Historia

Prawicowe przebudzenie 2015?

 To co się wydarzyło ostatnio w Sejmie jest bardzo symptomatyczne, to efekt całego długiego splotu wydarzeń i samo napędzających się faktów zapoczątkowanych przez działalność polityczną ludzi pokroju pana Romana Giertycha i nieco wcześniej środowisk skupionych wokół „reaktywowanego” Zjednoczenia Chrześcijańsko Narodowego. Prawica, która nie zaakceptowała części kompromisu Okrągłego stołu – postawiła się ponad „układem” założycielskim III RP, przyznając sobie prawo do kontestowania rzeczywistości w imię własnego rozumienia patriotyzmu, Polski, polskości a jak się okazało z czasem nawet chrześcijaństwa w wydaniu tzw. polskiego katolicyzmu.

Z czasem całe towarzystwo ewoluowało, momentem przełomowym było zapewnienie warunków bytowych przez etaty w Instytucie Pamięci Narodowej, gdzie przeważnie historycy mogli stworzyć swój własny świat – umożliwiający sycenie się na martwym truchle upadłego wroga w postaci archiwum dawnego państwa. Do potrzeby napełniania żołądków, co miesiąc dodano nową ideologię – mężów opatrznościowych, którzy mieli niestety zaszczyt rządzić naszym krajem przez pewien czas. Na to wszystko nałożyło się sporo kłamstw, niedomówień, przeinaczeń, a także zwykłe prawo do popełniania błędów, niedopowiadania i stronniczego interpretowania faktów. Całość wzmocniona około smoleńskim mitem stanowi już okopany i niewzruszalny balast na naszej demokracji, albowiem dzięki wyjątkowo podle dobieranej retoryce – sięga swoimi kłamliwymi jęzorami do różnych grup społecznych, nurtów i ideologii, które w państwie demokratycznym mają szansę wytworzyć własne przedstawicielstwa, ale nie u nas – my mieliśmy tylko 23 lata.

Idea narodowa w Polsce musi ogniskować się wokoło myśli Romana Dmowskiego lub w jakiś sposób z nimi korespondować, albowiem z dotychczasowych synów miłujących swoją ojczyznę i polskość – tenże wyrażał się prawdopodobnie najbardziej jednoznacznie i dobitnie, nie pozostawiając marginesu na niedorozumienia, nadinterpretacje lub dowolność. Nie ma nic złego w propagowaniu jego idei, tak długo jak nie wpada się przy tym w ksenofobię lub inne skrajności, od których Dmowski – doskonale rozumiejący złożoność sprawy polskiej był w istocie jak najdalszy.

Współcześni odwołujący się do myśli tego wielkiego polskiego patrioty i niezapomnianego obrońcy sprawy polskiej w Wersalu – niestety mają często złe intencje, mianowicie ograniczają się w swoim rozumieniu spraw polskich i Polski do nieszczęsnego kontekstu historycznego, który tak jak miniona wojna – psuje zawsze generałów – negatywnie oddziałuje na zdolność do pragmatycznej oceny rzeczywistości, nie mówiąc nawet o budowaniu scenariuszy dla przyszłości. Od razu zaznaczmy – absolutnie nie jest tak, że nie należy się na historii uczyć. Jednakże nie można na podstawie przeszłości determinować spojrzenia na teraźniejszość i przenosić prostych analogii w przyszłość, albowiem nawet w kwestiach geostrategicznego pojmowania naszego sąsiedztwa państwowego – nic już nie jest takie samo jak było w czasach, gdy Dmowski formułował swoje myśli. Innymi słowy – owszem są analogie generalne, ale nie można nimi determinować szczegółów, a niestety przyszłość tkwi w rozgrywaniu szczegółów.

Przykładowo – w naszej historiografii w ogóle nie podnosi się faktu, że niemiecki atak na Polskę we wrześniu 1939 roku był – strategiczną koniecznością Niemiec. Uwaga – odłóżmy na chwilę narodową traumę, a popatrzmy na sprawy z perspektywy ośrodka niezależnego lub nawet samych Niemiec. Przecież, jeżeli wówczas nie zaatakowaliby Polski, to ta prawie ze 100% pewnością „wbiłaby” im nóż w plecy – w razie ewentualnego konfliktu z Francją. Ponieważ nadarzyła się wyjątkowa okazja zawarcia taktycznego sojuszu z ZSRR, który rozwiązał kwestię polską i spowodował absolutny paraliż zachodu – to, dlaczego mieli z niej nie skorzystać? Warto te kwestie rozważyć w ten sposób i poszukać przyczyn wrześniowej klęski w głupocie przedwojennej polskiej polityki zagranicznej, która najdelikatniej mówiąc – po prostu śmierdzi od momentu śmierci Marszałka – serwilizmem elit względem ich zachodnich mocodawców. Niestety nie ma wystarczających źródeł umożliwiających zbadanie, – kto był zdrajcą, a kto agentem wpływu i których zachodnich służb – a docelowo wykazanie, w wyniku jakich procesów i działań naszych ludzi prowadziliśmy taką a nie inną politykę zagraniczną, skazując się na nie tylko marne, ale przede wszystkim pozorne sojusze i nieuchronną klęskę. Nie mówimy tutaj o zdradzie narodowej, ale o szacowaniu potencjalnych strat i korzyści. Nasze ówczesne elity było stać tylko na ucieczkę przez Zaleszczyki – nic więcej, ewentualnie dalsze błędy z poruczenia londyńskich pseudo-elit – będących na paseczku brytyjskiego imperium, które wiemy jak je w ostateczności potraktowało i dlaczego ten sposób traktowania był gorszy od tego jak dżentelmeni brytyjscy zwykli traktować nawet cudzoziemskie prostytutki.

Mając doświadczenie Września, okupacji, Powstań („żydowskiego” i „polskiego”), a także przejmowania władzy przez PKWN oraz likwidacji Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie – powinniśmy nieco bardziej pragmatycznie podchodzić do historii odnoszonej przez analogię na czasy współczesne. Powinni to umieć robić zwłaszcza ci, którzy jak twierdzą – sprawy narodowe uważają za zasadnicze i najważniejsze.

Potrzebujemy reform, zmian, przekształceń – umożliwiających naszemu krajowi nawiązywanie partnerskiego dialogu z innymi krajami, do których rodziny aplikuje! Nie możemy zamykać się w niby-nie wiadomo-jakim rozumieniu procesów, na które nie mamy wpływu i nie potrafimy brać w nich udziału, ze względu na samo nałożone na siebie ograniczenia.

Niech polski nacjonalizm będzie nacjonalizmem nowoczesnym, otwartym na globalizm, a przede wszystkim na zobowiązania polski wynikające z uczestnictwa w Unii Europejskiej (czytaj – sojuszu z Niemcami). Być może to właśnie nacjonalizm jest elementem, którego nasza scena polityczna potrzebuje do dopełnienia troski o sprawy państwowe? Jednakże nie może być przyzwolenia na rozumienie spraw polskich poprzez próbę monopolizacji prawa do patriotyzmu przez grupkę ludzi zestawiających krzyż z flagą narodową, tylko dlatego bo tak im się wydaje, że tak powinno być. Współczesny nacjonalizm to nie może być tylko walka o krzyż i flagę, czy też narzucanie ludziom, z kim mogą spać a z kim nie powinni!

Zupełnie nadzwyczajnie niezrozumiałą jest próba włączenia w nurty tworzące współczesny polski instytucjonalny nacjonalizm tzw. kibiców – uznając ich za środowisko jednorodne – młodych polskich patriotów. Po pierwsze – nie odmawiając nikomu patriotyzmu zapytajmy – ilu z nich było w polskim wojsku, a w raz z nim w Iraku, Afganistanie, Bośni? Po drugie – odróżnijmy uwielbienie dla subkultury sportowej od patriotyzmu, bo to są dwie odrębne sprawy – subkultura wielu z tym ludzi zastępuje państwo a nawet stanowi substytut dla wspólnoty narodowej. Oczywiście mianownikiem równania jest tutaj zdolność do percepcji i poczucia odrębności wspólnoty narodowej. Po trzecie w końcu – odróżnijmy ludzi honoru, którymi są prawdziwi polscy patrioci od szumowin i złodziei. Dopiero na takiej podstawie można próbować filtrować nawet środowisko tzw. kibiców w celu przekształcenia jego części w środowiska motywowane patriotycznie – zdolne do wygenerowania własnych myślących państwowo elit i myślenia „włączającego” swoje środowiska w całość spraw i zjawisk państwowych.

Obecnie, gdy nawet pan Roman Giertych odżegnuje się od związanych z nim w jakimś stopniu wcześniej środowisk współczesnej prawicowej prawicy – warto zastanowić się nad takim ustawieniem prawa w kraju, żeby uniemożliwić środowiskom prymitywnym – wykorzystanie potencjału współczesnego polskiego nacjonalizmu do swoich partykularnych i niemających z dobrem Narodu i państwa celów. Jeżeli nie będzie innego wyjścia – trzeba sądownie bronić demokracji, ale zważając na to, żeby nie doprowadzić do tworzenia się „męczenników” i kolejnych mitów męczeństwa, albowiem stąd już tylko krok do cierpiętniczego ekstremizmu.

Niezwykle trudno jest uleczyć się samemu, jeżeli prawie połowa własnego ciała gnije, niestety w takiej sytuacji znajduje się współczesna Polska. W wyborach 2015 roku może się okazać, że narodowe przebudzenie i instytucjonalizacja środowisk narodowych będzie języczkiem u wagi. Co to może oznaczać dla kraju? To zależy od stopnia wykorzystania często szczerych i słusznych intencji tych ludzi przez ich politycznych liderów, wśród których nie brakuje uwodzicieli.

Mówiąc dobitnie – wrogami Polski i polskości nie są „homosie”, „lemingi” lub inny łatwy do zidentyfikowania niby-wróg, tylko zupełnie inni ludzie reprezentujący zupełnie inne podmioty, procesy i dążenia. Cały wysiłek elit współczesnego państwa, przynajmniej tych, które uważają się za porządnych ludzi – musi się skupić na uświadomieniu rodzącym się środowiskom narodowym, co jest właściwym celem i jak należy pojmować współczesny patriotyzm.

One Comment

  1. “Obserwator Polityczny” jest niestety zbyt niszowy, żeby zarządził ogólnonarodową pobudkę.
    Pobudkę dla trzeźwo myślących i stąpających po ziemi.
    Tej ziemi …
    Nawet jak ją zarządzi, to czy będzie skuteczna?

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.