Pracując na śmieciówkach awansujemy w rankingach dobrobytu…

“Fajne”, że przed wyborami mainstream dziennikarski zadbał o to, żeby nie zabrakło informacji o międzynarodowych rankingach, w których to pozycja naszego kraju wzrasta. Nie ma znaczenia, czego dotyczy ranking, liczy się jedynie odpowiedni komunikat, w którym wynik rankingu to nic innego jak tylko tło mające spowodować, że oto „my” władza jesteśmy najlepszą władzą świecie, bo proszę bardzo jak jest dobrze!

Tymczasem jednak realia zatrudnienia Polaków na umowach śmieciowych za 1300 złotych netto, to codzienność, której z nieukrywanym zdziwieniem nie mogą lub nie chcą dostrzec politycy, ale na szczęście czasami dostrzegają dziennikarze.

Generalnie wciskanie Polakom kitu o tym, jak to dobrze się im żyje, lepiej jest pozostawić innym portalom wyspecjalizowanym w tego typu działalności propagandowej. My nie miejmy złudzeń i to bez spoglądania w statystyki, tylko w realia życia codziennego. Nie ma dochodów, nie ma pewności zatrudnienia, ceny są gigantyczne, kredyty drogie i niedostępne, za każdym razem jak wychodzi się z domu, trzeba oglądać każdą złotówkę z dwóch stron zanim się ją wyda. Młodych często nie jest stać na zakładanie rodzin i posiadanie dzieci itd. Mimo wszystko ktoś ma jeszcze czelność wmawiać pracującym na śmieciówkach Polakom i Polkom, że liczy się poprawa jakości i wydajności pracy, że tak jest  wygodniej, lepiej i bezpiecznej.

W ten oto sposób już 25 rok przyczyniamy się do bogactwa sąsiadów, którzy mają i tak wyższe dochody od nas. Prawda, że to jest żałosne? Zwłaszcza w tzw. strefach ekonomicznych, gdzie rząd udziela wsparcia bogatym przedsiębiorcom przeważnie z zachodu, żeby ci lokowali u nas produkcję, dając Polakom słabo płatne miejsca pracy, a wytworzona produkcja finalna, wraca na Zachód po niższych kosztach – które pokryli polscy podatnicy. Niestety tego typu przykładów „ekonomicznego” myślenia mamy więcej, jednakże przeciwwagą dla negacji pomysłów jest pytanie – czy lepiej mieć jakąkolwiek pracę – czy żadną?

Idea rozdawania pieniędzy za darmo, czyli dawania każdemu obywatelowi renty pieniężnej, tylko za to że żyje w naszym państwie jest niemożliwa do realizacji, chyba że społeczeństwo zaakceptowałoby szybkie doprowadzenie do hiperinflacji a następnie życie z nią?

Więc jednak pracując na śmieciówkach awansujemy w rankingu, czy też rankingach – dobrobytu, jakości życia, inwestycyjnych i innych. Wskaźnikowo się poprawia, jeżeli popatrzy się na kluczowe wartości średnie dla naszej gospodarki i społeczeństwa – też się poprawia, tylko ta poprawa nie dotyczy większości zwykłych ludzi. Ktoś pochłania nadwyżkę i ma się bardzo dobrze z nią, a dominująca część społeczeństwa może co najwyżej liczyć na rewaloryzację świadczeń lub podwyższenie płacy minimalnej o kolejne 50 zł brutto!

Być może jeżeli porównuje się nas z krajami afrykańskimi lub biednej części Azji, czy Ameryki Środkowej lub Południowej, to rzeczywiście wypadamy dobrze, może nawet zaskakująco dobrze. Jednak na tle krajów, do których grona aspirujemy – jest mizernie. Wręcz bardzo słabo, co ciekawe nie zmienia się to od lat, dopiero przyjęcie do UE Bułgarii i Rumunii dało nam oddech w unijnych ratingach biedy i zacofania.

Co jest bardzo ciekawe, nie wiele osób sobie z tego zdaje sprawę – mechanizmy kosztowo-dochodowe w naszym kraju są ułożone w taki sposób, żeby przypadkiem nie pozwolić na akumulację. Trudno jest ocenić, czy to zabieg celowy – prawdopodobnie nie, to jest wynik procesów globalizacji – nie masz wiedzy i kultury – jesteś spychany na margines życia społecznego. Oczywiście to, że społeczeństwem złożonym z prekariuszy, z którym prawie żaden nie ma oszczędności umożliwiających samodzielność i przeciwstawienie się systemowi.

To nie prowadzi jednak do sukcesu, który moglibyśmy definiować jako jakiś triumf klasy średniej, stanowiącej w klasycznym modelu gospodarki neoliberalnej o powodzeniu społeczno-gospodarczym całej przestrzeni. W naszych realiach zachodzi proces kurczenia się społeczeństwa, które swoim stanem ilościowym oraz jakością życia tu obecnych płaci straszną cenę za transformację.

Całość prowadzi do prostego wniosku – znowu jak będą wybory, to pojawią się rankingi, w których będziemy odnosili sukcesy, a Polska będzie rosła w siłę, a nam będzie żyło się dostatniej.

Jedna myśl na temat “Pracując na śmieciówkach awansujemy w rankingach dobrobytu…

  • 5 listopada 2014 o 16:49
    Permalink

    Od czasu do czasu porównuję rankingi GUS i Eurostatu, zasadniczo się różnią. GUS – optymistycznie, Eurostat natomiast porównuje z innymi krajami Unii Europejskiej i tu Polska wypada blado.
    Kilka tygodni temu usłyszałam, że Polska ma się najlepiej od czasów Jagiellonów i tu się zgadzam, wówczas duża część społeczności mieszkała w ziemiankach i marzła, obecnie część mieszka w miejscach gdzie przebiega rurociąg z ciepłą wodą, zatem jest cieplej, polepszyło się polepszyło i bez narzekania.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.