Religia i państwo

Poziomki w Kościele?

 Swego czasu wiele znaczyły organizacje poziome w PZPR, organizmie centralnie zarządzanym zgodnie z zasadami centralizmu demokratycznego, którego przejawy mamy jeszcze w naszych dzisiejszych partiach np. przy ustalaniu list kandydatów w wyborach. Kościół natomiast jest organizacją z zasady hierarchiczną, ale o bardzo dużej autonomii wewnętrznej, zgodnie z najlepszymi tradycjami z najwspanialszych czasów feudalnych. Odpowiadasz przed swoim feudałem, ale wasal mojego wasala – nie jest moim wasalem, tak głosiła zasada senioratu! Przynajmniej w Polsce i tak działa współczesny Kościół, powierzając określonym hierarchom określone pole odpowiedzialności, Ci zaś przekazują konkretne parafie konkretnym księżom – w zasadzie jedyny warunek znajomość języka. System działa od setek lat i ma się doskonale, jedynie czasami się ktoś zbuntował przy jakiejś okazji – przeważnie zawsze chodziło o pieniądze, no bo wiadomo że nie lubimy się dzielić.

Tymczasem dzisiaj jesteśmy świadkami abstrakcyjnie żenującej wymiany zdań pomiędzy księdzem a jego biskupem, w której temat napletka księdza, a ściślej zapytania się biskupa o napletek u księdza jest wiodący. To się nie mieści w głowie zwykłych wiernych, dla których problem ukrytego antysemityzmu nie istnieje i jest traktowany jako coś nadzwyczajnie odległego. W ogóle temat seksualności jak i budowy anatomicznej księży nie jest elementem dialogu Kościoła z wiernymi, nigdy nie był i można jedynie mieć nadzieję że nie będzie.

Co się takiego stało, że księża – coraz częściej – pozwalają sobie na zrzucenie ślubów posłuszeństwa i w sposób bezpośredni wypowiadają posłuszeństwu swojemu biskupowi, czy też czynią się głusi na jego apele, ewentualnie opóźniają się w odpowiedziach. To są prawdopodobnie powszechne zjawiska, natomiast konflikty odsłonięte przez media, w których dochodzi do konfrontacji dwóch stron tej samej świętej organizacji to na szczęście rzadkość, ale się zdarzają. Niektóre z konfliktów na trwałe wpisują się w naszą rzeczywistość, jeżeli np. księża z tytułu mandatu jaki pozostał im po cierpieniach w okresie PRL – rezerwują sobie prawo do własnych ocen moralnych i ich interpretacji.

Być może to jest konflikt pokoleń? Dzisiejsze seminaria duchowne raczej trzymają wysoki poziom, księża są wykształconymi ludźmi, jednakże zdarzają się odchylenia prawicowo-ksenofobiczne, które są później obecne w Kościele, jeżeli tylko trafią na podatny grunt. Młodzi klerycy nie chcą słuchać starych hierarchów, wychodząc z założenia, że nie mają szans na awans w młodym wieku, przez co już na starcie są przegrani wobec systemu. Bunt jest jedyną formą wyrażenia się młodych kadr i zwrócenia uwagi na swoją rolę w hierarchii.

Może to jest po prostu konflikt mądrego podwładnego z głupim przełożonym? Nie do końca, ponieważ obecni zaawansowani wiekiem hierarchowie, również przeszli przez różne szkoły w życiu, aczkolwiek trzeba się zgodzić – czasami zdarzają się wśród nich osoby odporne na wiedzę, ogładę czy też po prostu kulturę, traktujące pracę w aparacie administracyjnym Kościoła jak każdą inną, to nie są ludzie po MBA! To raczej osoby pewne swoich autorytetów zasiedziałe na stanowiskach, na jakie zostali mianowani jeszcze przeważnie za czasów niedawnego długiego pontyfikatu, często na zasadzie „bierności, mierności ale wierności”.

O ile jeszcze buntowników – poziomkowych, w walce o rację i słuszność można jakoś zrozumieć, ponieważ ludzie ci walczą z hierarchią o prawo do własnego rozumienia i własnej percepcji rzeczywistości to najdziwniejszymi „poziomkami” są buntownicy ekonomiczni lub nazwijmy ich „sekciarscy”. Pierwsi są zdolni nawet posunąć się do zawładnięcia kościołem – w sensie fizycznego władztwa nad budynkiem, o co nie trudno jeżeli były jakieś problemy z własnością konkretnej nieruchomości, a takich spraw – pomimo trwałości własności sakralnej niestety w czasach PRL wygenerowano sporo. Drudzy natomiast mają na celu głównie przedstawianie własnej interpretacji, czy też raczej nadinterpretacji doktryny – ewoluując z nieświadomymi wiernymi w stronę niebezpiecznego sekciarstwa, często nawet działając na szkodę wiernych. Najgorsze z ujawnianych są chyba przypadki połączenia kwestii ekonomicznych z doktrynalnymi, wówczas mamy do czynienia po prostu z odstępstwem. Źle się dzieje, jeżeli odpowiednio nastawieni wierni – bronią takiego – już nie księdza, ale lokalnego działacza religijnego przez oddziaływaniem struktury domagającej się uznania własnej władzy, bo Kościół jest tam gdzie jest biskup!

Najtrudniejsze są chyba jednak konflikty nieujawnione z wątkami obyczajowymi w tle, w momencie gdy one wychodzą na światło dzienne – mamy do czynienia z upadkiem hierarchii i rozkładem Kościoła. Zawsze jest tym gorzej, im wyżej zaistnieje takie niekorzystne zjawisko obyczajowe. Niestety w naszym kraju zdarzyło się to przynajmniej raz w świetle publicznych oskarżeń na poziomie biskupim, jednakże sprawa nie ujrzała światła dziennego, gdyż duchowny tam nie buntował się przeciwko strukturze. Był natomiast inny, który w świetle dokonań z okresu walki z minionym ustrojem – rościł sobie prawo do nadinterpretacji wielu faktów, co było najdelikatniej mówiąc dalekie od uniwersalnego przekazu Kościoła. Niestety wielu współczesnych duchownych idzie w tą stronę pozwalając sobie na zbytnie eksponowanie wartości narodowych i przywiązywanie do nich nadmiernej wagi. Jeżeli na to nałożymy jeszcze deklarację jednego ze znanych medialnie księży o całej organizacji kościelnej opanowanej przez skrytych homoseksualistów, to robi się niewesoło.

Kościół nie jest monolitem. Skupia się wokoło głównego nurtu, jednakże im dalej znajdujemy się wewnątrz jego wieloaspektowych powiązań, tym jest tam mniej słów Chrystusa a więcej niegodziwości i dbania o własne partykularne interesy. Źle to wróży przyszłości tej instytucji w naszym państwie. Chociaż patrząc na to czego dokonuje Papież Franciszek, można mieć nadzieję, że zmieni się też sytuacja w Polsce. O wszystkim zawsze decydują ludzie, jeżeli są kliki, nepotyzm, wymiana korzyści – źle się dzieje w strukturze.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.