Pozytywne artykuły o Polsce w prasie niemieckiej – próba ocieplania wizerunku?

Coraz więcej pozytywnych artykułów o Polsce jest drukowanych w wysokonakładowej i ogólnokrajowej prasie niemieckiej. Przykładowo w najnowszym pełnym zachwytów nad Polską artykule Gerharda Gaucka w Die Welt, jesteśmy porównywani z Francją. Co więcej w taki sposób, że w tym porównaniu wypadamy na kraj, któremu się chce coś osiągnąć i do czegoś dążyć, w przeciwieństwie do sytej, ciągle zamożnej i leniwej Francji.

Tego typu i podobnych tekstów w ostatnich miesiącach było o wiele więcej, w zasadzie zainteresowanie naszym krajem nie wygasło od czasu mistrzostw piłkarskich, artykuły są wyważone, często pisane ze specyficznym niemieckim poczuciem humoru, o co było trudno w latach 90-tych – generalnie są obiektywne, czego niestety nie można powiedzieć o większości komentarzy czytelników pod tekstami.

Całość nie jest przypadkowa, Niemcy upatrują w naszym kraju potrzebnego sojusznika, który zabezpiecza ich dobrobyt ekonomicznie oraz co tu dużo ukrywać w razie potrzeby militarnie, albowiem jedyne szaleństwo może przyjść ze wschodu, a to jest możliwe tylko po pokonaniu Polski.

Media w Niemczech są wolne, dziennikarze to przeważnie rozsądni ludzie stać ich na obiektywizm i możliwość nabrania dystansu do rzeczywistości. Równo krytykują własny rząd federalny, a na rządach poszczególnych landów – z zasady nie pozostawiają suchej nitki, jeżeli tylko w czymś zawiodą mieszkańców. Jednakże już sam fakt zainteresowania Polską, czyli krajem, z którego w Niemczech po prostu wypada się śmiać to coś zupełnie nowego. Jeszcze w latach 80-tych niemieckie dzieci uczyły się, że dawne terytoria wschodnie Rzeszy są „unter polnischer vervaltung”. Do dzisiaj nie ma odpowiedzialności za bandycki napad we wrześniu 1939 roku, ludobójczą okupację, już o wymordowaniu Warszawy nie mówiąc. W niemieckiej świadomości wojna z Polską była historyczną koniecznością zresztą, – co po cichu podkreślają, co inteligentniejsi w rozmowach, nie tylko oni napadli na Polskę w 1939 roku, a obwinia się tylko ich.

Wizerunek Polski w Niemczech to od lat to samo – bieda, kradzieże samochodów, tanie i ładne prostytutki, pomoce domowe, z czasem miejsce produkcji, ale nadal pokutuje przekonanie, że Polska to kraj w pełni rolniczy. Nie da się zmienić wielu lat negatywnego postrzegania przy pomocy kilku artykułów, ale jeżeli one są to i tak już bardzo dobrze. Można podejrzewać, że ta ofensywa informacyjna ma na celu ocieplenie wizerunku Polski i być może Polaków, jako ludzi myślących podobnie do Niemców i mających dokładnie te same cele, – czyli spokojne i dostatnie życie.

Jeżeli do tej medialnej zabawy dojdzie konkretna polityka pokazująca, że Niemcy nas realnie wspierają to w to nam graj, możemy się tylko i wyłącznie cieszyć i co jest bardzo ważne – Niemcom dziękować, albowiem bez ich finansowego wsparcia i politycznej przychylności nie tylko nie weszlibyśmy do Unii, ale mielibyśmy mniej więcej status, jaki obecnie względem nas ma Ukraina. Przyjazny, poprawny, może nawet ciepły, ale mimo wszystko zewnętrzny z nakierowaniem na biznesowe korzyści. My mamy od Niemiec o wiele więcej – mamy możliwość uczestniczenia w ich dobrobycie. Nie chodzi tylko i wyłącznie o kupowanie używanych samochodów lub tanich produktów w sklepach dyskontowych znanej niemieckiej marki. Jeszcze tego nie widać u nas tak jak w Czechach, bo jesteśmy większym krajem, ale stopniowo następuje włączanie gospodarki polskiej w niemieckie łańcuchy produkcji i dostaw – nie, tylko jako klient końcowy, ale jako element procesów logistyczno-wytwórczych. To bardzo wiele, albowiem w prosty sposób podpinamy się pod korzyści uczestniczenia w największej gospodarce kontynentu, jak również jednej z czołowych na świecie. Efekty niemieckiej polityki gospodarczej możemy sprytnie zwielokrotnić, jeżeli potrafilibyśmy się zdobyć na partnerstwo i udźwignąć ciężar współpracy. Problemem jest bariera wejścia, poniżej pewnego poziomu Niemcom nie opłaca się inwestować no chyba, że skłoni ich do tego Kanclerz federalna poprzez odpowiednie zachęcanie tamtejszych środowisk gospodarczych.

Dotychczasowe cele polityczne i gospodarcze polityki niemieckiej wobec Polski można oceniać, jako średniookresowe. Mechanizm jest banalny – im Polacy będą bogatsi, tym więcej niemieckich produktów będą kupować. To się opłaca obu stronom, co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Dodatkowo połączenie potencjałów gospodarczych, które się stopniowo dokonuje – gwarantuje nam korzyści z synergii, albowiem na globalnym rynku bez Niemców czy też szerzej Unii – znaczylibyśmy mniej więcej tyle, co Białoruś.

Trzeba się cieszyć z nowego trendu w niemieckich mediach, może przejdzie on też na telewizję, co prawda nie należy się spodziewać wyświetlania filmu „Kanał” w niemieckiej telewizji, ale może skończą się powszechne i regularne żarty z Polaków, jako de facto, co tu dużo oszukiwać – ciągle podludzi, czy też ludzi gorszej kategorii.

Pozytywne artykuły o Polsce w prasie niemieckiej to tylko próba ocieplania wizerunku, o wiele za mało w stosunku do tego, czego mamy prawo oczekiwać. Czas najwyższy, żeby Niemcy zdali sobie sprawę z faktu, który doskonale zna ich rząd – pokój i wzmacnianie Polski to fundament ich dobrobytu i bezpieczeństwa. Podstawą wszelkiej współpracy może być tylko coś, czego chyba nigdy dotychczas nie było między naszymi krajami – przyjaźń i zaufanie.

Z naszej strony warto byłoby się wysilić na jakąś mądrą kampanię promocyjną u zachodniego sąsiada, w której pokazalibyśmy, że w Polsce jest kultura. To najważniejszy przekaz, jaki możemy przedstawić naszym Niemieckim przyjaciołom. Warto też wskazać przy tym, że dbamy o dziedzictwo historyczne, jakie pozostało po Niemcach w Polsce. Budujmy mosty, budujmy ich jak najwięcej, oczywiście najlepiej za niemieckie pieniądze…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.