Polityka

Prawdopodobna motywacja Jarosława Kaczyńskiego

 Polska nie ma szczęścia do ludzi wielkich, jeszcze mniejsze do ludzi z wizją – ostatnimi z takich pod względem gospodarczym to chyba byli Eugeniusz Kwiatkowski, Władysław Grabski i Stefan Starzyński, potem już nikt. Zadziwiające jest to, że ostatnim wielkim liderem politycznym mającym jakąś szerszą wizję to tragicznie zmarły generał Władysław Sikorski. Potem niestety nic już do dnia dzisiejszego nadzwyczajnego się nie wydarzyło, nie pojawił się żaden mąż opatrznościowy – nawet najlepszy kandydat do roli wielkiego Polaka Lech Wałęsa – po prostu intelektualnie nie obejmował całości spraw i pozwolił się naiwnie wymanewrować z podejmowania decyzji, wtedy, kiedy kraj potrzebował najbardziej reform. Natomiast Karola Wojtyły – niestety nie można stawiać za wzór narodowego wizjonerstwa, albowiem był on postacią uniwersalną, ponad narodową – nie mieści się w żadnych narodowych rozważaniach, jest ponad tym, ale nie w środku – gdyż większą część swojego życia związał z inną organizacją niż Polska.

Brak ludzi wielkich powoduje, że kraj rozwija się bez wizji – nie ma wielkiego master planu mówiącego, dokąd zmierzamy, co chcemy osiągnąć. Zarządzamy państwem – stopniowo ewoluując z rzeczywistością, bez podejmowania najpoważniejszych wyzwań. Na tle marazmu i w istocie maleńkości pojawił się polityk, który przedstawił jakąś całościową wizję kraju – nową, jakość – włącznie z Konstytucją. To oczywiście Jarosław Kaczyński, o którym można wiele złego powiedzieć, jednakże nie można mu odmówić pewnej całościowej wizji – oczywiście, czym innym jest jej merytoryczna ocena, która z powodów pragmatycznych musi być zdecydowanie negatywna. Po prostu czas myślenia kategoriami tysięcy ton produkcji cementu i strzeżenia granic już dawno minął, dzisiaj liczy się zwycięstwo w wyścigu w ludzkiej percepcji – w kraju i na scenie międzynarodowej. Tego pan Kaczyński zupełnie nie bierze pod uwagę, niestety nie da się budować państwa w XXI wieku – myśląc kategoriami wieku XIX tego.

Niestety na dramat tego potencjalnie wielkiego polityka, albowiem podkreślmy, jako jeden z niewielu jest wyrazicielem jakiejś całościowej wizji o państwie – składa się cały szereg okoliczności i faktów, z których na czoło wysuwa się dramat katastrofy smoleńskiej. W dramacie tym, pan Kaczyński stracił najbliższą rodzinę, co samo w sobie jest okolicznością negatywnie odbijającą się na każdym człowieku, albowiem strata najbliższych w niespodziewanej katastrofie może być określana tylko i wyłącznie w kategoriach dramatu. Skali tego dramatu i jego znaczenia nie jest w stanie objąć prawdopodobnie nikt inny niż rodzina, w tym przypadku pan Kaczyński i córka tragicznie zmarłej pary prezydenckiej. Można jedynie łączyć się w bólu z najbliższymi, w każdą rocznicę tego smutnego wydarzenia, jednakże nie można pozwolić, żeby ból i chęć upamiętniania osób z przeszłości – przesłaniała nam rzeczywistość. Poległy w katastrofie smoleńskiej brat pana Jarosława Kaczyńskiego – był silnie kontrowersyjnym politykiem, traktującym sprawy rangi państwowej w sposób wykluczający jakikolwiek kompromis lub nawet współdziałanie z dominującą w Sejmie częścią sceny politycznej – tego nie możemy zapomnieć, albowiem jego nieodpowiedzialne zachowanie m.in. w Gruzji mogło skończyć się dla nas tragicznie – w postaci możliwego konfliktu z Rosją lub blokadą gospodarczą z jej strony. Właśnie ten incydent z Tbilisi to przykład jak panowie Kaczyńscy realizowali przez lata swojej władzy – własną wizję, oderwaną od rzeczywistości politycznej, nie licząc się z realiami. Bojów o krzesło już nawet nie wspominajmy, albowiem w swojej wymowie są po prostu żałosne, ale takie spory także były, albowiem pan Lech Kaczyński – jednostronnie interpretował swoje kompetencje w zakresie kształtowania polityki zagranicznej – bezapelacyjnie wchodząc w kompetencje Rady Ministrów. Co tego człowieka do tego motywowało? Tego prawdopodobnie nie dowiemy się już nigdy, albowiem z tego, co wiadomo nie pozostawił żadnych kronikarskich wspomnień.

Warto się jednak zastanowić, co obecnie motywuje jego brata do trwania w nadzwyczajnej formule politycznej, w której miesza wątki osobiste – wynikające z prawdopodobnie poczucia współodpowiedzialności za tragiczny los brata, jak również chęci zemsty na przeciwnikach politycznych – oskarżanych prawie już jawnie – o współpracę z sąsiednim mocarstwem w planie zgładzenia Lecha Kaczyńskiego.

Słynna teza, że premier celowo wybrał inny dzień na wizytę w Katyniu niż Prezydent nie broni się chronologicznie, albowiem Premiera Donalda Tuska zaprosił do Rosji ówczesny premier Federacji Rosyjskiej pan Władimir Putin. Faktem jest, że pan prezydent Lech Kaczyński nie otrzymał na ten dzień zaproszenia – albowiem przyjętym standardem międzynarodowej dyplomacji jest to, że polityk danej rangi zaprasza polityka wobec niego adekwatnego – Lech Kaczyński sam wyraził wolę odwiedzenia Katynia w terminie przez siebie ustalonym, ale po terminie wizyty pana premiera – żeby nie łączyć wizyt. Okoliczności te są interpretowane przez środowiska prawicowe, – jako celowe rozdzielenie wizyt, w celu umożliwienia zorganizowania „zamachu”, za wszystko oczywiście winien jest wiadomo, kto, albowiem rzekomo powinien był nie zgodzić się na rozdzielenie wizyt i polecieć razem z Prezydentem owego 10 kwietnia. Tak można twierdzić jedynie będąc w opozycji i to raczej niepoprawnym romantykiem. Tam gdzie jest polityka i to raczej trudna do interpretacji – gdzie liczą się wszelkie gesty – nie można pozwolić na najmniejsze błędy. Można zadać, bowiem pytanie, – po co w ogóle do Katynia chciał pojechać pan Lech Kaczyński? Odpowiedź jest znana – miał tam rozpocząć swoją kampanię wyborczą – kwiecistym przemówieniem, nawiązującym a być może nawet zawłaszczającym dramat katyński dla celów politycznych obozu politycznego, który współtworzył z bratem. Kampania wyborcza miała opierać się na silnym akcentowaniu elementów patriotycznych.

Jednakże nawet to niewygłoszone przemówienie zostało wykorzystane, a zamiar zrealizowany, albowiem mitologię katyńską przesłonięto mitologią smoleńską – żyjący brat nie omieszkał nie wykorzystać osobistej tragedii do rozgrywania polskiej racji stanu, w skutek, czego mamy to, co mamy – dzieje się wojna polsko-polska o sprawy, które nie powinny mieć w swojej istocie miejsca.

Nie można nie ulec wrażeniu, że pan Kaczyński – w swoich politycznych dążeniach nie kieruje się względami osobistymi. Nie dowiemy się nigdy – czy to on brata wówczas do Katynia posłał, nie dowiemy się także prędko treści rozmowy, jaką odbył z bratem przez telefon satelitarny. Możemy tylko spekulować, czy informował z pokładu samolotu – będącego w Warszawie brata o problemach z pogodą i podejściem do lądowania? Nie wiemy, jaka była treść rozmowy, nie możemy tutaj o niczym przesądzać ani spekulować. Liczą się natomiast dwa suche fakty – motywem wizyty w Katyniu pana Kaczyńskiego miała być rozpoczynająca się kampania wyborcza a podczas feralnego lotu odbył on rozmowę telefoniczną z bratem, której treść mogła być związana z bieżącą sytuacją – związaną z dylematem, co do lądowania. Jeżeli tak było i pan Jarosław Kaczyński, – co możemy jedynie przypuszczać – doradził przez telefon bratu, żeby ten zażądał od pilota lądowania – albowiem wszystko było przygotowane, a sceneria Katynia doskonale wkomponowywała się w rozpoczęcie kampanii politycznej, to nie można się dziwić obecnym wszelkim histerycznym reakcją pana Kaczyńskiego na kwestie związane z tą katastrofą. Wszystko, co robi i będzie robił do końca swoich dni, będzie – prawdopodobnie, – bo przecież tego nie wiemy i możemy tylko i wyłącznie rysować sobie możliwe mniej lub bardziej scenariusze – podyktowane wewnętrzną potrzebą poszukiwania odpowiedzialności za katastrofę u innych. To naturalny mechanizm obronny psychiki każdego współodpowiedzialnego za jakikolwiek dramat, że będzie poszukiwał rozłożenia winy, umniejszenia swojego udziału a po pewnym czasie także przerzucenia odpowiedzialności na osoby zewnętrzne. W tym celu będzie czynił wszystko, żeby uprawdopodobnić jakiekolwiek przesłanki wskazujące, że sprawa mogła mieć drugie dno. Jednakże, co się stanie z naszą sceną polityczną, jeżeli udałoby się ujawnić treść rozmowy z prezydenckiego samolotu i jej wymowa wskazywałaby na rzeczywiście intencjonalne przesłanki dialogu pomiędzy braćmi Kaczyńskimi – to spowodowałoby jeszcze większy tragizm i dramatyzm całej sytuacji.

O wiele większe byłyby przesłanki na naszej scenie politycznej, gdzie po ujawnieniu takich faktów – stałyby się jawne motywy osobiste i psychologiczne, jakimi kieruje się pan Jarosław Kaczyński w swoich działaniach, w szczególności widoczne byłoby to, co obecnie można jedynie podejrzewać, czyli przedłożenie interesu osobistego – własnych indywidualnych potrzeb nad interes Rzeczpospolitej. Takie zestawienie oczywiście dyskwalifikowałoby tego pana już nie tylko, jako polityka, ale w pewnej mierze także, jako człowieka, albowiem to on byłby rzeczywistym czynnikiem sprawczym tego całego dramatu – tym krytycznym elementem, który przeważył nad rzeczywistością i inicjował cały ciąg dramatycznych zdarzeń.

Oczywiście powyższe to tylko i wyłącznie domniemania niepoparte żadnymi faktami, jednakże w świetle różnych nurtów mitologii smoleńskiej – wskazujących jednoznacznie na winę i sprawstwo kierownicze „w zamachu” premiera Donalda Tuska – jak najbardziej uprawnione, bo pokazujące skrajność rzeczywistości przekrzywioną w drugą stronę. Po prostu tak jak brzoza mogła mieć tytanowo-wolframowy rdzeń, tak też podczas rozmowy braci mogło paść polecenie – ląduj – lub zmuś ich do lądowania, – bo nie będą nam psuli uroczystości. Tyle, aż tyle i tylko tyle. Nie dowiemy się szczegółów bez ujawnienia nagrania, które na pewno przechwycił amerykański system nasłuchu elektronicznego Echelon o ile nie została zapisana przez system obsługujący rozmowy przez telefony satelitarne (Amerykanie wprowadzili takie rozwiązania w ramach walki z terroryzmem). Rozmowa odbyła się tuż przed godziną 8.20 (w aktach śledztwa są dokładne dane na temat czasu rozpoczęcia i zakończenia rozmowy – z zapisu w telefonie Jarosława Kaczyńskiego – billing działa zawsze w obie strony). Wiemy, że jedne z ostatnich słów nagranych przez rejestratory w kabinie dotyczyły dylematu „podejścia na próbę”. W kabinie był obecny niezidentyfikowany głos, Jarosław Kaczyński zeznał, że rozmowa dotyczyła stanu zdrowia matki leżącej w tym czasie w szpitalu i została nagle przerwana. Niedługo po rozmowie doszło do katastrofy.

Wnioski – bezwzględnie w Katyniu miało dojść do jakiejś formy rozpoczęcia kampanii wyborczej przez Lecha Kaczyńskiego, nie można wyobrazić sobie sytuacji, żeby to nie było konsultowane z panem Jarosławem Kaczyńskim. Jeżeli znamy takie szczegóły jak przemówienie patriotyczne, czy odegranie „Pieśni o małym rycerzu” – motywu ze znanego filmu niezwykle sentymentalnego i inne fakty układające się w intencjonalny charakter tej wizyty, to należy wnioskować, że prezydentowi państwa – musiało zależeć na planowym lądowaniu w miejscu docelowym. Ujawnienie przez dysponentów treści tej ostatniej rozmowy obu braci może znacząco pomóc w wyjaśnieniu stopnia tej intencjonalności. Jeżeli natomiast tak było, to powstaje już retoryczne w zasadzie pytanie o to, kto był tego wszystkiego wielkim niewidzialnym reżyserem.

5 komentarzy

  1. Bardzo przenikliwa PRÓBA analizy stanu motywacji politycznych i psychologicznych zachowania Pana Jarosława Kaczyńskiego. Dodałbym syndrom bliźniactwa oraz starokawalerstwo ważnego dla Polski polityka.
    Co do wspólnego wyjazdu Prezydenta i Premiera 10 kwietnia 2010 roku, to w mojej opinii – dali się obaj, a z nimi My wszyscy – ograć Panu Putinowi.
    Putin postawił na wzajemną silną niechęć obu polityków polskich do siebie i dzięki temu rozdzielił te wizyty.
    Teraz wejdę w obszar gdybologii i pobożnych życzeń.
    Skoro pomordowani w Katyniu Polscy Oficerowie byli reprezentantami Państwa Polskiego oraz jego wszystkich obywateli, to wizyta powinna być wspólna.
    Zamordowani w Katyniu oficerowie, gdyby przedkładali swój osobisty interes nad myślenie o wierności Państwu, które ich wezwało na wojnę – mogliby w większości ocaleć.
    Przyjęliby zgodę na ideologię wrogiego państwa sowieckiego i jak kilkuset – przetrwaliby.
    Tak się nie stało, bo raczej liczyli na cywilizowane traktowanie przez Sowietów, zwłaszcza że istniała opinia publiczna naszych sojuszników.
    Skoro pomordowani byli jednoznacznie wierni Polsce, to tak samo solidarni wobec takiej postawy powinni być obecni politycy.
    A okazało się, że nie byli i pojechali ODDZIELNIE.
    To jest zarzut wobec obu zwaśnionych obozów: PO i PiS.
    Tam w Katyniu zostali zamordowani Polacy o różnych poglądach politycznych, wyznawanych religiach, upodobaniach seksualnych, itp.
    Jednoczyła ich wierność Polsce, która jako Niepodległa istniała zaledwie 21 lat. Na wieki zjednoczyła ich śmierć.
    Rozdzielenie wizyt w 70 rocznicę pokazuje, że nasi politycy wyżej stawiają interes partyjny i osobisty, niż WSPÓLNY – Państwowy i Narodowy.
    A wystarczyło, żeby Premier Tusk, po telefonie Premiera Putina odpowiedział, że bardzo dziękuje za zaproszenie, ale odpowie za godzinę, jak się SKONSULTUJE z Panem Prezydentem RP – bo to ważna dla całego Narodu rocznica.
    Potem szybki telefon do Prezydenta Lecha Kaczyńskiego z jednym prostym pytaniem: lecimy razem do Katynia, czy osobno? I tę rozmowę zapewne powinni nagrać pracownicy Biura Premiera.
    Gdyby Śp. Lech Kaczyński wahał się, to Premier Tusk powinien Go przekonywać, że musimy tam być RAZEM, bo tam są pochowani NASI POLSCY oficerowie …
    Gdyby w ciągu 15-25 minut Premier Tusk nie dostał jednoznacznej odpowiedzi: TAK – Lecimy razem, to sprawy mogłyby toczyć się tak, jak się potoczyły.
    Nie znamy w tych dywagacjach ROLI Pana Jarosława Kaczyńskiego, który mógł ustawiać rozwój wydarzeń w kierunku SAMODZIELNEJ wizyty Brata Prezydenta 10 kwietnia, bo tak się Mu lepiej politycznie kalkulowało..
    Jednak Premier Tusk nie dotrzymał NALEŻYTEJ STARANNOŚCI, żeby wykazać się instynktem Państwowym.
    Państwa, rozumianym jako struktura OBSŁUGUJĄCA potrzeby WSZYSTKICH POLAKÓW.
    Tak się jednak nie stało, a całej prawdy, w tym roli ministra Arabskiego – nie dowiemy się już chyba nigdy.

  2. Do świetnego artykułu, oraz równie świetnego komentarza Pana “spiety3” dodam kilka pieciocetowek na temat dryfu rozwojowego Polski o którym Pan pisze.
    Moim zdaniem PiS pod przewodnictwem Jarosława Kaczyńskiego nie jest w stanie sięgnąć po władze, czego głównym hamulcowym jest właśnie sam prezes. Nawet gdyby jakims sposobem PiS wybory wygrał to nie ma zdolności koalicyjnej. Niemniej jednak ja osobiście staje sie po prostu znudzony narracja obozu rządzącego obwiniajacego za wszystko Kaczyńskiego. Ciśnie sie na usta klasyk, ze najwyraźniej Kaczyński nie odpowiada tylko za gradobicie, trzęsienie ziemi i koklusz. Wydaje mi sie rowniez, ze częściowo obecne sondazowe wyniki PiS sa z jednej strony odzwierciedleniem znudzenia spoleczenstwa właśnie taka narracja, a z drugiej zupełna niemoca prezentowana przez PO. Panowie Kaczyński i Tusk sa uosobieniem dwoch stron tej samej postokraglostolowej monety, która po prostu czas wyrzuc na śmietnik historii. To oznacza odsunięcie od władzy obydwu Panów, przy czym tylko odejście Kaczyńskiego jako pierwszego moim zdaniem jest w stanie odsunąć od władzy Tuska, gdyż wtedy bedzie widac cała mialkosc PO. Dziwie sie ze bardziej postępowi politycy w PiS tego nie widza i nie dążą do odsunięcia prezesa na boczny tor.
    Kaczynski chciałby dla Polski pełnej niezależności, co w dzisiejszych czasach oznacza autarkie niemalże, Tusk natomiast realizuje politykę pełnej wasalizacji wobec Zachodu. Obawiam sie, ze ani jedna, ani druga opcja nie jest w stanie zdobyć dla Polski podmiotowości na arenie międzynarodowej. To usilnie wpatrzenie na Zachód, wpojone młodym zdolnym z dużych miast, nagminnie ignoruje geopolityczna pozycje Polski, ignorując fakt, ze i owszem kulturowe aspekty Zachodu w społeczeństwie sa, niemniej jednak Zachodem w pelnym tego slowa znaczeniu Polska nie jest i nie wyglada na to aby w najbliższym czasie miała sie stać. Zachód zaczyna sie za Odra. Jednoczesnie nie jesteśmy takze Wschodem, który zaczyna sie za Bugiem. Po prostu lezymy na styku kultur, co nie powinno byc nowością, ale zupełnie nie potrafimy tego wykorzystać i ciagle odbijamy sie raz od Niemiec, raz od Rosji, będąc raz buforem dla Wschodu, raz dla Zachodu. Tymczasem oczywista oczywistość o tym jak wyglądać powinna Polska polityka zagraniczna sformułowal juz dawno pewien Marszałek, o którym niedawno Pan pisał, to tez nie powinno byc nowością. Moim skromnym zdaniem, do czasu aż obecna polityka zagraniczna nie zostanie przeorientowana na oś Północ-Południe, od współpracy ze Skandynawia zaczynając, przez Wyszehrad, na Bałkanach kończąc wciaz będziemy rozgrywani przez Rosję i Niemcy. Zbudownie natomiast silnej pozycji, choć na pewno jest to trudniejsze niz wyciąganie lapki po dotacje UE, czy machanie szabelka wobec Rosji, dałoby Polsce dużo większe znaczenie w regionie. Na razie tylko jeden polityk otwarcie powiedzial, ze nalezy patrzec takze na wschod a nie jak osly podazac za wszystkim co robi Zachod, a zrobil to prezydent Komorowski. Reszta Politykow wciaz woli byc w sferze marzen. Co bardzo interesujące, premier Chin Wen Jiabao spotkał sie w Warszawie właśnie z politykami Europy Środkowej, w pewnym sensie nominujac Polskę na lidera tego regionu w ten sposob. Czyżby Chińczycy widzieli nieco wiecej w swoim pragmatyzmie, niz polskie elity wyrywajace sukno?

  3. Szanowny Panie Autorze. O zmarłych nie piszemy,nie mówimy pan np Kowalski.Określamy:zmarły,śp.itp.Pozdr.J.

    • Szanowny Panie Czytelniku – Jak najbardziej o zmarłych piszemy tak jak pan określił, jednakże jak pan słusznie podkreślił – O ZMARŁYCH – a w tym przypadku nie mamy absolutnej pewności, gdyż jak wiemy – są rożne wersje zdarzeń od wypadku lotniczego poprzez zamach a na porwaniu wybranych osób z feralnego lotu przez obce służby specjalne oraz podrzucenie spreparowanych ciał – figurantów – (i nawet zdarzają się wersje z podejrzeniem o kolizję z UFO) – w związku z powyższym nie przesądzałbym tak jednoznacznie o tym czy dana osoba żyje lub nie, zwłaszcza że nie wiadomo na 100% kto leży w której trumnie (były pomyłki) – a skoro nie mamy obowiązku ufać państwu i jego organom (jak twierdzi część opozycji) to też możemy sceptycznie odnosić się do rozpoznawania ciał przez rodziny.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.