Problem lojalności państwowej w kontekście postaw względem konfliktu na Ukrainie

Kaftan bezpieczeństwa − widok z przodu; Autor: Klaus with K Źródło: pl.wikipedia.org lic.: CC BY-SA 3.0Problem lojalności państwowej w kontekście postaw względem konfliktu na Ukrainie nabrał nowych barw w kontekście wystąpień jednego z polityków, którego partia zaskoczyła wszystkich dobrym wynikiem w ostatnich wyborach do Parlamentu Europejskiego.

Być może jest to problem bardziej natury psychiatrycznej niż strategicznej, jednakże nie byłby to pierwszy przypadek, gdy szaleniec wypowiada się publicznie w przedmiocie spraw istotnych z punktu widzenia interesów naszego państwa. Zagadnienie rzekomego szkolenia w Polsce – przez rzekomo polskie służby państwowe prawdopodobnie bojowników, którzy być może walczyli na Ukrainie, zagadnienie rzekomego udziału polskich instruktorów w tym konflikcie, jak w końcu podejrzenie o rzekomy udział w samych walkach osób określanych mianem „najemników” z Polski – to sprawy krańcowo ważne. Państwo nie może wobec takich oskarżeń przejść obojętne – nie może nie komentować problemów, chyba że rzeczywiście jest coś na rzeczy i sprawa ma swoje drugie dno.

Wiadomo, że mamy wolność słowa i każdemu wolno mówić co mu ślina na język przyniesie, dodatkowo mamy wolność i swobodę wypowiedzi – nie ma ograniczeń, poza pochwalaniem dwóch zakazanych w konstytucji ustrojów i treści pedofilskich opisanych stosownymi ustawami. Poza tym, nie można z tego faktu że jakiś polityk preferuje bliskie kontakty z sąsiednim krajem, który jest nieszczególnie lubiany przez obecnie rządzących – robić problemu, ponieważ byłoby to ograniczenie prawa do działania opozycji – póki nie jesteśmy z tym krajem w stanie wojny. Rządzący muszą to sobie uświadomić, że właśnie na tym polega pluralizm. Propaganda przez nich podawana społeczeństwu jest tak jednostronna i jednoznaczna, że nie mają mandatu na jakąkolwiek poszerzoną dyskusję, która nie uwzględniałaby narzucania jedynie słusznej oceny – wiadomej z góry.

Wiadomo również, że akurat polityk powinien być stosunkowo ostrożny w ocenach i wygłaszanych poglądach, zwłaszcza jeżeli nie ma dowodów. Znacznie dalej mogą tutaj posunąć się publicyści – mogą nawet bezwzględnie i brutalnie prowokować wyczekując odzewu ze strony tych, którzy się na prowokację nabiorą – o co jest szczególnie łatwo jeżeli są głupcami. Nie ma niestety granic pomiędzy „gadaniem” polityka a tym samym “gadaniem” publicysty. Media mainstreamu kreujące jedynie słuszną rzeczywistość ponoszą odpowiedzialność za to do czego doszło w postaci radykalnej odpowiedzi przedstawiciela małej i radykalnej partyjki – przecież to idealna odskocznia na jakiej nie trzeba się znać, a którą można lansować w nieskończoność, jest to bardzo wygodne zestawienie tez. Wystarczy twierdzić przeciwnie i już jest się we wszystkich mediach – jako wielki protagonista. Genialnie prosta dźwignia wizerunkowa – “niepokornego wizjonera”. Tenże nie musi się liczyć przecież z opinią o sobie, bo i tak ma łatkę „oszołoma”, poza tym jest mu już bliżej końca niż dalej na drodze życia, a jeżeli przez przypadek okazałoby się że z tych ponurych oskarżeń np. 1% to prawda – wówczas wielki protagonista mógłby zatriumfować i budować swój kapitał polityczny jako męża opatrznościowego chroniącego społeczeństwo przez szaleńczymi działaniami rządzących.

Rząd w swoich ocenach musi uwzględnić to, że nie wszyscy obywatele zgadzają się z jego linią oceny wydarzeń na Ukrainie. Co więcej linia oceny rządu nie jest linią państwową, to jedynie wyraz poglądów politycznych – rządzącej koalicji, największa partia opozycyjna oskarżyła rządzących o błędy w zakresie polityki wschodniej, w partii koalicyjnej pojawiły się głosy twierdzące, że w ofensywie dyplomatycznej wyszliśmy nieco przed szereg, wreszcie objawił się wielki protagonista no i dostępne sondaże opinii publicznej są niejednoznaczne. Wielu oskarżyło rząd o to, że wykorzystał problem ukraiński do umocnienia swojej pozycji w wyborach. To wszystko pokazuje, że to nie jest kwestia jednoznaczna. Jeżeli w ostateczności chcielibyśmy ocenić kwestię ukraińską z punktu widzenia naszej racji stanu – także nie możemy bezwarunkowo i z wyprzedzeniem popierać Ukraińców, ponieważ doszło tam do zbrodni ludobójstwa na ludności rosyjskojęzycznej – CO MUSI BYĆ WYJAŚNIONE. Poza tym mamy różne interesy i niewyrównany rachunek krzywd historycznych, które bardzo bolą znaczną część naszego społeczeństwa. Naprawdę pomimo haniebnej uchwały o „znamionach ludobójstwa” większość Polaków myśli zupełnie inaczej o pamiętnych wydarzeniach na Wołyniu i nie tylko.

Reasumując – czy to się rządowi w Polsce podoba czy nie, ten musi się pogodzić z tym, że nie wszyscy Polacy są rusofobami i nie wszyscy Polacy będą skakać w rytm haniebnych i ksenofobicznych banderowskich przyśpiewek. Polityka kreowania wrogości wobec Rosji i popierania reżimu, który ogniem moździerzy, bombami lotniczymi i pociskami artyleryjskimi strzela do kobiet, albo pozwala na ludobójstwo poprzez spalenie żywcem – skończy się dla nas wszystkich co najmniej smutną barierą izolacji ze wschodem. Nie jest to kwestia polityki tego rządu, po partactwie wschodnim – można przypuszczać w stopniu graniczącym z pewnością, że założenie innego scenariusza niż reprezentowany w jego wykonaniu po prostu nie jest możliwe.

Rosyjskie tłumaczenie tekstu [tutaj]

5 myśli na temat “Problem lojalności państwowej w kontekście postaw względem konfliktu na Ukrainie

  • 10 czerwca 2014 o 08:49
    Permalink

    gdyby polska rządzili patrioci na pewno tak byśmy nie wyglądali po 25latach. gdzie są duże polskie firmy? gdzie są nasze emerytury w OFE? dlaczego nasze dzieci masowo uciekają za granicę? dlaczego od 25 lat “nasi chłopcy” uczestniczą poza polską w krwawych wojnach zwanych z okrutną ironią misjami pokojowymi prowadzonymi dla kaprysu przez międzynarodowych szulerów
    dlaczego szkolimy międzynarodowych bandytów z Ukrainy? dlaczego był w Polsce obóz koncentracyjny dla arabskich patriotów. Dlaczego Banana każe nam się zbroić do wojny z Rosją i umierać za kartele zbrojeniowe w USA.
    Po 25 latach pseudodyktaury agenturalnej jesteśmy zrujnowaną wymierającą kolonią ze zdemoralizowaną populacją, która wolność od szaleństw obcych nam zaborców postrzega w kategorii szaleństwa.NIEWOLA TO WOLNOŚĆ.orwel by się uśmiał.

    Odpowiedz
  • 10 czerwca 2014 o 11:23
    Permalink

    Problemem jest brak pomysłu – co z tym bajzlem jakie nam stworzyła Solidarnośc zrobić…
    Z długów nie wyleziemy do końca świata i jeden dzień dłużej, z wszystkimi sąsiadami w zasadzie mamy na pieńku…

    Casus JKM jest znamienny – cenię go jako felietonistę, mniej jako polityka… Ale potrafi bardzo celnie odwrócić kota ogonem i ujmować problemy z niespodziewanej strony – co często jest szokiem dla istniejącej “klasy politycznej”…

    Warto czasem czytać – polecam np stary tekst z początku grudnia 2013
    http://sophico21.blogspot.com/2013/12/brunatny-madan-i-szeroki-alians.html

    Odpowiedz
  • 10 czerwca 2014 o 18:30
    Permalink

    Nie jest to nawiązanie do artykułu jednak uważam, że warto zwrócić uwagę na artykuł publicystki Zofii Bąbczyńskiej Jelonek “Perełki intelektualne Adama Michnika” jest w Głosie Rosji, kto chce to znajdzie. Jest to komentarz wywiadu, jakiego udzielił największy intelekt Europy “Die Welt”. Moim zdaniem ten artykuł to właśnie perełka.

    Odpowiedz
    • 10 czerwca 2014 o 22:40
      Permalink

      Czytałem – diamencik nawet a nie zwykła perełka!
      🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.