Ekonomia

Problemem państwa jest zachowanie wartości pieniądza w czasie

 Podstawowym problemem współczesnych gospodarek wolnorynkowych, które w epoce „luzowania ilościowego” doświadczyły końca klasycznej ekonomii jest zagadnienie zachowania wartości pieniądza w czasie. W klasycznym modelu inflacja była bowiem jednym z największych cichych sprzymierzeńców rządów. Inflacja składana po 2-4% rocznie dawała fantastyczne rezultaty jeżeli chodzi o amortyzację dokonanych inwestycji i rolowanie wziętych kredytów. Rząd posiadający wyłączne prawo do drukowania pieniądza mógł wszystko i był absolutnym panem sytuacji, w której rządził pieniądz papierowy. Swoistym szczytowaniem tego modelu gospodarczego okazało się właśnie „luzowanie ilościowe”, czyli triumf kłamliwej hipokryzji gospodarczej krajów bardzo bogatych, które wolą drukować fikcję, dzięki której inni (głównie Chińczycy) pracują na nich, niż wziąć się do uczciwej pracy – sami na siebie.

Na naszych oczach doszło do skonstruowania nowego post-neo-kolonialnego mechanizmu drenowania biednych krajów z ich dóbr i wszelakich zasobów, w tym ludzi, w zamian za bezwartościowe papierki, od których oprocentowanie jest tak niskie, że trzeba mieć biliony zielonych podobizn pewnego wielkiego człowieka, żeby móc cokolwiek za uzyskiwaną rentę odsetkową kupić. Zachód, a zwłaszcza najbardziej ekspansywny i zaborczy kraj świata – wspaniale oszukał wszystkich innych, poczynając od najbiedniejszych krajów świata a na najpotężniejszych kończąc.

Doszło do sytuacji w której wszyscy mają obligacje, z którymi nie bardzo wiadomo co zrobić. Jeżeli zestawimy to w jaki sposób prywatni inwestorzy pozbywają się złego greckiego długu z tym, jak nie da się pozbyć równie złego długu USA – widać szokującą hipokryzję opartą na zaufaniu, że duży nie może upaść, a agencje ratingowe stoją na straży jego potęgi. Gdyby Grecja miała możliwość emitowania waluty w której jest zadłużona, z pewnością dokonałaby „luzowania ilościowego” na Drachmie, zalewając nią świat, doprowadzając do jej upadku i śmieciowości oraz hiperinflacji, jednakże to byłby klasyczny kryzys, z którego wiadomo jak się wychodzi – w zasadzie z uśmiechem. Niestety jednak rząd Grecji w odróżnieniu od rządu USA nie posiada prawa do emisji waluty w której jest zadłużony, stąd mamy to co mamy, czyli luzują we Frankfurcie, po tym jak przekonali się, że nie można pozwolić samodzielnie okradać globalnej ekonomii Amerykanom.

Prawdopodobnie cichemu porozumieniu najbogatszych i najbardziej wpływowych inwestorów, w tym banków z rządami zawdzięczamy to, że nie pojawiła się hiperinflacja na Dolarze, nadmiar pieniądza tak jak został wpompowany w rynek tak wsiąknął i go nie ma. Nie da się wytłumaczyć jego zniknięcia poprzez inwestowanie w takich krajach jak Polska, albowiem byśmy chyba nie wiedzieli co zrobić ze szczęścia z nadmiarem kapitału, a jednak tak słodko nie jest. Nadal musimy słono płacić za możliwość pożyczania w twardej walucie.

Jest w tym wszystkim jednak pewien problem zasadniczy, chodzi o wartość pieniądza w czasie. Dzisiejszy Dolar jest jedynie cieniem swojej potęgi sprzed kryzysu paliwowego, nie mówiąc już o mocy przedwojennej. Nie ma w ogóle czego porównywać jeżeli chodzi o wartość pieniądza, czy też nieodżałowany standard złota. Problem polega na tym, że ciężko jest uświadomić sobie, że wszyscy dookoła oszukują na luzowaniu ilościowym – to tak naprawdę starają się to zrobić kosztem innych, których pieniądz jest jeszcze cokolwiek wart. To znaczy, że płacą jeszcze jakiekolwiek sensowne oprocentowanie, ewentualnie że można coś jeszcze co stanowi jakąś wartość kupić (coś co można sprzedać z powodzeniem, czyli bez straty licząc na to, że w trakcie inwestycji jej wartość wzrośnie).

Co będzie z pieniądzem za 10 lub za 20 lat? Ewentualnie pytając otwarcie – jak będzie kształtowała się wartość naszych emerytur? Czy one mają jakąkolwiek szansę na wyrażanie wartości istotnej rynkowo w skali pojedynczych jednostek? Nie ma odpowiedzi na to pytanie, ale prawdopodobnie jest to argument za wejściem do strefy Euro, albowiem opłaca się być bardziej po stronie wyzyskującego, niż być wyzyskiwanym. To stare prawo ekonomii będące jak dotąd chyba najskuteczniejszą odpowiedzią na problem rzadkości. Jednakże w odniesieniu do czego odnosić wartość pieniądza, żeby celować w dobre inwestycje na przestrzeni lat kilkunastu – to jedna wielka niewiadoma. Prawdopodobnie sporo racji mieli ci inwestorzy, którzy postanowili skupić się na sektorach tradycyjnych, których funkcjonowanie jest elementem funkcjonowania państwa i bytowania społeczeństwa. Ludzie muszą jeść, gdzieś mieszkać, przemieszczać się itd. Zawsze będzie jakaś stopa zwrotu z tego typu inwestycji, może nie robić szału, ale mimo wszystko będzie.

Jak w tych realiach ustawić fundusze emerytalne? Liczenie na to, że jakieś pieniądze w dobie luzowania ilościowego zachowają wartość w czasie – to czysta gra. O wiele odpowiedniejszą strategią dla sektora publicznego w tych realiach powinno być inwestowanie wszystkiego co może, ale unikanie jak tylko się da dalszego pożyczania pieniędzy. Inwestowanie jest jedyną formą akumulacji kapitału – np. inwestowanie w infrastrukturę, natomiast pożyczanie pieniądza, który ktoś po prostu zluzował ilościowo to samobójstwo. Niestety robimy to jako państwo z premedytacją, płacąc za fikcyjne pieniądze jeszcze spore odsetki. Trudno odnieść się do przyszłości, zbyt wiele spraw jest niepewnych i zupełnie nieobliczalnych.

2 komentarze

  1. inicjator_wzrostu

    To wszystko jakoś rozłoży się w czasie.

    Czas wszystko zmieni.

    Prognozuję “spokój” w polskich finansach do lata-jesieni 2015.

  2. rząd już dawno ma w d. to co się stanie z ludźmi. Czy wy myślicie, że ktoś tam u tuska się zastanawia nad czymkolwiek?

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

two + 2 =