Premier mógł powołać na funkcje ministrów konie!

Oceniając subiektywnie dokonaną rekonstrukcję rządu, można pokusić się o stwierdzenie, że najlepszą opcją byłaby likwidacja tego rządu. Przecież obecnie nie ma w nim ani jednego, proszę państwa – w ogóle nie ma w nim – żadnego polityka, poza oczywiście panem Tuskiem.

Nawet sama super-minister rozwoju regionalnego pani Elżbieta Bieńkowska, mówi o sobie, że nie jest politykiem! Nazywa się technokratką!

O po pisowskim spadku nawet nie ma co mówić, nie ma żadnego zaplecza politycznego, co więcej nie ma żadnego potencjału politycznego – wszystko co może, to totalna wierność premierowi.

Jeżeli mieliśmy jakiekolwiek nadzieje na to, że premier zdecyduje się na jakieś poważniejsze zagrania polityczne to byliśmy – przyznajmy to naiwni jak dzieci we mgle. To przerażające, ale ten człowiek naprawdę jest jedynowładcą w Polsce, nie ma konkurencji i na konkurencję sobie nie pozwoli.

Przecież zamiast tych ludzi mógłby jak rzymski Cesarz Kaligula, który mianował Incitatusa senatorem – także mianować konie na funkcje ministrów i w praktyce nie byłoby żadnej różnicy, może poza ministerstwem sportu, które w sposób naturalny ukierunkowałoby się na rozwój sportów konnych. Chociaż znając nasz bałagan, akurat tam w ministerstwie sportu dostali by psa, albo kota – no bo wiadomo oszczędności. Oczywiście współczesna Polska to nie Rzym, a godność ministra w rządzie w Polsce to nic przy godności rzymskiego senatora, ale mimo wszystko można o tym pomyśleć.

No chyba, że chcielibyśmy być nowocześniejsi – pan premier mógłby mianować koniki na biegunach, ze sterowaniem elektronicznym! Z pewnością takie byłyby bezpieczniejsze, bo żywe konie mogłyby z czasem mieć własne zdanie w jakichś sprawach, a koniki na biegunach napędzane elektrycznie działałyby tylko wtedy, kiedy miałyby włączony prąd, a jak wiadomo prąd za kilka lat w naszym kraju będzie towarem deficytowym, bo rząd nie jest w stanie podjąć decyzji o kierunku rozwoju i modernizacji systemu energetycznego, więc wszystko by się doskonale zgadzało. Premier mógłby być jedynowładcą i mógłby sam rządzić, ewentualnie z pomocą pana Grasia, zdecydowanie tenże „polityk” może zrobić karierę przy takim premierze – panowie by sobie pojeździli na konikach na biegunach – super sprawa!

Próbując wyjaśnić w sposób logiczny wstręt Donalda Tuska do otaczania się na stanowiskach decyzyjnych politykami – można tłumaczyć jego lękiem przed kolejnymi kompromitacjami, popsuciem spraw i zawaleniem działów administracji. Jeżeli to lęk motywuje pana premiera do uciekania przed politykami i pcha go w stronę technokratów, celebrytów i urzędników – to znaczy się, że premier ma zdrowy rozsądek i jednak wie co robi. Po prostu nasz przywódca boi się, że ktoś mu „popsuje” kraj, swoją klasyczną nieudolnością, bylejakością i no co tu się bać słowa – głupotą.

Konie natomiast uspokajają! Konie są piękne i mądre, nawet służą do trenowania biznesmenów-liderów, albowiem zdobycie zaufania konia i umiejętność współdziałania z nim w zespole jest jedną z nadzwyczajnych umiejętności nadzwyczajnie użytecznych w dalszej karierze w biznesie. Dlatego też, można życzyć odwagi panu premierowi – zamiast mianować nic nie znaczące osoby i mimo wszystko liczyć się z krytyką, ewentualnie że jednak coś popsują – niech się zupełnie na luzie przestawi na konie! W ostateczności, żeby przekonać pana premiera – mogą być to konie do gry w Polo, dzięki czemu mógłby nauczyć się nowej dystyngowanej gry! To naprawdę może być super sprawa, no i wieczorem ten zapach stajni…

Oczywiście przy naszym pechu, okazałoby się że w koniach siedzą sprytni kabareciarze, albo byli SB-cy i jak tylko premier sobie pójdzie to zrzucają stroje końskie i zaczynają wyśmiewać rząd albo co gorsza handlować walutą!

Niestety jaki kraj, taki premier, a jaki premier tacy ministrowie, no a jacy ministrowie i premier – taki rząd, no a jaki rząd taki kraj. Cieszmy się, że ministrami nie zostali nastolatkowie z doświadczeniem w samorządzie szkolnym w klikaniu na portalach społecznościowych. Więc naprawdę mogło być nawet od Koni gorzej…

Ps. Jak twierdzi pewien prawie szeregowy członek PO proszący o zachowanie anonimowości, co mu redakcja obiecała ze względu na osobistą znajomość – większość członków tej partii łatwiej przełknęłaby nawet konie na biegunach niż „spadochroniarkę z PIS-u”. Podobno jeżeli ktoś raz zdradził, nawet odrzucony – już nigdy nie będzie wart zaufania.

One thought on “Premier mógł powołać na funkcje ministrów konie!

  • 21 listopada 2013 o 12:54
    Permalink

    Ważnym jest sposób zmiany, a sprowadza sie do tego , ażeby “tak zmieniać”, aby nie zmienić nic.Taka tam, gra pozorów.Gdyby to były zmiany poważne, to należałoby zacząć od spraw zagranicznych, czy ‘ten’ minister jest nie do “ruszenia”? I z uwagi na kogo?

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.