Polityka

Problem z państwem islamskim nie rozwiąże się sam, ale to nie nasz problem

 Problem z tzw. państwem islamskim nie rozwiąże się sam, ale to nie jest nasz problem, to znaczy się nie jest to problem Unii Europejskiej i NATO, tak długo jak długo Turcja nie jest zaatakowana. Jedynym powodem, dla którego mielibyśmy wziąć udział w tej wojnie jest wniosek rządu w Ankarze, wówczas należy pomóc naszym tureckim sojusznikom i przyjaciołom, aczkolwiek możemy być w 1000% pewni, że poradzą sobie sami doskonale bez niczyjej pomocy, tylko musi być taka decyzja polityczna, a o taką nad Bosforem niestety będzie bardzo trudno. Z punktu widzenia Turcji, stan permanentnego chaosu u jej południowych sąsiadów, w tym zwłaszcza w znienawidzonej Syrii Al-Asada to stan bardziej niż pozytywny.

Niestety jednak wygląda na to, że Amerykanie zamierzają stopniowo coraz bardziej zaangażować się ponownie w Iraku. Oczywiście nie ma w tym nic złego, to jest ich sprawa, gdzie walczą ich żołnierze, jednakże zwykłe zabijanie sunnitów, będących podporą tego wielkiego ruchu – to nie jest rozwiązanie. Nie jest tajemnicą, że nie byłoby ISIS, gdyby nie bezsensowne rządy irackich Szyitów, które derogowały Sunnitów z życia publicznego i wszelkich możliwych beneficjów ponad standardowe minimum. To Amerykanie osadzili w okupowanym kraju słaby rząd, bez mandatu demokratycznego, a potem było już tylko gorzej. Jeżeli USA chcą pomagać rządowi w Bagdadzie w walce z ISIS np. poprzez ułatwianie wkraczania do Iraku pracowników firm świadczących zaawansowane usługi z zakresu bezpieczeństwa, to nie ma żadnego problemu. Na pewno to uzdrowi sytuację na lądzie, w tym znaczeniu, że bojownicy nie będą posuwali się dalej, może nawet w dużej części Iraku będą musieli zejść do podziemia, jednakże to niczego nie zmieni, oni nadal będą występowali w społeczeństwie tamtego regionu, ponieważ są naturalną odpowiedzią sunnitów na wielką niesprawiedliwość, jaką im wyrządzano.

Dla zabezpieczenia działań firm dostarczających zaawansowane usługi bezpieczeństwa, niezbędne jest stałe dozbrajanie i szkolenie armii irackiej i irackich sił bezpieczeństwa oraz – koniecznym jest wprowadzenie pewnej ilości żołnierzy wraz z wyposażeniem w sprzęt ciężki i zaawansowany technicznie, żeby mieć możliwość po pierwsze zapewnienia lojalności rządowych wojsk i sił bezpieczeństwa, a po drugie – móc reagować tam, gdzie przewaga nieprzyjaciela jest zbyt znaczna.

W znaczeniu taktycznym zwalczanie ISIS jest zwykłym polowaniem na inteligentnego i niebojącego się śmierci, doskonale uzbrojonego przeciwnika. Największym problemem są zamachy samobójcze, które mogą kosztować bardzo dużo ofiar wśród ludności cywilnej lub żołnierzy, jednakże poza miastami praktycznie nie ma takiego ryzyka. Poza miastami siły ISIS, jeżeli chcą się przemieszczać, to mogą to robić głównie tylko w tłumie lub w zamaskowaniu – udając zwykły transport lokalny. Przy przewadze lotniczej i zastosowaniu zasad wojny dronów, tam w zasadzie może zniknąć życie, a już na pewno wszystko, co się rusza jest po prostu celem – i nikt szczególnie nie będzie sprawdzał, kto siedział w środku. Poza tym, nie zawsze autorami ładunków wybuchowych muszą być bojownicy ISIS, metody i techniki oddziaływania na lokalną ludność, tak żeby przestała świadomie chronić partyzantów są znane od czasów wojen burskich o ile nie wcześniej.

Irak, w tym Kurdowie mają, czym płacić, nawet w przypadku spadku cen ropy naftowej – tamtejszemu rządowi nie zabraknie pieniędzy na wojsko i finansowanie udziału misji zagranicznych. Nie bez znaczenia może być też pomoc finansowa z innych państw regionu, zwłaszcza bogatych krajów Zatoki Perskiej, które można bardzo skutecznie nakłonić do współfinansowania operacji. Niestety dzisiaj każda operacja wojskowa jest droga, a tą należy przeprowadzać równolegle wraz z realizowaną operacją humanitarna, to znaczy – ludność terenów, gdzie obecnie jest zaplecze dla bojowników ISIS – musi dostrzec w państwie irackim wybawiciela z kłopotu – z nieznośnej sytuacji. Oczywiście rząd w Bagdadzie może zalać swoje społeczeństwo elektroniką z Dalekiego Wschodu, czy importowaną żywnością, jednakże bez fizycznego wyeliminowania bojowników – nie będzie mowy o żadnych trwałych rozwiązaniach.

Trzeba sobie uświadomić, że w Iraku i Syrii wyrządzono tyle zła, że powrót do sytuacji sprzed wojny (a może raczej wojen i okupacji) jest praktycznie nie możliwy. Tam przez bardzo długi okres czasu będzie występowało ryzyko nasilenia się aktów przemocy, od samych Irakijczyków i Syryjczyków (wszelkich narodowości i grup etnicznych), zależy to na ile uda się im ułożyć do życia we względnym spokoju. Generalnie jednak to nie jest nasz problem.

2 komentarze

  1. inicjator_wzrostu

    Ktoś to przecież FINANSUJE …
    Fanatycy ISIS nie walczą przecież za darmo no i ZASILANIE ich walki też sporo kosztuje.
    Brakuje tam równowagi, a KASY pełnej petrodolarów – więcej tam niż piasku na okolicznych pustyniach.

    • ISIS był stworzony i uzbrojony przez CIA jeszcze w Libii i przetransportowany do Syrii za pieniądze Arabii Saudyjskiej i Turcji które to płacą ich rachunki.

      A teraz Saudowie i Amerykanie zrzucają bomby , tuż przed okresem ich przeterminowania (taniej niż je rozbroić), na europejskich bojowników ISIS, tzw. użytecznych idiotów, a nie na arabskich ochotników. I tak, podobnie jak izraelczycy w Gazie, dzwonią lub wysyłają SMSy do ISIS z prośbą aby opuścili miejsce przyszłego ataku bo nie daj Boże coś się komuś może stać. Po prostu biznes to biznes dla amerykańskiego wojennego przemysłu i przeciw waga dla szyitów w Iraku i Syrii.

      Jak widac jest to coś, co przypomina farsę rzymską w której ktoś naprawdę musi stracić głowę a poza tym to jest rozrywkowo.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.