Polityka

Premier idzie na wojnę ze związkami? Związki idą na wojnę z premierem?

 Stało się! Związkowcy wyszli z obrad Komisji Trójstronnej, co więcej przewodniczący najpotężniejszego w kraju związku zawodowego publicznie obraził premiera, poza tym stwierdził że nie da się rozmawiać z premierem. Na to premier powiedział że pan przewodniczący nadużywa języka nienawiści, czy coś w tym rodzaju i jego deklaracje nie służą dialogowi, a jego rolą jako premiera jest bronić Polaków przed działaniami takich ludzi jak właśnie pan przewodniczący – czyli przez demonstracjami mającymi stanowić publiczną eksplozję nienawiści i niezadowolenia.

W sumie żałośnie się stało, ponieważ panowie nie rozmawiając ze sobą uznali, że nie są w stanie lub nie mają o czym ze sobą rozmawiać, co jest jeszcze bardziej żałosne niż mogłoby być śmieszne. Bo to podobno dorośli ludzie są na odpowiedzialnych stanowiskach, jednakże niestety – nie są w stanie w sposób banalny siedząc przy jednym stole najnormalniej w świecie ustalić przynajmniej protokołu rozbieżności.

Rozumiejąc emocjonalne i pryncypialne nastawienie stron, trzeba jednak pamiętać, że tu nie chodzi o „show” w znaczeniu – sparaliżujemy sobie pogrążoną w remontach Warszawę, podpalimy kilka wozów wiadomej stacji a potem zjemy kiełbasę i wyciągniemy flaszki! Czasy takich naiwnych demonstracji się już dawno skończyły. Dzisiaj demonstracja w Warszawie – zwłaszcza jeżeli byłaby wsparta strajkiem generalnym to silny cios w rząd i całą jego politykę mający na celu doprowadzenie do pogorszenia jego notowań w opinii publicznej poprzez wyraźne danie znaku, że rząd rządzi tak źle, że doprowadził do wielkiego społecznego buntu.

Zaznaczmy wyraźnie – nie jest i nie może być zarzutem to, że związki zawodowe i związane z nimi organizacje społeczne i polityczne chcą połączyć skorzystanie z prawa do strajku z prawem do publicznego demonstrowania. To naprawdę normalna sprawa i nie można się dziwić związkowcom, że chcą doprowadzić do tego, żeby w sposób zorganizowany przemówiła ulica. Rząd nie może czynić stronie społecznej z tego powodu żadnych wyrzutów. To normalne wydarzenie, po prostu strajk i protest, jednakże my od takich wydarzeń już odwykliśmy.

Być może dlatego właśnie kwestia zapowiadanego strajku generalnego zaczyna wykraczać poza nasz zwyczajny obyczaj publiczny, w którym już dawno nie była obecna relacja z powszechnych akcji strajkowych. Zresztą sama struktura naszej gospodarki zmieniła się na tyle, że broń strajkowa nie jest już tak groźna jak była kiedyś. Współcześnie mamy całe kategorie pracowników pozbawionych jakiejkolwiek ochrony związkowej, którzy nie mają najmniejszych szans nawet pomyśleć o strajku, ponieważ pracują w „nowoczesnych” i „elastycznych” formach zatrudnienia w których nie ma takiej opcji jak prawa pracowników do czegokolwiek. Poza tym są branże, gdzie w ogóle nie wpuszczono związków zawodowych do zakładów pracy. Dodatkowo jeszcze zmienił się społeczny odbiór działalności związkowej, sporą rolę miały tu kłamstwa elity i łgarstwo mediów – przedstawiających nieprawdę o działalności związków lub lansujących kwestie nie mające znaczenia dla istoty ich działalności jak – zarobki przewodniczącego.

Jeżeli czeka nas eskalacja społecznego niezadowolenia, to nie powinna się ona wpisywać w narodowe podziały, ponieważ to będzie nie tylko zdrada ideałów związkowych ale przede wszystkim zajmowanie się zagadnieniami politycznymi, na co związki nie mają społecznej licencji. Nie wiadomo czy związkowcom uda się uniknąć tego błędu, gdyż pokusa pójścia na rękę nowemu rozgrywającemu, który czyha już na przejęcie władzy może być zbyt duża. Tutaj bowiem jest cała istota sprawy – związek zawodowy ma być opozycyjnie nastawiony wobec każdej władzy, jeżeli dojdzie do sytuacji, w której związek zawodowy lub związki udzielają poparcia opozycji w celu zdobycia władzy – wówczas automatycznie związki przejmują część odpowiedzialności za rządzenie – nawet jeżeli zostaną chamsko odepchnięte od żłobu, ponieważ tak się po prostu z nimi postępuje. Stąd też taka kwestia, że nie można dać się w sposób prymitywny wykorzystać do realizacji czyichś celów politycznych. Ponieważ owszem odwołanie tego rządu – jako symbolu całego zła może stanowić cel związku zawodowego, jednakże odwołanie tego rządu nie oznacza, że kolejny rząd będzie lepszy i należy go już przed uformowaniem popierać.

Niestety zapowiada się taki scenariusz, w którym wszyscy hurtem będą chcieli wyszarpać swój kawałek zasług u nowego lidera, zanim tenże wejdzie na tron, straci na tym Polska, stracą na tym związki zawodowe, stracą na tym ludzie żyjący ze świadczenia pracy. Jest bowiem oczywistym, że żaden nowy rząd nie zmieni polityki o 180 stopni od razu w zakresie roszczeń płacowych, może co najwyżej dokonać fasadowych zmian rzeczy o kluczowym znaczeniu politycznym. Nic ponadto, ponieważ nie da się odkłamać istniejących trendów demograficznych i zasypać popiołem dziury w budżecie. No chyba że zaakceptujemy VAT 25% i stawkę podatkową podstawową 25% cięcie ulg, i inne?

One Comment

  1. Związki w Polsce już się nie liczą, więc i z nimi nikt na poważnie nie będzie się liczył.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.