Paradygmat rozwoju

Problemem tego kraju zawsze było zarządzanie…

 Problemem tego kraju zawsze było zarządzanie. Jeżeli popatrzymy modelowo na państwo jako na całość, doskonale widać, że „ryba psuje się od głowy”. Jednak w naszym przypadku jest ciekawiej, otóż u nas “ryba”, psuje się od głowy, od środka i od ogona także! Mamy przekleństwo elit, które definiują swoją pozycję życiową poprzez zabezpieczenie egzystencji własnej i swojej rodziny (zstępnych) za granicą. Mamy przekleństwo średniej klasy, której w istocie nie ma i się jej głównie wydaje, że pozjadała wszystkie rozumy, bo hurtownia się kręci. Mamy liczną klasę niższą, która jest szczęśliwa jak ma na czteropak i co wrzucić na ruszt. Wszystkie trzy główne klasy społeczne – gardzą sobą same i wzajemnie. Społeczeństwo, jakie odziedziczyliśmy po PRL-u uległo ekspresowej stratyfikacji i podziałom, na tych którzy “mają” i na tych, którzy “nie mają”.
Podobnie było przed ostatnią wojną, podobnie – ale oczywiście w innej skali – było przed rozbiorami, kiedy to w ogóle zapraszanie czynników zewnętrznych do rządzenia krajem było standardem. Przekleństwo Sasów, Wazów czy innych nominatów, przez wieki ukształtowało nasze nieszczęścia. Dzisiaj jest podobnie, z tą różnicą, że jak wiadomo nasze elity polityczne brały pieniądze z zagranicy (na jakimś etapie swojego funkcjonowania), a nasze elity ekonomiczne są z namaszczenia zagranicznych mocodawców, w tym jest wielu obcokrajowców. W ogóle, żeby wejść w Polsce do elity, trzeba mieć namaszczenie np. pewnej pani Ambasador… ale to już inna para kaloszy, nie nasza sprawa, jest jak jest i nic na to nie poradzimy.

Elity nam się nie udały…

Dzisiaj nie jest inaczej, nasze elity, to nie tylko elity polityczne. Biznes podlega zupełnie innym regułom, niż polityka. Ta jest polska, ale już tylko w części, natomiast wspomniany biznes, w swoim największym wymiarze, nie ma już z naszym krajem i Narodem wiele wspólnego. Nikt tego procesu nie monitorował, nikt o tym nie mówi, to temat tabu.
Nie jest inaczej w innych sferach życia publicznego. Nie bez powodu, dobra zmiana tak dużą wagę przykłada do kwestii mediów. Nadreprezentacja zagranicznych czynników wpływu, poprzez powiązania kapitałowe w mediach, to jedno z największych przekleństw naszego kraju.

Wcześniej dobra zmiana spowodowała, że uregulowano kwestię narodowości pracowników wymiaru sprawiedliwości. Co spowodowało wiele krzyku, a powinno być standardem. Urzędy w tym kraju, w tym te polityczne powinny być dla jego przedstawicieli. Jeżeli ktoś ma więcej, niż polski paszport – co samo w sobie jest kwestią trudną – nie powinien piastować żadnych funkcji publicznych. Jak bowiem będzie definiował swoją lojalność wobec państwa polskiego i innego podmiotu państwowego? Uwaga, nie mówmy o żadnej konkretnej osobie, mówimy o zasadzie generalnej. Jak wiadomo po wojnie były problemy z jedną z mniejszości narodowych, która zdefiniowała swój stosunek do państwa i Narodu polskiego poprzez nadreprezentację w organach bezpieczeństwa. Oczywiście o tym się nie mówi, nie wolno, bo nie wypada, ale o „krzywdzie” 1968 roku jak najbardziej? Mały dowód na hipokryzję życia publicznego? Jest ich więcej! Może porozmawiamy o rusofobii – wmawianej Polakom od 30 lat? Może lepiej nie, jeżeli nie chcemy mieć świąt zza krat? Ot, wolność słowa w praktyce…

Przyczyną całego zła jest edukacja, albowiem „czym skorupka za młodu nasiąknie…”, niestety się sprawdza. Jeżeli nie jesteśmy wykształcić pokolenia ludzi, którzy nadążaliby mentalnie za światem, a zarazem pozostali Polakami – to trzeba przemyśleć cały proces edukacji. Szkolnictwo podstawowe i średnie właśnie zostało zreformowane, cofnęliśmy się do epoki szkoły 8-io klasowej, ale to nie na tym polega problem. Chodzi o to, że ani nasza szkoła, ani nasze wyższe uczelnie – z wyjątkami nielicznych miejsc nadzwyczajnych – nie uczą ludzi myślenia! Nie uczą analizy sytuacji, nie uczą sposobów rozwiązywania problemów. Na pewno nie jest normalnym to, że w XXI wieku, jest więcej godzin nauczania religii, niż informatyki! Nie chodzi o to, że mamy cokolwiek przeciwko religii, wręcz przeciwnie – niech będzie nauczana, tylko niech uczą na niej myślenia. W ogóle na jakimkolwiek przedmiocie niech uczą myślenia. Widział ktoś ćwiczenia do religii? Proszę się zapoznać, to pouczająca lektura, pokazuje w jakim kraju żyjemy. W ogóle uświadomienie sobie, że coś takiego istnieje było dla autora dużym szokiem. Autor jest z pokolenia, które jeszcze zaczynało religię w salkach katechetycznych przy lokalnym kościele.

Co z continuum państwa?

Jak na tę chwilę, nie widać wśród naszych elit żadnej siły, która byłaby zainteresowana continuum państwa i Narodu. Chodzi o to, że nie ma takiej siły sprawczej, masy ciążenia, która powodowałaby, że takie myślenie miałoby charakter sprawczy. Najpotężniejsza organizacja w naszym kraju ma charakter międzynarodowej organizacji religijnej i postrzega nasz kraj z perspektywy swoich interesów, jako – no właśnie – miejsce do robienia interesów. Największy obóz polityczny, to niestety zbieranina miernot, karierowiczów i kilku ludzi rzeczywiście myślących. O opozycji, nie da się powiedzieć nic, co nie wymagałoby używania słów uznawanych za trudne. Partie odnoszące się do wartości narodowych są poza jednym szlachetnym wyjątkiem – skompromitowane, żeby nie powiedzieć zinfiltrowane. Kto ma myśleć o czymś więcej, niż wypłacie świadczeń?

Przed wojną liczyły się środowiska wojskowe i inne związane z państwem z aparatu urzędniczego, całe towarzystwo miało oparcie w ziemiaństwie, jednak generalnie liczył się korpus oficerski mający swoje korzenie w Legionach. Niestety ci ludzie nieszczególnie się sprawdzili w Kampanii Wrześniowej, jednak być może to jest pomysł na odtworzenie elit od nowa? Kto bowiem jest bardziej godny, niż Żołnierz Rzeczypospolitej?

Problem jest oczywiście generalny i ma naturę filozoficzno-egzystencjalną, należy się jednak zupełnie na poważnie nad nim zastanowić, bo w dobie konsumpcjonizmu i załamania się tradycyjnych wartości, nie ma autorytetów. Jeżeli nie ma autorytetów, to nie ma porządku. Jak nie ma porządku, to jest chaos… a z chaosu zawsze wyłania się nowy porządek, niestety zawsze przez zamordyzm. Może o to właśnie chodzi, jak zwykle? Ktoś nam robi rewolucje, a my tego nie widzimy?

Skąd czerpać autorytety?

Jak wyłaniać elity? Jak to definiować? Skąd brać autorytety? To nie tylko nasz problem, to problem całego świata Zachodu. Widzieliście Państwo jak kształtuje się autorytety w erze konsumpcjonizmu dla dzisiejszych pokoleń wchodzących do dorosłego życia? Słuchawki na uszach, smartfon w dłoni, ciągłe bodźce, konsumpcja kultury – podanej na tacy, gotowe wzorce, na zasadzie masowego dowodu słuszności z przeniesienia. Nie wymagamy refleksji, nie wymagamy krytyki, nie wymagamy zastanowienia się. Pozostajemy na poziomie – czy to się nam opłaca? No i najważniejsze, czy nie odstajemy od większości? Czy może raczej, tego co jest przedstawiane jako większość? W końcu słuszność to większość, a większość to słuszność. Proste prawda? Logika jednoargumentowa: “bo białe”, uwaga już bez dopełnienia “… jest białe”. Nikt nie domaga się uzasadnień, a nawet nie ma świadomości, że są potrzebne, dowód słuszności pochodzi z masy przekazu, jeżeli coś się upowszechnia, to znaczy że tak jest… więc… “bo białe”. Jak z tymi ludźmi układać relacje społeczne? Jak funkcjonować w takiej “wspólnocie”? Jeżeli autorytetem jest zbiór tatuaży, w obcisłej bieliźnie, jedzący markowe czipsy w markowych dżinsach? O to chodziło w tysiącach lat zachodniej cywilizacji? Do tego zmierzaliśmy?

79 komentarzy

  1. Oto definicja wg. wiki:
    “Elita – kategoria osób znajdujących się najwyżej w hierarchii społecznej, pod jakimś względem wyróżnionych z ogółu społeczeństwa. Elity mają często zasadniczy wpływ na władzę oraz na kształtowanie się postaw i idei w społeczeństwie.

    Wśród socjologów nie ma zgody co do tego, czy elita jest grupą społeczną. Współczesne podejścia skłaniają się raczej ku stanowisku, że elicie brak takich cech grupy jak wewnętrzna organizacja, odrębność czy więź. Elitą są więc różnorodne zbiory utworzone przez ludzi wyróżniających się w rozmaitych dziedzinach. ”

    – pytanie, kto z naszych “elit” spełnia chociaż nominalnie te wymagania?

  2. Właściciel samochodu Łada

    Skąd czerpać autorytety ? Dla mnie autorytety to pan Putin, pan Ławrow i pan Szojgu. Sprawa jest więc prosta, autorytety czerpiemy ze Wschodu, tam gdzie kwitnie eklektyczna cywilizacja chrześcijańskich Słowian!

  3. Zgadzam się z tezą, że elity nam się nie udały. Pan zapomniał napisać o nepotyzmie, chociaż zaraz … może to jest tak oczywiste, że nie trzeba o tym pisać bo wszyscy wiedzą o co chodzi.

  4. Autor jednym tekstem daje do myślenia na cały dzień. Z przyjemnością przeczytałem dwa razy.

  5. Mocny otrzeżwiajacy tekst.

  6. Normalna jednostka nie potrzebuje autorytetów, ponieważ samodzielnie rozwija swoją świadomość, robi dokładnie to co powiedział Gautama Budda ponad 2500 lat temu:

    “Nie wierzcie w jakiekolwiek przekazy tylko dlatego, że przez długi czas obowiązywały w wielu krajach. Nie wierzcie w coś tylko dlatego, że wielu ludzi od dawna to powtarza. Nie akceptujcie niczego tylko z tego powodu, że ktoś inny to powiedział, że popiera to swym autorytetem jakiś mędrzec albo kapłan lub że jest to napisane w jakimś świętym piśmie. Nie wierzcie w coś tylko dlatego, że brzmi prawdopodobnie. Nie wierzcie w wizje lub wyobrażenia, które uważacie za zesłane przez Boga. Miejcie zaufanie do tego, co uznaliście za prawdziwe po długim sprawdzaniu, do tego, co przynosi powodzenie wam i innym. ”

    Przypominam, że wszystkie wojny i zbrodnie z nimi związane to dzieła tłumów ślepo idących za “autorytetami” – królami, kapłanami, ideologami, politykami i innymi szarlatanami. Śmiem twierdzić, że to nie Hitler był zbrodniarzem tylko tłum, który uznał go za autorytet i pozwolił się mu zahipnotyzować i następnie w imieniu jego oraz narodu niemieckiego (czyli w imieniu tłumu, zbiorowości) dokonywał zbrodni. Podobnie było z Leninem, Stalinem, papieżami, sułtanami i wszystkimi innymi dyktatorami – zmuszali jednostki do stania się tłumem i wszystko to w imię jakichś zbiorowości i ideologii oraz religii odwołujących się do mas ludzkich. Jezus nauczał masy, Mahomet nauczał masy. Potem masy dokonywały zbrodni w ich imieniu, chociaż obaj prorocy głosili miłość. Chyba jedynie Buddzie udało się uniknąć tego problemu, być może dlatego, że świadomie odrzucił koncepcję Boga, uznając ją za przeszkodę na drodze do oświecenia i w zamian dał ludziom medytację.

    To, że dzisiaj autorytety wyglądają inaczej, nie oznacza, że ludzie jako masa są mądrzejsi, przeciwnie, tak jak dawniej są głupi, tylko teraz zamiast za heretykami i czarownicami uganiają się za pokemonami, ale masą jest łatwiej sterować niż inteligentną, rozumną jednostką, która odłącza się od szaleństwa tłumu. Zainteresowanym tym tematem polecam “Psychologię tłumu” Gustawa Le Bona.

  7. Ktoś nam odebrał historię, którą musimy powoli sami sobie przywracać. Wraz z nią wróci duma i chwała. Wiem, brzmi to szumnie, ale poniżany od 250 lat naród Polski, nie ma innego wyjścia: albo powstanie z kolan, albo… Znikniemy w mrokach historii. Tak, historii, nie dziejów. Na zawsze. http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2019/09/co-laczy-palestynczykow-prawdziwych-zydow-i-polakow/

    Prof. Maciej Giertych wystosował list do katolików świeckich, w którym stwierdził: „Głosowanie na PiS to pewna droga do zniszczenia Kościoła Polskiego i pewna droga do nieszczęść dla Polski”. Na ten list zareagowała „tuba PiS” i przedstawiciel „resortowych dzieci i wnuków” Sławomir Cenckiewicz, któremu z niewiadomych powodów: nadano tytuł profesora i zrobiono dyrektorem Wojskowego Biura Historycznego. Odpowiedź Romana Gertycha Sławomirowi Cenckiewiczowi była polemicznym i politycznym NOKAUTEM. http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2019/09/zaskakujacy-apel-nestora-narodowej-prawicy-nie-glosujcie-na-pis/

    Elity? Proszę bardzo… “23 września 1976 r. powstał Komitet Obrony Robotników (KOR) – jedno z najważniejszych ugrupowań opozycyjnych w PRL-u. Stał się on intelektualną i organizacyjną podstawą dla Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego “Solidarność”, pierwszego za “żelazną kurtyną” niezależnego związku zawodowego.”

    Bez komentarza!

    • POWTAĆ Z KOLAN JEST ŁATWIEJ NIŻ Z POZYCJI LEŻĄCEJ ROBIĄCEJ ZA WYCIERACZXKĘ PRAWDA…

    • Zapomniałeś dorzucić jeszcze to.
      http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2019/09/wojsko-spiewa-dla-rydzyka-i-czystka-w-armii/
      Tak się właśnie przejmuje władzę i wprowadza feudalizm w interesie okupantów oraz starego i nowego “jaśnie państwa”. Lud nie zdaje sobie z tego sprawy, jakie będą tego konsekwencje w przyszłości. Jeszcze nie wie, że będzie tylko zasobem do brania rekruta i prekariuszem służącym nowym panom oraz plebanom.

      • @Miecław. Nie! Nie zapomniałem, linkuję tematy ważkie z mojego punktu widzenia…a,aaa “tych gienierałów’ należało wyrzucić to tylko
        ciemna strona mocy syjonistyczno-atlantycka, Miecławie! 🙂
        Niektórzy (?) z nich brylowali w mass-mediach “za komoroskiego’
        … żal doope ściskał!!

        @Wojciech. Zapomniał pan dodać – hołota z komunistycznym rodowodem…patrz : mój link wyżej!!

        • Czyli co, wracamy do sanacji? Gdzie dobór kadr kierowniczych i oficerskich odbywał się na zasadzie BMW – Bierny, Mierny ale Wierny, byle z rodowodem najlepiej “jaśnie pańskim” a teraz ostatecznie może być do przyjęcia rodowód lokajski w razie braku “jaśnie pańskiego”? A potem w Kampanii Wrześniowej 1939 roku okazało się, że większość tych oficerów nie nadaje się do dowodzenia, bo rodowód w warunkach wojny możesz sobie w doopę wsadzić de facto. Wtedy wychodzi nijakość i miałkość intelektualna takich ludzi. Przegląd nr 39/2019 z tego tygodnia publikuje raport płk Rzepeckiego z 1944 roku o stanie dowództwa i polityki AK. Przeczytaj: “Niedołężni dowódcy. Oddziały na papierze”, a zrozumiesz dlaczego GL, AL i PPR miała przewagę, dlaczego doszło tak łatwo do rewolucji społecznej po wojnie.

          Czy o to chodzi, aby pozbawić nas ostatecznie możliwości obronnych pozbywając się co bardziej inteligentnych i doświadczonych ze służb? PRL też miał swoje wady i nie brakowało polityki BMW, ale tam przynajmniej nie pozbywano się ludzi tylko dlatego, że ośmielali się myśleć krytycznie.

          Wiesz jaką destrukcję mentalną wśród kadr oficerskich WP zrobiło wprowadzenie kapelanów i awansowanie ich natychmiast na stopnie oficerskie z pominięciem ścieżki kształcenia i awansu? Gdzie tajemnicą poliszynela jest, że obecnie zza kulis pociągają oni za sznurki awansowe tworząc wojsko teoretyczne w istocie!
          Wiesz jaką złą renomę ma teraz w KAS kasta kapelanów zarabiająca więcej od przeciętnego pracownika? Czy wiesz do jakiej to prowadzi destrukcji mentalnej i stopniowego odsuwania się od kościoła zwłaszcza młodych ludzi? Piszę to z punktu widzenia niezależnego obserwatora wysłuchującego narzekających ludzi na stan poniżenia jaki ich spotkał, tak w wojsku, jak i obecnie w KAS, o innych służbach nie wspominając.

  8. Pierwotnym źródłem obecnego stanu braku elit i polskiej inteligencji narodowo-słowiańskiej jest determinacja społeczna i psychiczna wynikająca z okupacyjnej religii z jej personalizmem na czele oraz mentalność post-feudalna praktycznie całego społeczeństwa, której nie udało się wyeliminować w okresie PRL-u, który sam został pogrążony właśnie przez te czynniki.

    Sz. Krakauer pisze, że pochodzi z pokolenia, gdy lekcje religii były w salce katechetycznej. To tylko trochę polepszało sytuację szkolnictwa, które i tak w większości było oparte na parafialnych stosunkach, gdzie nie wypadało się narazić plebanowi, aby potem nie robił problemów w sprawach religijnych. Oczywiście w PRL zrobiono dużo, aby nauczyć ludzi myślenia a dając bezpieczeństwo ekonomiczne dawano warunki i czas na samodoskonalenie się. Niestety ze względu na wpływy okupacyjnej religii i tą przeklętą mentalność post-feudalną niewielu Polaków zaczęło myśleć w kategoriach wzorca prawdziwego demokraty, czyli wzorca obywatela w ustroju demokratycznym. Kiedyś już linkowałem tekst prof. Marii Ossowskiej z 1944-46 roku, ale ponawiam go, niech każdy się zapozna i przypomni sobie, czy w okresie PRL-u choćby na studiach był on poddawany analizie. Niestety ja na studiach w PRL słuchałem zidiociałych profesorów zafascynowanych zachodnią kulturą, wolnością, gospodarką itd. i podejrzewam, że dla nich tekst Marii Ossowskiej był za trudny, a może i nawet nieznany.
    http://lewicowo.pl/wzor-obywatela-w-ustroju-demokratycznym/

    A dziś w III RP jest jeszcze większe bagno, bo wykładowcy non stop odwołują się do różnych konwencji i dyrektyw unijnych jako wzorca prawa zachodniego dla naszej kultury i prawa determinując w ten sposób mentalność pachołka. Z reguły większość nie zna historii naszej kultury i prawa, nie promuje dawnych słowiańskich wartości i osiągnięć na polu nauki, oświecenia, czy praw człowieka. Jest to naprawdę smutne. Wiele studiowałem także w III RP i patrząc przez pryzmat swojej obecnej wiedzy, mogę stwierdzić tylko jedno. Imperializm kulturowy i prawny zachodu niszczy naszą kulturę i nasze prawo, a w konsekwencji nasz byt i nasze społeczeństwo wykształcając posłuszne sobie “elity”, nie potrafiące zdefiniować się i odnaleźć w polsko-słowiańskiej kulturze i tradycjach. A wszystko w oparach uświęcenia religijnego.
    Kto ma więc myśleć o polskiej racji stanu, skoro wrogowie rozdzierają naród na części? Z jednej strony okupacyjna instytucja religijna ma chrapkę na tworzenie państwa wyznaniowego, a z drugiej strony zachód jest zainteresowany utworzeniem na tym terenie intelektualnego skansenu i kolonii taniej siły roboczej. Kto ma to zmienić? Dobra zmiana, klęcząca u ojca biznesmena? Opozycja zmanierowana przez zachodnie wpływy kulturowe?

    Pytanie do Sz. Krakauera, może odpowie na forum skoro dawniej podejmował dyskusję. Czy w czasie PRL, na wszystkich poziomach kształcenia, jakiś nauczyciel zapodał Panu linkowany tekst Marii Ossowskiej?
    Bo mnie nigdy. Sam na niego trafiłem dopiero po 1990 roku.
    Podobne pytanie kieruję do innych forumowiczów, to ważne z punktu widzenia socjologii idei, którymi się zajmuję.

  9. Profesor Leon ,……. powiedział niedawno w ttt /CIA/, że Polską rządzi hołota uznająca się za elitę.

    • Inny polski profesor stwierdzi, że polskie uczelnie kształcą pół-inteligentów a nasza nauka nie potrzebuje kroplówki tylko elektrowstrząsów.
      Mimo wszystko twierdzę, że nasze państwo nie jest z tektury. Mam nadzieję, że możliwe zmiany w świecie nie spowodują naszego głębokiego cofania się w rozwoju tylko wymuszą wprowadzenie głębokich reform, które zmienią Polskę w państwo bardziej przystosowane do nowej rzeczywistości.
      Tym razem w przeprowadzaniu zmian nie będą nam pomagały „czynniki” zewnętrzne. Na obecne elity też bym nie liczył.
      Tym razem w przeprowadzaniu zmian nie będą nam pomagały „czynniki” zewnętrzne. Na obecne elity też bym nie liczył.
      Być może w końcu przyjdzie podziękować naszym elitom i naszym sojusznikom, zakasać rękawy i samemu takie zmiany przeprowadzać. Według zasady – jak umiesz liczyć, to licz na siebie.

  10. Inny polski profesor stwierdzi, że polskie uczelnie kształcą pół-inteligentów a nasza nauka nie potrzebuje kroplówki tylko elektrowstrząsów.
    Mimo wszystko twierdzę, że nasze państwo nie jest z tektury. Mam nadzieję, że możliwe zmiany w świecie nie spowodują naszego głębokiego cofania się w rozwoju tylko wymuszą wprowadzenie reform, które zmienią Polskę w państwo bardziej przystosowane do nowej rzeczywistości.
    Tym razem w przeprowadzaniu zmian nie będą nam pomagały „czynniki” zewnętrzne. Na obecne elity też bym nie liczył.
    Być może przyjdzie podziękować naszym elitom i naszym sojusznikom, zakasać rękawy i samemu takie zmiany przeprowadzać. Według zasady – jak umiesz liczyć, to licz na siebie. Przy czym mam na myśli zmiany przeprowadzane metodami pokojowymi nie rewolucyjnymi.

  11. Zawsze elity mieliśmy do dupy to co dzisiaj jest to popłuczyny zdrajców z 1944 roku, narodowo i mentalnie obcych naszemu narodowi. Czy oni wszyscy mogliby nas zostawić i pozwolić nam normalnie żyć w naszym własnym kraju?

  12. Widać że Krakauer jest w formie.
    Gratulacje.

  13. „Problemem tego kraju zawsze było zarządzanie. „
    – wcale nie tylko u nas. My widzimy po prostu to nasze bezpośrednio, a obce sobie wyobrażamy jako lepsze. Nie jest lepsze.
    „Jeżeli popatrzymy modelowo na państwo jako na całość, doskonale widać, że „ryba psuje się od głowy”. Jednak w naszym przypadku jest ciekawiej, otóż u nas “ryba”, psuje się od głowy, od środka i od ogona także!”
    – nie przesadzajmy! Co się psuje to się psuje, a co nie to nie. Gdyby wszystko się psuło, życie w Polsce byłoby niemożliwe. A przecież u nas żyją ludzie i część sobie to chwali. Na przykład – ja. Nie ma wojny, nie ma strajków, nie ma bandytyzmu na ulicach, jest praca, można cokolwiek zarobić i jest towar do kupowania.
    W innych krajach wcale nic nie jest inaczej, więc niepotrzebnie sobie wyobrażamy, ze u nas to sam gnój, a u obcych to tylko miody. Widziałam ja te miody i z nich zrezygnowałam. Wolę to nasze, jakie by nie było.
    „Mamy przekleństwo elit, które definiują swoją pozycję życiową poprzez zabezpieczenie egzystencji własnej i swojej rodziny”
    – na każdym, zdrowym człowieku ciąży obowiązek zadbania nie tylko o siebie, ale i swoją rodzinę. I nigdzie nie działa to inaczej.
    „Wszystkie trzy główne klasy społeczne – gardzą sobą same i wzajemnie.”
    – ja sobą nie gardzę i nie gardzę (przeważnie) innymi, niezależnie od ich „przynależności klasowej”. Nie widziałam także, by moi sąsiedzi sobą gardzili w jakiś sposób, a także nie widziałam, żeby gardzili mną. Owszem, nie wszyscy się lubią, ale dlaczego mieliby się wszyscy lubić? Za granicą też wszyscy się nie lubią jak leci, a wybiórczo.
    „ Społeczeństwo, jakie odziedziczyliśmy po PRL-u uległo ekspresowej stratyfikacji i podziałom, na tych którzy “mają” i na tych, którzy “nie mają”. „
    – nie wiem, kto to społeczeństwo po PRLowskie odziedziczył. Ja nie. Ludzie zawsze są tacy, jacy są, a są tacy, jak wymaga tego od nich sytuacja. Tylko wariat działa wbrew sytuacji i dlatego dostaje żółte papiery.
    „Podobnie było przed ostatnią wojną, podobnie – ale oczywiście w innej skali – było przed rozbiorami, kiedy to w ogóle zapraszanie czynników zewnętrznych do rządzenia krajem było standardem.”
    – można cofnąć się jeszcze o krok i ustalić, że od momentu „chrztu” zaczęły się dla nas „schody”. Słowiańskie elity zostały wymordowane, na ich miejsce przybyli do nas „ochrzczeni” z zachodu i już od początku tej imprezy Słwianie=Polacy musieli płacić cesarzowi niemieckiemu kasę a papieżowi daniny. Lekko nie było, ponieważ ludność miejscowa, polska, została zwyczajnie przez zachód podbita i zniewolona, aż do poddania nas na wieki pańszczyźnie. Polak=Słowianin to był niewolnik obcych, osadzonych u nas. Tak to było więc nie może dziś nic innego z tego faktu wynikać, niż wynika.
    – – – – –
    Oczywiście, zajęta jestem jeszcze brzoskwiniowymi konfiturkami i być może tekst będzie skromniejszy. Zobaczymy, jak się delicja będzie wysmażać, bo od tego to zależy. Polityka to doprawdy nic w porównaniu ze smakowitymi konfiturkami, niezależnie z jakich owocków wysmażonych. To są czyste realia i ja się ich trzymam.
    – – – – –
    „Przekleństwo Sasów, Wazów czy innych nominatów, przez wieki ukształtowało nasze nieszczęścia. Dzisiaj jest podobnie, z tą różnicą, że jak wiadomo nasze elity polityczne brały pieniądze z zagranicy (na jakimś etapie swojego funkcjonowania), a nasze elity ekonomiczne są z namaszczenia zagranicznych mocodawców, w tym jest wielu obcokrajowców. W ogóle, żeby wejść w Polsce do elity, trzeba mieć namaszczenie np. pewnej pani Ambasador”
    – można to i tak ująć, ale można to również zwyczajnie zignorować i „zająć się swoim”. Pani ambasadorowa jest osobą mocno cielesną i to jest jej wielki chandikap, jak to mawiają z angielska. Jej władza być może sięga naszej ulicy Wiejskiej, ale jest bezsilna wobec procesu naturalnego starzenia się organizmu ludzkiego. Więc poniekąd wyrównane, skoro wygląd bywa dla niektórych sprawą ważniejszą niż dobre relacje między narodami.
    „Elity nam się nie udały…”
    – nie wiem, skąd Szanowny Autor wziął taki pomysł. Jeżeli Polacy „wolności pożądają najbardziej”, bardziej niż czego innego, to jaką rolę mogły by u nas pełnić nawet najlepsze elity? Ktoś, kto myśli tylko o wolności i jednocześnie utożsamia to z bezkarnością i samowolą, żadnych elit nie potrzebuje. Taki ktoś dąży do anarchii i to za wszelką cenę, licząc naiwnie, że bezprawie go nie walnie boleśnie.
    Elita to ktoś, biorąc jednoosobowo dla ułatwienia, kto miałby możliwości przewodzić narodem. Czy ktoś zna Polaka, który dobrowolnie zgodziłby się, by nim ktoś przewodził, nawet taki najmądrzejszy? Ja nie znam! Owszem, ten czy inny Polak uzna tego czy tamtego za elitę, ale pod warunkiem, że ta elita się temu czy tamtemu Polakowi podporządkuje!!! Bez tego żaden Polak nie uzna żadnej elity.
    Natomiast wszelkie próby opanowania chaosu, anarchii Polak traktować będzie jako zamach na jego wolność i stawi opór, nawet za cenę rozpadu kraju.
    Więc widzimy, że tylko byle sas czy inny klór elekcyjny, który Polaków miał w dupie i był jedynie zainteresowany folwarkiem zwanym Polską mógł sobie u nas „porządzić”. I to tak, że potem miał z czego budować w różnych dreznach jakieś zwingery. Jako ciekawostkę podam, że ówże August o tymże numerze, nie miał kasy na „działalność przedwyborczą”, czyli nie miał za co przekupić polskiej(?) szlachty. I tu z pomocą przyszli mu jezuici, którzy wyasygnowali odpowiednią kwotę. Sas ów kasę zwrócił natychmiast, gdy po elekcji dostał klucze od polskiego skarbca, pustego co prawda z reguły, ale jednak od czasu do czasu udawało się tam na krótko zdeponować zrabowane słowiańskim chłopom pańszczyźnianym pieniądze. I sas ów nie tylko dług jezuitom spłacił, ale się w dreźnie pobudował i to poważnie.

    „Nie jest inaczej w innych sferach życia publicznego. Nie bez powodu, dobra zmiana tak dużą wagę przykłada do kwestii mediów. Nadreprezentacja zagranicznych czynników wpływu, poprzez powiązania kapitałowe w mediach, to jedno z największych przekleństw naszego kraju.”
    – no i pies z nimi tańcował. My sobie organizujemy swojskie disco polo i też jest przy czym poskakać i poklaskać. I ludziska walą tłumnie, żeby pobyć razem. Więc jeśli nie daje się Polaków skrzyknąć dla celów szczytnych (ciekawe, które to jeszcze takie są?) no to choć dla rozrywki możemy się tłumnie zebrać i zabawić. I bardzo dobrze.
    „Wcześniej dobra zmiana spowodowała, że uregulowano kwestię narodowości pracowników wymiaru sprawiedliwości.”
    – udało się przepchnąć najważniejsze: Polacy mają prawo do obrony własnej i nie muszą zwracać już uwagi, czy zrobią bandycie – który ich napadł – jakąś krzywdę. To bardzo ważne, ponieważ ludzie nie muszą już czuć się bezsilni.
    „Przyczyną całego zła jest edukacja, albowiem „czym skorupka za młodu nasiąknie…”, niestety się sprawdza.”
    – no a czym ta skorupka nasiąka? Bo to najpierw Polacy wyrzekali się ojczyzny bo „przaśna” i byle gówno z zachodu byle błyszczące robiło za złoto. A potem to „z taką Polską” to Polacy nie chcieli się identyfikować uważając, że należy im się Polska lepsza.
    Jak jednakże mogłaby istnieć jakaś lepsza Polska bez lepszych Polaków? Tym sobie Polak głowy nie zaprząta.
    „Szkolnictwo podstawowe i średnie właśnie zostało zreformowane, cofnęliśmy się do epoki szkoły 8-io klasowej, ale to nie na tym polega problem. Chodzi o to, że ani nasza szkoła, ani nasze wyższe uczelnie – z wyjątkami nielicznych miejsc nadzwyczajnych – nie uczą ludzi myślenia!”
    – ależ Szanowny Autor raczy sobie dworować! Na przykład ja, gdy śmiem mieć własne zdanie jestem przystrzygana tak, bym mogła zmieścić się w schemacie. W przeciwnym razie uważana jestem za „kontrowersyjną”, w domyśle: myślącą niezgodnie z przyjętym wzorcem, a więc racji mieć nie mogę, wszak większość myśli inaczej niż ja, a większość ma rację. Ludzie wystawiają sobie wzajemnie „świadectwo prawdy” i gdy komuś nie wystawią takiego, jest on „oszczuty”. Ja wiedząc o co chodzi mam odskocznię w gruszkach w syropie, śliwkowych powidełkach czy niechby w sałatkach warzywnych z fasolką czy bez.
    Ale jak ma sobie poradzić ktoś, kto nie ma oparcia w wiktualiach?!?

    „Nie uczą analizy sytuacji”
    – analizując cokolwiek konieczne jest przynajmniej od czasu do czasu podważyć prawidłowość własnego myślenia. Ale co zrobić, jeżeli ktoś jest tak bardzo do siebie przywiązany, iż oderwać się od siebie nie może?

    „Na pewno nie jest normalnym to, że w XXI wieku, jest więcej godzin nauczania religii, niż informatyki! „
    – nie wiem, czego można „nauczać na lekcji religii”, bo tych kilka faktów, służących za listek figowy dla wszystkich pozostałych przekrętów da radę przerobić w dwie, trzy lekcje.
    A co do informatyki, to nikogo tego nauczyć nie można. Każdy musi sam, zapisując krok po kroku, mieć na tyle odwagi by spróbować to zastosować. A i tak człowiek ma tendencję to zamordowania komputera, choć obecnie już coraz rzadziej jest „error”.
    Nikt odpornemu na wiedzę nie nakładzie mądrości do głowy, obojętnie jak by się starał. Wolna wola to potęga, i gdy ktoś nie chce, to nie – i nie ma przeproś.

    Po wojnie religia – w jakiej formie by nie była – pozwoliła bardzo wielu ludziom uniknąć obłędu spowodowanego wojennymi przeżyciami. Łatwiej było te bestialstwa przepracować mając na podorędziu Boga.

    „Jak na tę chwilę, nie widać wśród naszych elit żadnej siły, która byłaby zainteresowana continuum państwa”
    – no przecież to nie są żadne elity lecz wykształcone na inteligentów przetrwalniki. Nie ma sensu od nich wymagać czegoś, czego one dać z siebie nie mogą.

    „Przed wojną liczyły się środowiska wojskowe i inne związane z państwem z aparatu urzędniczego, całe towarzystwo miało oparcie w ziemiaństwie, jednak generalnie liczył się korpus oficerski mający swoje korzenie w Legionach.”
    – legenda swoją siłę ma, nieprawdaż?
    Środowiska wojskowe to była zbieranina konkurująca między sobą o awanse, bo to dawało większą kasę. Na śmierć i tak wysyłany był zwykły żołnierz, a „chwałę” zbierał ten, co siedział bezpiecznie w sztabie i narażać się nie miał nawet zamiaru.
    – „państwowy aparat urzędniczy” to co to takiego? Czy można wymagać od osobnika, decydującego jedną pieczątką o czyimś losie, by ten chciał z takiej fuchy zrezygnować dla jakiejś „uczciwości”? No, bądźmy poważni. Dziś niby nazywa się to korupcją, ale od czasu wymyślenia urzędów istniało to, nierozerwalnie z nimi związane. I zawsze się opłacało być państwowym urzędasem, dlaczego więc dziś miało by się to zmienić?
    – „ziemiaństwo”? W nim oparcie? Dla kogo? Czy dla parobków przymierających głodem, wegetujących w czworakach w sytuacji, gdy jaśniepan najedzony obłapiał chłopskie dziewki bo żona miała globus histericus? Czy dla chłopa pańszczyźnianego, który nie miał praw żadnych, a jedynie obowiązki? Ziemiaństwo, gdyby czuło się odpowiedzialne za podległych mu ludzi, mogło by mieć jakieś znaczenie. Ale jeżeli jaśniepan wyduszał z parobka ostatnie poty tylko po to, żeby jaśniepanicz mógł chodzić na dziwki w paryżu? – no nie przesadzajmy! Toż ta „polska arystokracja” nawet nie mówiła po polsku, posługując się francuszczyzną i łaciną.
    Chłop nie dlatego modli się do Boga, bo go do tego ksiądz zmusza. Nie! Chłop ma wewnętrzną potrzebę wiary i modli się mimo księżych nacisków. I dlatego chłop przetrwał nawet najgorsze upodlenie, a jaśniepan na białym pieczywku wychowany degenerował się i był z tego dumny.
    Co mamy dziś? Czy inaczej? Może „jaśniepany” przerzuciły się na ciemne pieczywko, ale poza tym niewiele się u nich zmieniło.
    „Kto bowiem jest bardziej godny, niż Żołnierz Rzeczypospolitej? „
    – żołnierz, każdy żołnierz, jest przeznaczony na śmierć. I w tym jest kształcony, szczególnie pod kątem, by przed śmiercią własną zabić jak najwięcej „wroga” zanim sam padnie. Ja nie widzę tu nic godnego.

    „Jeżeli nie ma autorytetów, to nie ma porządku. Jak nie ma porządku, to jest chaos… a z chaosu zawsze wyłania się nowy porządek, niestety zawsze przez zamordyzm. „
    – a czy historia zna choć jeden, jedyny przypadek, by z chaosu dało się wyjść przy pomocy dobrego słowa?
    Jeżeli na przykład hycler napadł na ZSRR, mordował Rosjan, palił wsie i miasta obracał w gruzy, no to co miałby zrobić Stalin, żeby pokonać hyclera? Innego wyjścia nie miał niż stworzyć siłę (militarną) większą niż ta hyclerowa i ją zastosować w sposób brutalniejszy od hyclera. Gdyby postąpił Stalin łagodniej, no to by przecież nie mógł z hyclerem wygrać.
    Zwykłe, fizyczne prawo działania siły.
    „Skąd czerpać autorytety?”
    – zacząć należ od słowa „czerpać”. Czyli w chwili, gdy Polacy dojrzeją do tego, by uznać czyjąś intelektualną/duchową przewagę mają szansę na dobry rząd i mądrych przywódców.
    Po co jednakże Polakom elity, jeżeli każdy Polak elitą jest sam dla siebie i wszystko wie najlepiej?
    Polak wie, co powinien był zrobić Stalin i Polak wie, że jeżeli Stalin nie zrobił tego, co Polak myśli że powinien był Stalin zrobić, no to Stalin jest według Polaka zbrodniarzem. W jakieś badanie okoliczności i wynikające z tego konieczności działania w ten a nie inny sposób Polak bawić się nie będzie. Po co? On przecież wie.
    A że Polak urodził się na długo po tym, gdy Stalin podejmował decyzje? No to co? Według Polaka Stalin powinien był przewidzieć, że się dany Polak urodzi i będzie miał jakieś swoje zdanie, z którym Stalin bezwzględnie liczyć się (był) powinien.
    Dobrze chociaż, że Polak ma poczucie humoru. Nie to, że sam z siebie by się śmiał, co to – to nie! Ale pośmiać się z kogoś, zgnoić i wyszydzić a potem przyglądać się delikwentowi, jak się wije i skręca, toż to szczyt humoru! Jakie to zabawne się poprzyglądać – samemu czując się bezpiecznie.
    Jakie to miłe, udzielać rządowi wskazówek i porad nie biorąc nawet pod uwagę, że rząd nigdy tych rad nie przeczyta ani nie podporządkuje się wskazówkom, bo o nich nie wie i nie ma jak się dowiedzieć.
    Gdy taka refleksja dopadnie Polaka, to on od razu czuje nienawiść do takiego głupiego rządu, który nie korzysta z jego mądrości!

    „Jak z tymi ludźmi układać relacje społeczne? „
    – problem tak stary jak sama ludzkość. Nie ma powodu tragizować uogólniając, bo przecież całkiem łatwo można we własnym środowisku znaleźć co najmniej dobrych znajomych, jeżeli nie przyjaciół.
    Relacji środowiskowych nie może i nie powinien regulować rząd. Ludzie, nie potrafiąc czy nie chcąc się zorganizować we własnym gronie są sobie sami winni. Żadna dyrektywa tego nie rozwiąże.

    Ad Nazar
    „pytanie, kto z naszych elit spełnia chociaż nominalnie te wymagania”?
    – a kto miałby je spełniać? Czy pan Nazar uważa się za elitę? Nie? A dlaczego nie? Jeżeli pan Nazar nie ma kwalifikacji, by uznać się za część elity, no to przy pomocy czego pan Nazar taką elitę rozpozna? Elita, która nie spełnia „nominalnych wymagań” nie jest elitą.

    Xun Zi
    – Budda poniósł porażkę, ponieważ Jego nauki zostały wykorzystane do innych celów niż On tego chciał. Budda zakazał stawiania Mu pomników, posągów, a co widzimy? Oblepiane są one płatkami złota i tym sposobem każda świątynia się bogaci niezauważalnie. Mnich buddyjski nie miał zajmować się polityką, a więc i walkami czy wojną. A się zajmuje. Budda nie wspierał także żebractwa. A co robią klasztory buddyjskie? Żyją z pracy ludzi dzielących się z nim tym, co ludzie wypracowali własnymi rękami w pocie czoła.
    Budda Boga się nie wyrzekł. Budda osiągnął „God-realization” czyli formę oświecenia wyższą, niż może ją osiągnąć zwykły człowiek. To, o czym mówią że powiedział to Budda i to, co faktycznie powiedział Budda to są dwie różne rzeczy.

    Ad Krzyk58
    „Ktoś nam odebrał historię, którą musimy powoli sami sobie przywracać.”
    – naprawdę? Czy co najmniej połowa Polaków chętnie nawiąże do swoich chłopopańszczyźnianych korzeni?
    „Prof. Maciej Giertych wystosował list do katolików świeckich, w którym stwierdził: „Głosowanie na PiS to pewna droga do zniszczenia Kościoła Polskiego i pewna droga do nieszczęść dla Polski”
    – w jaki sposób mieliby Polacy odzyskać tożsamość nie uwalniając się z narracji historycznej uformowanej dla Polaków przez kościół katolicki?
    M.Giertych próbuje jedynie – jak potrafi – bronić syna, na którego ponoć są „haki”. Jeżeli PiS współpracuje z kościołem katolickim i mimo to ludzie z kościoła odchodzą, to gdzie tu jakaś wina PiSu? M.Giertych nagina aż trzeszczy. Nie ma żadnego „polskiego kościoła” jest natomiast kościół katolicki z papieżem rządzącym z Rzymu. PiS zwalcza kolorowe papugi dewianckie, a „opozycja” je promuje. M.Giertych nie jest przecież naiwny. Jaki ma więc w tym cel, że pisze takie listy?
    Możliwe, że S.Cenckiewicz ma „niewiadomy tytuł profesorski”. A M.Giertych? Skąd taki tytuł ma? Czy jest to wynik zagranicznych studiów, czyli nadany przez obcych, czy może „spadek komuszy”? Co jest lepsze? Co do „politycznego nokautu” to stosuje go tylko ktoś poważnie zdesperowany. W czym zagraża M.Giertychowi, że Polacy odchodzą z kościoła katolickiego? I jakim cudem miałby M.Giertych ratować Polskę od „pewnych nieszczęść” jeżeli jego punkt działania znajduje się poza granicami Polski. Czy M.Giertych ma w ogóle polskie obywatelstwo?
    Ani KOR ani „waleza” nie stanowili nigdy polskich elit. Przywłaszczyli oni sobie władzę nie pytając Polaków o zdanie. Wybór „walezy” na prezydĘta to była szopka i kto wie, „kto liczył głosy”?
    „żelazną kurtynę” wymyślił i zastosował zachód wobec Bloku Wschodniego. Nie odwrotnie, jak się sugeruje Polakom.
    „solidarność” przejęła bezprawnie członków państwowych związków zawodowych bo wiedziano, że ludzie nie chcieli zmieniania ustroju, dlatego mamiono Polaków hasłem: „socjalizm – tak, wypaczenia – nie”. Wszystko odbywało się w latach osiemdziesiątych „na hura” i na wątpliwości i pytania miejsca nie było żadnego, o to zadbano.

    Ad jerzyjj
    „POWTAĆ Z KOLAN JEST ŁATWIEJ NIŻ Z POZYCJI LEŻĄCEJ ROBIĄCEJ ZA WYCIERACZXKĘ PRAWDA…”
    – no to się nie kładź!

    Ad Miecław
    „Lud nie zdaje sobie z tego sprawy, jakie będą tego konsekwencje w przyszłości.”
    – a skąd ta pewność?
    Na razie można balować, no to lud baluje. Czy byłoby lepiej, gdyby lud nie balował lecz się martwił? Lud od zawsze był rekrutem, mięsem armatnim. Może znajdzie się taki ktoś, kto potrafi wysłać elity na front a lud ustawi w sztabie na zapleczu? Stalin to zrobił, ale za to właśnie Go nienawidzą.
    „Pierwotnym źródłem obecnego stanu braku elit i polskiej inteligencji narodowo-słowiańskiej jest determinacja społeczna i psychiczna wynikająca z okupacyjnej religii z jej personalizmem na czele oraz mentalność post-feudalna praktycznie całego społeczeństwa, której nie udało się wyeliminować w okresie PRL-u, który sam został pogrążony właśnie przez te czynniki.”
    – no jak to? Sam musisz chcieć stać się elitą, sam musisz zadbać o własne zdrowie, własne wykształcenie – jeżeli umiesz czytać i pisać to niekoniecznie musisz iść na studia; tam też tylko czytają i piszą. Musisz sam mieć taki poziom wiedzy i rozróżnienia, że nie dasz się nabrać na byle co.
    I nikt tego za ciebie zrobić nie może.
    Gdy każdy zrobi to sam, sam za siebie i będzie tych osób – pojedynczych – ze dwadzieścia milionów w Polsce, no to do czego będą nam potrzebne te enigmatyczne elity?
    Mówią, że lepiej jest gdy lew przewodzi stadem baranów.
    Może. Dla lwa? Czy baranów?
    I mówią, że gorzej jest, gdy baran przewodzi stadem lwów. To już bardzo ciekawa kombinacja, tak ciekawa że aż niewykonalna. Czy naprawdę baran miałby cokolwiek do powiedzenia w stadzie lwów?
    Gdybyśmy przestali być stadem baranów i stali się stadem lwów, czy byłoby lepiej? Dla nas lepiej? Czy dla innych lepiej? Co by się u nas zmieniło wówczas? A co musiałoby się zmienić w naszym otoczeniu, żebyśmy mogli lwami pozostać?
    A może bądźmy zwyczajnie ludźmi? To jest też przecież jakieś wyjście i być może całkiem niezłe?

    PS
    A jednak się przypaliło. Będzie miało posmak wędzonego, co nawet zwiększa walory powidełek. Mniam!

    • Mroczny Siepacz

      Widać, że ktoś się boi OP… oj bardzo boi…

    • Napisałem, że Budda odrzucił koncepcję Boga, czyli wszelką doktrynę religijną nauczaną w świątyniach, a nie samego boga, jako ewentualnego realnego bytu. Buddyzm oczywiście nie jest jego dziełem, jest produktem ubocznym, ale jednak nie przysporzył on światu takiego szaleństwa, jakie zgotowały światu chrześcijaństwo czy islam, właśnie przez odrzucenie umysłowej koncepcji Boga, jakiej naucza się w świątyniach. Byłem zresztą raz z ciekawości w jednej pagodzie buddyjskiej zbudowanej w Holandii i jak zobaczyłem te złote posążki Buddy to od razu mnie odrzuciło i pomyślałem, że nie, to nie to, tam niczego nie znajdę, zrobiono tu jakiś inny model kościoła. Nie uważam jednak, że Budda poniósł porażkę. Mimo wszystko po nim było wielu wybitnych mistrzów, którzy kontynuowali jego przekaz, np. Bodhidharma i Linji, chociaż okresowe “mody na buddyzm” poważnie zaszkodziły tym naukom.

      Niestety porażkę poniósł Chrystus i to na całej linii, bo jego nauczanie wykorzystano do stworzenia jednej z najbardziej agresywnych i krwawych religii na świecie.

    • Doskonała wiwisekcja polskich i ludzkich problemów. 🙂
      Wracam jednak z uporem maniaka do swojej diagnozy. Skądś te problemy wynikają przecież, a prawda jest taka, że człowiek całkowicie wolnej woli nie ma, nawet najbardziej oświecony zgodnie z wynikami badań psychologicznych jest determinowany środowiskowo, z poprawką na zapis genetyczny. I właśnie źródła tej determinacji leżą u podstaw tych zachowań i problemów, jaki pani opisała w swojej wiwisekcji. Nie każdy człowiek ma rozbudzoną potrzebę samodoskonalenia i z natury jest oświecony, dążąc do posiadania wiedzy. Większość zadowala się tym co jest i żyje determinowana przez środowisko, kulturę i religię. Patrzenie na człowieka przez pryzmat jego rzekomo wolnej woli jest błędem i uproszczeniem nie mającym obecnie podstaw naukowych.

      Nie zgadzam się także z tym stwierdzeniem: “A może bądźmy zwyczajnie ludźmi? To jest też przecież jakieś wyjście i być może całkiem niezłe?” – to jest zbyt piękne, aby mogło w życiu się sprawdzić, zwłaszcza w systemie kapitalistycznym, wymagającym myślenia i wykształcenia mechanizmów obronnych. O ile taki zwyczajny styl życia był możliwy w PRL, które w swej polityce nie miało na celu wykorzystania narodu (ludzi) w niecnym celu, a głównym celem była budowa świadomości socjalistycznej, to już obecnie jest to prawie niemożliwe.
      Byłoby wszystko dobrze, gdyby na tych zwyczajnych ludzi nie czyhała za przysłowiowym rogiem propaganda liberalno-kapitalistyczna z jednej strony a religijna z drugiej strony, chcąca ich zmanipulować i wykorzystać we własnym najczęściej nikczemnym celu.

      I to jest właśnie problem, który mogą rozwiązać elity, a one tworzą się tylko w warunkach zdobywania wiedzy, posiadania wolności i bezpieczeństwa ekonomicznego. Dlatego uważam, że w PRL zaistniały takie warunki tworzące zalążki elit i dobrego zarządzania, ale powstało ich zbyt mało, aby zapobiec zdeterminowanej przez wrogów destrukcji społeczeństwa. Wolna wola i oczekiwanie, że naród sam do czegoś dojdzie to mit. Naród może tylko trwać i przetrwać, nawet w stanie niewoli jak chłopi pańszczyźniani, ale nie stworzy silnego i suwerennego państwa bez odpowiedniej siły intelektualnej i machiny wojskowej. A Stalina i jego bolszewików już nie ma?

    • No, no, no… No To”nana” rozebrała Krakuera, ( i komentatorów) na czynniki pierwsze, a niby dlaczego nie? Wszak po to jest ustanowione forum wymiany myśli . 🙂
      “Ale jak ma sobie poradzić ktoś, kto nie ma oparcia w wiktualiach?!?”
      Każdy ma swojego “konika”,ale nie każdy (lubi) robić w kulinariach, co innego
      korzystać z przygotowanych (niekoniecznie własną ręką) dobrodziejstw czekających do podania na stół a ukrytych w spiżarni, a to już lubią wszyscy.
      Tematem zastępczym bądź równoległym dla przygotowywania wiktualiów
      może być “robienie w spirytualiach”, zwłaszcza że mamy stosowną ku temu porę roku – nalewki, nastojki i inne likiery, miast spożywania w ‘formie prymitywnej” , oczywiście tylko dla zdrowotności organizmu, tak bynajmniej twierdził bohater pewnego kultowego filmu.
      “– nie wiem, czego można „nauczać na lekcji religii”, bo tych kilka faktów, służących za listek figowy dla wszystkich pozostałych przekrętów da radę przerobić w dwie, trzy lekcje.”
      Widać że ta dziedzina “wedy” 🙂 jest Kom. odległa niczym kosmos, proszę
      pogadać z teologami (świeckimi) ile trzeba poświęcić (dosłownie i w przenośni) lat by zbadać przynajmniej powierzchownie to co jest zakryte dla zwyczajnej owieczki (parafianina) 🙂 Pomijam już ‘takie drobiazgi” jak czytanie w oryginale tekstów w językach “zamierzchłych” jak np. koptyjski czy aramejski…
      Zawsze czytam z przyjemnością, sążniste “opracowania” komentatorki
      ( czy aby na pewno?) napisane lekkim piórem z inwencją i ‘z przytupem” – wpada w oko widoczny duży zasób wiedzy, logika na “wysokim poziomie”, jaki i “zwyczajny’, zdrowy chłopski rozum… nieźle okadziłem, co nieczęsto mi przytrafia się W wielu sprawach (sądzę) jesteśmy niezwykle blisko.
      Co wcale nie znaczy iż nie będę starał się “kopać przynajmniej po kostkach”, dlatego ze nie obowiązują już dawne salonowe rytuały,
      wprost przeciwnie, mamy za wzór ponownie tym razem i czasem w tyglu euro “kobietę na traktorze”, czy inną żołnierkę. Kooniec świata…
      Niech Bogowie darzą, a wena nigdy nie opuszcza siedliska rodowego (?) 🙂
      Ps. “A jednak się przypaliło. Będzie miało posmak wędzonego, co nawet zwiększa walory powidełek. Mniam!’ No, nie wiem… 🙂
      Należy ‘zmienić garnek’, tzn. przełożyć ostrożnie zawartość nie sięgając
      do samego dna.

    • do nana
      ŁADNIE SIĘ PODPISUJESZ …
      „Nana” Emila Zoli to najsłynniejsza powieść o prostytutce w historii literatury światowej. To tekst skandalizujący, który opisuje krótkie i bujne życie modnej paryskiej kurtyzany w latach 1870. XIX wieku. Według wizji pisarza, Nana była jak złota mucha, która wprost z śmierdzącego wychodka …

      • @Jerzyjj. Jesteś ograniczony umysłowo, czy po prostu “normalny”
        cham? Nie dopiszę skąd, co by nie dawać powodu do ataku na moją osobę np. Miecławowi… 🙂 Zamierzaliście błysnąć elokwencją i erudycją? Mucha (goowniana) z ‘tego wyszła” i na was u/siądzie…
        Brzydko “jerzyjj” bawicie się, kim wy jesteście i co TU robicie? Jakoś tak nigdy nie wzbudzaliście mojego zaufania, a “troche znam się na ludziach”…
        Po prostu – niestosowna aluzja…

  14. Zadziwiające, jakie to życie niesie niespodzianki. Okazuje się, że niedługo PRL zza grobu będzie ostoją wszelakiej mądrości, dobrego kunsztu i świetnego zarządzania skoro młode pokolenia wydają takie opinie:
    „Trwa bum na PRL. W końcu zauważyliśmy, że za komuny istnieli wspaniali projektanci. I że od lat 60. niczego wielkiego nie wymyślono” – Dorota Szelągowska o trendach. Źródło: Przegląd nr 39/2019, s. 63.

    To już nie pierwsza taka laurka dla kultury i de facto zarządzania w PRL.

    Czyli wtedy musiały być jakieś elity z prawdziwego zdarzenia, a nie tylko ocet na pułkach.
    No oprócz sfrustrowanej części posiadaczy kapitału z II RP, którym zabrakło inteligencji, aby włączyć się w nurt tworzenia nowego systemu sprawiedliwość społecznej i wyższej kultury. Ci niewydarzeni niby inteligenci dekowali się m.in. na uczelniach wyższych i knuli. Z musu cytowali Lenina i Stalina, bo niczego więcej nie potrafili stworzyć oryginalnego. 🙂 A w tym czasie kultura jak widać kwitła.

    • Русский мир и Западная цивилизация: совесть против лицемерия
      https://www.youtube.com/watch?v=7OQhvFahDEw&t=78s

      Будущее без России
      https://www.youtube.com/watch?v=R4YPbLqA9MM&t=2s

      @ Miecław. Wiesz dobrze z autopsji, że zjazd po równi rozpoczął się po 76′
      kiedy to na półkach było z każdym rokiem bardziej przestronnie 🙂 narastało powoli nowe zjawisko tzw. kolejek, zapisów, przydziałów etc.
      a ów ocet “na pułkach” -:) to już początek 80′, później było ‘trochę więcej”,
      dostępna była podobnież nawet – musztarda!! Taak! Co było powodem
      owych “trudności przejściowych w zaopatrzeniu” – ludu pracującego miast i wsi…otóż pewne środowiska
      jeszcze w pierwszej połowie 70’ postanowiły “potrząsnąć drzewem”
      na którym siedział Gierek i bliski krąg Państwowców…. zapytasz dlaczego na Boga?! Dlatego że naprawdę Polska rosła w siłę a ludzie złapali oddech, w tym na pozór (niby) szaleństwie była (jednak) metoda.
      Miecławie, miast powielać bzdury i ćwiećprawdy, ‘naumielibyście się”
      najlepiej na pamięć, tak jak “Pana Tadeusza” w szkole, – obszerne fragmenty niżej podanego opracowania, TAM wyłożono prosto i logicznie
      należy “tylko” przyswoić obszerne fragmenty co by co i rusz cytować! 🙂
      http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2019/04/centrum-zdrady-solidarnosci/

      • Znam linkowany materiał. W niczym nie zmienia on mojej opinii. Już o tym dyskutowaliśmy popatrz na rodowody tych ludzi i wszystko staje się jasne, że nie tylko Żymianie brali w tym udział. Jeszcze raz powołam się na artykuł z aktualnego Przeglądu publikującego opinię płk. Rzepeckiego, gdyby ci z rodowodem posłuchali jego rad, to nie byłoby prawdopodobnie wojny domowej, oprócz zwykłej bandyterki, którą szybko opanowano, a Polska mogłaby jeszcze bardziej urosnąć w siłę, gdyby oni nie knuli po kątach p-ko systemowi tylko włączyli się w pozytywistyczną pracę u podstaw edukując społeczeństwo w duchu wolności i równości, pracowitości i egalitaryzmu. System od strony ideologicznej to zapewniał, tylko wypaczone feudalizmem i religią umysły tego nie zrozumiały.
        Nie obronisz okupanta religijnego ani ludzi z rodowodem wobec miażdżących faktów historycznych.
        Młode pokolenia czytają i wyciągają wnioski, wkrótce powiedzą sprawdzam i wtedy się przekonasz jaki będzie skowyt u okupanta religijnego i jego styropianowych “akolitów”, także tych z rodowodem, którym nie po drodze było budować egalitarną Polskę Ludową. Woleli służyć zachodnim imperialistom, niż pracować na rzecz własnego narodu. Dla nich nie ma przebaczenia i nigdy nie wymażą z kart historii swojej hańby. Inteligentne młode pokolenia to sobie już uświadamiają.

  15. Tak tekst główny , jak i komentarze cechuje wysoki stopień ogólności , tudzież odniesień historycznych .
    A to za mało !
    Racje ma @ Właściciel łady” co do Putina i Ławrowa . Ci ludzie wyprzedzają CAŁĄ hałastrę polityczną obcenego świata o lata świetlne .

    Ale przejdźmy na nasze podwórko . Już koniec PRL dał rządy MERYTOKRACJI . Czyli fachowców . Wprowadził to w Europie Napoleon . W PRL nie wyszło z powodu ograniczeń systemu i szaleństwa pierwszej “S”.

    Teraz też cierpimy przez popłuczyny po “S” . Czy to Michnikowej czy Kaczyńskiej .

    A zagrożenie jest KOLOSALNE ! Mimo pewnych sukcesów w kontroli podatków , robionej z czekistowskim zacięciem , PiS nie poprzestał na jednym 500+ , które ponoć bilansował . Niby mając zwycięstwo w kieszeni dorzucił drugie 500+ , potem 13 emeryturę , potem ZADEKRETOWAŁ zwiększenie płacy minimalnej o kolejne KROCIE z budżetu . To jakiś HORROR !

    Co ciekawe , poza internetem trudno znaleźć w głównych mediach druzgocącą krytykę tego szaleństwa !
    A to jest szaleństwo !!!

    Tymczasem w mediach więcej bzdetów o wzajemnych hakach głównych partii , niż troski o PAŃSTWO !
    Są dwa główne odłamy zarazy “S” – jedna wasalna wobec UE – to PO , druga wręcz płacząca się przed USA .

    Żadnych , ale to żadnych wielkich dyskusji NIE MA ! Tzw. dziennikarze siedzą cicho motywowani pewno cenzurą wewnętrzną – czyli plugawą duszą i troską o spłacanie swych kredytów .

    Nikt ( poza Lubnauer ) głośno bije na trwogę o los przyszłych budżetów przy tak zidiociałym rozdawnictwie .
    PiS złapał inne partie w klincz i żadna (!) nie śmie powiedzieć głupiemu z natury elektoratowi – NIE TĘDY DROGA ! Wysokie pensje nie biorą się z nakazu , ale z wysokiej , zaawansowanej produkcji !
    A już przecież mieliśmy mieć milion “elektryków” polskiej produkcji . I co ? G… . pomijając ich bezsensowność ekonomiczną i brak WSZELKIEGO doświadczenia w tej mierze !

    Idźmy dalej . Mamy kupić ( bez sensu , odsyłam do dyskusji w dziale wojskowość ) F-35 . Po co ? Gdzie dyskusja szeroka (!) o sensowności ? Wszyscy siedzą cicho !

    A taka Bułgaria , którą oczywiście gardzimy , miała przesilenie rządowe ws. zakupu paru tanich f-16 .

    Patrioty , no bo wicie Ruskie idą ! Wykazały swoją bezużyteczność w Arabii Saudyjskiej . Też będą kosztowały miliardy $ . I co ? CISZA . Pokazywałem ilość raportów z polskiego Googla – w liczbie 5 szt ! Wstyd k…a !
    A na zachodzie ( i tu się mylisz Nano ) 354 000 odniesień do klapy Patriotów

    I wreszcie rzecz najkosztowniejsza i najbardziej wstydliwa 447 just ! Mogąca kompletnie unicestwić Polskę . Czy jest jakaś dyskusja , głośna , namiętna we wszystkich tv czy gazetach ? Guzik !
    Czy tylko od Michalkiewicza na YT mam się dowiadywać szczegółów ? Czy kretyńskie zapewnienia , że to tylko takie dyplomatyczne nieporozumienia , bez znaczenia , mimo listu 88 senatorów z ponagleniem , tudzież niejakiego Pompeo z tymże samym wyrażonym ustnie podczas pobytu w Polsce , to też “jaja ” ???

    Przypomina to sytuację , kiedy pan domu podpisał zobowiązania na kwoty przekraczające wszelkie jego możliwości , w dodatku okazuje się , że chcą zabrać rodzinie rządzonej przez niego cały majątek wraz z domem za wyimaginowane długi , natomiast w rodzinie wałkuję się gorliwie np. temat czy jakiś obcy gość wynajmował pokoje na godziny w swojej kamienicy . Seria przekleństw !

    Jeszcze nie widziałem tak splugawionego narodu . Nóż się w kieszeni otwiera !

    • “Nikt ( poza Lubnauer ) głośno bije na trwogę o los przyszłych budżetów przy tak zidiociałym rozdawnictwie’…..Znalazł (sobie) “ałtorytet’!! 🙂
      A ja sądziłem że na tym forum pisują komuszki szczęśliwe kiedy (mają pełne brzuszki) władza w konkretnym przypadku socjalistyczna rzuci ‘pare groszy” ludowi nie tylko pracującemu ( emeryci, renciści i matki)- miast i wsi.
      Czy TO koniecznie (tym dobroczyńcą/donatorem) musi być LSD? 🙂
      żeby móc zaakceptować socjal?
      A swoją drogą, kiedy rządzili postkomuniści ludowi ‘dawali goowno”,
      BA! Jeszcze odbierali co się dało! Przenosząc analogicznie nasz problem z powodu ‘rozdawnictwa” (O czasy! O ludzie!) na grunt rosyjski, biadolących
      komentatorów widzę jako tamtejszych liberastów (либераст) – też plują ile się da) przeciwników WWP. Inaczej nie chce mi pasjans ułożyć się…
      Jak widzimy nie tylko STALIN miał “swojego (Dawidowicza) Bronsztejna”… 🙂
      Ps. W jednym z odcinków kultowego już serialu ‘Świat wg Kiepskich”
      jest scena jako żywo przypominająca ów problem (?)… kiedy to radosny Boczek rozdaje browary Ferdkowi i Paździochowi a ci ‘biero z pewnym takim
      obrzydzeniem” – dlatego że wspólnie i w porozumieniu ustalili wcześniej
      że Boczek jest “trefny”, więc biorą, ale ‘tak jakoś nieśmiało”, narzekając
      przy tym (licytują się przy tym wzajemnie) ile wejdzie na dobrodzieja a to że piwo niedobre, gorzkie, mało chmielone itd.
      po obdarowaniu jeszcze piwem na odchodne i odejściu donatora oczywiście nie omieszkali “obrobić mu doopy”- tak na amen! 🙂 Tak wygląda wdzięczność w wykonaniu obdarowanego, czyli ‘ludu pracującego miast i wsi…”
      😁

  16. Errata – oczywiście “płaszczącą” nie “płaczącą” przed USA . Mimo , że nie zawsze zgadzam się z Michalkiewiczem , to tym razem tak . To największe zagrożenie dla Polski do 1939 r. !
    I to wszystko “tymi ręcami i tymi mózgami” . Niech żyjom MY !

  17. Ad nana . Post może pretendować do tytułu Najlepszego posta roku 2019.
    Analiza polskiego “piekiełka” napisana po mistrzowsku. Treść i styl godny
    naśladowania, bez aluzji personalnych. Polaków przywary smażone niczym konfitury z wiśni , klarowne i obficie słodzone. Swojskie, choć nieco przypalone.
    PS
    Moja ocena: Bdb wg dawnej skali.

  18. Z tym się zgadzam:

    – można cofnąć się jeszcze o krok i ustalić, że od momentu „chrztu” zaczęły się dla nas „schody”. Słowiańskie elity zostały wymordowane, na ich miejsce przybyli do nas „ochrzczeni” z zachodu i już od początku tej imprezy Słwianie=Polacy musieli płacić cesarzowi niemieckiemu kasę a papieżowi daniny. Lekko nie było, ponieważ ludność miejscowa, polska, została zwyczajnie przez zachód podbita i zniewolona, aż do poddania nas na wieki pańszczyźnie. Polak=Słowianin to był niewolnik obcych, osadzonych u nas. Tak to było więc nie może dziś nic innego z tego faktu wynikać, niż wynika.

    – własnie o to chodzi wróćmy do ideaów słowiańszczyzny

  19. @Perun. “– własnie o to chodzi wróćmy do ideaów słowiańszczyzny”
    NO, właśnie- bądźmy realistami znać naszą przeszłość zwłaszcza z przed 966 (?) należy ale powrót?? I tu powstaje dylemat czy nie wrócimy do:
    https://marucha.wordpress.com/2019/09/23/kanibalizm-nomadyzm-i-swoboda-seksualna-problemy-z-katechizacja-indian/

    @Xun Zi. “Niestety porażkę poniósł Chrystus i to na całej linii, bo jego nauczanie wykorzystano do stworzenia jednej z najbardziej agresywnych i krwawych religii na świecie.”
    Lewicowo-liberalny stereotyp, bez pokrycia w faktach! No może w pewnej małej części zgodzę się: sekty , odłamy (protestanckie) uczyniły wiele złego w kolonizacji podboju Ameryki (północnej). Mimo TO “chunza” zauważa że
    program Buddy jest w porządku, a idee Chrystusa – przegrały. Czy “chunza” jest z pochodzenia przynajmniej Buriatem? 🙂
    Ps. … komentatorka “nana” oglądała
    program poświęcony rzekomej eksterminacji Indian w Brazylii przez (zwłaszcza) Kościół Katolicki – dodam od siebie, kto ogląda i bierze za dobrą monetę zachodnie lewackie przekazy/iory pełne politpoprawności sam sobie szkodzi.
    Amen!
    🙂

    • Nie mieszaj kultury słowiańskiej z indiańską w dodatku w wersji propagandowo wypaczonej przez obrońców okupanta religijnego. Czytaj źródła a nie post-prawdę pisaną pod określoną tezę.
      Perun ma rację, trzeba odbudować w nowoczesnej wersji słowiańską kulturę społeczną i duchową w oparciu o egalitaryzm i kosmocentryzm. Mamy to w genach zakodowane, tylko wytłumione przez agresję katolicyzmu i zachodni imperializm kulturowy.

    • Ty jak zawsze nic nie zrozumiałeś… A o Jezusie wiesz tylko tyle, co ci ksiądz w kościele opowiedział… Na szczęście uwolniłem się od tego i wiedzy o Jezusie poszukuję samodzielnie. Naprawdę to był spoko gość, wesoły, radosny, zamieniający wodę w wino, a nie tylko wiszący na krzyżu i cierpiący. Naprawdę ja zdjąłem do krzyża i od tego momentu widzę go w zupełnie innym świetle, bardziej zmartwychwstałego niż to jest nawet w Ewangeliach napisane.

      • Xun Zi,
        Przeczytaj dzieło Jose Saramago, Komunisty i noblisty “Ewangelia według Jezusa Chrystusa” a zobaczysz Chrystusa, takim jaki powstał w Twojej wyobraźni. I chyba jakim był w rzeczywistości.

        • Z ciekawości przeczytam, chociaż ta książką to pewnie kolejna jakaś swobodna interpretacja do doktryny, ale czemu by się nie zapoznać. Jako poszukujący domagam się całości dorobku ludzkości. Oczywiście masz rację, że mój Jezus jest bardziej wyobrażony niż prawdziwy, ale prawdziwego Jezusa niestety już nie poznamy, chyba, że podróże w czasie staną się możliwe. Niemniej tańczący i radosny Jezus jest bliższy mojemu sercu niż ten wiecznie wiszący na krzyżu, używany do wzbudzania w ludziach poczucia winy i wstydu, żeby kontrolować ich umysły.

      • “Na szczęście uwolniłem się od tego…”
        ?
        Na pewno? 🙂
        Uwolnić się po to by wpaść w objęcia innego.
        Takiego co to nie ma umocowania w tej części globu ziemskiego.
        Gratuluję wyboru i logiki!

        “A o Jezusie wiesz tylko tyle, co ci ksiądz w kościele opowiedział… ” 🙂

        Nieco niżej (następny “kwiatek”):
        “A co jest złego w prostytucji?”
        Nic nie kumasz – nawet specyficznego kontekstu niezręcznej sytuacji… jest to skutek czego, pomieszkiwania na zdegenerowanym, zlewaczałym, spedalonym Zachodzie?
        Może sugestia górala z dowcipu ma też sens w rzeczonym przypadku? A rzekł on był do przeintelektualizowanego (ufff) cepra w te słowa – “wyście panie som tacy mondrzy – ze az gupi”!

        • Xun Zi ma rację. To ty nic nie zrozumiałeś. Fakty są takie, że Budda nie tworzył religii a system doskonalenia osobowości, aby człowiek mógł osiągnąć najwyższy stopień poznania. To co z jego naukami zrobili zwyczajni ludzi i kasta żerujących na nich kapłanów, mnichów to pochodna ograniczeń mentalnych i neurobiologicznych człowieka. Nie każdy jest predysponowany genetycznie do samodoskonalenia się, a potem staje się ofiarą religii i sekt. Buddyzm jako filozofia życia i doskonalenia się jest wspaniałą ścieżką rozwoju, ale dla jednostek dobrze rozwiniętych intelektualnie.

          Wiele nauk Buddy znajdziesz w słowiańskich Wedach. Jezus podobnie jak Budda nie tworzył religii tylko system doskonalenia osobowości człowieka celem zespolenia z boską jaźnią oraz system społeczny mający temu służyć. To co zrobił z nim katolicyzm i inne pochodne religie i sekty, to wynik ludzkich ograniczeń poznawczych i żerowania na nich kasty kapłańsko-feudalnej.

          Polecam ku doskonaleniu się:
          “Nie słuchajcie, gdy wam mówią, że Polska to Mesjasz ludów, nie słuchajcie, gdy wam mówią, że ludzkość to rojowisko gadów pożerających się wzajemnie, że Europa to jarmark na cmentarzu idei; wierzcie tylko sobie, tylko własnemu poczuciu, że człowiek nie może być niewolnikiem; walczcie, pracujcie, twórzcie przyszłość wbrew wszystkiemu, wbrew obłudzie, połowiczności, zobojętnieniu, sceptycyzmowi serc wystygłych”. Źródło: Stanisław Brzozowski, Ludzkość i naród, „Świt” nr 26, 25 sierpnia 1907.

          • Widzę, że chociaż jedna osoba jest w stanie zrozumieć to, co piszę. Budda, Jezus i inni wielcy mistrzowie oraz filozofowie starali się pomóc człowiekowi w samodoskonaleniu i w samopoznaniu. W Europie też nie brakowało takich mądrych ludzi jak Heraklit, Epikur, Sokrates czy Pitagoras. Los jaki spotkał Sokratesa zmuszonego do wypicia trucizny i szkołę Pitagorasa, którą tłum zniszczył, a uczniów wymordował pokazuje jak ciężka i niebezpieczna jest walka z ciemnotą. Znamienne jest też, że oni wszyscy uczyli swoich uczniów samodzielności i przestrzegali przed ślepą wiarą w bogów i pisma święte (co nie znaczy, że to wszystko negowali, ale starali się uwolnić uczniów spod wpływu pasożytujących kapłanów, znamienne są słowa Epikura, że “nie ten jest bezbożny, kto zaprzecza bogom czczonym przez tłum, lecz ten, kto podziela pogląd ludu na ich temat.”). Jezus i Budda też przestrzegali przed “uczonymi w piśmie”, co jest znamienne. Jezus zawisł za to na krzyżu, kapłani też do dziś go na nim trzymają. Znamienne słowa Jezus wypowiedział w Ewangelii Tomasza, apokryfie, który nie wszedł w skład kanonu biblijnego. Cytat ten mówi sam za siebie, dlaczego tak się nie stało:

            „Gdy wasi przywódcy powiedzą wam: ‘to królestwo jest w niebie, wtedy ptaki niebieskie będą pierwsze przed wami’. Gdy powiedzą wam, że ono jest w morzu, wtedy ryby będą pierwsze przed wami. Ale królestwo jest tym, co jest w was i tym, co jest poza wami. Skoro poznacie samych siebie, wtedy będziecie poznani i będziecie wiedzieć, że jesteście synami Ojca żywego. Jeśli zaś nie poznacie siebie, wtedy istniejecie w nędzy i sami jesteście nędzą”.

            Przytoczony przez ciebie cytat ładnie współbrzmi w tym przytoczonym przeze mnie cytatem Buddy. Podobnie nauczali wspomniani przeze mnie Sokrates czy Epikur, a rzymski poeta Lukrecjusz napisał, że “uczę o wielkich rzeczach i stromą idę drogą, rwąc religijne więzy i kłam zadając bogom.”

            Tak więc drogi Krzyku, nauki o których mówię mają i swoich europejskich odpowiedników, żyjących jeszcze zanim na scenę weszło chrześcijaństwo, które przecież też nie pochodzi z Europy, tylko z Azji i początkowo dokonywało pokojowego podboju, ale potem, gdy się umocniło w wersji wypaczonej przez chciwych władzy rzymskich biskupów, zniszczyło całą starożytną europejską kulturę. To tyle na temat jego “umocowania w tej części globu ziemskiego.”

  20. Fajnie się zrobiło, bo coś się ruszyło.

    Krzyk58, o tej zamianie garnków na szczęście wiedziałam, tym niemniej serdeczne dzięki za radę.

    PS
    Ja mam do pochwał podejście odwrotnie proporcjonalne, ponieważ pochwała bywa bardziej niebezpieczna niż krytyka.
    Dziękuję za dobre słowa.
    Ażeby nic mi się nie zdawało choćby przypadkiem, zabieram się za mycie okien. Cieszyć się, owszem, cieszę, ale na tym poprzestaję.

  21. do nana
    ŁADNIE SIĘ PODPISUJESZ …
    „Nana” Emila Zoli to najsłynniejsza powieść o prostytutce w historii literatury światowej.

    • A co jest złego w prostytucji? W stłumionych seksualnie społeczeństwach prostytucja pełnił zawsze rolę wentyla bezpieczeństwa, pozwalającego wyrazić stłumione naturalne reakcje i zaznać odrobinę przyjemności w tym życiu pełnym cierpienia. A kobietom na zarobienie jakichś większych pieniędzy, ponieważ dawniej kobietom nie pozwalano na wykonywanie lepiej płatnych normalnych prac. W starożytności, w niektórych cywilizacjach, jeszcze zanim zwyciężyła doktryna jedynego boga w wersji judeo-chrześcijańsko-islamskiej, była nawet formą oddawania czci bogom i boginiom, czyli spersonifikowanym siłom natury. W pierwotnych społeczeństwach takie zjawisko nigdy nie występowało i nie występuje, ponieważ seks jest tam tak naturalny, że nie przeradza się w perwersję. Cywilizacja, która tłumi naturalne ludzkie instynkty za pomocą nienaturalnych i fałszywych norm, praw, doktryn i religii, potrzebuje prostytucji jako środka zapobiegającego gwałtom, molestowaniu itd. Zakazywanie jej prowadzi tylko do rozwoju przestępczości wobec kobiet i sprzyja rozkwitowi patologii. Walka z seksem ma taki sam skutek jak walka z narkotykami i w ogóle jak jakakolwiek walka zawsze prowadzi do kolejnych walk i podziałów, dlatego Jezus powiedział “Nie walczcie ze złem” (Mt 5, 39). Cytat przez tłumaczy zazwyczaj tłumaczony jako “Nie stawiajcie oporu złemu” lub “Nie zwalczajcie zła złem”, ponieważ Kościół miał zawsze problem ze zrozumieniem tych słów i dodatkowo jego oryginalna treść mocno nadwyrężyłaby jego ideologię, np. w trakcie krucjat, chociaż nawet błędnie tłumaczony zachowuje pierwotny sens i głębię. Nie trzeba z niczym walczyć, wystarczy tylko usunąć przyczynę powstawania problemu, a wszystko samo się uleczy.

    • @jerzyjj.

      Zacznij chłopie trzymać poziom. Kogo obchodzi, kto jaki nick sobie wybrał i z czym się identyfikuje. Najważniejsze, że możesz poczytać mądre opinie.

  22. Do zjerzy

    mój pseudonim jest na cześć mojej nieżyjącej już Matki, która miała na imię Anna; ja przestawiłam po prostu litery Jej imienia.
    Znana w starożytnej mitologii Wschodu jest bogini Nana, ja tak wysoko nie mierzę.

    Jak widać ty masz pokroczne asocjacje, ddddd.

    Każdy kojarzy jak potrafi.
    Mnie do tego nie mieszaj. Jesteś nnnn.

    SZANOWNA PANI PROSIMY NIE ODNOSIĆ SIĘ W SPOSÓB NEGATYWNY DO INNYCH LUDZI – POGLĄDY JAK NAJBARDZIEJ, ALE LUDZI SZANUJEMY. POZDRAWIAM WEB. JÓZ.

    • ależ ja ludzi szanuję!
      wyraz “FFFF” nie jest obraźliwiy, a wyraz “FFFFF” jest związany ze współczuciem.
      Dla mnie wszystko jest jasne: “obrażać to my ale nie nas”, co?

      NIE WŁAŚNIE NAS PANI MOŻE JEŻELI TO MA PANI W JAKIKOLWIEK SPOSÓB POMÓC, ALE INNYCH LUDZI NIE, BO TO SZKODZI SPRAWIE. TAKIE TU OBOWIĄZUJĄ OD ZAWSZE ZASADY. UŻYTE PRZEZ PANIĄ WYRAZY W KONTEKŚCIE PERSONALNYM MIAŁY OBRAŹLIWY CHARAKTER, NIE POZWALAMY ŻEBY KOMENTUJĄCY WDAWALI SIĘ W NIEPOTRZEBNE GIERKI SŁOWNE, TO NIE JEST POTRZEBNE. NAPISAŁEM PANI – PROSZĘ KRYTYKOWAĆ POGLĄDY A NIE OSOBY. WEB. JÓZ.

      • no to może jeszcze raz:

        ten zjerzy nie odniósł się do mojego tekstu, ale do mnie, do mojego nicka
        Na tego zjerzego powinien był Pan zareagować, to nie byłoby ciągu dalszego.

        Wyraz “bbbbb” nie jest obraźliwy, a wypunktowanie tego sugeruje, że to ja napisałam coś nieprzyzwoitego.
        Ja rozumiem, że Państwo dokonali już wyboru. Tak też mi pasuje.

        PROSZĘ PANI ZASADY SĄ PROSTE – NIE OBRAŻAMY INNYCH LUDZI NA TYM FORUM, W ŻADNEJ FORMIE NAWET DOROZUMIANEJ. JEŻELI TAMTEN PAN PANIĄ OBRAZIŁ PROSZĘ WSKAZAĆ FRAGMENT, JEŻELI TAK UZNAMY TO GO ZBANUJEMY (NIE PIERWSZY RAZ). POZDRAWIAM WEB. JÓZ.

        • Hallo @WEB.JOZ., 24.09’2019 at 22:19

          Prosze mi wybaczyc ale wywod WEBMASTERA co do obrazy komentatorki @nana jest absolutnie nie adekwatny, gdyz to @jerzyjj wysoko zaarakowal i obrazil komentatorke @nana wskazujac, ze rzekomo jej pseudonim swiadczy ze jest prostytutka a nie intelektualistka i “blykotliwa” kurtyzana, rzekomo postacia opisana przez Emila Zole, co jest nie do przyjecia i akceptacji pomijajac “pokrecony” i nierzetelny zwiazek przyczynowo-skutkowy, ktory pomiedzy komentarzem @nana a powiescia Emila Zoli wogole nie istnieje a uzyta przez @jerzyjj formula jest zwyklym prywmitywnym i hamskim atakiem na osobe @nana,co wymagalo by napietnowania z Pana strony, gdy tymczasem napadnieta tu publicznie i prymitywnie @nana musi sie jeszcze za cudzy wulgarny atak /”chwyt ponizej pasa “/ publicznie tlumaczyc…fe..nie ladnie… glupio wyszlo, jest mi nieprzyjemnie…

          @nana
          Z psychoanalitycznego punktu widzenia taki prymitywny atak jak ten @jerzyjj jest najwyzsza forma uznania….!!! Komentator poczul swoja mialkosc i kompleks nizszosci w obliczu komentarza na takim wysokim poziomie,ktorego sam nie posiada i publicznie stanal do konkurencji z Pani wywodem, mowiac , ze (rzekomo ) czyta obyczajowa i krytyczna literature fracuska, chcac podkreslic przy tym, ze nie jest analfabeta i “umi ” czytac….ale bezrefleksyjnie niestety, byc moze, ze tylko gdzies “zaszyszal” o Emilu Zoli i chcial tu “blysnac” intelektem ale wyszlo pozalowania godne szydlo z worka, ze jest osoba nie bardzo wyksztalcona i zawistna wrecz osmieszajac sie , gdyz “bierze do reki” francuska literature by wypowiedziec poprzez zakamuflowane porownanie najwysze uznanie dla @nana poprzez bezargumentowy napad na osobe konkurenta, caly proceder rodem z dziela Artura Schopenhauera pt.”Erystyka, czyli sztuka prowadzenia sporu “…..
          Wzywam tu @WEB.JOZ. do korektury swojej reakcji i udzielenia nagany @jerzyjj a komentatorke @nana nalezy ( in aller rechtlicher Form…) przeprosic za niestosowne ataki i turbulencje z tym zwiazane…..

          Pozdrowienia

    • @Xun Zi, 24.09’2019 at 21:41
      Z uwaga przeczytam caly wywod komentatora…. i ma Pan racje, choc ta moze obrazac” etyke na pokaz”… zaklamanie ( ze strachu…!?) do cna dzialania ludzkiego zwanego kultura i cywilizacja …..

      Zalozenie “leczenia zlego zlym” uzywane byly i sa w prastarych metodach medycznych np. Paracelsus byl protoplasta homeopatii i on wysunal te teze, ze zlo nalezy tym samym leczyc a Hannemann uwazany za (wspolczesnego ) tworce homeopatii te regule leczenia “zla” tym “samym zlym ” podnosi do glownego zalozenia homeopatii choc usuniecia przyczyn wystepowania zla sa automatycznie jego uleczeniem….

      • Niestety zacząłem jeść owoc głębszego poznania świata od najwcześniejszych dni mego życia, a on z jednego drzewa pochodzi. Drzewa tego już nie wyrwę z serca, więc nie pozostaje mi nic innego jak dokończyć jego konsumpcję do samych korzeni. Byłem już w dzieciństwie okłamywany przez ten cały system zakłamania, który używał do tego osoby mi najbliższe, czyli rodziców i rodzinę, więc teraz nie mam innego wyjścia jak dokończyć jego poznanie, by się od niego uwolnić i uleczyć zranioną duszę. Przy okazji może będę mógł pomóc innym duszom na znalezienie własnego sposobu kuracji, a każdy ma swój własny lek i czas, na jego spożycie. Nie wszyscy są gotowi rozpocząć samoleczenie. Może też dlatego tak bliscy są mi tacy ludzie jak Budda, Osho, Jiddu Krishnamurti czy Aleister Crowley, którym od dzieciństwa wciskano jakieś bzdury w imię jakichś dziwacznych ideologicznych wymysłów, ale się nie poddali i próbowali odkryć coś głębszego w tym życiu. Warto zapoznać się z ich biografiami, bo skłaniają one do głębszych refleksji. Być może Jezus też był w dzieciństwie indoktrynowany religijnie, ale był zbyt inteligentny, by poddać się jałowym zabiegom. Świadczyć o tym może jego pogawędka z kapłanami w dzieciństwie w drodze do Jerozolimy, a później jednoznacznie występował przeciwko uczonym w piśmie.

  23. Problem elit, ich tworzenia, upadku, wyczerpująco wyjasniaja dwie pozycje:
    -Teoria elit- Pareto.
    -Żelazne prawo oligarchii- Michelsa.

    Kto chce, sobie wygoogla.

    Polskie, zachodnie, czy wschodnie elity, nie odbiegają od schematu tam zarysowanego.
    Nie da się przeskoczyć psychologii człowiekowatych…..

    Przyda się może fragment…..

    Zasadnicza teza książki Michelsa brzmi, że żadna organizacja, jeśli liczba jej członków przekroczy pewną wielkość, nie jest w stanie zapobiec tworzeniu się wewnątrz niej oligrachii, w której rękach spoczywa rzeczywista władza. Jest to tzw. żelazne prawo oligarchii, któremu podlega całe zorganizowane życie społeczne. Im bardziej partia czy inna organizacja staje się masowa, tym szybciej tworzy się oligarchia i tym większa jest jej władza. Ponieważ partie polityczne i związki zawodowe to organizacje nastawione na walkę, dlatego wymagają zhierarchizowanej struktury potrzebnej dla mobilizowania mas członkowskich i dowodzenia nimi. Z punktu widzenia struktury organizacji i techniki działania zawodowi liderzy są absolutnie konieczni. Pojawiają się oni spontanicznie, by z biegiem czasu uczynić ze swej działalności profesję, ustabilizować swoją pozycję, uczynić ją nienaruszalną i niezależną od woli mas członkowskich. Michels udowadnia, że to zawsze mała grupa liderów kontroluje masy, a nie na odwrót.
    https://www.opcjanaprawo.pl/index.php/component/k2/item/3514-robert-michels-albo-żelazne-prawo-oligarchii

    Twój komentarz czeka na moderację.

    • Michels ma rację. Ja to zauważyłem już dawno, tylko mówię o tym innymi słowami. Masy zawsze potrzebują sterowania przez jednostkę lub grupę jednostek. Michels opisał w skrócie jak działa mechanizm powstawania społeczeństw. Cały system, z którym obecnie mamy do czynienia, wyłonił się przecież z pierwotnych plemion, wśród których ten mechanizm zadziałał już na początku, a potem, w miarę jak grupy się powiększały, potrzeba było więcej wodzów i szamanów – tak powstały zorganizowane religie. System, który pierwotnie miał służyć dobrej sprawie, zwyrodniał w miarę jak społeczności zaczęły się powiększać, a człowiek stawać bardziej cywilizowany. W efekcie inteligentniejsze jednostki uczyniły ze społeczeństwa własne żerowisko, kosztem pozostałych, którzy nie chcieli lub byli mniej inteligentni, by w porę przeciwstawić się totalitarnym zapędom. Prawdą pozostaje jednak, że zwykła szara masa ludzka woli oddać swą wolność w ręce pośredników, niż odważnie wziąć życie we własne ręce. W efekcie szara masa zawsze jest biedna i głupia, ponieważ biernie akceptuje “normalny” model życia: narodziny-szkoła-praca-żona-dzieci-wnuki-śmierć, podczas, gdy społeczeństwo jako całość jest ciągnięta w górę tylko przez bogate, świadome jednostki, które mają wystarczająco dużo inteligencji, by się rozwijać i bogacić. Oni potem finansują całą kulturę i naukę, a nawet religię. Bez bogaczy opłacających artystów, naukowców i budujących centra nauki, kultury i religii żadne społeczeństwo by się nie rozwinęło. Naturalnie, prawem uzupełniania się przeciwieństw lub tzw. prawa kompensacji, pociąga to za sobą negatywne skutki w postaci nadmiernej chciwości posiadania i rywalizacji, zamiast współpracy. Przepaść między bogatymi i biednymi polega tak naprawdę na tym, że szara masa zawsze ciągnie jednostki w dół, podczas, gdy ktoś, kto już się wybił, nie ma zamiaru wracać z powrotem na dno. Ta przepaść jest więc nieuchronna i żaden system jeszcze tego nie zasypał. Nawet w systemie komunistycznym szybko wykształciła się osobna kasta rządząca, która odgrodziła się wojskiem i policją od szeregowych robotników, co potem mogły wykorzystać kraje kapitalistyczne do jego rozwalenia. Jednak w końcu i bogatym zaczyna wadzić ich własny matrix i zmusza ich do poszukiwania innego sensu życia niż tylko nieograniczona konsumpcja. Dlatego Budda czy Bodhidharma porzucili królewskie pałace i oddali się poszukiwaniom głębszej prawdy życia i osiągnęli oświecenie. Ich ascetyzm był jednak naturalny, a nie narzucony przez zazdrosne masy, które w ten sposób uznały, że bogactwo jest złe. Nie, nie jest złe samo w sobie, ale złe jest nadmierne przywiązanie do niego i chciwość, która z tego wynika. Dlatego Jezus powiedział do pewnego bogatego młodzieńca, że powinien rozdać swoje bogactwa, by wejść do Królestwa Niebieskiego – osobistym problemem tego człowieka było nie bogactwo, a przywiązanie do niego, dlatego Jezus powiedział, by porzucił to, co uniemożliwia mu spełnienie. Z tekstu wynika, że ten mężczyzna nie był jeszcze gotowy na takie poświęcenie. Niestety ludzie błędnie zrozumieli te słowa Jezusa i uznali, że tylko biedacy wejdą do Nieba!!! Otóż jest ono dostępne dla każdego. Bogactwo nie ogranicza się bowiem tylko do materii, ale jest też bogactwo psychologiczne i duchowe.

      Amerykański psycholog Maslow stworzył piramidę potrzeb człowieka. Jej prawdziwa wersja wygląda następująco:

      8. Potrzeba transcendencji.
      7. Potrzeba samorealizacji.
      6. Potrzeby estetyczne.
      5. Potrzeby poznawcze.
      4. Potrzeby indywidualne.
      3. Potrzeby społeczne.
      2. Potrzeba bezpieczeństwa.
      1. Potrzeby fizjologiczne.

      Jak widzimy potrzeby poznawcze i estetyczne prowadzące do samorealizacji a następnie transcendencji wynikają z potrzeb indywidualnych, które z kolei mogą się pojawić, gdy jednostka wyjdzie poza najniższe w hierarchii potrzeby fizjologiczne, bezpieczeństwa i społeczne. Większość szarej masy nigdy nie wychodzi poza te trzy pierwsze, a gatunek ludzki zawdzięcza swój rozwój jednostkom, które przebiły się przez te trzy pierwsze potrzeby. Społeczeństwo jest więc po to, by jednostka mogła się rozwijać, a nie jednostka dla społeczeństwa, jak błędnie myślą szare masy i próbują tłumić jej naturalny potencjał, zmuszając do przystosowania się do społecznych zasad. Nic więc dziwnego, że inteligencja otacza się murem od tego, co ciągnie ją w dół. Ja też unikam kontaktu z mniej inteligentnymi osobnikami, jak np. kibole (prawicowe pustaki) czy lewackich bojówkarzy (lewicowe pustaki) – po prostu podświadomie czuję, że takie towarzystwo cofa mnie w rozwoju, a nie pomaga w indywidualnym rozwoju. Zwykle rozmowy z takimi osobnikami sprowadzają się do obgadywania innych osób i jakichś nieistotnych dla mnie pierdół.

      Tak więc nasze problemy mają dużo głębsze źródło i nie można ich sprowadzać do przeciwstawiania jednych drugim, fałszu przeciwstawiać fałszowi, a bogacze niekoniecznie są tacu źli jak się wydają ludowi. Lud z drugiej strony też nie jest taki zły, jak się wydaje bogaczom. Tylko współpraca i zrozumienie tych problemów może doprowadzić do stworzenia właściwych środków, by tę przepaść zasypać – by biedny nie musiał okradać bogatych, a bogaty pomógł biednym się rozwijać. Można jednak to zrobić nie tworząc z ludzi szarą bezmyślną masę, ale uwalniając jednostki z tej masy. Wtedy objawi się prawdziwy ukryty potencjał każdego człowieka.

      Samorealizacja jednostki nie zawsze musi doprowadzić do ogromnego bogactwa materialnego, ale często odkrycie bogactwa własnego talentu i możliwość jego rozwijania da jednostce tak potrzebne szczęście, a szczęśliwe, samozrealizowane jednostki mogą stworzyć prawdziwie wolną zbiorowość ludzką. Niestety dzisiaj jest to niemożliwe dopóki panuje prymat zbiorowości nad jednostką.

      • Problem jest w skali “nienażarcia się” elit.
        O ile te nasze za PRL, posiadały dochody w proporcji 4:1 w stosunku do pozostałych klas, o tyle obecne elity kompradorskie i polityczne, nie mają umiaru w zawłaszczaniu ze wspólnego gara.
        Czerpią nie jak poprzednie- łyżką, tylko chochlą sporych rozmiarów.
        Tym na dole hierarchii dziobania zostaje niewiele.

        Tak jest w “całym demokratycznym świecie”.
        1% posiada coraz więcej, z kazdym pokoleniem.
        System prawny- opodatkowanie pracy wyżej niż dochodów kapitałowych, sprzyja temu.
        Co udowodnił Piketty.
        Dlatego problem wymiany elit na mniej pazerne, zaczyna nabrzmiewać w naszym swiecie.
        Problem podziału tortu w cywilizacji jaką znamy, zaczyna być problemem egzystencjalnym w skali globu.
        Sztuczki socjotechniczne i medialne pranie mózgów proli, ma ograniczoną skuteczność.
        Czeka nas bądź rewolucja, bądź świadome ograniczenie WŁASNYCH przywilejów przez kastę rządzącą.

        Juz widzimy próby wyjścia z impasu, za pomocą zasiłków, dochodu gwarantowanego, dopłat, subwencji.
        Tylko, że to już było, za Likurga, czy Dioklecjana.
        Historia zatacza koło po spirali?

        • Nie jesteśmy w stanie przewidzieć co będzie. Życie własnym toczy się kołem, bogaci jak dawniej się bogacili, sprytni zawsze sobie jakoś radzą, a biedni jedyne bogactwo widzą we własnym nieograniczonym rozmnażaniu się, mylnie sądząc (czemu też sprzyjają religie ze swoimi mitologiami i walkami o rzesze wyznawców), że większa liczba dzieci pozwoli im na przetrwanie, ale efekt jest przeciwny do oczekiwań – rozwój cywilizacji i jej gospodarki wraz z jej unowocześnieniem i wszelkimi możliwymi kryzysami oraz ograniczonymi zasobami nie pozwala na równomierne bogacenie się, więc biednych przybywa w zastraszającym tempie, ponieważ po prostu w biedzie się rodzą, a niezdarni rodzice, przyzwyczajeni do socjalu i życia w biedzie, nie potrafią nauczyć dzieci samodzielności. Tylko nieliczne sprytne jednostki potrafią się z tego koła wyrwać. Bogaci natomiast nie rozmnażają się tak nadmiernie, ponieważ później problemem jest podział majątku i walki rodzinne z tego wynikające. Ktoś może powiedzieć, że rozdanie części tego majątku biednym rozwiąże sprawę, ale w praktyce takie rozdawnictwo nie usamodzielnia ludzi, którzy nagle dostawszy bogactwo szybko zaczną je przep…lać na byle co, by po krótkim okresie szczęścia obudzić się znów w biedzie. Błędne koło ludzkiej ignorancji i nieświadomości…

        • “Czeka nas bądź rewolucja, bądź świadome ograniczenie WŁASNYCH przywilejów przez kastę rządzącą. ” Raczej, ani jedno ani drugie… 🙂
          Klasyczny przypadek: Federacja Rosyjska i kultowe już słowa premiera D. M.
          – ” dieniek niet! No, wy dierżitie’s”!
          Ktoś kto obserwuje scenę rosyjską ma świadomość że kremlowscy prozachodni megaliberałowie są już megaznienawidzeni – i nieuchronnie zbliża się czas ‘siłowików”.

          “Juz widzimy próby wyjścia z impasu, za pomocą zasiłków, dochodu gwarantowanego, dopłat, subwencji.” Tiaaaa, nie wypadło na SLD i dlatego na ‘złość mamie odmrożę sobie uszy”?
          TO jest jakaś do przyjęcia przez potencjalny elektorat forma wychodzenia na prostą, BO jako rzekł był znany polityk opcji rządzącej “Nikt ci tyle nie da, ile ci wszelka opozycja kłamliwie obieca … tym co mają problemy z pamięcią przypominam ponury, długi czas postkomunistów i te notoryczne kpiny i drwiny rzucane w stronę motłochu – “musimy zaciskać pasa, musimy inwestować, chwalą nas na zachodzie, jowialne poklepywania, jesteśmy tygrysem Europy itd. a czerwona oligarchia rosła w siłę, a naród z każdym rokiem ich nierządów ubożał i zaciskał pasa… PiS – daje, to widać,słychać i cuć! 🙂 Jest lepiej a ma być całkiem dobrze, czego sobie życzmy. Amen!
          I dlatego śmiało mogą snuć plany na (mglistą, niestety) przyszłość… dlatego że “sojusznicze” uwikłania przyniosą w niedalekiej przyszłości zatrute owoce…
          I ‘tak” źle i TAK niedobrze!

      • Nie do końca się z tobą zgodzę w temacie bogatych.
        “Oni potem finansują całą kulturę i naukę, a nawet religię. Bez bogaczy opłacających artystów, naukowców i budujących centra nauki, kultury i religii żadne społeczeństwo by się nie rozwinęło.”
        Otóż oni to robią we własnym interesie a nie w interesie społeczeństwa i w takim zakresie, w jakim mogą na tym skorzystać biznesowo, bądź dla tzw. zasług. Dowodem jest filantropia, już dawno opisana, na jakich niskich instynktach ona bazuje.

        W Polsce mamy obecnie upadek nauki, bo dziedziny, które nie dają szybkiego zwrotu zainwestowanych pieniędzy nie są dotowane i biznes się nimi nie interesuje. Są praktycznie w upadku. Nie mamy czym się pochwalić, najmniej odkryć naukowych, żadnych nobli, mało licencji. Co jakiś czas podrzucane są pomysły o likwidacji studiów humanistycznych, bo biznesowi nie są potrzebni rozwinięci intelektualnie ludzie wiedzący dużo więcej o świecie od nich samych. Trochę dziedzin jest w zaniku, i gdyby nie fascynaci i amatorzy, to nie miałby kto ciągnąć ich rozwoju. Co bardziej zdolni i młodzi naukowcy wyjeżdżają i robią kariery za granicą, bo nie opłaca im się na początek zarabiać marne grosze na poziomie sprzątaczki w dobrej firmie i nosić teczki za profesorem, który jak feudał liczy, że młody będzie pracował na jego autorytet i odkrycia. Zresztą profesorowie też nie zarabiają kokosów i w porównaniu z zachodnimi zarobkami w nauce wygląda to licho.

        Weź pod uwagę niesamowity postęp naukowo-cywilizacyjny, który mieliśmy w PRL na miarę oczywiście tamtych czasów i społeczeństwa, które najpierw trzeba było wyprowadzić z analfabetyzmu, także wtórnego. To państwo zwykle jest największym mecenasem nauki i kraje zachodnie, kapitalistyczne swoje naukowe osiągnięcia zawdzięczają nie tylko dotacjom bogatych ludzi, a głównie mecenatowi państwa i jego inwestycjom w rozwój.

        Z bogatych ludzi może jeden na tysiąc ma wyższe potrzeby kulturowe, i proszę tego nie mylić z ich snobizmem kulturowym. Poznałem wielu takich ludzi wykonując im usługi. Owszem chodzą, np. do teatru nie rozumiejąc wiele ze sztuki, uprawiają wyszukane sporty, ale nie dlatego, że mają takie potrzeby egzystencjalne, a tylko dlatego, że snobistycznie wypada bywać tu i tam na imprezach kulturowych, uprawiać jakiś sport i dobroczynność, bo to zawsze można się pochwalić i politycznie nikt im nie zarzuci, że nie mają serca lub nie uczestniczą w tzw. kulturze, nie są jej mecenasami.

        Trochę gorzkiej prawdy: https://wolnemedia.net/siedem-grzechow-glownych-iii-rp/

        • Oczywiście ja w swojej wypowiedzi skoncentrowałem się na tych pozytywnych cechach bogactwa, podczas, gdy ty koncentrujesz się jedynie na negatywach. Nie można o nich zapominać, jednak patrzenie tylko przez negatywne okulary do niczego nie prowadzi. Życie jest totalne – zawiera w sobie zarówno plusy jak i minusy, ale umysł ludzki koncentruje się najczęściej na negatywach, co prowadzi często nasze poszukiwania na manowce. W praktyce później cały rozwój myśli ludzkiej koncentruje się właśnie bardziej na negatywnych stronach, niż pozytywnych, czego sam długi czas doświadczałem. W efekcie większość filozofii i religii jest negatywna – od Abrahama i Mojżesza po Marksa i wielu innych. Nawet Budda i Jezus są dla świata negatywni, ponieważ oni, aby odnaleźć głębsze poznanie, zanegowali cały istniejący porządek, a ludzie masowo poszli ich śladem. Na szczęście byli nieliczni filozofowie i mistrzowie, którzy dążyli do znalezienia w życiu czegoś pozytywnego jak Epikur, Arystyp z Cyreny, Watsjajana Mallanga (autor Kamasutry) czy kontrowersyjny japoński mistrz Zen Ikkyu Sojun. Pozytywnych tonów w życiu, nie zapominając o negatywnych, szuka także hinduska Tantra, która oferuje oświecenie przez akceptację świata, a nie jego negację, przez co jest przeciwieństwem Jogi. W świecie od tysiąclecia wszystko, cały świat, a zatem także życie, było negowane, całe filozofie polegały na negowaniu wybranych fragmentów życia i dzisiaj odczuwamy tego skutki. Moim zdaniem wszystko jest względne, ponieważ składa się z pozytywów i negatywów. Nawet w atomie masz elektrony ujemne i dodatnie, a one utrzymują go ( przez to cały świat) w równowadze. Czas najwyższy, aby ludzie zaczęli sobie uświadamiać, że bogaty materialnie jest często biedny wewnętrznie (stąd Budda i inni), a biedni materialnie mają ukryte wewnętrzne bogactwo (stąd Jezus i jemu podobni). Nawet psychopatę od świętego może dzielić bardzo cienka granica, o czym pisze amerykański psycholog Kevin Dutton w swojej książce “Mądrość psychopatów”, którą ci gorąco polecam.

          • “Oczywiście ja w swojej wypowiedzi skoncentrowałem się na tych pozytywnych cechach bogactwa, podczas, gdy ty koncentrujesz się jedynie na negatywach. Nie można o nich zapominać, jednak patrzenie tylko przez negatywne okulary do niczego nie prowadzi.”

            Podobnie do niczego nie prowadzi bezrefleksyjna afirmacja bogactwa, które niszczy planetę. Powinieneś to dostrzegać jako inteligentna osoba, a nie mam czasu szerzej wyjaśniać. To bezwzględna pogoń za zyskiem i bogactwem prowadzi nas bezpośrednio do katastrofy. Oczywiście bogaci w tym wyścigu się nie zatrzymają i nie mogą nawet, bo wypadną z gry i się z pauperyzują, czego najbardziej się obawiają. Dlatego tak dużo jest samobójców wśród biznesowych bankrutów przykładowo.

            Dlatego koncentruję się na negatywnych cechach bogactwa, bo one determinują głównie system społeczno-gospodarczy, a nie te pozytywne, których jest mniej. Ogólnie nie dostrzegam pozytywnych cech bogactwa ( nie mylić tego z tzw. dobrobytem, bezpieczeństwem ekonomicznym), bo historia dowodzi, że poza pewnymi wyjątkami nigdy dla narodów, dla ludu nic dobrego z tego nie wynikało w szerszej perspektywie historycznej obejmującej nie jedno a kilka pokoleń. Owszem jedno pokolenie może mieć przekonanie, że bogactwo jest dobre, tylko zwykle nikt się nie zastanawia nad jego źródłem i konsekwencjami dla przyszłych pokoleń. Kolonializm zachodu i ich stan obecny multi-kulti jest tego przykładem, a skutki są odłożone w czasie.

            Podobnie pokolenie styropianu zmanipulowane pragnęło bogactwa i co z tego wyszło odczuwa na własnej skórze jakieś 80% społeczeństwa pozbawionego perspektyw rozwoju. A miało być tak dobrze? Zachód miał nam zapewnić bogactwo!
            Skutek? – obecne młode pokolenia przeklinają swoich rodziców i dziadków za styropianową głupotę, a portale internetowe, aż wyłączają komentarze w obawie przed negatywnym hejtem, jak któryś tam zasłużony, zasłużenie zostaje przeniesiony z życia do nicości.

            Czytając twoją opinię mam wrażenie jakbym czytał encykliki papieskie z XIX wieku, w których to Watykan bronił feudalizmu i potępiał wszelkie ruchy społeczne, oświeceniowe i robotnicze. I co z tego wyszło? Czy coś się zmieniło? Czy bogaci nie doprowadzili do dwóch kolejnych wojen i rewolucji październikowej, aby poszerzać swoje wpływy i zasoby? Na rewolucji październikowej przegrali totalnie, bo na pewien okres proletariat zwyciężył i dokonał skoku cywilizacyjnego, co było niemożliwe pod rządami feudalnymi i burżuazyjnymi uświęconymi przez papieży i popieranymi w encyklikach. Obecnie mamy powrót do takiego swoistego feudalizmu średniowiecznego i historia zatoczy zapewne koło.

            Masz tu przykład idylli społecznej między bogatymi a biednymi kreślonej przez papieża w encyklice z 1878 roku potępiającej socjalizm i komunizm.

            Leon XIII
            Quod apostolici muneris – encyklika papieża Leona XIII opublikowana dnia 28 grudnia 1878, w pierwszym roku jego pontyfikatu.

            “O sekcie komunistów, socjalistów i nihilistów
            (…)
            Prawo do własności prywatnej a problem ludzi biednych

            Mądrość katolicka kierując się przykazaniami prawa naturalnego i bożego przyczynia się
            także najrozsądniej do pokoju w rodzinie i w życiu publicznym, przez swoje przekonania i
            nauczanie o prawie sprawowania władzy i podziale dóbr przeznaczonych dla zachowania i pożytku życia. Socjaliści uważają prawo własności za ludzki wymysł nie dający się pogodzić, z przyrodzoną równością ludzi, głoszą więc wspólność dóbr, nie godzą się na znoszenie bez sprzeciwu niedostatku i uważają, że można bezkarnie naruszać własność i prawa bogatszych.

            Kościół natomiast uznaje trzeźwiej, że między ludźmi nie ma równości przyrodzonej pod
            względem sił i zdolności, a więc nie ma jej także pod względem posiadanych dóbr i dlatego nakazuje, by prawo własności i zwierzchnictwa urzeczywistnione przez samą naturę pozostawało dla każdego nietknięte i nienaruszone; wiadomo bowiem, że kradzież i grabież tak dalece zostały zakazane przez Boga twórcę wszelkiego prawa i mściciela, że na cudze nie godzi się nawet spoglądać, a złodzieje i grabieżcy są wykluczeni z królestwa niebieskiego tak samo, jak cudzołóżcy i czciciele bożków. Ta pobożna matka nie zapomina jednak bynajmniej swej troski o biednych i przychodzenia im z pomocą. Ogarnia ich macierzyńskim uczuciem i wiedząc dobrze o tym, że noszą oni w sobie osobę samego Chrystusa, który uznaje za sobie wyświadczone dobrodziejstwo przez kogokolwiek okazane nawet najmniejszemu biednemu – otacza ich wielkim szacunkiem. Kościół stara się, by wszędzie na ziemi budowano dla nich domy, szpitale i ośrodki, przyjmując je pod swoją opiekę. Bogatych napomina surowo przykazaniem, by dawali biednym ze swego dostatku i grozi im boskim sądem, że jeśli nie pospieszą z pomocą potrzebującym, będą cierpieli wieczne męki. Kościół podnosi też na duchu biednych i służy im pociechą, idąc w tym za przykładem Chrystusa, który będąc bogatym, stał się dla nas biednym (2 Kor 8, 9), a także pamiętając o Jego słowach, w których nazwał On biednych błogosławionymi i przyobiecał nagrodę wiecznej szczęśliwości. Któż zatem nie dostrzeże, że tkwi w tym najlepszy sposób rozwiązania starego sporu między bogatymi i biednymi. Jak bowiem dowodzą tego oczywiste fakty, odrzucenie tego sposobu lub zwlekanie z jego zastosowaniem, pozostawia z konieczności tylko alternatywę: popadnięcie większej części ludzkości w stan poddaństwa, który tak długo panował u starożytnych lub ustawiczne wstrząsy społeczne, grabieże i rozbój, czego z bólem byliśmy niedawno świadkami.

            Spełnienie obowiązku papieskiego

            Gdy tak się rzeczy mają, Czcigodni Bracia, My, na których spoczywa kierowanie całym
            Kościołem już od początku Naszego Pontyfikatu, ukazywaliśmy ludom i rządom rzuconym w straszliwą burzę bezpieczny port schronienia tak i teraz, w obliczu krańcowego niebezpieczeństwa, kierujemy do nich Nasz Apostolski głos, prosząc ich ponownie i wzywając uroczyście, by dla własnego bezpieczeństwa i ocalenia rzeczpospolitej uznali Kościół tak wielce zasłużony dla dobra publicznego królestw za nauczyciela i słuchali go. Niech uświadomią sobie dokładnie, że sprawy państwa i religii są tak powiązane, iż ujmowanie jej czegoś odbija się uszczerbkiem na obowiązkach poddanych i na majestacie władzy. Wiedząc zaś, że w Kościele tkwi moc dla odwrócenia zarazy socjalizmu, jakiej nie posiadają ani ludzkie prawa, ani decyzje urzędowe, ani zbrojne armie – niech przywrócą Kościołowi taki stan i wolność, by całą swą zbawienną siłę mógł skierować dla dobra całej ludzkiej społeczności.

            Obowiązki biskupów

            Wy zaś, Czcigodni Bracia, którzy dostrzegacie początek i charakter nacierającego zła,
            dokładajcie całym sercem wszelkich starań, by nauka katolicka docierała do wszystkich dusz i wstępowała wysoko. Niech to będzie Waszą troską, by wszyscy już od najmłodszych lat przejmowali się synowską miłością Boga i poddaniem się Jego woli, by wspierać majestat praw i sprawujących władzę, powstrzymywać pożądliwości i starannie strzec porządku ustanowionego przez Boga dla społeczności domowej i ogólnej. Ponadto przyczyniajcie się do tego, by synowie Kościoła katolickiego ani nie ośmielali się należeć do tej niecnej sekty, ani jej sprzyjać z jakiegokolwiek względu, co więcej, niech dowodzą wspaniałymi czynami i szlachetnymi motywami postępowania we wszystkim, jak zgodna i szczęśliwa byłaby ludzka społeczność, gdyby poszczególni ludzie świecili przykładem dobra i cnót. Ponieważ głosiciele socjalizmu starają się najbardziej dotrzeć do ludzi trudniących się rzemiosłem lub pracujących w przemyśle, którzy znudzeni pracą łatwo dają się pociągać nadzieją bogactw i obietnicą dóbr, wskazana jest opieka nad towarzystwami rzemieślników i robotników utworzonymi pod pieczą religii, by wszyscy członkowie byli zadowoleni ze swego losu i cierpliwie wykonywali pracę, i by doceniali spokojny tryb życia.
            (…)
            Dan w Rzymie u św. Piotra, dnia 28 grudnia 1878 w roku pierwszym Naszego pontyfikatu.
            Leon XIII
            Źródło: https://gloria.tv/text/Aj3W92rYo7nS2GyVJDAnF3pys

            Powyższa Encyklika niewiele pomogła, więc potem ogłoszono kolejną, słynną rzekomo w obronie robotników, a w istocie broniącą systemu panowania bogatych nad biednymi.
            Rerum novarum (łac. Rzeczy nowych) – encyklika papieża Leona XIII ogłoszona 15 maja 1891.
            http://www.mop.pl/doc/html/encykliki/Rerum%20novarum.htm

            A potem ogłoszono jeszcze kilka. Ale świat nie stał się przez to lepszy, a bogaci nie byli zbyt chętni do tworzenia sprawiedliwego podziału dóbr.

            Ostatecznie tuż przed wojną, a w zasadzie w przygotowaniu do niej, jako pomoc dla Hitlera w przygotowywaniu krucjaty na ZSRR została ogłoszona kolejna encyklika potępiająca komunizm.
            Divini Redemptoris – encyklika papieża Piusa XI ogłoszona w Rzymie w dniu 19 marca 1937, szerzej znana pod tytułem “O bezbożnym komunizmie”; w całości został ona poświęcona kwestii zagrożenia komunistycznego.
            http://www.christianitas.org/news/divini-redemptoris-wstep-do-nowego-tlumaczenia/

            Efekty i skutki znamy. Ludobójstwo i ostateczna przegrana zachodniego “boga” mamony z komunizmem.
            Polecam ciekawą książkę K. Deischnera, “Z Bogiem i faszystami” o współpracy Watykanu i kleru z bandytami faszystowsko-nazistowskimi.

            Ja patrzę na problem globalnie, ty lokalnie, a to są różne perspektywy.
            Pozdrawiam

          • Nie afirmuję bogactwa bezrefleksyjnie, ale widzę je w szerszym, niż tylko materialnym, kontekście. Dodatkowo nie jestem zaślepiony żadnymi ideologiami, więc i nie będę gloryfikował jego przeciwieństwa bezrefleksyjnie, ponieważ widzę jak wielu ludzi swoją ciężką sytuację materialną zawdzięcza własnej głupocie, z którą ani obecny ani żaden inny system nie ma nic wspólnego. Dla mnie więc bogactwo nie sprowadza się tylko do stanu portfela i konta w banku. Chcę się wznosić poza to wszystko, bo tylko wychodząc poza takie pojęcia jak bieda i bogactwo, można odnaleźć źródła problemów. A chciwość bogatego od chciwości biednego różni się tylko tym, że bogaty wie jak zaspokajać swoją chciwość, nie wiedząc jednak kiedy przestać, podczas gdy biedny próbuje ją często skierować na inne tory, np. chciwość Boga, nieba itd. W ogólnym rozrachunku cały ten system istnieje tylko dlatego, ponieważ ludzie boją się samodzielności i łatwiej zwalić winę na swój los na innych – polityków, kapłanów itd. Ja zresztą gloryfikować komunizmu ani nie mam zamiaru, bo mimo wszystko jest to taka sama “religia” jak każda inna, tylko bez boga i nie była ona i nie będzie w stanie rozwiązać wszystkich problemów – ostatecznie stworzy nowe, a historia już pokazała jak ludzie potrafią ją wykorzystać, jak każdą zresztą doktrynę. Dlatego odrzucam wszystkie doktryny i wszystkie systemy. Dopóki człowiek się od tego nie uwolni, zawsze będziemy w kółko powtarzać historię w taki czy inny sposób. Nic nie poradzę, że większość ludzi jest niedojrzała, ale dzieje się tak właśnie dlatego, że inni próbują “dojrzewać ich” na siłę za pomocą różnych dziwnych systemów i przymusu – jeśli nie rodzinnego to państwowego. Takie pomaganie ludziom w dojrzewaniu do niczego dobrego nie prowadzi. Myślę, że rację ma Lao Zi, który napisał w swojej książce, że trzeba pozwolić na społeczny harmider i kryzysy to w końcu wszystko samo się ułoży. Takie też chyba było przesłanie Nikosa Kazandzakisa w jego książce “Grek Zorba”:

            “Przypomniałem sobie pewien ranek, gdy zobaczyłem uczepioną kory drzewa poczwarkę właśnie w chwili, gdy motyl rozrywał spowijającą go powłokę, przygotowując się do lotu.
            Czekałem dość długo, ale motyl zwlekał. Niecierpliwie schyliłem się i zacząłem go ogrzewać własnym oddechem. I w moich oczach – szybciej, niż przewiduje natura – zaczął dokonywać się cud. Powłoka opadła i wyszedł motyl, ale kaleki. Nigdy nie zapomnę przerażenia, jakie odczułem, gdy zobaczyłem, że nie może rozwinąć skrzydeł. Drżąc próbował tego dokonać wysiłkiem całego ciała – na próżno – choć pomagałem mu oddechem. Potrzebny był tu cierpliwy proces dojrzewania. Skrzydła powinny wolno rozwijać się w słońcu. Teraz było już za późno. Ciepło mojego tchnienia zmusiło go, aby opuścił poczwarkę przedwcześnie, pomarszczony niby embrion. Drżał rozpaczliwie jeszcze chwilę i umarł na mojej dłoni. Te leciutkie zwłoki motyla spoczęły ogromnym ciężarem na moim sumieniu. Dzisiaj już wiem, że pogwałcenie odwiecznych praw natury jest śmiertelnym grzechem. Nie wolno nam ulegać niecierpliwości, winniśmy z ufnością poddawać się wieczystemu rytmowi wszechświata. Usiadłem na skale, aby przemyśleć to z Nowym Rokiem. O, gdyby ten motyl, którego zabiłem, mógł lecąc przede mną wskazywać mi drogę!”

            Ludzkość jest jeszcze niedojrzała i dopóki będziemy na siłę próbowali przyspieszyć ten proces, będziemy mieli tylko kaleków. A dojrzewania wymagają tak samo bogaci jak i biedni. Nie ma tutaj różnicy.

          • @Xun Zi. 1 października 2019 at 07:57

            Muszę cię zasmucić. 🙂 Nigdy nie znajdziesz tego czego szukasz, nie ma absolutnej wolności, mądrości ani możliwości uwolnienia się od doktryn. Nie mamy możliwości wyzwolić się z programów społecznych, genetycznych i neurobiologicznych, które nas różnicują. Żyjąc w społeczeństwie uczestniczymy w polityce i gospodarce bez względu na to czy chcemy, czy nie i jesteśmy przez doktryny warunkowani, nawet jeżeli nam nie odpowiadają i ich nie uznajemy, to mają one pośrednio na nas wpływ. Od tego nie ma ucieczki, chyba że do pustelni bez wody i jedzenia.

            Sam fakt, że fascynują cię nauki wschodu, jak mnie kiedyś, dowodzi, że tkwisz w pewnej doktrynie do której się odwołujesz. Ja też przez to przeszedłem i w końcu stwierdziłem, że doktryny wschodu mają swoją mądrość życiową, ale zadawałem sobie pytanie dlaczego nie zapewniają lepszej egzystencji ludzi na tym wschodzie, podobnie jak doktryny religijne na zachodzie też nie zapewniają lepszej egzystencji i dobrostanu ludzi.

            Jedynym systemem społecznym a nie religijnym, który próbował temu zaradzić i dać ludziom godność w praktyce był socjalizm i komunizm. Te raczkujące społecznie systemy gospodarcze rozpadły się z wiadomych przyczyn, bo nie odwoływały się do atawizmów społecznych i nie bazowały na nich, jak zachodni kapitalizm czy feudalizm. Próba społecznej ewolucji podniesienia ludzi na wyższy poziom człowieczeństwa w trybie przyśpieszonym spaliła na panewce. Niestety determinanty biologiczne, religijne i społeczne są silniejsze od najlepszych doktryn i je modyfikują, a rzesza bogatych cyników i cwaniaków zawiadująca światową gospodarką i religią mając o tych mechanizmach doskonałą wiedzę, może wpływać w pewnym zakresie na całe ludzkie społeczności i determinować określone zachowania, predyspozycje, psychopatie itd. Wystarczy zastosować określone mechanizmy inżynierii społecznej i ludziki jak nakręcone będą sami dążyć do wyznaczonego celu.

            Taki jest ten świat i przed nim nie ma ucieczki. Natomiast można kształtować w sobie wyższą świadomość i ograniczać skutki czynników determinujących nasze postępowanie. Niewątpliwie filozofia wschodu w tym pomaga, ale nie załatwia wszystkiego do końca.

          • Jeśli będę szukać lepszej egzystencji to tak, być może będę musiał posłużyć się jakąś doktryną. Ja jednak czerpię nauki niemal ze wszystkiego, co wpadnie mi w ręce. Nauki wschodu bardzo mi pomogły zrozumieć nauki zachodnie, bo to działa na zasadzie kontrastu, i odkryć, że i tu i tam są ludzie, którzy szukają czegoś głębszego niż tylko nauka-praca-kariera-żona-dzieci-rodzina-wnuki-śmierć, szukają czegoś dużo głębszego. Z twojego punktu widzenia rzeczywiście komunizm-socjalizm może się wydawać czymś najgłębszym, ale dotyczy on tylko funkcjonowania w społeczeństwie, zbiorowości sztucznie kiedyś stworzonej, w celu wspólnego koordynowania walki o przetrwanie, a która, gdy już tą walkę wygrano, po prostu zwyrodniała. Jako tako nie negują społeczeństwa, ale ono – w takiej formie jaką je znamy – powinno już przeminąć, ale przeminąć może tylko gdy stare umysły poumierają. Nowe dopiero zaczęły się rodzić i jeszcze nie dojrzały do całkowitego wyzwolenia. Komunizm i socjalizm w gruncie rzeczy utrwaliły stare jeszcze bardziej, tylko w innej formie. Samo umożliwienie awansu społecznego to nie wszystko, o co chodzi w życiu. Ja szukam tego, co jest najgłębiej. Tego nie znajdę w doktrynach, chociaż mogę ich użyć, aby je zniszczyć poprzez poznawanie i porównywanie. Pewne schematy oczywiście są potrzebne do funkcjonowania, samo życie się nimi posługuje, ale też nigdy nie trzyma się ich sztywno, dlatego każde nowe życie jest WYJĄTKOWE, jedyne w swoim rodzaju, a doktryny działają na zasadzie fabrycznej – chcą żeby wszystko było TAKIE SAMO. Tu jest zasadnicza różnica między nami.

          • @Xun Zi.

            No to życzę powodzenia w poszukiwaniu nirwany. 🙂
            Musisz jednak wiedzieć, że człowiek na dłuższą metę nie może żyć bez społeczeństwa, a więc i bez doktryn z nim związanych. Inaczej umysł “dziczeje” i się nie rozwija. Ale można i tak, czyli zostać samotnikiem gdzieś w puszczy, pustelnikiem itd. Ale jest to możliwe tylko, gdy jednostki są już silnie rozwinięte intelektualnie i mogą się ze społeczeństwa wyalienować. Ale i tak w zasadzie są w większości w taki, czy inny sposób zależne od społeczeństwa. Innej drogi nie ma. Z dziecka nie zrobisz przykładowo człowieka, jeżeli nie zostanie ono poddane socjalizacji w ludzkiej kulturze, inaczej nie osiągnie ono rozwoju intelektualnego i pozostanie tylko zwierzęciem ludzkim z gatunku homo sapiens. Przykładem są dzieci wychowane przez zwierzęta.

            A co do socjalizmu i komunizmu to nic nadzwyczajnego, ot po prostu były te systemy próbą powrotu do prawa naturalnego i egalitaryzmu społeczeństw pierwotnych. Były odpowiedzią na feudalizm i kapitalizm, a próby stworzenia takich systemów znane są w historii na długo przed marksizmem i to w wydaniu religijnym, np. lewicowy odłam Braci Polskich na naszym podwórku, czy też jezuicka Republika Guaranów w Ameryce.

            Bliski jest ci buddyzm podobnie jaki mi. Uważam go za bardzo dobry system rozwoju moralnego jednostek, ale ten w czystej postaci, a nie feudalno-religijny, jaki znany był kiedyś w Tybecie i jaki jest elementem religii w wielu państwach. Nie pamiętam czy już kiedyś to cytowałem, ale może powtórzę opinię Dalajlamy na temat komunizmu.

            Dalajlama XIV wywiad opublikowany w “Magazynie” Gazety Wyborczej 31 grudnia 1998 roku:
            Cyt.
            “W swojej autobiografii Wasza Świątobliwość pisze, że jako młody człowiek był zafascynowany ideologią chińskiego komunizmu i nawet pisał wiersze dedykowane Mao Tse-tungowi. Skąd się brała ta, powszechna w owym czasie, fascynacja?
            – Wiersza do przewodniczącego Mao, “towariszcza” (Dalajlama śmieje się) Mao Tse-tunga nie napisałem z własnej woli. Ale fascynacja, podziw dla marksizmu i socjalizmu – tak, to było. Zresztą nadal zgadzam się z częścią ideologii Marksa i jego teorii ekonomicznej. Uważam, że w marksistowskiej teorii ekonomicznej jest bardzo istotny pierwiastek moralny. W kapitalizmie według mnie chodzi jedynie o to, jak zarabiać pieniądze. Nie ma żadnego zainteresowania tym, jak je właściwie wykorzystać. Marksizm, socjalizm interesuje się nie tylko tym, jak zarabiać pieniądze, ale także jak je dzielić. Rewolucja marksistowska, bolszewicka oznaczała obalenie klasy rządzącej, która wyzyskiwała ludzi. Celem rewolucji jest zmiana niesprawiedliwego systemu. Czasem określam siebie jako pół marksistę, a pół buddystę.
            (…)
            Przywódcy religijni mają nie tylko kłopot z innymi religiami, mają też kłopot z demokracją, dlatego że religia odwołuje się do absolutu, a demokracja ze swej natury jest relatywna, dlatego nigdy nie jest doskonała. Wasza Świątobliwość jest atakowany przez komunistyczną chińską propagandę jako symbol teokracji, a tymczasem Wasza Świątobliwość jest chyba jedynym przywódcą religijnym na świecie, który się konsekwentnie opowiada za rozdziałem religii od państwa.
            – Według mnie religijne i polityczne instytucje powinny być oddzielone. Lepiej jednak, by przywódcy polityczni – jako jednostki – mieli wiarę. Tybet, jako kraj lub naród, wolałbym widzieć świeckim. Religia to sprawa osobista. Jeśli Tybet byłby rządzony przez władze religijne, buddyjskie, to tybetańscy muzułmanie, chrześcijanie, a w przyszłości także ateiści mogliby mieć trudności. Rząd powinien być świecki.
            Czy większość duchownych tybetańskich podziela to stanowisko?
            – Niektórzy mogą nie podzielać. Buddyjska religia charakteryzuje się tym, że nie ma absolutu, nie ma Boga, stwórcy, więc to trochę co innego.”

            Oczywiście kapitalizm niszczy wszystko co przeszkadza w normalnym funkcjonowaniu społeczeństwa na zasadach egalitarnych oraz niszczy możliwość wykształcenia w ludziach wyższej egalitarnej świadomości, wyższej moralności. To on jest pierwotnym źródłem i przyczyną zbrodni komunizmu. Wiele na ten temat pisałem w sporach z @krzykiem58. Na to niestety nie ma ewolucyjnego lekarstwa. Tylko edukacja może zmienić świadomość ludzi, ale nie jest z kolei możliwa jednolita edukacja bo mamy różnice indywidualne na poziomie biologicznym. W efekcie jesteśmy bezsilni wobec destrukcyjnych społecznie systemów. Taka nieogarnięta jest jeszcze natura człowieka. My psycholodzy teraz w XXI wieku to wiemy, ale ideolodzy komunizmu i socjalizmu w XIX i na początku XX wieku tego nie wiedzieli jeszcze, sądzili, że jak utworzą system w miarę egalitarny, gdy zainwestują w edukację to wszystko się ułoży. Szybko jednak życie zweryfikowało im ich własne plany. Resztę znamy z historii.

          • Tak, szukam tego buddyzmu w czystej postaci, nie tej, którą stworzono jako masową religię, podobnie jak chrześcijaństwo czy islam (w przypadku tej trzeciej religii, po przeczytaniu Koranu, też mam podejrzenia, że po śmierci Mohometa jego nauki wykorzystano niezgodnie z jego wolą!), czyli jak to nazywasz w wersji feudalno-religijnej. Tu jest między nami zgodny punkt widzenia.

            A co do uwolnienia się jednostek od społeczeństwa to mam na myśli tego społeczeństwa, które funkcjonuje obecnie – gdzie najważniejsze jest tylko ślepe posłuszeństwo głupim zasadom, wieczna obawa przed opiniom sąsiada i robienie wszystkiego pod publikę. Tego nikt nie próbował, zawsze próbowano uwalniać masy, a ja uważam, że należy zniszczyć stare społeczeństwo, uwolnić jednostki od jego skostniałego myślenia, które w każdym systemie odradza się pod nową postacią, ale zachowuje stary schemat, aby już nowe wolne jednostki mogły stworzyć organizmy społeczne na nowych zasadach – bez ślepego posłuszeństwa, bez obowiązkowych schematów, bez przymusu obecności w takich czy innych strukturach (chcesz być, to bądź. Nie pasuje, droga wolna, szukaj czegoś co ci pasuje albo stwórz własne). To mogą zrobić tylko wolne jednostki, które samodzielnie biorą odpowiedzialność za życie własne i cudze, bez potrzeby straszenia ich bogami, karami czy zachęcania nagrodami – nie stare społeczeństwo, które wymaga jedynie kar, nagród i sądów. Teraz niestety jesteśmy skazani na życie wśród starych schematów, ponieważ niestety większość ludzi boi się takiej odpowiedzialności i do niej nie dojrzała (około 99% moim, chyba jak zawsze pesymistycznym, zdaniem). A życie wśród takich zombie nie jest łatwe, już tyle lat muszę się wśród tego zombiactwa męczyć!

          • @Xun Zi. 4 października 2019 at 09:40

            Pełna zgoda. Jestem zwolennikiem takiego czystego Buddyzmu. W tym sensie mogę siebie określić jako buddystę.
            Także ja chciałbym się uwolnić od takiego społeczeństwa, na jakie wskazujesz obecnie. Dlatego jestem zwolennikiem egalitaryzmu, który daje podstawy do osiągnięcia wyższego poziomu człowieczeństwa i jest gwarancją wolności. Socjalizm i komunizm to nieudane próby, póki co, stworzenia takiego systemu, ale doktrynalnie nie można im zarzucić dobrej idei. Problemem jak zawsze okazał się czynnik ludzki. Natomiast nie osiągnie się tego w systemie feudalno-kapitalistycznym i religijnym, bo one determinują najgorsze atawizmy. Niestety od tego świata nie ma ucieczki, no chyba, że osiągniesz bogactwo, kupisz sobie jakąś wyspę samowystarczalną w żywność na półkuli południowej i się tam zaszyjesz, aby mieć wylane na świat ludzkich trosk. Tak się wydaje, że na tamtej półkuli może być bezpieczniej, w razie W.
            Pozdr.

          • Panowie, co stoi na przeszkodzie by (do) jechać do np.
            Ułan-Ude udać się do jednego z wielu dacanów, (robią wrażenie!)
            po to by bić pokłony lamie, albo po co aż do Zabajkala,
            skoro w Europie (geograficznie) umiejscowiona jest
            Kałmucja (Kałmykia) – gdzie oficjalnym wyznaniem
            jest buddyzm? (Tylko tam na pograniczu Eurazji) Kulturowo (i mentalnie) będziecie więc ‘u siebie”… 🙂

  24. Na studiach, jako “Michałek” miałem zajecia p.t. “Zagadnienia kultury współczesnej”……

    Czym różni sie kultura PRL od obecnej, łatwo stwierdzić po zawartości ramówki tych kilkudziesięciu programów TV.
    Seriale, sitcomy, kabaret, tańce, Big Brother, itd…….
    Dla srednio inteligentnego, niewiele do oglądania.
    Produkcja “Homo ludens” przewidziana już w “Fahreinheit 451” trwa w najlepsze.
    Odmóżdżonym społeczenstwem, zdecydowanie łatwiej rządzić.
    Produkt docelowy- bezrefleksyjny konsument.
    “OTAKE POLSKE WALCZYLIM”?

    • Ja już nie pamiętam jak tv wygląda. Za dużo internetu, w którym to JA decyduję, jakie treści chcę przeglądać i odfiltrować to, czego nie chcę, a nie jakaś telewizja, gdzie podstawia się wszystko pod nos. Telewizja to już przeżytek minionej epoki. “Dla średnio inteligentnego, niewiele do oglądania.” – mogę zakończyć twoim cytatem. Kto chce być owym bezrefleksyjnym konsumentem i tak nim będzie.

  25. Miecław
    1 października 2019 at 16:51 Zauważyłem że dywagujecie gospoda – “o wszystkim i o niczym”. Miecław z uporem godnym
    lepszej sprawy pisze, jako ma we zwyczaju o “przewagach komunizmu”.
    “Jedynym systemem społecznym a nie religijnym, który próbował temu zaradzić i dać ludziom godność w praktyce był socjalizm i komunizm.”
    Więc zacytuję wspomnienia S. Lewickiego z czasów naftalinowych(‘młody” Gierek).
    – Ja mam też taki trochę osobisty stosunek do wojny domowej w Hiszpanii, a to dlatego, że miałem nieprzyjemność, tak to oceniam, osobiście zetknąć się z jednym z uczestników tych zdarzeń.

    Było to we wczesnych latach siedemdziesiątych, gdy byłem jeszcze uczniem w liceum w Biskupcu koło Olsztyna. Pani profesor od polskiego, Kazimiera T., będąca także sekretarzem POP w szkole, zaprowadziła nas, uczniów 2 klasy, na jakiejś wolnej lekcji, do biblioteki szkolnej na spotkanie z pewnym „ciekawym człowiekiem”. Tym człowiekiem okazał się mocno zaawansowany wiekiem człowiek, uczestnik, jako członek Brygad Międzynarodowych, tej wojny.

    Jego relacja, pozbawiona subtelności, wywarła na mnie duże wrażenie i do dziś ją w zarysie pamiętam. Bez oporów i bez emocji opowiadał o tym, jak jego oddział brał udział w topieniu w studni hiszpańskich księży. Takie rzeczy się pamięta, gdyż dochodzi tu do dysonansu. Młodzi ludzie oczekują opowieści o bohaterskich czynach, a słyszą o topieniu ludzi w studni.

    W dalszej części tych jego wynurzeń wyszło, że jego udział w tej wojnie, był tylko jednym z wielu podobnych etapów jego działalności jako komunistycznego bojownika. Zaczynał od udziału w wojnie domowej w Rosji, po stronie bolszewików oczywiście. Był w jednym z pułków należących do tzw. Zachodniej Dywizji Strzelców, złożonej w części z Polaków. Ta bolszewicka formacja walczyła z Wojskiem Polskim od 1919 roku.

    Gdy skończył swoją opowieść i zwyczajowo zwrócił się o pytania to zgłosiłem się tylko ja i zadałem mu takie pytanie: Czy walcząc przeciwko Polsce i Wojsku Polskiemu w tej wojnie miał świadomość, że to była, z jego strony, zdrada Polski?

    Po tym pytaniu, pani od polskiego zmierzyła mnie wzrokiem bazyliszka, a sam prelegent, wyraźnie zmieszany, zaczął coś bełkotać bez sensu, a nawet pokrzykiwać, nie wiadomo dlaczego, o jakiejś „moczarowskiej prowokacji”, po czym szybko wyszedł.

    Efekt tej wymiany opinii był taki, że ten człowiek więcej już do naszego liceum na żadne spotkanie z młodzieżą nie przyszedł. Za to pani od polskiego straciła do mnie serce i wyraźnie zaczęła się czepiać o byle co. Wielkiej szkody nie odniosłem, bo tylko na koniec roku otrzymałem z polskiego czwórkę zamiast piątki, jak to się początkowo zapowiadało.

    Na szczęście ta sytuacja nie przeciągnęła się na dalsze lata, bo pani Kazimiera, z końcem roku, wyjechała gdzieś na Wybrzeże i została tam kierownikiem szkoły. Każdy uczeń wie jaka to wielka ulga, wręcz cud, gdy masz na pieńku z nauczycielem, wracasz do szkoły po wakacjach, a jego już tam nie ma.

    Wszyscy jej trochę żałowali, z moim wyjątkiem pewnie, głównie z tej przyczyny, że miała wrednego męża, niedorobionego aktora, który zdradzał ją wprost jawnie. A była kobietą niebrzydką i kolega z klasy, Krzysztof, opowiadał nam o swoich snach z jej udziałem. Znaczy casus Macrona, tutaj niezrealizowany, nie był rzadkością także w Polsce.

    Była też, jak wspomniałem, zaangażowana politycznie i usiłowała nam, na przykład, wmawiać, że Mickiewicz nazywając liczbą „44” zbawienie Polski, miał na myśli rok 1944 i powstanie Polski Ludowej. 🙂

    Jeśli zaś chodzi o tego prelegenta, ochotnika Brygad w Hiszpanii, to dowiedziałem się potem, już z własnej inicjatywy, że po wojnie był on w tym Biskupcu funkcjonariuszem UB znanym z katowania przesłuchiwanych. Taka kontynuacja praktyk z Hiszpanii. Został, z tego powodu, wyrzucony ze służby po odwilży w roku 1956. I jak tu, mając takie odniesienia i taki obraz obrońców tej hiszpańskiej republiki, zdobyć się wobec nich na sympatię?”

    Jak widzisz starego komucha obrzydłego stać było tylko na wybełkotanie ‘cośtam”( do takich trików zwykle uciekali.. .) 🙂
    o ‘moczarowskiej prowokacji” – takie czerwone zbójeckie gnidy nadawały
    ton w życiu społeczno-politycznym Polski Ludowej, na dobrą sprawę
    te czerwone śmiecia/potwory winny dożywotnio siedzieć ‘pod kluczem”
    za dokonane zbrodnie przeciwko ludzkości nie tylko na terenie Polski!!
    A Ty mi TU pier*lisz o wyższości “tego goowna”. 🙂 Pamiętaj że jedyne
    jaśniejsze punkty na mapie tamtego ustroju to “Chamy” , Partyzanci” “Moczarowcy’,
    ZP. “Grunwald, A. Siwak, a cała reszta (co, kogo pominąłem, proszę dopisać) to szemrane toważydstwo… w sumie to dobrze że TOTO zawaliło się pod własnym ciężarem. Mam nadzieję że wyraziłem się ‘dość” jasno?!
    Wymienione przeze mnie wyżej jaśniejsze punkty, są szczególnie znienawidzone do dziś przez czerwoną zarazę i lewactwo, na tej samej
    zasadzie co osoba Stalina w ZSRR … dziś, w dobie internetu, pada trochę więcej światła co skutkuje potężnym wzrostem zaufania do ludzi opluwanych, ale także dysonansem poznawczym u tych którzy (tworzyli fakty, wydarzenia,opinie), “historię” na użytek reżimów komunistycznych nie tylko w Polsce Ludowej. Wy, Miecławie na pewno (dobrze) zrozumieliście co wam przekazuję? Więcej już powtarzał (się) nie będę… 😆

    Ps. Xun Zi. Zapal zioło… (Budda TO lubi) medytuj.. wszak jesteś w……… Holandii?? 🙂
    O tym że dziwny jest ten świat Cz. Niemen śpiewał pół wieku temu (nie chce mi się liczyć). Więc jak mówi stare ruskie powiedzenie ‘dumaj nie dumaj
    carom nie budiesz”. Przypominam że każda rewolucja jest po to by z czasem pożreć własne dzieci, więc zapytam po co to i komu to służy?
    na pewno nie ‘biednym i pokrzywdzonym”, oni w ‘momentach przełomowych” tracą najwięcej z życiem włącznie. Piszesz że “Ja zresztą gloryfikować komunizmu ani nie mam zamiaru, bo mimo wszystko jest to taka sama “religia” jak każda inna, tylko bez boga…’
    Masz rację i zarazem jej nie masz, BO – komunizm był/jest nową świecką religią, przeciwnicy rzucani byli no może nie lwom, jeno “do studni”
    przez fanatyków “nowego”, co na jedno wychodzi.
    “bez boga”… hmmm… zapominasz że na miejscu Wiekuistego podstawiono
    niejakiego Uljanowa o ksywce “Lenin”, a i były organizowane tzw. “czerwone kąciki” gdzie w miejscu, narożniku pokoju, wisiał sobie jakiś
    nobliwy towarzysz podświetlany ‘czerwoną lampką”, to był już prawie
    standard (religijna choroba psychiczna). 🙂
    Na zakończenie przydługiego posta zagramy starymi już dziś Holendrami, 🙂
    Nie pytaj z “którego TO roku” – śmierdzi mocno naftaliną, więc
    ruszajmy muzycznym youngtimerem w zamierzchła przeszłość. – Shocking Blue – Venus https://www.youtube.com/watch?v=aPEhQugz-Ew
    Złamałem kanon? Raz do roku i księdzu można, bez grzechu. Paka.

    • @krzyk58
      A mogłeś milczeć! Ale nie skorzystałeś z okazji. 🙂
      Kiedy wy prawiczki intelektualne zaczniecie wreszcie cenić sobie nauki społeczne Chrystusa? Ja nie muszę udowadniać wyższości komunizmu. Nie będę otwierał drzwi, które już są otwarte do wyższej świadomości i człowieczeństwa, oczywiście dla tych, którzy mają otwarty umysł i moralność na odpowiednio wysokim poziomie. Ja tylko uczę się od najlepszych i najświatlejszych umysłów. Niczego nie wymyślam, niczego nie promuję, tylko stwierdzam fakty jakie są i jakie obserwuję.

      Pomijając kazanie na górze i wiele nauk Chrystusa płynących z biblii, masz tu pierwszą opinię z czasu najbardziej aktualnego:
      Ernesto Cardenal, nikaraguański poeta, ksiądz i filozof. Otóż zdaniem tego księdza:„marksizm głosił pojawienie się nowego społeczeństwa opartego na sprawiedliwości i pozbawionego klas. Nastanie idealnego społeczeństwa komunistycznego, które byłoby odpowiednikiem Królestwa Bożego na ziemi.” Dlatego też Jezus nie budował kościołów, a był ich przeciwnikiem, nie żądał modlitw, ale wskazywał ścieżki doskonalenia osobowości i zmieniał system społeczny, aby to Królestwo Boże na ziemi osiągnąć, jako pierwszy etap boskiego zbawienia po śmierci. Źródło: Forum nr 30/2012, s. 26-27.
      Notabene jest to ksiądz “wyklęty” przez Jana Pawła II za jego teologię wyzwolenia. Nie tak dawno Papież Franciszek dopiero przywrócił mu prawa kapłańskie.

      Tylko ludzie cofnięci w rozwoju intelektualnym nie potrafią tego przesłania zrozumieć, podobnie jak nie rozumieją przesłania płynącego z nauk Chrystusa. Pisząc to nie mam na myśli osób niepełnosprawnych intelektualnie z przyczyn biologicznych i chorobowych, bo takie osoby nie potrafią ocenić tego i nie są temu winne. Ale cała rzesza “normalnych” tłuczków i tumanów żyjąca atawizmami ma szansę to zrozumieć, ale nie chce, więc ponosi winę za to co się dzieje z tym światem.

      A co do wojny domowej i faszyzmu w Hiszpanii. Temu Lewickiemu zabrakło zapewne wiedzy jakie były źródła tamtej wojny oraz inteligencji zapewne, aby ocenić wynurzenia starego żołnierza. Przesłanie na temat okrucieństwa wojny jakie płynęło z ust tego Dąbrowszczaka. Dla Lewickiego patriotyzm równa się obrona interesów klasy “jaśnie państwa” i okupacyjnej religii, co dla ludu nie było już takie oczywiste.

      Podam ci przykład z Kampanii Wrześniowej 1939 roku. Otóż w 1981 roku byłem zaledwie nastolatkiem chodzącym do szkoły średniej no i jak wiadomo w sierpniu była fala strajków. W naszej gminie kilku starych rolników pojechało strajkować i założyło związek zawodowy, czy przystąpili do już założonego w Polsce. Nie wiem, ale to nie jest ważne. Wśród tych aktywistów było kilku zbowidowców, których moja Babcia wręcz nie cierpiała. Gdy w domu wynikła dyskusja na ich temat, dlaczego i o co w tym wszystkim chodzi, strajki itd. oni mówią o patriotyzmie, o wolności. Wtedy dostałem wykład od mojej Babci analfabetki, którego do końca życia nie zapomnę.

      Otóż wśród tych działaczy były osoby, które zdezerterowały z Armii Pomorze podczas Kampanii Wrześniowej, a następnie po wojnie robili za bohaterów i obrońców ojczyzny. Natomiast mój dziadek nie zdezerterował i zginął w obozie, czego moja babcia nie mogła mu darować. Wtedy ja oponowałem, no ale dziadek był prawdziwym patriotą! Dostałem odpowiedź, że nie można być patriotą, w interesie “jaśnie państwa”, bo my lud giniemy, a “jaśnie państwo” zbiera żniwo na tym.

      Dlatego właśnie nie ma zgody narodowej i nie będzie, gdy jedna klasa posiadaczy kapitału i prawackiej retoryki w obronie okupanta religijnego zawłaszcza patriotyzm dla siebie a ludowi wmawia, żeby walczyli w ich interesie. Mam nadzieję, że teraz lud jest już mądrzejszy i dokona odpowiednich wyborów, aby kiedyś nie musiał dezerterować.

      • “Notabene jest to ksiądz “wyklęty” przez Jana Pawła II za jego teologię wyzwolenia. ‘
        Jak dla mnie – w konkretnym przypadku, wart pałac Paca a Pac pałaca… czy jakoś tak… 🙂

        “Temu Lewickiemu zabrakło zapewne wiedzy jakie były źródła tamtej wojny oraz inteligencji zapewne…” Za to ty Miecławie posiadasz nadmiar… 🙂
        Zauważyłeś że w konkretnych przypadkach – gonisz w piętkę? Dosłownie!
        Nawet bez aluzji! 🙂
        O! To, to – jakie TO charakterystyczne “u ciebie”, niedawno
        wspominałem “przypowieść” o komunistach i rzytach… 🙂
        Przypadła mi do gustu jeno aluzja do kultowych słów
        śp. już Francuza. Nb. miał rację!!
        Poza tym, powtarzam: szanuj atrament!

        • Czyli jednym słowem, nie masz argumentów, a czepianie się tego znamienitego księdza, który doktrynę Chrystusa chciał w praktyce stosować, dowodzi, że z chrześcijaństwem prawdziwym nie masz nic wspólnego. Jak każdy katolik zresztą.

    • @krzyk58

      No a teraz c.d. o wojnie w Hiszpanii. Rozumiem, że jako prawiczek intelektualny :-), akceptujesz poniższy cytat zgodnie z interesami Watykanu?
      „(…) wymieszać mięso i krew z komunistów, by użyć
      ich jako zaprawy, przy budowie kościołów” – Frankistowski generał Queipo de Llano. Źródło: Karlheinz Deschner „I znowu zapiał kur” rozdział 67.

      Czy twoim zdaniem to jest dobrze. Dąbrowszczacy zabijali, ale sami też byli zabijani, to była okrutna wojna a jej przyczyn należy szukać w katolicyzmie, a nie w ideach socjalizmu, czy komunizmu, które wtedy były mechanizmem obronnym zniewolonego i ciemnego ludu przed kapitalistycznym i feudalnym niewolnictwem. Hiszpania jest doskonałym tego przykładem.

      Masz tu opinię przedwojenną, polskiego szlachcica.
      Henryk Ułaszyn, polski oświecony szlachcic, profesor uniwersytetu we Lwowie, Poznaniu i Łodzi, działacz społeczny i oświatowy, w książce „Państwo a Kościół w walce o szkołę”, pierwsze wydanie w 1935 roku, Broszura Zarządu ZNP w Lublinie, tak pisał o wychowaniu katolickim na przykładzie Hiszpanii i wojny domowej wywołanej tam przez Watykan i posiadaczy kapitału.

      „…kościoły palili, księży wyganiali i ustawy antykatolickie przeprowadzali wychowankowie szkół prowadzonych przez duchowieństwo”.
      Bo innych szkół w Hiszpanii nie było, tylko prowadzone przez duchowieństwo. Więc jak kler mógł sobie takich ludzi wychować? Gdzie jest w tym logika, a gdzie przyczyna?

      A więc poczytaj sobie – masz poniżej trochę cytatów na ten temat z tej książki wydanej po raz drugi w 1959 roku:

      „A w nowym wydaniu książki pt. „Historia rozwoju chrześcijaństwa” wydanej w 1921 roku, Otto Seeck tak ostatecznie wypowiada w przedmowie swoją opinię:
      „Mniema się, że chrześcijaństwo przyniosło na świat całkiem nową moralność, i ja również temu wierzyłem, nim dostatecznie zbadałem źródła i w tym zakresie. Kiedy się to stało, przekonałem się, iż wszystkie nauki chrześcijańskie, które na czyny ludzkie wpływ wywierać zamierzają, nie tylko były już przygotowane przez filozofię grecką, lecz już na długo przed narodzeniem Chrystusa weszły były do wierzeń ludowych. Jedyny wyjątek stanowi twierdzenie, że jedynie prawdziwa wiara zapewnia wieczyste zbawienie. Ta nauka jest rzeczywiście nowa, w przebiegu wszakże dziejów nie uczyniła nic prócz nieszczęścia”. …., „Również dogmat w chrześcijaństwie uważano za coś nowego o tyle słusznie, że religie antyczne nie posiadały w ogóle żadnych dogmatów. Wyznania wiary formułować i z powodu poszczególnych słów oraz twierdzeń zarzucać herezje i krew przelewać jest niewątpliwie wynalazkiem chrześcijaństwa”. (s. 26)

      A tu masz ocenę na temat FASZYZMU KATOLICKIEGO W HISZPANII:
      “Rzeczywiście to wysoce nietolerancyjne stanowisko, jakie zajmuje kościół katolicki w szczególności w stosunku do wyznań innych i w ogóle do niekatolickich światopoglądów, każe sceptycznie się zachowywać do wywodów encykliki papieża Piusa XI, przyznającej tylko kościołowi katolickiemu najwyższe walory wychowawcze. Zdaniem bowiem papieża kościół katolicki jest „najwyższą, najdoskonalszą wychowawczynią”, rozporządzającą „zbiorem wychowawczych skarbów nieskończonej wartości”. (s. 26).
      Przypis 8, s. 29-31.
      „Wychowawcze walory rzymskiego katolicyzmu najdobitniej uzmysławia w nowoczesnych czasach Hiszpania i Meksyk. Jak wiadomo w Hiszpanii jest 98 % katolików, w Meksyku 96 %; ogromne obszary ziemi były w posiadaniu kleru; był on tam wszechwładny i właśnie przede wszystkim w dziedzinie wychowawczej; szkolnictwo było wyłącznie w jego rękach – w Hiszpanii do ostatniej chwili. Zapytuję: przeciwko komu zwróciła się przede wszystkim niszczycielska dłoń?… Należy z tym porównać reakcję przeciwko chrześcijanizmowi w protestanckich Niemczech. Różnica wychowawczych walorów rzymskiego katolicyzmu a protestantyzmu leży jak na dłoni. Jak zaś kler był krótkowidzący, jak nie zdawał sobie sprawy z tego, dokąd zdąża jego polityka, dowodzi pierwszy ogólno-narodowy kongres katolicki, odbyty w Madrycie jesienią roku 1929 z niebywałą pompą przy siedmiu tysiącach uczestników, a między nimi wszystkich kardynałów i biskupów hiszpańskich, zwołany w celu rozwoju Akcji Katolickiej, poprzedzony listem papieża Piusa XI do kardynała Segury y Saenz, w którym papież daje wyraz swej radości i nadziei „silnego rozwoju Akcji Katolickiej”.

      A ks. Nikodem Cieszyński w styczniu 1931 roku w „Dzienniku Poznańskim” w taki oto sposób opisywał swe swoiste zaprawdę spostrzeżenia nad Hiszpanią:
      „Więc przede wszystkim – pisał – trzeba stwierdzić błogie skutki dyktatury Primo de Rivery, który przez ciąg sześciu lat pracował w zgodzie z katolickim klerem i katolickim społeczeństwem…. Hiszpania, dźwignąwszy się wreszcie z otchłani partyjniactwa, krokami olbrzymimi podąża naprzód…. Do tego dochodzą olbrzymie reformy społeczne, przeprowadzone przez rząd, popierane przez katolickich socjologów … Robotnicy zyskali przez zwieranie się w wolne syndykaty … szersze prawa i rozmach we walce z socjalistami. Radosny to objaw, że 300 000 członków przeciwstawia się tu 135 000 członków socjalistycznych…” A szkolnictwo? Tak o nim pisze:
      „Stąd rozwinęło się tu bujnie szkolnictwo zakonne, pielęgnowane nie tylko przez stare zakony, ale i przez zgromadzenia przeszczepione z zagranicy, a zwłaszcza z Francji”. I dalej cyfrowo wykazuje, że przeważająca większość młodzieży kształci się w zakładach prowadzonych przez duchownych. „Tutaj też jeszcze – dodaje ks. Cieszyński – wskazać należy na zasługi duchowieństwa i zakonów położone około szkolnictwa wyższego i zawodowego”… Tak pisał ks. Cieszyński w styczniu 1931 r., ale już 13 kwietnia tegoż roku król Alfons musiał abdykować, a w miesiąc potem czytaliśmy w pismach, że do tej daty zdołano spalić w Hiszpanii „przeszło 70 kościołów, klasztorów i innych budynków kościelnych”.
      Orientacja ks. Cieszyńskiego jest podziwu godna, wymowa faktów – bajeczna. A wszystko razem jest najjaskrawszym zaprzeczeniem poglądów Piusa XI na kościół katolicki, jako na „najdoskonalszą wychowawczynię”, jako na „zbiór wychowawczych skarbów nieskończonej wartości”. – Zresztą, trudno nie przyznać, że zemsta hodowanej ciemnoty kierowała się trafnym instynktem. A kiedy Kortezy (hiszpańska izba ustawodawcza) uchwaliły wrogą kościołowi ustawę, ks. J. Urban, jezuita krakowski, pytał w „Przeglądzie Powszechnym” w 1931 roku: „Czy ta większość na Kortezach, która te ustawy (także dość radykalną ustawę małżeńską) przeprowadza, została wybrana do parlamentu przez owe pozostałe 2 % niekatolików?” Nie – kościoły palili, księży wyganiali i ustawy antykatolickie przeprowadzali wychowankowie szkół prowadzonych przez duchowieństwo”. (s. 30-31).
      „Świat jest naszym światem i od nas zależy, czy zrobimy z niego niebo czy piekło” – Bertrand Russel. (s. 27).
      Źródło powyższych danych: Henryk Ułaszyn, Państwo a Kościół w walce o szkołę, Wyd. Oświatowe Wspólna Sprawa, Warszawa 1959. (pierwsze wydanie w 1935 roku, Broszura Zarządu ZNP w Lublinie).

      Jak ci się podoba, to mądre pytanie ks. J. Urbana, jezuity krakowskiego zadane w 1931 roku i jego odpowiedź. Takie są skutki wychowania religijnej ciemnoty, pozbawionej szerszej wiedzy o świecie i ekonomicznie zniewolonej. No i kwintesencja tego w opinii Ułaszyna: “Zresztą, trudno nie przyznać, że zemsta hodowanej ciemnoty kierowała się trafnym instynktem”.
      cdn.

    • @krzyk58
      cd.
      A tu masz trochę cytatów źródłowych na temat przyczyn wojny domowej w Hiszpanii zdeterminowanej przez Watykan i jego kler wspólnie z posiadaczami kapitału, bo nie mogli się pogodzić z wynikami wyborów do Kortez i zwycięstwem lewicy, komunistów było tak relatywnie mało.

      Kościół katolicki a wojna domowa w Hiszpanii
      “Pobożni zakonnicy, czyli katolicka ewangelizacja Hiszpanii 1936-1939
      KLER katolicki od najdawniejszych czasów dysponował w Hiszpanii szczególnie wielką władzą. Tamtejszy Kościół, już w czasach antycznych, rażąco zaciekle zwalczał kacerzy. Prześladowanie Żydów ciągnęło się w Hiszpanii bardzo długo, niewolnictwo przetrwało do XVIII wieku [30], inkwizycja zaś prosperowała tam, jak w żadnym chyba innym kraju.
      Natomiast pod względem gospodarczym i kulturowym, jeśli weźmiemy pod uwagę choćby poziom wykształcenia ludności, rozkwitu odnotować nie sposób. Jeszcze w roku 1870 ponad 60% Hiszpanów było analfabetami; zresztą i na włoskich terytoriach papieskich odsetek analfabetów był jednym z najwyższych w Europie. (Dzisiaj też żyje w katolickich Włoszech bez mała pięć i pół miliona ludzi nie umiejących pisać i czytać, a siedem i pół miliona Włochów to półanalfabeci [31].) Nawet w Madrycie 8tys. dzieci nie uczęszczało w 1930 roku do żadnej szkoły [32]. Nakłady na oświatę były w Hiszpanii niewiarygodnie niskie, a sytuacja materialna większości mieszkańców kraju wprost przerażająca. Tymczasem hierarchowie Kościoła, współdziałający ze szlachtą i wielkim kapitałem, posiadali fabryki, banki, kopalnie, koleje; jezuici zaś mieli około roku 1912 jedną trzecią całego hiszpańskiego kapitału w swoich rękach [33].

      Z generałem Franco
      Rosnące bogactwo Kościoła i ubożenie ludności sprzyjały w coraz większej mierze odżegnywaniu się od katolicyzmu. Około 1910 roku prawie dwie trzecie Hiszpanów nie praktykowało już tej religii. W roku 1931, po obaleniu monarchii, spośród 80 000 mieszkańców jednej z dzielnic Madrytu, tylko 3,5% ludzi uczęszczało na msze, 25% dzieci nie miało chrztu, 40% ludności umierało bez sakramentów [33]! W Andaluzji już tylko 1% ludności uczestniczył w służbie Bożej [33]. Rozżalenie na kler kazało Hiszpanom, od roku 1931 do wybuchu wojny domowej, zburzyć, jak się podaje, 700 kościołów i klasztorów. Natomiast w piśmie okólnym biskupów hiszpańskich, napisanym po pierwszym roku wojny domowej, wymieniona jest liczba ponad 20 000 zniszczonych kościołów i kaplic [36].

      O porażce Kościoła mówią nawet katolicy. Otóż wiosną 1936 roku prymas Hiszpanii, kardynał Goma, zdobył się w jednym z listów pasterskich na następujące wyznanie: „Nie jesteśmy już przewodnikami duchowymi naszego narodu, nie tylko odnosi się on do nas z niechęcią, ale wręcz widzi w nas wrogów swej pomyślności” [37]. Pod koniec tegoż roku, również pewien niemiecki jezuita zauważa, że Kościół katolicki Hiszpanii „jest przez bardzo wielu ludzi” postrzegany jako „sprzymierzeniec konserwatywnych warstw posiadających”, a „jego działalność socjalna rozwija się w sumie słabo” [38].

      Kościół hiszpański, który przed I wojną światową sprawił, że tysiące ludzi średniowiecznymi metodami torturowano w więzieniach, a setki rozstrzelano — z każdym kolejnym dziesięcioleciem tracił zatem na prestiżu. Ludność coraz chętniej popierała partie liberalne, socjalistyczne i radykalnie socjalistyczne. Na początku lat trzydziestych Hiszpania nie była już krajem katolickim. Na drodze pokojowej, przy aprobacie przytłaczającej większości obalono monarchię, proklamowano republikę i w następnych latach przeprowadzono cały szereg torpedowanych wcześniej, lecz pilnie potrzebnych reform.

      Z generałem Franco
      Nowy rząd, powołany w wyniku prawomocnych wyborów, nie był bynajmniej antyreligijny czy skory do uczynienia z Hiszpanii państwa antychrześcijańskiego. Wprawdzie rozwiązał on zakon jezuitów [sztandarowe narzędzie Inkwizycji] i pozostałe zakony objął ścisłą kontrolą, a także zezwolił na rozwody, ale równocześnie nie przeszkadzał Kościołowi w głoszeniu jego nauk i gwarantował wolność wyznania i sumienia [41]. Przeważająca większość hiszpańskich hierarchów przystąpiła jednak niezwłocznie do akcji, której celem było odzyskanie dawnej wysokiej pozycji.

      Episkopat otwarcie podburzał przeciwko rządowi, przy czym szukał poparcia u zwolenników starego reżimu, posiadaczy wielkich majątków ziemskich, szlachty oraz ze strony warstwy najbardziej zacofanej — ludności chłopskiej, wśród której jeszcze w trzeciej dekadzie XX wieku było 80% analfabetów — dzięki katolickiej edukacji [42]. Już w roku 1933 biskupi hiszpańscy sformułowali w jednym z listów pasterskich, papież natomiast w encyklice z 3 czerwca, postulat „świętej krucjaty dla całkowitego przywrócenia Kościołowi jego praw” [42].
      (….)
      Rosnący wpływ sił kościelnych i faszystowskich w Hiszpanii skłonił socjalistów, syndykalistów i komunistów do połączenia się, w styczniu 1936 roku, we Froncie Ludowym. Odbyte w lutym tego roku wybory przyniosły Frontowi 269 mandatów, podczas gdy prawica uzyskała 140 miejsc, a partie centrowe — około 70 mandatów. Ta druzgocąca klęska strony katolickiej stała się dla monarchistów i katolików okazją do otwartego buntu przeciw rządowi, przy czym trzeba tu wspomnieć, że wśród 473 deputowanych do parlamentu znalazło się tylko 15 komunistów[45].

      Wojna, pobłogosławiona przez Kościół, rozpoczęła się 16 lipca 1936 roku. Kler katolicki usilnie orędował na rzecz przywódcy faszystowskich rebeliantów z ambon i w prasie, i to z widocznym skutkiem nawet w takich krajach protestanckich, jak Wielka Brytania czy USA. Również papież, który został jako pierwszy poinformowany przez generała Franco o wybuchu powstania, apelował pisemnie i ustnie do światowej opinii publicznej, a prócz tego współdziałał nie tylko z Mussolinim, który przysłał powstańcom około 100 000 żołnierzy, ale i z Hitlerem, który wsparł generała Franco eskadrami bombowców i czołgami [40].
      Watykańskie czasopismo „Civiltà Cattolica”, wydawane przez jezuitów, nieustannie propagowało tę wojnę domową. „Podczas puczu faszystowskiego — pisano 2 stycznia 1937 roku — wojsko wykazało się postawą chwalebną, zasługującą na stokrotne błogosławieństwo” [47]. W wydaniu z 20 listopada 1937 roku, ten półoficjalny organ Watykanu stwierdza: „Obecnie wszyscy uczciwi obywatele muszą, nie zważając na różnice poglądów w innych kwestiach, zjednoczyć się we wspólnym dziele pozbycia się tamtych nowożytnych barbarzyńców bez ojczyzny i bez Boga — cokolwiek by miało z tego wyniknąć”.

      Biskupi niemieccy ogłosili już 30 sierpnia 1936 roku (nakłonieni do tego bezpośrednio przez sekretarza stanu, kardynała Pacellego) list pasterski, który na tematy hiszpańskie wypowiada się tak oto: „Zadanie, jakie przypada w udziale naszemu narodowi i naszej ojczyźnie jest oczywiste. Oby nasz Führer zdołał z pomocą Bożą zrealizować to nadzwyczaj trudne dzieło obrony (!) z niezachwianą konsekwencją i przy pełnym współudziale wiernych rodaków” [49]. I już 3 stycznia 1937 roku niemieccy biskupi znowu — i też w związku z Hiszpanią — urabiają wiernych:
      „Umiłowani diecezjanie! Nasz Führer, kanclerz Rzeszy Adolf Hitler, przewidział zawczasu ekspansję bolszewizmu i dołożył wszelkich starań, by odsunąć to straszne niebezpieczeństwo od narodu niemieckiego i od świata zachodniego. Niemieccy biskupi uważają za swój obowiązek wspierać przywódcę Rzeszy w tej walce obronnej wszystkimi środkami, jakimi obdarzył ich Bóg” [50].
      (…)
      Antonio Ruiz Villaplana, cieszący się uznaniem sędzia — bynajmniej nie komunista — działający podczas wojny domowej w Burgos, opowiada w swej książce Así es Franco, że Kościół katolicki nie tylko uczestniczył wtedy we wszelkich wiecach, organizowanych dla poparcia wojny, ale im nawet przewodził, że poświęcano broń i organizowano śpiewanie Te Deum — tak samo było w Niemczech, w czasie wojny wywołanej przez Hitlera. „W toku tej walki — pisze Villaplana — duchowieństwo ani przez chwilę nie zapomniało o zemście. (…) Niczym bęben wojenny brzmi głos tego, który powinien być pasterzem i przewodnikiem ludu, lecz wypowiada wojownicze wezwania: «Nie możemy żyć razem z tymi bezwstydnymi socjalistami… trzeba wojny, krwi i ognia! Nie może być rozejmu ani pardonu, póki nie zostanie zapewniony triumf religii i ładu…»” [53].
      (…)
      Gdy republika została zlikwidowana, papież przesłał 1 kwietnia 1939 roku generałowi Franco telegram gratulujący zwycięstwa i zachęcił go do przywrócenia „dawnych tradycji chrześcijańskich” [55]. I znowu położono w Hiszpanii kres wolności słowa, prasy i zgromadzeń; literatura, sztuka filmowa, radio znalazły się pod ścisłą cenzurą; zabroniono działalności wszystkich partii, prócz faszystowskiej Falangi i uniemożliwiono praktykowanie wszelkich wyznań niekatolickich, między innymi doszło do zamknięcia wszystkich świątyń i szkół protestanckich. Katolicyzm stał się religią państwową, przy czym znamienny jest fakt, że na prowincji zniknęły bez śladu wszelkie egzemplarze Biblii. W Madrycie policja skonfiskowała ich aż sto tysięcy. Przy wjeździe do Hiszpanii odbierano je nawet podróżnym. Stały wzrost ilości sprzedanych egzemplarzy Biblii, jaki obserwowano przed wojną domową, osiągnął w roku poprzedzającym jej wybuch liczbę dwustu jedenastu tysięcy [56].
      Jeszcze w trzy lata po zakończeniu wojny domowej, w roku 1942, około półtora miliona osób pozostawało w więzieniach z przyczyn politycznych (byli wśród nich także duchowni baskijscy); tysiące więźniów rozstrzelano [57]. Nowa dewiza Hiszpanii brzmiała:
      „Jeden naród, jedno państwo, jeden przywódca, jedna wiara, jeden Kościół”[58].
      Tymczasem Franco, sojusznik Mussoliniego, Hitlera i papieża, od którego po zakończeniu wojny domowej kilkakrotnie otrzymał błogosławieństwo oraz krzyż Orderu Piusa IX „za szczególne zasługi dla Boga i Kościoła”, wyraził w lipcu 1940 roku podziw dla „wojsk niemieckich, które staczają te bitwy, na które Europa i świat chrześcijański czekały tak długo” [59].”
      Źródło: Karlheinz Deschner „I znowu zapiał kur” rozdział 67

      A tu masz obalenie propagandy wymierzonej w Dąbrowszczaków. Nawet Histmag.pl jest obiektywny, o dziwo?:
      „Cabeza 1937 – straszna zbrodnia dąbrowszczaków, której… nie było
      Polscy ochotnicy Brygad Międzynarodowych do dziś budzą gorące spory. Zbrodnie dąbrowszczaków mają być argumentem za objęciem ich dekomunizacją. Największe zarzuty dotyczą udział w masakrze w klasztorze w Cabeza. Co wydarzyło się tam w 1937 roku i czy polscy ochotnicy mają z tym coś wspólnego?

      Jeżeli komuś wpadł w ręce najnowszy, sierpniowy numer miesięcznika „Uważam Rze Historia”, mógł się w nim natknąć na artykuł autorstwa Leszka Szymowskiego pt. Pomocnicy spod czerwonej gwiazdy, który, jak głosi słowo wstępne, poświęcony jest odkłamywaniu propagandowych mitów na temat udziału Polaków w hiszpańskiej wojnie domowej w latach 1936-1939.
      (…)
      Komentowana sprawa jest przerażającym przykładem tego, jak rodzi się i rozpowszechnia kłamstwo historyczne. Wystarczy kilka źle zinterpretowanych słów i odpowiedni poziom fanatyzmu u osób, które je czytają, by stworzyć chwytliwą historię wyimaginowanej zbrodni. Niestety dzisiaj kłamstwa, raz kiedyś przez kogoś rzucone, znajdują żyzną glebę w czeluściach internetu i zamiast zostać zdemaskowane, trafiają w końcu na łamy ogólnopolskiej prasy i powtarzane są przez pracowników państwowego instytutu historycznego. Takie są efekty traktowania historii nie jako obiektu badań, a jako narzędzia walki propagandowej.
      https://histmag.org/Cabeza-1937-straszna-zbrodnia-dabrowszczakow-ktorej…-nie-bylo-15586/4

      Przeczytaj sobie całość ze zrozumieniem na Histmag.pl pod tym linkiem.

      A tym jaśniejszym punktom, które wskazujesz zabrakło odwagi i inteligencji, aby nie dać się wykorzystać okupantowi religijnemu i takie teraz mamy tego skutki. Nawet ideolog Kossecki nie wyzwolił się z fantazmatów religijnych, choć mądrze o niektórych sprawach pisał. Więc to musiało się tak skończyć, gdy lud nie został nieoświecony.
      Paka

    • Relacje z KAŻDEJ wojny domowej byłyby podobne.
      Taką relację zdaliby na przykład ludzie od Ognia, czy Łupaszki.
      Jak to “czerwoną zarazę” tępili…..

      By zrozumieć dlaczego wybijano w Hiszpanii księży, trzeba wiedzieć coś o stosunkach własościowych na hiszpańskiej wsi, roli kleru, latyfundiach.
      Lokalna odmiana Rabacji Galicyjskiej….

      • Miecławie – Szanuj (oszczędzaj) pióro i atrament… 🙂

        @wmw. “By zrozumieć dlaczego wybijano w Hiszpanii księży, trzeba wiedzieć coś o stosunkach własościowych na hiszpańskiej wsi, roli kleru, latyfundiach.
        Lokalna odmiana Rabacji Galicyjskiej….”
        No właśnie, no właśnie… 🙂

        By zrozumieć rabacyje galicyjską należałoby sięgnąć do archiwum w Wiedniu!
        Zrozumiemy wówczas też jak powstawali z Rusinów tzw. ukraince.. 🙂
        i co było powodem że “chłopy (oszaleli) rżnęli”…
        Pro głównego tematu:
        “Co było powodem tego zbrodniczego przedsięwzięcia? Najlepiej wyjaśnił to jeden z czerwonych oprawców, którzy w sierpniu 1936 roku mordowali hiszpańskich misjonarzy klaretynów. Jeden z katów tak mówił do swoich ofiar: “My nie nienawidzimy was, ale wasz stan i strój, jaki nosicie. Zrzućcie te sutanny, a staniecie się tacy sami, jak my i wtedy was uwolnimy”.

        Nie chodziło więc o rzekome indywidualne “winy ” księży i zakonników. Powodem, zasługującym w oczach hiszpańskiej lewicy, na skazanie ich na śmierć była ich szczególna służba Chrystusowi jako Jego kapłani. Powodem męczeństwa była przynależność do Kościoła.”
        —————–
        https://www.pch24.pl/wielka-krucjata-iberyjska–10-rzeczy-ktorych-nie-wiesz-o-hiszpanskiej-wojnie-domowej,67228,i.html

        ” Zgodnie z prawidłami rewolucja wkrótce zaczęła pożerać własne dzieci.

        W 1937 roku rozpoczęły się ostre prześladowania anarchistów i tak zwanych trockistów. Miało to nie tylko charakter ideologiczny, ale również pragmatyczny. Komuniści chcieli w ten sposób usunąć politycznych konkurentów oraz położyć kres chaosowi panującemu w obozie republikańskim. Lewicowcy niekomuniści trafiali teraz do tych samych katowni, gdzie kilka tygodni wcześniej sami wysyłali swych przeciwników. “Trockiści” zostali zdelegalizowani, a anarchiści stracili swoje dotychczasowe znaczenie. ‘ 😉
        ———————-

        “Klamrą, która zamyka pierwszy z pobytów Steina w Hiszpanii (autor trafił na pewien czas do szpitala we Francji), są dwa obrazy Barcelony. Gdy przybywa do niej pierwszy raz, jest to miasto rozśpiewane, rozentuzjazmowane, pełne nadziei na zwycięstwo nad wspólnym wrogiem. Na ulicach widać sztandary komunistów, socjalistów, anarchistów, a towarzyszący autorowi Franek, prosty górnik z północy Francji, całkowicie oddany walce klasowej, wykrzykuje: „Jaka piękna jest rewolucja!”. Zupełnie inaczej miasto wygląda po bratobójczych walkach między stalinowcami a ich przeciwnikami, (TROCKISTAMI) które były kolejnym etapem zacieśniania kontroli nad Republiką przez tych pierwszych [2]. Było to już miejsce szare, zgaszone, zastygłe w przerażeniu, w którym na dźwięk słów „Brygady Międzynarodowe” ludzie spluwają z nienawiścią. 😏
        https://kulturaliberalna.pl/2016/02/02/lukasz-bertram-receznja-moja-wojna-w-hiszpanii-sygmunt-stein/
        Czytając recenzję w/w. książki należy odłożyć na bok stereotyp ‘radosnego
        trockisty i ponurego stalinisty”, a także mieć na uwadze, kto w jakim celu, i z jakich pozycji spłodził to “obrachunkowe dzieło’ o ponurym,komunistycznym epizodzie w niedalekiej przeszłości Hiszpanii.
        A, i widzimy że linia frontu w Hiszpanii przebiegała “różnie’, niekoniecznie
        spostrzeżenia zawarte we wspomnieniach mają pokrycie w faktach albo są nadinterpretowane, i tak jak sprzedają nam “prawdy objawione” od dziesiątek lat różni nawiedzeńcy “świetlanej przyszłości”, na szczęście mamy już za sobą podobne “idee”, nikogo o zdrowym zmyśle nie porywają, i tak trzymać! Damy i Gospoda! 😀

        • Prawda boli. Podajesz tylko opinię jedenej strony dramatu wojny domowej w Hiszpani rozpętanej przez Watykan i kler oraz tamtejsze “jaśnie państwo”. Nie stać cię nawet na obiektywne wyważenie faktów. Weź pod uwagę opinię polskiego księdza przedwojennego, wyżej cytowana przez Ułaszyna.

          Masz tu jeszcze dwa krótkie cytaty z opinii bardziej światłych księży i katolickiej prasy, bo nie mam czasu przepisywać:
          „[…] pozostawiając robotnika i drobnego dzierżawcy rolnego samemu sobie w ich nędzy i nie troszcząc się o ich los, zamiast duchowymi przywódcami ludu staliśmy się ich socjalnym utrapieniem”. – Don Gallegos Rocafull, kanonik katedry w Cordobie. (s. 28)
          „Tych ludzi tak długo traktowano jak psy, aż nauczyli się gryźć”. – Der Bund, Berno 12 września 1936 r. (s. 32)
          Źródło cytatów: Karlheinz Deschner, Z Bogiem i faszystami. Watykan w przymierzu z Mussolinim, Franco, Hitlerem i Pavelićem, Wyd. Ahriman 2014.

  26. Zastanawiam się, jak bardzo ludzie podatni są na sączoną przez lata propagandę.
    Przedstawianie UB, czy działan wojsk wewnętrznych w trakcie wojny domowej, jako coś zbrodniczego, nienormalnego, terror wręcz, świadczy o podatnosci właśnie.

    Terror lewicowy, niczym się w metodach działania nie rózni od prawicowego.
    Działania przeciwpartyzanckie i metody w ich trakcie stosowane przez rózne kraje, również.
    Poza może poziomem skuteczności…..

    Dla porównania.
    Wojna domowa w Polsce prowadzona przez podziemie “niepodległościowe”, opłacane z Monachium, trwała pięć lat. Zabitych z 50 000, represjonowanych z 200 000.
    Wojna domowa w Algierii trwała lat 10, zabitych około 500 000.
    Skonczyło sie uzyskaniem formalnej niepodległości.
    Metody tłumienia, tortur, represjonowania, nieskończenie ostrzejsze we francuskim wykonaniu.

    Nieznajomość historii świata powoduje sporo błędów poznawczych.
    Wyciągane sa fałszywe wnioski bazujące na niewiedzy, albo ideologicznemu zacietrzewieniu.
    Terror Pinocheta czy Ecevita, Videla, zestawić z “terrorem” Jaruzelskiego- na przykład.
    Tyle że trzeba znać FAKTY, by móc cokolwiek porównywać.

    • “Terror lewicowy, niczym się w metodach działania nie rózni od prawicowego.”

      Podobnie jak ich fanatyzm i głupota, którą często widać na demonstracjach ulicznych oraz w komentarzach w internecie. Ludzie są zawsze gotowi mordować bliźnich w imię tzw. wyższych ideałów, doktryn i w imię takiego czy innego człowieka. Dlatego też występuję przeciwko doktrynom, ideologiom i religiom. Tylko człowiek pozbawiony takich schematów może żyć w zgodzie z naturą i być wolnym oraz respektować wolność innych. I to właśnie dlatego Budda nie mówił o Bogu w swoich kazaniach, ale później kapłani i tak to obeszli i teraz w wielu świątyniach buddyjskich można spotkać złote posążki… Buddy!

      Jest pewna przypowieść o Buddzie. Pewnego dnia do Buddy przyszedł człowiek i zapytał się: Czy Bóg istnieje?
      Budda odpowiedział: Tak. Po kilku godzinach przyszedł drugi człowiek i zadał to samo pytanie. Budda odpowiedział: Nie. A kilka godzin później przyszedł trzeci człowiek i również zadał to samo pytanie, ale Budda milczał. Wkrótce ten człowiek, również nie odpowiadając, pokłonił się Buddzie i odszedł.

      Jeden z uczniów Buddy zapytał się o co tu chodzi. Trzech ludzi, to samo pytanie, a trzy różne odpowiedzi. Budda odpowiedział: Pierwszy człowiek był ateistą i ateizm był jego problemem. Drugi był teistą i teizm był jego problemem. A trzeci był prostym poszukującym prawdy, a nie doktryn, więc milczałem. On zrozumiał i jego wiara się pogłębiła.

      Przypowieść dość ciekawa, bo gdy Jezus stanął przed sądem faryzeuszów i przed Piłatem – również milczał, gdy go oskarżano. Milczał także, gdy Piłat zapytał go, co to jest prawda.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.