Pozywanie za kłamstwa w ocenie wyników wyborów nie ma sensu

Jedna z partii zapowiedziała poprzez swojego szanowanego lidera, że zamierza przygotowywać i składać pozwy związane z kłamstwami w ocenie wyników wyborów przez niektórych polityków z partii opozycyjnych. Trzeba przyznać, że to odważny krok, wskazujący na pewną systemową bezsilność, albowiem opozycja uzyskała to czego chciała – powtarzając w koło „pomidor” zdenerwowała rządzących do tego, żeby zachowali się nieszablonowo.

Problem polega na tym, czy lepiej jest przykryć milczeniem twierdzenia opozycji, czy też wchodzić z nimi w dyskusję – żądając twardych dowodów, faktów i konkretów? Po doświadczeniach ze stworzeniem „mitologii smoleńskiej”, chyba lepiej jest przeprowadzić całą kampanię i walkę – oczywiście w sądach, niż pozwolić na swobodne tworzenie się mitów, na które nie ma się żadnego wpływu.

Nie da się jednak wygrać nad czcicielami pomidora – słusznością, nie da się zmusić ich do zmiany poglądów przy pomocy wyroku sądowego, czy nawet ustawy! Jeżeli ktoś się uparł, że będzie czcił sobie pomidora i co chwilę powtarzał to słowo to nic się na to nie da poradzić. Mamy wolność słowa i swobodę wypowiedzi i każdy może sobie do woli wykrzykiwać na co ma ochotę, tylko trzeba się liczyć z koniecznością ponoszenia KONSEKWENCJI.

Niestety w naszych realiach, gdzie nie było prawie wcale merytorycznej DYSKUSJI w trakcie kampanii wyborczej, sam protest jest taki jak i kampania i liczenie głosów. No bo jak merytorycznie opozycja ma zaprotestować? Przeciwko nieścisłościom nie zrobi „szumu”, tylko protest przeciwko całemu systemowi z jej perspektywy ma sens i to właśnie robi. W momencie gdy dojdzie do pozwów – będziemy słyszeli o zamykaniu ust opozycji, czym bardzo skutecznie będą przeciwdziałać wobec wszelkiej argumentacji logicznej.

W efekcie będzie tak, że z całej sprawy zrobi się jeszcze większy szum i niepotrzebne zamieszanie – nie prowadzące do niczego konstruktywnego, a opozycja mówiąc cały czas „pomidor” doprowadzi wszystkich do rzeczywistej wściekłości – no na tym ta zabawa polega. Natomiast gdyby zdarzyło się takie cudo i ktokolwiek z polityków został pozwany i skazany (oczywiście do tego bardzo daleka droga) za rozpowszechnianie kłamstw na temat organów państwowych itd., to mielibyśmy do czynienia z czymś o czym ta opozycja marzy od zawsze – stygmatyzacja i tworzenie męczenników za sprawę, ideę, Naród, państwo, proszę sobie wpisać dowolne! Przecież na tym polegała mitologia smoleńska, wystarczy tylko że powtórzą przećwiczoną retorykę i sprawa merytorycznie nie istnieje.

Niestety dorobiliśmy się opozycji poza systemowej, która kwestionuje praktycznie cały porządek państwowy, w czym rządzący bardzo jej pomagają, albowiem ilość afer, niedociągnięć, zwykłego urzędniczego zła oraz pospolitej głupoty wynikającej ze złej woli – to wszystko idzie na rachunek koalicji, a opozycja ma pełne prawo to wykorzystać. Nawet jeżeli robi to cynicznie, kierując się swoim interesem – takie jest prawo opozycji. Rządzący albo sobie z nią poradzą, albo nie. Tutaj wszystko wskazuje na to, że partie rządzące nie mają pomysłu na to jak pokonać opozycję. Sama koncepcja walki pozwami jest raczej wyrazem bezsilności.

W interesie wszystkich a przede wszystkim wykładnikiem interesów państwa jest wyjaśnienie wszelkich zgłoszonych protestów wyborczych i naświetlenie faktów opinii publicznej, tak żeby obywatele mieli pełny ogląd sytuacji pod ręką. Nie da się inaczej zapobiec rozkołysaniu nastrojów – biała księga, może nawet parlamentarna komisja ds. naprawy procedur – czegokolwiek, co miałoby dać szybkie wnioski no i oczywiście trzeba rozłożyć na czynniki pierwsze kwestie informatyczne, tak żeby nikt nie twierdził o fałszowaniu wyników przez komputery. Sposób liczenia głosów jest dość skomplikowany, warto ludziom to wszystko wyjaśnić łopatologicznie – w programach publicystycznych, prasie i radiu. Jednakże nie ma innego sposobu jak pełna otwartość i transparentność.

Swoją drogą ciekawe jaki prawnik będzie przygotowywał pozwy i prowadził sprawy, jeżeli się okaże, że to kancelaria wiadomo jakiego mecenasa z Warszawy – to będziemy wszyscy w rodzinie. To jest chyba optymalne podsumowanie.

Jedna myśl na temat “Pozywanie za kłamstwa w ocenie wyników wyborów nie ma sensu

  • 6 grudnia 2014 o 15:42
    Permalink

    Ta partia jak przegra wybory to wiadomo sfałszowane, wygrała wybory i znów sfałszowane, jak żyć panie prezesie, jak żyć?

    Nie życzę sobie powtórki żadnych wyborów, za to płacą podatnicy (te samorządowe kosztowały około 300 mil złotych). Już kilkakrotnie pisałam o maszynie losującej, zamiast personalnego głosowania, będzie taniej. Czy ktoś sądzi, że osoba wybrana losowo, będzie gorszym radnym, wójtem, burmistrzem, czy prezydentem miasta?

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.