Kultura

Problemy twórców

 Ciężko jest tworzyć w czasach, kiedy upowszechnia się model prostego odbierania kultury przez jednostki i jej zbiorowej konsumpcji w mediach społecznościowych. Czasy, kiedy malarz, pisarz, rzeźbiarz, fotograf, – ktokolwiek wyrażający bogactwo swojej osobowości poprzez twórczość mieli łatwo minęły dawno temu. Oczywiście starsi mogą pamiętać, te wspaniałe czasy, kiedy to Ojczyzna ludowa w zamian za wiernopoddańczość lub przynajmniej niedotykanie niektórych tematów dawała twórcom mieszkania, wyposażenie do mieszkań, samochody, pensje co miesiąc, wierszówkę, obowiązkowo ich zatrudniała w redakcjach, galeriach, czy na wyższych uczelniach. To były wspaniałe czasy, w których wykuwali swój talent nawet nobliści!

Jak to, zatem możliwe, że cenzurujący sztukę i wolność twórczą PRL – przyczynił się do stworzenia bazy materialnej dla twórców i ich rodzin (dla jasności dodajmy – nie wszystkich, tylko tych pokornych)? Czymże to było jak nie ukierunkowanym mecenatem? Przecież dzisiaj jest podobnie z tą różnicą, że sponsorzy nie dają nic twórcy w zamian, twórca ma przeżyć zanim nie namaluje obrazu, potem łaskawie galeria może taki obraz powiesić, może nawet wypłacić zaliczkę? Jednakże to się rzadko zdarza i dotyczy głównie twórców już okrzepłych.

Jakże smutny jest widok filologa klasycznego – doktora habilitowanego, znającego dwa języki klasyczne i uczącego się aramejskiego, na kasie w popularnym osiedlowym dyskoncie! Niestety jednak takie widoki bywają codziennością, jeżeli mieszka się w mieście, gdzie jest rozbudowana sieć katedr filologicznych. Nie ma w naszym państwie pomysłów na to, jak wykorzystać człowieka, który potrafi cytować Wergiliusza z pamięci oraz wie, co to jest akcent w języki Achajów, a bez tej znajomości nie ma, po co nawet próbować recytować Odysei. Jakie to smutne, że tak mało cenimy takich ludzi, aczkolwiek w przeważającej większości, albo żyją we własnym zbudowanym z literatury świecie, albo potrafią podejść z dystansem do faktu, że pensja się kończy czwartego dnia od otrzymania przelewu.

Pewien znajomy polonista, doktor, docent (swego czasu), – co wzrok już nad dziełami mistrzów narodowego kanonu stracił powiedział kiedyś bardzo ciekawą obserwację, mianowicie wedle człowieka, który zna „Dziady” na pamięć oraz potrafi opowiadać godzinami o ich symbolice i wieloznaczności, żeby poznać „Dziady” trzeba stać się „dziadem” i godzić się na „dziadostwo”. Jak przekonać rektora, że badania porównawcze w zakresie literatury klasycznej narodów Europy środkowej i wschodniej w 2014 roku mają jakikolwiek sens? Zresztą zdaniem szanownego kolegi, to mniejszy problem niż przekonać własną żonę (księgową), że nie należy znosić dzieł mistrza Adama do piwnicy!

Gdzie młody multiinstrumentalista ma znaleźć miejsce do nauki i pracy? Sąsiedzi nie rozumieją, dlaczego najpierw bębni, potem „cymbali”, a w przerwach dmie w trąbę lub inne głośne ustrojstwo! Tak, zaprawdę powiadam państwu – multiinstrumentalista ambitny w bloku, w sąsiedztwie, może być powodem, który zainicjuje społeczny ostracyzm a nawet nienawiść. Bębni, dzwoni, a próba wprowadzenia do mieszkania na czwartym piętrze – używanego pianina kupionego wielkim wysiłkiem w jakimś lombardzie, gdzie służyło za przytrzymywacz drzwi do składziku – kończy się wezwaniem Policji i interwencją zarządu wspólnoty mieszkaniowej! Nie jest łatwo być multiinstrumentalistą, dla którego eksperyment i potrzeba wydobywania dźwięków z najcudowniejszych wynalazków, których nawet się nie potrafi nazwać – to esencja artystycznego wyrazu. Na szczęście w tym przypadku Ksiądz lokalnej parafii Kościoła dominującego wykazał zrozumienie i nie tylko wszedł w symbiozę z multiinstrumentalistą pozwalając mu bębnić, gwizdać i wydawać inne „piekielne odgłosy” na zapleczu parafii w czymś, co kiedyś było „salką katechetyczną”, ale jeszcze poznawszy się na talencie – wykorzystuje twórcę do obsługi organów, dzwonków, a nawet akompaniamentu na gitarze. Bez pomocy Kościoła, byłby to przypadek tragiczny!

Jednak tworzą! Tworzą nie poddając się beznadziejności, zimnie, słabemu oświetleniu, czy też tak pragmatycznym koniecznościom jak jedzenie. Pewien znajomy poeta w trakcie niemocy twórczej pił tylko wodę ognistą z herbatą, w proporcjach jeden do jednego, co jak wiadomo stymulowało niemoc.

Jednakże i tak chyba najbardziej wrażliwi są aktorzy teatralni, albowiem konkurencja tutaj duża, zwłaszcza ze strony młodszych, pensje smutne, widownia różna, a repertuar najczęściej rozbierany. Na Otella nikt nie przychodzi, co najwyżej ci, dla których Desdemona nie jest nikim obcym, więc jaka radość z odtwarzania scen, które widownia w większości zna, a za nadinterpretację złośliwi krytycy gotowi się zemścić piórem! Naprawdę aktorzy teatralni nie mają łatwo, chyba że zdradzą odwieczne ideały i zachałturzą w serialu…, ale o tych środowisko wypowiada się z wyższością – wybrali pieniądze, to już nie są aktorzy teatralni, zeszli z desek…

Ciężko jest tworzyć w naszym ubogim społeczeństwie, które nie ma na bilet, obrazy kupuje od razu w albumach, a muzykę pobiera głównie z sieci. To smutne, ale tak mniej więcej to działa, w tym znaczeniu, że naszego społeczeństwa nie jest stać na zapewnienie takiego poziomu życia artystów. Na szczęście jest mecenat publiczny, jednakże on dotyczy głównie zasłużonych instytucji, ale jakby go nie było to byłaby już czarna rozpacz…

3 komentarze

  1. fantastycznie napisane 🙂

  2. inicjator_wzrostu

    Jakie czasy, takie społeczeństwo i taki odbiór kultury.
    Psiejemy …

  3. Po to byśmy nie “spsowali ” się do końca w smutku beznadziei,proponuję “klimatycznego” p.Długosza,
    w oczekiwaniu na(dowolne wpisać)może wiosnę?

    https://www.youtube.com/watch?v=AoBKFs3FKJM

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.