Praca za niskie stawki to nasza przyszłość

fot. red.Narzekanie na niskie dochody to nasza narodowa specjalność, takie połączenie ulubionej rozrywki z para-religią, wynikającą oczywiście z przymusu realiów. Nikt nie ma złudzeń, ani pracownicy otrzymujący wynagrodzenia, ani pracodawcy je wypłacający, pensje są niskie i nic nie wskazuje na to, żeby miały być wysokie kiedykolwiek, ponieważ jesteśmy krajem prostej produkcji, z której nie powstaje wartość dodana.

Dodatkowo problemem jest także konkurencja wynikająca z przymusu biedy, wynikająca z braku oszczędności w społeczeństwie, które musi godzić się na jakąkolwiek pracę za jakąkolwiek płacę. Czy to się nam podoba czy nie, nie mamy alternatywy i musimy się godzić na takie propozycje, jakie istnieją na rynku. Alternatywą jest opuszczenie kraju, jednakże wówczas prawie zawsze jesteśmy skazani na prace proste, co prawda dobrze płatne z polskiej perspektywy, jednakże będące marginesem ekonomicznym w miejscowych realiach. Wniosek – i tak jest źle i tak będzie niedobrze.

W kraju rząd jest zbyt słaby, żeby przeprowadzić podwyższenie stawek płacy minimalnej oraz zmusić strony układów pracy do przestrzegania zasad powszechnie obowiązujących przy ubezpieczeniach i składkach. Co ciekawe zmiana standardów dotyczących „oskładkowania” opłacałaby się wszystkim, jednakże każdy woli postrzegać rzeczywistość w swoim wąskim wycinku, gdzie decydująca jest cena jednostki pracy w czasie przy wymuszaniu wydajności standardami wynikającymi z technologii i strachu przed zwolnieniem. Dlaczego panujący nad rzeczywistością pracodawcy mieliby płacić więcej? Jeżeli mamy system, w którym pracownicy godzą się na stawki niskie lub bardzo niskie, a brak państwa na serio i jego przymusu – pozwala na dodatkowe naginanie zasad w taki sposób, żeby obniżać sumę wypłat za jednostkę pracy, właśnie kosztem części składkowej należnej funduszom państwowym.

System, jaki wypracowaliśmy przez 25 lat „wolności” zdecydowanie wspiera pozycje pracodawców, zwiększając ich możliwości oddziaływania na pracownika, bez jakichkolwiek gwarancji dla zatrudnianych. Państwo powinno się przyznać do błędu i uderzyć w „piersi” za to jak bardzo zgodziło się na ekonomiczne i prawne upokorzenie ludzi. W tej chwili już jest czas na zmiany, w tym znaczeniu, że jesteśmy przed ostatnim dzwonkiem na unormowanie zasad, ponieważ demografia nie wybacza i nie pozwoli nam na margines błędu.

Przy czym przez naszą lokalną specyfikę zupełnego braku zaufania, co do intencji państwa, wcale nie jest tak, że „dobry” rząd może liczyć na bezwarunkowe poparcie pracowników. Dominująca część ludzi dorabia w szarej strefie, ma gospodarstwa, pracuje na zachodzie sezonowo a sezonowo w kraju, utrzymuje się z rent lub wynajmu własności itd. Sytuacja ludzi jest skrajnie różna i dynamiczna, tak jak różnorodne i dynamiczne jest nasze państwo. Ludzie wolą, żeby było tak jak jest, – chociaż prawie każdy powie, że jest źle, niż ryzykować zmianę na jeszcze gorzej. Trzeba pamiętać, że w realiach, o jakich mówimy zmiana na gorzej często oznacza brak pracy. No, a z opcji – czy mieć pracę, nawet słabo wynagradzaną, poniżej kosztów społecznych i często niebezpieczną, czy jej nie mieć – wszyscy odpowiedzą, że wolą mieć. Podobnie państwo woli, żeby ludzie mieli pracę – umożliwiającą jakiekolwiek utrzymanie się niż przyszli po zasiłek lub wyjechali.

Cieszy tylko to, że świadomość zagregowanych skutków emigracji zaczyna przerażać rządzącą elitę. Ubywa niewolników i nie ma, kto pracować na ich ogony wieprzowe w drogich restauracjach, cygara i sukienki dla żon za publiczne pieniądze. Pojawiają się pomysły na ściąganie do Polski gastarbeiterów, ale z tego w monokulturowej Polsce zrobi się taka sieczka polityczna, że w ogóle nie warto o tym rozmawiać, poza tym klimat mamy taki, że tylko najbardziej zdesperowani są skłonni zacząć dzielić z nami los.

Jest jeszcze jednak jeden aspekt wysokości płac w Polsce, może inaczej – generalnych dochodów ludności. W grę wchodzi tutaj klasowe spojrzenie na relacje społeczne i ich wynik, jakim jest utrzymywanie ładu społecznego i spokoju publicznego poprzez zniewolenie ekonomiczne ludności. Wiele można bowiem powiedzieć o naszej „wolności” po 1989 roku, ale niestety w jej sensie ekonomicznym jest jej pozbawione około 70% społeczeństwa. Niestety większość Polaków i Polek żyje z dnia na dzień – od pensji do pensji, od jakiegokolwiek dochodu do jakiegokolwiek dochodu. Nie da się tego udowodnić, ale wiele wskazuje na to, że nasz system został skonstruowany tak, żeby ubezwłasnowolnienie ekonomiczne dominującej części społeczeństwa gwarantowało jego podporządkowanie.

Z powyższych względów nie warto żyć złudzeniami, nie mamy szans na wzrost wynagrodzeń, bo niskie koszty pracy to podstawa naszej oferty gospodarczej dająca przewagę naszym wyrobom. Zarazem taki stan rzeczy opłaca się rządzącym, ponieważ bardzo prosto mogą zapewnić sobie posłuszeństwo w kraju, w którym utrata pracy oznacza często głód i wykluczenie społeczne. Kto w takich realiach się przeciwstawi establishmentowi? Praca za niskie stawki to nasza przyszłość, a pracujące soboty dla wszystkich wrócą szybciej niż się nam wszystkim wydaje i to wcale nie w wersji „soft”, jaką obecnie się proponuje.

3 myśli na temat “Praca za niskie stawki to nasza przyszłość

  • 27 października 2014 o 08:57
    Permalink

    Ale przecież rozwiązanie demografii już istnieje, w mojej okolicy bardzo wiele firm posiłkuje się pracownikami z Ukrainy. Pracodawcy wolą proste rozwiązania, zamiast kombinować jak podwyższyć pensje korzystają z gotowych usług agencji ściągających pracowników z Ukrainy. Przy takim podejściu można postawić hipotezę, że naród polski nie przetrwa bieżącego zakrętu historii skoro jest tak zatomizowany a poszczególne grupy społeczne dbają wyłącznie o swój krótkoterminowy zysk.

    Odpowiedz
  • 27 października 2014 o 22:46
    Permalink

    Jestem wolny niczym dzika świnia na zakręcie i to się liczy! Polska ma długi i od nich co roku musi wypłacać odsetki, obecnie ponad 50 mld zł. Dług rzecz święta spłacać trzeba, solidarnie, każdy po równo.
    Pamiętam czasy wczesnego komunizmu w Polsce. Było biednie ale pięknie. Bezdomność i bezrobocie były nam obce. Przyszedł Gierek, wziął od kapitalistów pożyczkę w petrodolarach na wysoki procent i to był gwóźdź do trumny polskiego socjalizmu zwanego dziś pogardliwie komuną.
    Dzisiaj ludzie całkowicie pogłupieli, nawet najwięksi biedacy chcą wieszać na drzewach komunistów zamiast liści. Chcesz zdychać, masz do tego prawo, jesteś wolnym człowiekiem.

    Odpowiedz
    • 28 października 2014 o 08:15
      Permalink

      Panie “aekielski”, nie tylko wolny,jak podaje od
      rana Polskie radio -również Polak jest SZCZĘŚLIWY
      jako nigdy dotąd nie bywało,91% “szczęściarzy”
      to chyba o czymś świadczy??Jeśli do tej opinii
      dołożymy wyznanie pewnego “polityka’, mówiące
      o tym że w “Polszcze jest tak dobrze jako teraz – drzewiej
      nigdy nie bywało” co najmniej od przynajmniej 300lat.
      Masz p. miarę osiągnięć III czy którejśtam RP!!!
      A Pan coś o “siermiężnym” PRL-u…
      Pozdrawiam

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.