Ekonomia

Problemy nierównowagi finansów publicznych a przyjęcie Euro

 Problemy nierównowagi finansów publicznych musimy rozwiązać przed przyjęciem waluty Euro, to znaczy – należy zrównoważyć budżet wraz z budżetami największych funduszy, generujących olbrzymie długi całego systemu finansów publicznych.

W naszych realiach będzie to oznaczało konieczność wprowadzenia częściowych reform zmierzających do ograniczenia wypłat, ograniczenia samych wypłat (np. poprzez zawężenie kręgu uprawnionych) oraz niestety podwyższenie podatków i para-podatków zwanych składkami, ponieważ demografii nie da się oszukać – to nie jest możliwe, a nie jesteśmy potęgą technologiczną, która może zdyskontować wartościowym eksportem złą strukturę społeczeństwa, czy też w ogóle jego brak! Podatki wzrosną i to nie tylko poprzez nie podwyższanie kwoty wolnej od podatku – jak to przez lata robią wszystkie rządy, ale najzupełniej normalnie zostanie wszystko ujednolicone i każdy będzie musiał płacić – gospodarka nie wytrzyma bowiem pasażerów na gapę. Mowa oczywiście o tych, którzy oszukują siebie i oszukują system – godząc się (słowo klucz) na pracę nieoskładkowaną. Oczywiście najczęściej nie mają alternatywy żeby się nie zgodzić, jednakże te zjawiska trzeba będzie wyeliminować, a to będzie oznaczało jedno – ogólne podwyższenie poziomu cen. Będziemy mieli do czynienia z połączeniem presji płacowej z ciśnieniem podatkowo-składkowym, można się nie obawiać – ktokolwiek byłby fiskusem, na pewno znajdzie skuteczny, sprytny i brutalny sposób na dobranie się do naszych pieniędzy.

W interesie państwa jest spowodowanie ogólnego podwyższenia dochodów, tak żeby w sposób stosunkowo automatyczny zabezpieczyć nieco większe potrzeby podatkowe budżetu bez utraty siły nabywczej przez społeczeństwo. Niestety obecnie dzieje się coś odwrotnego, albowiem rząd kurczowo trzymający się poronionej i przestępczej doktryny neoliberalnej – zupełnie nie rozumie dlaczego powinien stale podwyższać płacę minimalną – zmuszając stopniowo pracodawców do podwyższania minimalnych dochodów społeczeństwa. Oczywiście można ją zróżnicować, można regionalnie – w powiatach totalnie pozbawionych pracy – obniżać! Jednakże niech nikt w tym kraju nie śmie mówić o polityce prorodzinnej jeżeli dwoje młodych ludzi ma żyć za dwie pensje po 1600 zł brutto – gdzieś mieszkać, coś jeść, dojeżdżać do pracy oraz wychowywać dwójkę lub trójkę dzieci! Trzeba być poronionym neoliberalnym debilem żeby oczekiwać od społeczeństwa tak zarabiającego – jakiegokolwiek rozwoju! W naszym systemowym interesie jest ogólne podwyższenie zarobków wraz ze wzrostem wydajności pracy. Inaczej to nie ma sensu, ponieważ koszty stałe pożerają ludziom całe dochody.

Dopóki poruszamy się w ramach własnej waluty – wszystko jest stosunkowo proste, albowiem posługując się Narodowym Bankiem Polskim – rząd może w stosunkowo prosty sposób zwiększyć podaż pieniądza na rynku. Wystarczy ograniczyć stopy procentowe, jak to nie pomoże – po prostu pożyczać złotówki z NBP dla banków komercyjnych „luzując ilościowo” na wzór naszych wielkich przyjaciół zza wielkiej wody na zachodzie. To można zrobić zawsze – to kwestia polityki, żadna niezależność banku centralnego nie uchroni go przed politycznymi decyzjami w państwie takim jak Polska. Zwiększenie ilości pieniądza w przypadku zagrożenia deflacją może być błogosławieństwem, jednakże nie można pozwolić sobie na zagrożenie inflacją, jednakże z tą akurat umiemy walczyć.

Po wejściu do strefy Euro – dobrodziejstwo własnego drukowania swoich własnych pieniędzy zniknie. Owszem – społeczeństwo – zwłaszcza w tej części, która ma jakiekolwiek oszczędności będzie je dalej miało i to w lepszej bo twardej walucie, której nie uda się nam samodzielnie popsuć, albowiem jej drukowanie nie będzie zależeć od nas. Jednakże Euro brutalnie uwydatni wszystkie niedoróbki i śmieci zamiecione pod dywan ekonomii III Rzeczpospolitej, nie mówiąc już nawet o trupach w szafie odziedziczonych po poprzednich okresach (odszkodowania za mienie różne).

W każdym bądź razie jeżeli mamy dokonywać jakiejś inżynierii społecznej i cudów nad przelewaniem z pustego w próżne w zakresie finansów publicznych – to o wiele lepiej jest to zrobić teraz do póki mamy złotówkę, którą możemy po prostu luzować w razie potrzeby (drukować) – wzorem zachodu. Można nawet postawić tezę, że nie powinniśmy myśleć o przyjęciu Euro zanim nie dokonamy wyprostowania i zbilansowania systemu finansów publicznych. Oczywiście nic się nie stanie jeżeli zrobimy to już w systemie Euro, jednakże wówczas jakiekolwiek działania będą o wiele bardziej bolesne, albowiem Euro trzeba będzie zarobić lub pożyczyć.

Oczywiście natychmiast oburzą się wszyscy przeciwnicy luzowania ilościowego złotówki (drukowania pustych pieniędzy), krzycząc że oto nawołujemy do psucia pieniądza chcąc pozbawić ludzi wartości tego co posiadają. Bezwzględnie będą mieli rację, jednakże Ameryka drukuje, Japonia drukuje, Europejski Bank Centralny – drukuje (pożyczając za bardzo niskie odsetki na poczet zakupu papierów wartościowych bez pokrycia – emitowanych przez zbankrutowane kraje południa) – więc dlaczego my nie możemy sobie troszkę poluzować?

Jeżeli ktokolwiek ma jakiekolwiek wątpliwości – odpowiadamy – liczy się tylko tu i teraz.

Być może nie rozwiążemy problemów nierównowagi finansów publicznych luzowaniem ilościowym złotówki, jednakże to jedyna szansa, żeby nieco ulżyć systemowi przed przyjęciem Euro – na które będzie trzeba pracować jak na złoto.

2 komentarze

  1. W obecnej chwili nie ma najmniejszego sensu dyskutowac o przyjeciu EUR w Polsce. Pomijam juz nawet zasadnosc takich zamiarow wobec faktu, ze Polska nie stanowi optymalnego obszaru walutowego z krajami EUR. Najnormalniej nie spełniamy warunkow i nie zostana one spelnione w najblizszym czasie, na przeszkodzie stanie coraz gorsza demografia, co bedzie odzwierciedlac sie w ekonomii, a od tego krok juz do nieakceptowalnosci politycznej EUR.
    EUR idzie wiec AD ACTA i slusznie.

  2. Precz z EURO!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.