Premier się wypowiedział, my go wysłuchaliśmy, ale coś nam grozi

Doświadczyliśmy prawie zupełnie niemającego znaczenia przemówienia, wręcz oderwanego od podstawowych problemów społeczeństwa. Premier mówił dużo, ale treści w tym nie było prawie w ogóle, premier mówił głównie o rzeczach, które się same dzieją, – bo wynikają z reagowania rządu i jego administracji na wyzwania codzienności.

Premier wyłączył ze swojego przemówienia część dotyczącą strategii europejskiej, w tym dywagację na temat obiecywanych 300 mld zł z funduszy unijnych na nową perspektywę finansową. Wielka szkoda, albowiem to jest właśnie najistotniejsze a nie opowiadanie bajek o tym ile państwowych firm, na co przeznaczy pieniądze. Fragment o planowaniu inwestycji w rozwój poszczególnych bloków energetycznych brzmiał jak za czasów najlepszego gierka. Szkoda, że pan premier nie wymienił mocy poszczególnych bloków i typów turbin, jakie mają być zainstalowane!

Cieszy jednakże fakt, że premier zamierza przygotować państwo do kryzysu poprzez spięcie wszystkich sił i środków, jakimi dysponuje państwo. To mądry kierunek polityki, za co należą mu się wyrazy uznania. Zważywszy na projekty rozwoju przemysłu obronnego i inne obietnice premiera – warto się realizacji tych zapowiedzi bliżej przyjrzeć. Same liczby nie są wirtualne, albowiem wynikają one z bilansów największych spółek Skarbu Państwa. Dlatego też to się uda, ale jak zaznaczono powyżej – nie jest to nic nadzwyczajnego, ponad to, co by się działo samo.

Dobrze, że premier uświadamia sobie problem dziury w dostępie do funduszy unijnych pomiędzy dwiema perspektywami finansowymi, – ale co w związku z tym zamierza dać samorządom? Doskonale, że będą jakieś pieniądze na drogi i kolej – premier wymienił kilka przykładów dróg ekspresowych, co spotkało się z oklaskami parlamentarzystów, jednakże zadajmy poważnie pytanie, – co z polityką miejską państwa? Co z prawdziwymi pieniędzmi dla największych miast? Czy będziemy czekać na pieniądze z polityki regionalnej? Nikt nie zauważa jak jest dramatycznie?

Szkoda, że pan premier nie powiedział nic o opodatkowaniu najbogatszych – sięgnięciu do głębokich kieszeni. Chociaż tyle mówił o bezpieczeństwie, w tym bezpieczeństwie polskiej rodziny i bezpieczeństwie polskich dzieci. Hasło – rewolucja na rzecz dzietności przedstawiona w krótkim zarysie nie wytrzymuje nawet problematyki podwyżki VAT-u na ubranka dla dzieci. Samo przedłużenie urlopu macierzyńskiego do roku to prawdopodobnie nie jest właściwy kierunek, albowiem to w praktyce wyklucza kobiety z rynku pracy na jeszcze dłużej niż dotychczas. Jak w tym kontekście wygląda szefowa Yahoo, która po dwóch tygodniach po porodzie wraca do pracy? Długie urlopy macierzyńskie czy też – macierzyńskie to błąd w polityce prorodzinnej. To nie jest postulat pro-feministyczny, albowiem w praktyce jeszcze bardziej spowoduje wykluczenie kobiet z rynku pracy. Zamiast takich rozwiązań lepiej opodatkować bogatych i zafundować darmowe żłobki i przedszkola – dla każdego. W takim modelu można mówić o stygmatyzacji ciąży, zgodzi się z tym każdy przedsiębiorca, który widząc brzuch u pracownicy będzie wiedział, że właśnie traci ją na rok.

Premier wspomniał także o koncepcji „ozusowienia” tzw. śmieciówek, stwierdził, że czas kryzysu to nie jest czas na podrażanie kosztów pracy. Jednakże jego deklaracje w tym kontekście były najdelikatniej mówiąc poza systemowe, albowiem mówił coś o ludziach zarabiających do 5000 zł rocznie, definiując tą grupę, jako najsłabszą i sprzeciwiał się nawet presji związków zawodowych na rzecz wprowadzenia danin publicznych. A zaraz potem mówił o 5 mln ludzi, którzy płacą składki inne niż wynikające z ich dochodów, w stosunku do tej grupy premier chce odbudować elementarną sprawiedliwość a nieliczna, ale wpływowa grupa ludzi zamożnych dzięki unikaniu składkowania – pasożytuje na społeczeństwie. Warto byłoby żeby się na coś zdecydował. Bo w końcu nie wiadomo, czy wprowadzi to „szusowanie”, czy nie? Grożenie palcem tym, którzy nadużywają niedoskonałego prawa to jakiś żart? Niby służby państwowe mają likwidować luki – ścigając bogatych? Coś niesamowitego.

Reszty w zasadzie nawet nie da się skomentować, albowiem to niestety tylko frazesy i sprawy drugiego rzędu. Nie było w tym przemówieniu prawdziwej i trudnej siłą rzeczy polityki. Premier nawet sam przyznał, że jego działaniom brakuje „wielkiej romantycznej wizji”, woli cele małe i marzenia przyziemne, które mają zwykli Polacy – robotnik, kucharka, czy też on – nie marzą przecież o wielkich wojnach, mesjanizmie, składaniu ofiar, nie chcą niczego światu na siłę udowadniać. Wizja premiera składa się z małych codziennych marzeń, a każdy następny dzień ma być próbą odbudowy wiary i nadziei. Premier wierzy, że z małych marzeń tworzy się największa i najwspanialsza idea. Wedle premiera my od lat ścigamy się z historią, ścigamy się z czasem, bo historia rzadko, kiedy dawała nam tyle czasu, co teraz. Premier delikatnie przypomniał o zagrożeniu wojennym, – jako o szpetnym obliczu historii, które może się w naszej części Europy nagle przypomnieć, dlatego musimy być na to gotowi.

Jeżeli zatem premier zgadza się, bo przecież to sam powiedział, że Polsce – w dającej się ogarnąć obecną percepcją perspektywie – może coś grozić i powinniśmy być na to gotowi, to znaczy, że znacząco podbił stawkę naszej polityki wewnętrznej. Zwracanie się o wotum zaufania w celu de facto przygotowania ojczyzny do tradycyjnie grożącej jej zagrożeń oznacza coś nadzwyczajnego i dotychczas nieobecnego w naszej polityce. Polska od dzisiaj od tego przemówienia urzędującego premiera – ma nowy paradygmat rozwoju, przygotowujemy się na znane historyczne zagrożenie wojenne. Wróg może jeszcze nie jest określony, może jeszcze nie stoi u bram, ale zgodnie z tym, co powiedział pan premier, – jako koncepcja zagrożenia – jest jak najbardziej realny. Można to traktować w sensie statystycznym, że po tylu latach pokoju w końcu coś się musi przydarzyć w tej części Europy, jednakże o wiele prawdopodobniejsze jest to, że premier coś już wie dzięki dostępowi do tajnej dyplomacji zachodu, w którego scenariuszach narysowano jakiś konflikt militarny z Polską w tle.

Co to wszystko w praktyce oznacza? Rząd nie będzie biernie przyglądał się kryzysowi, zmobilizuje to, co może, – jak można się domyślić nieco naciągając księgowość spółek Skarbu Państwa, ale jakieś pieniądze na inwestycje się pojawią. I bardzo dobrze, może nowa forma scentralizowanego zarządzania „frontami inwestycyjnymi” spowoduje wyższą efektywność sfery publicznej? Zobaczymy, jednakże nie ma, za co premiera oklaskiwać. Równolegle premier oddalił dyskusje zasadniczą dotyczącą kwestii polskiej polityki europejskiej, ma to nastąpić w osobnym wystąpieniu, można się z tym zgodzić, ale z jednej strony – dzisiaj domagał się wotum zaufania bez przedstawienia tego jakże fundamentalnego komponentu polityki polskiej w ogóle! Tak jak nie da się budować domu bez fundamentu, tak też nie można ubiegać się o wotum zaufania bez mówienia o prawdziwej polityce, którą w naszym wymiarze jest to jak się zamierzamy zachowywać na forum unijnym. No, ale tak właśnie nasz premier postąpił. Można mu tylko gratulować sprytu, może nie wszyscy się zorientują, ze kwestie strategiczne mistrzowsko zastąpił wyliczaniem bloków energetycznych i kolejnych tras szybkiego ruchu. W kontekście polityki prorodzinnej – strzał w stopę, pełne wyparcie kobiet z rynku pracy, które co prawda będą mogły przez rok być z dzieckiem w domu, ale de facto będzie to oznaczało klęskę dla zatrudniających je przedsiębiorców. Skutki mogą być odwrotne od zamierzonych, gdyż doprowadzą do wyłączenia znacznej ilości kobiet z rynku pracy i ograniczenia ich szans zawodowych. No, ale coś za coś, rząd określił tak priorytet, trudno. Można tylko gratulować kobietom na pewnych i stałych etatach w budżetówce, oto właśnie wygrały na koszt innych kobiet – płacących podatki a niemające przywilejów – kolejne pól roku poborów. Szkoda, że premier nie powiedział nic o podatkach, widać przez to po czyjej stronie w kwestii polityki społecznej stoi. Natomiast przypomnienie możliwości zagrożenia, choć realne – ma służyć, jako zwykły straszak i mobilizator publiczności. Jeżeli rzeczywiście uważa, że historia może wrócić na własne tory i ponownie pokazać nam swoje okrutne oblicze – to powinien zaproponować coś, co antycypuje zagrożenie ponownej utraty niepodległości i szlachtowania narodu przez sąsiadów – np. program budowy broni masowego rażenia i środków jej przenoszenia. W ten sposób faktycznie byłoby to przemówienie mające istotny wymiar polityczny – gdzie premier nakreśla politykę, sygnalizuje zagrożenie i zarazem wskazuje sposób na jego antycypowanie. Wówczas warto byłoby popierać ten rząd, nawet, jeżeli podniósłby VAT do 75%! No a tak, to jest jak jest i będzie jak będzie – ten premier, naprawdę nie jest wizjonerem. Kończy się czas małych ludzi, liczących na to, że się prześlizną. To dotyczy także premiera, a w zasadzie całej klasy politycznej.

2 thoughts on “Premier się wypowiedział, my go wysłuchaliśmy, ale coś nam grozi

  • 13 października 2012 o 06:11
    Permalink

    Ja jednak wolę konkrety. Moce turbin, typy, parametry – OK. Jak Za Gierka. Rządzili technokraci i do dziś “prywatyzujemy” ich (NASZ) dorobek. Reszta to woda z mózgu dla ignorantów.

    Odpowiedz
  • 14 października 2012 o 11:07
    Permalink

    Gratuluję POWŚCIĄGLIWEGO komentarza wystąpienia Premiera.
    Przemówił i dostał wotum zaufania!
    Pozostało mu jeszcze zaśpiewać, a na koniec, na tzw. Millerowską “czarną godzinę” – to nawet zatańczyć.
    W końcu NARÓD naoglądawszy się przeróżnych telewizyjnych “tańców z szablami na lodzie”, wysoko zawiesił poprzeczkę robienia PR-aru swoim celebrytom.
    A Premier też do nich należy, co jest oczywistą oczywistością.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.