Społeczeństwo

Poznaj kolor swojego… mózgu

Justyna_Bielenda_Zdjęcie Copyrights

Czy wiesz dlaczego innym łatwiej jest zadecydować niż Tobie? Co skłania ich do podejmowania ryzyka? Za podejmowanie decyzji w życiu codziennym odpowiada biostruktura połączeń nerwowych. Poprzez znajomość swojej biostruktury poznajesz tajniki mózgu, działasz efektywniej i szybciej osiągasz sukcesy.

Bodziec do zmiany

Poznanie siebie to jeden z kluczowych zabiegów, aby dobrze zarządzać swoim czasem, znać swoje możliwości i granice oraz efektywnie nawiązywać relacje z innym ludźmi. Często zdarza się, że po prostu ktoś chce zmienić swoje życie i potrzebuje bodźca. Poszukuje swojej drogi do celu, pragnie osiągnąć sukces, ale jakże często plany nie przechodzą do realizacji i właśnie tutaj na pomoc przychodzą sesje coachingowe. Zmieniają perspektywę patrzenia na problem. Dają impuls do zmiany i działania. Celem takich sesji jest wielopoziomowa poprawa jakości życia, poprzez „popchnięcie” do wyjścia spoza strefę komfortu. Współpraca z coachem pozwala ujawnić motywatory, pragnienia, umiejętności, pasje, a także mocne i słabsze strony jednostki. Dodatkowo otwarta rozmowa wyzwala obawy, pomaga pozbyć się przekonań o własnej niemocy, przez co zyskujemy też pewność siebie.

Twój kolor mózgu

Jednym z elementów odkrywania siebie na nowo jest najnowsze narzędzie jakim jest Structogram. Mechanizm ten wyróżnia 3 obszary mózgu, które odpowiedzialne są za działanie, zachowanie oraz charakter. Obszary te zostały wyróżnione trzema kolorami: zielonym, czerwonym, niebieskim. Dominujący kolor w mózgu, sugeruje jaki jest nasz styl działania i w jakich warunkach będziemy najbardziej efektywni. – Im bardziej jesteśmy świadomi samych siebie, tym lepiej i skuteczniej będziemy osiągać cele. Fenomen zbadany w XX wieku jest obecnie strzałem w dziesiątkę podczas sesji coachingowych. Przeprowadzenie tekstów na kolor mózgu pozwala odkryć siebie na nowo i wgłębić się w to co nieznane – mówi Justyna Bielenda

Klucz do harmonii

Często rozmyślasz o tym, jak stać się liderem wśród swoich pracowników? Chciałbyś awansować, a wciąż jesteś na tym samym szczeblu kariery? – Nie ma uniwersalnego schematu, jak stać się człowiekiem sukcesu. Jest to też jedno z szerokich pojęć, ponieważ sukces dla każdego będzie oznaczał coś innego i każdy będzie mierzył pojęcie sukcesu własną miarą. Poznanie siebie poprzez znajomość koloru mózgu pozwala na łatwe dopasowanie technik działania współgrające z predyspozycjami oraz cechami charakteru. Odnalezienie własnej drogi pomaga w uzyskaniu harmonii i spokoju w każdej sferze życia. Obecnie popularnym zjawiskiem z jakim się spotkamy jest niewykorzystanie potencjału oraz mijanie się z powołaniem, wskutek podążania za cudzym przepisem na szczęście. Naprzeciw temu wychodzą spotkania coachingowe – mówi Justyna Bielenda. Szkolenia ułatwiają współpracę z samym sobą, ale też pracę w grupie. Umiejętność zjednania sobie ludzi oraz rozumienia ich toku myślenia może być milowym krokiem do osiągnięcia upragnionego sukcesu.

***

Informacja redakcji:

Wszelkie prawa do tekstu i zdjęć zastrzeżone Justyna Bielenda, wyłączenie licencji CC 3.0.

10 komentarzy

  1. ……pierdu, pierdu!

    • To nie jest takie pirdu, pierdu – tylko trenowanie na zachodnią modłę posłusznych konsumentów różnych usług biznesowych, które wyrosły wokół tej mody na coaching przeniesiony z zachodniej kultury głupoty, czyli egoistyczne zaspokajanie wyszukanych potrzeb, na których tenże biznes zarabia. Wystarczy, że pomogą ci odkryć w sobie nowe potrzeby, w tym ci pomoże osobisty trener lub dać się wmanewrować w coaching biznesowy i robić wodę z mózgu innym w interesie korporacji oraz jej zysków, no i swoich własnych. Osoby po takich kursach potem są ciężko zdziwione, że to nie działa, więc robią kolejne kursy i nic, jak nie było rozwoju tak nie ma. Dlaczego? Trener był kiepski, czy ta osoba jest kiepska?
      https://pl.wikipedia.org/wiki/Coaching
      To takie same pranie mózgu jak w kościołach, tylko w interesie biznesu, a nie religii. 🙂
      Zdarza się, że osoby pochłonięte tym niby osobistym rozwojem potem nie mają czasu dla rodziny lub na założenie rodziny, a bywa, że rodzice lądują w domach starców, bo córeczka czy synek nie może zrezygnować z “osobistego rozwoju”. Narosło już trochę patologii społecznej wokół tego niby pozytywnego zjawiska, co jest obce naszej kulturze słowiańskiej.

      Uzyskanie certyfikatu z tzw. coachingu i wykonywanie usług trenerskich to taki sam biznes, jak każdy inny. Znam osoby tym się zajmujące i współczuję tym, którzy uwierzą w ich bajki o samorozwoju. Każdy trener powie ci, że jesteś zajebi-ty, tylko ty o tym nie wiesz, więc musisz to dopiero odkryć w sobie. Na pewno nie postawią ci diagnozy, jakie masz ograniczenia poznawcze i charakterologiczne, których w zasadzie nie można w ciągu życia zmienić. A to blokuje jakikolwiek rozwój poznawczy, co najwyżej można przystosować taką osobę do wykonywania pracy zgodnie z jej predyspozycjami i nic poza tym.
      Polecam dla zrozumienia tego o czym piszę książkę prof. Jana Strelau “Różnice indywidualne”. Jeżeli ktoś przebrnie przez prawie 800 stron tekstu to wiele zrozumie i podziękuje trenerom z bożej łaski od Coachingu, bo większość z nich, jak znam programy szkoleń, nie posługuje się wiedzą naukową, a w zasadzie psychologicznymi sztuczkami opartymi na autosugestii i odkrywaniu potrzeb. Oczywiście ukrytym celem jest biznes i z reguły sami trenerzy od coachingu nie zdają sobie z tego sprawy, bo przecież to świetny biznes, a przy tym i dobra zabawa z ludźmi. Poważni psycholodzy są z daleka od tych praktyk.

      Poza tym jestem przeciwnikiem kaleczenia języka polskiego anglicyzmami. Osobiście wolę posługiwać się bardziej spolszczonym pojęciem mentora, czy przewodnika życiowego, za którym idzie głębsza filozofia osobistego rozwoju pod kierunkiem mądrej osoby o uznanym autorytecie i wiedzy, bez podtekstu biznesowego wykorzystania i jak dla mnie prostackiego trenowania. Trenować można sport. Mózg i nasze zachowania podlegają rozwojowi i uczeniu się na miarę możliwości naszego biologicznego systemu operacyjnego.
      https://pl.wikipedia.org/wiki/Mentoring
      Moim zdaniem prawdziwy mentoring daje więcej niż coaching. No ale na mentoringu raczej nie da się zarobić, bo tam nie chodzi o rozbudzanie potrzeb około-biznesowych.

      Co ty na to @krzyk58? Coaching to poważne zjawisko kulturowe zmieniające niestety nasz kod kulturowy na modłę zachodnią. Koniec modlitw tylko trening potrzeb i dla potrzeb korpo. 🙂

      • “Co ty na to…” Ano nic. Nasz kod zmieniano usilnie już w latach 70′ – “za Gierka”. A tak naprawdę “operacji tej” dokonano przed wiekami na żywej
        tkance Słowiańszczyzny. – “Czy ktoś zastanowiał się nad tym, dlaczego my, Polacy nie posiadamy swojej najwcześniejszej historii? Herezja? Nie całkiem. Skąd na scenie historycznej Polski wziął się Mieszko I? Historyczny władca, wyłonił się jak z mgły bez ojca, bez matki, z jednym tylko znanym bratem Czciborem i kilkoma „wirtualnymi” bez imienia. Historię przedmieszkową spowija całun niewiedzy i mało kto jest zainteresowany jej badaniem, a jeśli już bada, to nie chce zauważać roli nowego imperium chrześcijańskiego Rzymu. Wystarcza nam to, że przedtem na tych terenach była pierwocizna, prymityw i „pogaństwo”. Wystarcza to, że obracamy się w kręgu legend w rodzaju Piasta-Kołodzieja, króla Popiela i innych prawdopodobnych lub wymyślanych postaci branych wprost z sufitu. Jakiej narodowości był pierwszy władca Polski? W jakim mówił języku? Dlaczego naszą historię w X w. pisali tylko zachodni kronikarze? Dlaczego narzucono nam pismo łacińskie? Skąd ta mnogość ogonków i kreseczek w dzisiejszym piśmie? Język Polaków nie pasował absolutnie do nowego łacińskiego alfabetu i należało go dopasować do słowiańskiej mowy. Czy byliśmy „poganami”? Owszem byliśmy, ale tylko dla konkwistadorów rzymskiego chrześcijaństwa. Poganie w terminologii Rzymu byli tym samym, czym giaurzy dla Islamu czy goje dla Żydów. Polska była chrześcijańska, ale nie chrześcijańskiego Rzymu i dlatego uznawano nas za pogan czyli innowierców. Podobnie „pogańska” była Bawaria czy Irlandia dopóki nie „zawitali” tam misjonarze chrześcijańskiego „porządku”, misjonarze „nowego europejskiego ładu”. W X wieku lub wcześniej padliśmy ofiarą europejskiej kokwisty chrześcijańskiego Rzymu dokonanej germańskimi rękami. Wcześniejsza historia pisana zapewne głagolicą została skradziona albo spalona na stosach konkwisty. Patrząc na podboje hiszpańskie i portugalskie w obu Amerykach możemy się tego domyśleć, choć nie wiemy kto tutaj wystąpił w roli Diego de Landy. Być może jej resztki ukrywane są w archiwach Watykanu, ale tego się nie dowiemy. Nasze „pogaństwo” należało do wrogiego Rzymowi chrześcijaństwa – chrześcijaństwa bizantyjskiego, pogłębionego i utrwalonego zapewne misją Cyryla i Metodego conajmniej na dwa wieki wcześniej przed rzymskim. Mieszko I został wyniesiony do władzy przez konkwistadorów Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego i był nikim innym jak tylko marionetką Rzymu i pod jego skrzydłami i czujnym okiem prowadził misję budowy nowego państwa, całkowicie podporządkowanego polityce Rzymu. To właśnie dlatego dzieci królewskie (a może i innych możnowładców) wychowywano na dworach niemieckich, gdyż tylko tak wczesna indokrynacja zapewniała właściwe „wychowanie” i sprzyjanie polityce Rzymu. Wraz z chrztem w obrządku rzymskim do kraju weszły i służby kościelne Rzymu – księża i zakony przejmujące stopniowo (zapewne i siłą) ośrodki religijne po chrześcijaństwie bizantyjskim. Jedynie co nam zostało po bizantyjskim obrządku, to tylko nieliczne budowle sakralne w kształcie rotund. A co stało się z dziełami sztuki? To samo co z dziełami obu Ameryk. Zrabowano i przetopiono. Pamiętamy zapewne samozwańczego króla Bezpryma, który nakazał matce odwiezienie insygniów królewskich do Niemiec. Była to jedna z prób odzyskania tożsamości narodu. Był to gest odważny i o wielce politycznej i religijnej wymowie. Król w tamtych czasach był pomazańcem bożym, a insygnia były tego wyrazem. Insygnia królewskie mógł wręczyć tylko najwyższy przedstawiciel Boga na Ziemi, a w tym czasie był to tylko papież Rzymu lub basyleus Konstantynopola. Bezprym chciał powrotu do poprzedniej religii i dlatego symbole władzy nakazał oddać poprzez Niemców do Rzymu. Dlaczego? Dlatego, że chrześcijaństwo rzymskie było obce ówczesnemu narodowi polskiemu. Pamiętamy też zapewne o wczesnośredniowiecznych buntach chłopskich. Jak wiemy z historii chłopi byli zwykle ostatnimi, którzy wzniecali powstania czy bunty. Zatem bunt chłopstwa musiał mieć bardzo poważną przyczynę, a jedyną mogła być narzucona siłą religia. Czy ktoś dzisiaj może wyobrazić sobie reakcję polskiego narodu na próbę powrotu do prawosławia? Cały kraj zapewne stanąłby w ogniu. Tak mogło być i wtedy, a jednak prawdziwe przyczyny buntów ówcześni historycy przemilczeli, choć można gdzieniegdzie wyczytać chęć powrotu do „pogaństwa”. Czy to przypadek, że najstarsze i najbardziej czczone relikwie narodowe są ikonami w stylu bizantyjskim? CZY TO PRZYPADEK, ŻE NAM POLAKOM, BARDZIEJ PRZYPADAJĄ DO GUSTU ROSYJSKIE PIEŚNI LUDOWE CZY UKRAIŃSKIE DUMKI NIŻ TYROLSKIE JODŁOWANIE? NIE TO JEST NASZ HISTORYCZNY ATAWIZM. TO WŁAŚNIE JEST TA ‘GENETYCZNA” WIĘŹ SŁOWIAN, KTÓRA POZOSTANIE W NAS NA ZAWSZE.

        Na dzień dzisiejszy próbuję odnaleźć sensowną odpowiedź, co wydarzyło się pomiędzy IX a XI wiekiem na naszych ziemiach. Powodem jest przekaz Wulfstana, który w IX wieku ogląda kwitnące, murowane o bardzo zaskakującej technice Prusy (umieli wytwarzać zimno), a już 200 lat później zastajemy tam tylko prymitywne plemiona, mieszkające w ziemnych grodziskach, w drewnianych chatach, podbijane z łatwością pod przykrywką szerzenia nowej i „jedynie słusznej” wiary. Czy mamy do czynienia z jakimś nieznanym kataklizmem, zarazą czy też z nadaktywnością Słońca, a może ze wszystkim naraz? Jedno co pewne, to fakt, że w XI-XII wieku tereny Prus (a także Polski) są niepomiernie wyludnione, co ułatwiało i podbój i możliwość kolonizowania przez „zachód”.” uleszkaroznosci.wordpress.com

        “To takie same pranie mózgu jak w kościołach, tylko w interesie biznesu, a nie religii.” Wydaje mi się że tak między Bogiem a prawdą, należało ująć jeszcze jedną pralnię mózgów ‘nowej świeckiej religii” jaką pełnił pion ideologiczny przy partiach komunistycznych.
        ” Zapomniałeś” ująć, a ja uprzejmie przypomniałem.. 🙂

        • No świetnie, że trochę uzupełniłeś. Z tym prawosławiem na terenie przed-katolickiej Polski to lekka przesada. Owszem jakieś pojedyncze ośrodki mogły istnieć, zwłaszcza w południowo-wschodniej Polsce, ale nie na Mazowszu i Pomorzu, a nawet w Wielkopolsce. Na Mazowszu i Pomorzu skąd się wywodzi mój ród wolnych Słowian trwaliśmy przy wierze przodków, o czym świadczą zapisy kronik.

          Nie mam czasu wchodzić w szczegóły, ale polecam najnowszą książkę Janusza Bieszka, “Starożytne Królestwo Lehii. Kolejne dowody”, Wyd. Bellona 2019. Właśnie nie tak dawno ją kupiłem i jestem po jej lekturze. Akurat na “boże ciało” to była świetna i pouczająca lektura. Masz tam masę informacji źródłowych, które robią piorunujące wrażenie wobec fałszerstw naszej historii przez okupacyjną instytucję religijną. Gorąco ci polecam. Myślę że te 30 zł warto zainwestować w swoją wiedzę. Chwała Bieszkowi, że przywraca nam słowiańską godność narodową. Hańba wszystkim zawodowym historykom na usługach okupacyjnej religii.

          Zawodowi historycy mają niezły zgryz obecnie, co zrobić z tymi źródłami Bieszka. Niektórzy nieudolnie próbują podważać jego rewelacje, reszta milczy, jakby byli wykluczeni intelektualnie, ci profesorowie z bożej łaski. Dochodzę do wniosku, że więcej dla odkrycia naszych słowiańskich korzeni zrobili genetycy i archeolodzy niż historycy.
          https://www.eupedia.com/europe/Haplogroup_R1a_Y-DNA.shtml
          https://wiaraprzyrodzona.wordpress.com/2015/11/07/kujawy-i-polskie-ziemie-ojczyzna-r1a-m417-i-kolebka-indo-europejczykow/

  2. Dobre…. k…. mac….

  3. Naukowcy od lat mają kłopot z ustaleniem dominującego koloru w warstwach mózgu osób LGBT.

    Wiadomo tylko tyle, że takie osoby, które były konsekrowane i obowiązywał je celibat – mają wyraźnie dominującą WARSTWĘ w kolorze FIOLETOWYM.

  4. Pochodzę z rodziny rolniczej, cz mogę mieć błękitną krew ? mózg raczej mam w normie.

  5. Wieczorynko – pochodzenie ma znaczenie…w konkretnym przypadku w grę wchodzi kolor – zielony. Ziemiaństwo też parało się rolnictwem i wówczas mogą zaistnieć przesłanki do posiadania w sobie) jakiejś części krwi błękitnej, bądź też 100% błękit – w obecnych czasach jest to stan niezwykle reliktowy z uwagi choćby na mezalianse przodków “ziemiańskich”… 😉

    Inicjator. To tylko “naókofcy”,JA, prosty chłop “zielony”, zapewniam pana, czerwony…z przewagą koloru ,NIESTETY – różowego! 🙂

    • Krzyku, w moim przypadku żadne ziemiaństwo tylko od pokoleń chłopi jak to dawniej mówiono, którzy wykonywali pożyteczną pracę uprawiając rolę.

  6. Dojrzały (były 50-parolatek)

    Rozumiem, że to tekst sponsorowany, w końcu redakcja musi jakoś przetrwać…
    Nie mogłem się jednak powstrzymać, by tego nie skomentować…

    “Kolory-obszary mózgu decydują o naszym stylu i efektywności działania”….
    – no nie, to nie nabyta i wyuczona wiedza, to nie indywidualny IQ, a “kolory mózgu”….!

    I zapewne wystarczy tylko (przypuszczam, że za “marne kilka tysiaków”) “pomierzyć” nas mózg “Structogramem”, a nasza przyszłość stanie się również “kolorowa”, ba, a nawet “różowa” !

    Niedawno miałem okazję obserwować sposoby “wyciągania” pieniędzy od osób starszych i powiedzmy, “mniej rozgarniętych”….
    W jakichś tam “europejskich ramach” dostawali “darmowe” zaproszenie na badania stanu zdrowia (robione laptopami z podłączonymi “czujkami” i migającymi oscyloskopami na ekranie)…
    – zależnie od rodzaju pacjenta (psychotechnika i psychomanipulacja, chodziło o wyłonienie tych “mniej rozgarniętych”) co poniektórzy po takich “badaniach” okazywali się “wrakami człowieka” (z “diagnozami” raków włącznie!)…
    Właściwie, to nie było już dla nich jakiegokolwiek ratunku….
    – no chyba, że decydowali się na “nowoczesne technologie uzdrawiania” i nabyli za grube pieniądze urządzenie z kolorowymi, “uzdrawiającymi laseremi”…
    W praktyce, mała skrzyneczka z jakimś czipem, przełącznik, interfejs na małą mikro-wtyczkę, na której końcu ulokowana była dioda LED. Oczywiście, w komplet wchodziły 3 kolory LEDek:
    bodajże, żółta, niebieska i zielona (nie pamiętam dokładnie).
    Zależnie od zastosowanego koloru diody “cudowne urządzenie” leczyło wszystkie choroby!

    No cóż, najlepszym sposobem na zbyt własnych produktów, to przekonanie potencjalnych nabywców-konsumentów, że dany towar jest im “niezbędnie potrzebny” dla dalszej egzystencji…

    Załosny ten cały kapitalizm, tworzy się i produkuje miliardy nikomu niepotrzebnych rzeczy, miliony ludzi zajmuje się całe życie tylko tym, by innych “przekonywać”, a w gruncie rzeczy niczego konkretnego nie wnoszą w rozwój ludzkości. Wręcz przeciwnie…!
    – to nasz obecny “jedynie słuszny (kapitulistyczny) system”, jeśli Ludzkość się nie opamięta i nadal będzie w tak bezmyślny sposób eksploatować naszą (JEDYNą!) Ziemię, w krótkim czasie doprowadzi do załamania się całego ekosystemu…
    Współczuję przyszłym pokoleniom, które zmuszone będą żyć w tym matriksie…

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.