Problem z kredytami we Franku jest problemem systemowym i należy go rozwiązać

Do problemu kredytów we Franku Konfederacji Szwajcarskiej odnosiliśmy się już w grudniu 2013 roku w tekście: „Rząd chce pomóc swoim lemingom w spłacaniu kredytów we frankach?” Nadal należy podtrzymać ówczesne tezy, z tym nowym zastrzeżeniem, że istniejące potencjalnie zewnętrzne zagrożenie państwa – wymusza na nas inne spojrzenie na problem kredytów we Frankach, jako na problem systemowy, który może w sposób niesłychanie skuteczny zdestabilizować kraj.

Niestety, pomimo klasowej ortodoksji, trzeba się przyjrzeć problemowi z punktu widzenia państwa, a tutaj w istocie zyskaliby tylko komornicy, gdyby w wariancie skrajnym doszło do licytacji wszystkich kredytów. Ludzie nie mieliby gdzie mieszkać, byliby zadłużeni w większości na resztę życia, tak znacznie, że pozyskanie kredytu byłoby niemożliwe – staliby się niewolnikami systemu windykacyjnego, a spora część banków by zbankrutowała lub miała problemy z wypłacalnością, co miałoby olbrzymie przełożenie na stabilność całego systemu.

Państwo powinno się przygotować na amortyzowanie tego problemu, właśnie od strony systemu bankowego. Można metodami administracyjnymi, ale o wiele lepiej – korzystając z dialogu z bankami próbować stworzyć nowego rodzaju zabezpieczenia w systemie, które byłyby zdolne do amortyzowania problemów, przez same banki. W uproszczeniu chodzi o to, żeby banki systemowo przygotowały się na spisanie części kredytów na straty, państwo przygotowało się do częściowego wsparcia, w kredytobiorcy do częściowego zwiększenia finansowania. Inaczej grozi nam scenariusz, w którym rozgniewani ludzie, mogą wybrać takich polityków, którzy zrobią bankom nad Wisłą „drugi Budapeszt”, lub coś jeszcze gorszego. Dlatego lepiej jest porozumieć się pomiędzy zainteresowanymi aktorami i interesariuszami w taki sposób, żeby móc nad całością jakoś skutecznie zapanować.

Podstawą do porozumienia powinno być ujednolicenie wszystkich umów zawartych we Frankach, tj. stworzenie możliwości na wyjście banków z twarzą z „niedomówień małego druczku”, a klientom na nową, jakość kredytu. Chodzi o wynegocjowanie zunifikowanej umowy kredytowej lub może nawet dwóch typów takiej umowy i przedstawienie ich przez banki klientom, jako możliwości zmiany dotychczasowych zapisów umowy na nowe klauzule – korzystniejsze dla obu stron. W ten sposób wszyscy mieliby szansę na bycie w takiej samej sytuacji, nie byłoby osób z klauzulami umownymi skrajnie niekorzystnymi.

Drugą sprawą jaką należy przeprowadzić powinno być stworzenie funduszu lub porozumienie się banków z firmami ubezpieczeniowymi już istniejącymi w celu powołania funduszu celowego mającego dwa zadania: spekulację walutową na franku oraz ubezpieczenie wszystkich istniejących już kredytów frankowych. Efektem działania funduszu miałoby być zapewnienie stabilizacji ceny Franka w średnich okresach oraz możliwości przewalutowania korzystnego dla klientów i banków w okresie długim. Fundusz finansowałby się ze składek banków oraz składek i opłat osób zadłużonych, którym państwo sprawiłoby ten prezent, że w ramach odpisów podatkowych z podatku dochodowego od osób fizycznych – automatycznie odprowadzałoby 1% na fundusz (jako na Organizację Pożytku Publicznego). Ludzie uczestniczący w funduszu mogliby kupować poprzez jego pośrednictwo walutę, co w wielkich zagregowanych transzach na pewno byłoby korzystne (efekt skali). Dodatkowo ze składek i opłat – finansowano by ubezpieczenie, ale nie kredytów tylko jako opcje walutowe na franku. Dodatkowo należałoby stworzyć radę społeczną przy funduszu, która wykupowałaby kredyty osób w szczególnie dramatycznej sytuacji życiowej spowodowanej losowo – jak np. śmierć kredytobiorcy, nowotwór itp. Mówimy o przypadkach pojedynczych w skali całej zbiorowości, na co byłaby specjalna składka w rodzaju 1 Franka miesięcznie od każdego uczestnika funduszu. W ten sposób przynajmniej na modelu można byłoby umorzyć 2-3 przeciętne kredyty miesięcznie w obrębie całej zbiorowości. Miałoby to ważne znaczenie społeczne, a zarazem bardzo obniżało ryzyko w przypadku ewentualnego ubezpieczenia kredytów – w sposób klasyczny, ale to już osobna sprawa, która musiałaby być kolejną opcją.

Po trzecie – najważniejszym elementem systemu byłoby stopniowe przygotowywanie przez banki odpisów na straty kredytów – we Frankach. Dodatkowo mówimy o przymusie państwowym zwiększania rezerw obowiązkowych, właśnie we Franku, – co roku, ale w stopniu akceptowalnym przez banki, to nie mogłoby być drenowanie podmiotów liczy się dobrowolna solidarność całej branży.

W ostateczności do problemu powinno się też dołożyć państwo, w ten sposób, żeby utworzyć fundusz gwarancyjny, – ale w walucie narodowej lub w Euro (brak konieczności przewalutowania części kwot z UE), rokrocznie w wysokości tego, co banki odłożą – dobrowolnie – na straty we Frankach. Przy czym ewentualna wypłata środków państwowych, następowałaby po wyczerpaniu się środków banków, jako 2 do 1, czyli na dwa Franki wydane z funduszu strat przez bank – państwo dodawałoby jedno Euro – w razie potrzeby przeliczane na Franki.

Elementem zabezpieczającym klientów i bank byłoby – umożliwienie wynajmowania mieszkań, które przestałyby być spłacane – okresowo lub tak długo, jak byłaby taka potrzeba przez kredytobiorców. Chodzi o to, żeby kredyt można było zamienić w miarę potrzeby na czynsz, albo z powrotem na kredyt, – jeżeli sytuacja kredytobiorcy by się poprawiła. Żeby to mogło funkcjonować, należałoby powołać spółkę celową przy wymienionym wcześniej funduszu, który by ją finansował w ten sposób, że spółka byłaby pośrednikiem w pobieraniu należności czynszowych i gospodarowaniu zasobem. Różnica między funduszem a spółką byłaby taka, że fundusz byłby udziałowcem spółki na równi z bankami. Banki wnosiłyby do spółki konkretne nieruchomości lub ich części ułamkowe, a fundusz – pieniądze.

Jeżeli udałoby się prowadzić skuteczną spekulację na Franku, to wpłynęłoby to na stabilizację waluty narodowej wobec Franka, ponieważ wszystkie uczestniczące w przedsięwzięciu banki miałyby wspólny interes – zgromadzić jak najwięcej Franków po jak najkorzystniejszej cenie. Jest, bowiem oczywistym, że jak najszybsze nagromadzenie jak największej ilości Franków – służyłoby stabilizacji całego systemu i minimalizacji strat. Być może byłaby to na tyle duża instytucja, że byłaby w stanie zacząć liczyć się na rynku międzynarodowym? Z pewnością należałoby nawiązać współpracę z podmiotami wyspecjalizowanymi w obrocie walutowym w największych centrach finansowych świata. Wówczas byłaby możliwość wybierania najkorzystniejszej oferty na nieosiągalną w tej chwili skalę.

Całość jest możliwa do przeprowadzenia przy dobrej woli banków, odpowiednim podejściu informacyjnym środowisk eksperckich i publicystycznych, pełnej jawności oraz silnej determinacji państwa.

Jeżeli do tego udałoby się jeszcze dodać jakieś porozumienie polityczne pomiędzy bankami centralnymi Polski i Konfederacji – wsparte przez nasze rządy, to być może byłaby możliwość pozyskiwania określonej ilości Franków – przykładowo w formie pożyczek w okresie, kiedy byłyby one droższe, a spłacania ich wówczas, kiedy byłyby tańsze. Takie wsparcie dla działalności planowanego funduszu – bardzo pomogłoby jego wiarygodności na międzynarodowych rynkach finansowych, albowiem każdy dealer walutowy miałby świadomość, że Polacy wcale nie muszą kupować w danym terminie Franków, gdyż mogą je bardzo tanio – pożyczyć na każde zawołanie, odraczając spłatę do momentu, kiedy rynek będzie w innym stanie niż w momencie rozpoczęcia konkretnej gry. Spowodowałoby to, że raczej nikt by z nami nie pogrywał i moglibyśmy bardzo stabilnie planować zakupy, kredyty i ich utrzymanie. Być może celowe byłoby wypuszczenie przez fundusz obligacji we Frankach, – jeżeli takie oprocentowanie byłoby niższe od innych form? Wówczas można by panować nad problemem w długich okresach. Zabezpieczeniem obligacji byłyby nieruchomości należące do Spółki działającej przy funduszu. Może jakieś ograniczone gwarancje rządowe, (ale w walucie narodowej)? Całość bardzo wzmocniłaby budowany w ten sposób system.

Jeżeli podejdzie się do tego z dystansem, odpowiednio wszystko planując i rozpisując na etapy, zagwarantuje odpowiednią kampanię informacyjną – dodatkowo zapewni przejrzystość i konieczność zapewnienia spełnienia kryterium opłacalności rachunku ekonomicznego, na każdym etapie, to mogłoby się to udać. Być może za pomocą takiego systemu – udałoby się chociaż w znacznej części amortyzować całość kredytów, złagodzić najbardziej dramatyczne przypadki i zdjąć z państwa – coroczny obowiązek dyskusji na temat „pomocy frankowiczom”.

Dodatkowo, takie rozwiązanie problemu znacząco mogłoby podnieść naszą ocenę przez międzynarodową finansjerę, która powinna docenić to, że byłoby bezpieczniej, a bezpieczeństwo inwestycji, to jest to, co inwestorzy, w tym w szczególności szwajcarscy bankierzy lubią najbardziej.

Jedna myśl na temat “Problem z kredytami we Franku jest problemem systemowym i należy go rozwiązać

  • 19 stycznia 2015 o 17:10
    Permalink

    Kto miał zarobić – zarobił.
    No i będzie dalej zarabiał.
    Śmierć frajerom.
    Państwu nic do masowego FRAJERSTWA.

    W końcu sami wybraliśmy kapitalizm 25 lat temu.

    W czerwcu 1989 roku przy urnach nie stali sowieccy sołdaci z kałachami …

    Nikt nikogo do niczego nie zmuszał.

    Witajcie na Zachodzie!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.