochody o napedzie elektr., jak dotychczas spalinowe.
    A “doplaty”, to nic innego, jak “ratowanie” branzy. W 2008 bylo podobnie.
    Dlaczego akurat naped elektryczny to inna rzecz. Ponoc (informacja nie potwierdzona oficjalnie) Tesla zainwestowala potezne kredyty w najwieksze zaklady produkujace akumulatory do napedu samochodow elektr. w USA o takich mozliwosciach przerobowych, ze praktycznie moga pokryc swiatowe zapotrzebowanie
    Pozdrav s Prahy

    Odpowiedz
    • 7 czerwca 2016 o 21:59
      Permalink

      @50-parolatek
      cos mi sie z ta inwestycja Tesla obilo o uszy, ale skad brac surowce np. coltran (tzw.rzadkie pietwiastki ), i inne rzadkie …., zloto, miedz, silicium, piasek , ktorego brakuje do tych bardzo drogich baterii ? W tych panstwach, gdzie wystepuja te zloza np.Kongo jest z tego powodu wojna , do tego te zloza tych surowcow sa ograniczone .. cala nadzieja w tym wodorze wogole a w szczegolnosci wodoru produkowanego z moczu ( mocznika) …….
      ♡pozdrowienia

      CZY PAŃSTWO JUŻ DOKONALI DOBROWOLNEJ DAROWIZNY – W TYM MIESIĄCU – DLA NASZEJ FUNDACJI? WEB. JÓZ.

      Odpowiedz
    • 17 czerwca 2016 o 21:25
      Permalink

      krakauer, to dobry nick dla tego rodzaju wypowiedzi. Krakać, krakać, krakać. Nic się nie da zrobić w “tym” kraju. Same głąby i niedorajdy. A poważnie, nie masz pojęcia, Krakauerze, jaki jest potencjał gospodarczy Polski. Tłumiony i tępiony przez różnych gnojków. Ale popatrz, np Syrena Meluzyna. Trzeba odbudować polski przemysł, a nie gadać , że nic się nie da zrobić.

      SZANOWNY PANIE AUTOR PROSIŁ ŻEBY PANA SERDECZNIE POZDROWIĆ, DOKŁADNIE – JEST PROBLEM Z TYM KRAKANIEM, ALE PRACUJEMY NAD TYM. NATOMIAST PODZIWIAMY OPTYMISTÓW. Z POZDROWIENIAMI. WEB. JÓZEF.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.