Pożar mostu pokazuje próbkę chaosu w pierwszych dniach wojny

fot. red.Niedawny pożar mostu w Warszawie pokazuję próbkę chaosu, jaki może zaistnieć w pierwszym dniu pełnoskalowej wojny z poważnym nieprzyjacielem, na jednym z dwóch głównych kierunków zagrożenia strategicznego Polski.

Skala zniszczeń wywołany przez atak rakietowy nieprzyjaciela na naszą infrastrukturę, w tym na infrastrukturę krytyczną może być porażająca dla całego państwa, w tym znaczeniu że nie trzeba wiele, aby w polskich domach zgasnął prąd, a jak zgaśnie prąd zaraz zgnije mięso w naszych lodówkach, które trzeba będzie wyrzucić, to uprzątnąć – co będzie tylko kumulować chaos będący na rękę potencjalnemu przeciwnikowi – niszczącemu z dużej odległości przy pomocy ataków rakietowych punkty infrastruktury krytycznej i szczególnego znaczenia.

Na wojnie nie ma zmiłuj, im więcej nieprzyjaciel zada nam strat, tym trudniejsze będzie dla nas prowadzenie wojny, zależymy cywilizacyjnie jako społeczeństwo od sprawności tej infrastruktury, którą mamy. Być może nie jest to jeszcze stan pożądany, bo jest nam daleko od takiego nasycenia infrastrukturą, żeby pokryć wszystkie nasze potrzeby, dlatego tym bardziej bezcenne jest to, co mamy. Możemy być pewni, że nieprzyjaciel uderzy w miejsca i obiekty – dokładnie te, na których nam najbardziej zależy i które są kluczowe dla funkcjonowania państwa.

Nie posiadamy obrony przeciwlotniczej, o przeciwrakietowej w ogóle nie ma mowy. Nasze nowoczesne samoloty, wszystko co będą mogły, to poświęcić się w misjach na wpół samobójczych, celem zniszczenia wyrzutni rakietowych nieprzyjaciela lub strącenia samolotów przenoszących rakiety manewrujące dalekiego zasięgu. Jednakże przed rakietami balistycznymi dzisiaj nie mamy się czym obronić i długo jeszcze nie będziemy mieli. Nawet jak byśmy zbudowali zaplanowane systemy obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, których konstrukcję i sposób użycia przewidziano bardzo poprawnie – to będzie i tak o wiele zbyt mało dla zapewnienia bezpieczeństwa kluczowym obiektom infrastrukturalnym w kraju. Zasoby sił bojowych będą szczupłe, a listy obiektów do obrony bardzo długie. Nie można mieć złudzeń, że nie będzie strat w przypadku zmasowanego napadu powietrznego i rakietowego ze strony nieprzyjaciela.

Jeżeli pożar w istocie banalnego mostu, pokazał jak bardzo jesteśmy nieprzygotowani na tego typu zdarzenia krytyczne, to trzeba się zastanowić, czym byłoby zniszczenie wszystkich mostów w Warszawie? Ten scenariusz jest możliwy, wojna z Polską w ogóle może się zacząć od rakietowego ataku na wybrane obiekty, którymi mogą być w pierwszej kolejności elektrownie i inne obiekty infrastruktury energetycznej a w drugiej infrastruktura transportowa, tj. drogi, lotniska i kolej. Jeżeli nieprzyjaciel doda do tego jeszcze główne ujęcia wody pitnej i zakłady jej uzdatniania – to jeden atak, w jeden wieczór i noc, może nas cofnąć do średniowiecza.

Nie strasząc nikogo wojną, trzeba jednak mówić ludziom prawdę. Niestety nie robią tego odpowiednie służby odpowiedzialne za Obronę Cywilną, w stopniu adekwatnym do potrzeb. Niestety te służby nie mogą zbyt wiele wymusić, ani nie mogą za bardzo apelować, ponieważ nie mają skutecznego dostępu do środków przekazu. To wielka wina państwa polskiego, że zaniedbało tą dziedzinę aktywności publicznej, ponieważ pewne nawyki zakorzenia się w społeczeństwie przez lata.

Proszę popatrzeć z perspektywy własnej lodówki – spiżarni – apteczki, na ile dni starczyłoby państwu żywności, wody i podstawowych leków, jeżeli w państwie zawiodłaby infrastruktura? Nie mówimy nawet o wojnie, wystarczy przypomnieć powódź tysiąclecia we Wrocławiu, gdzie bochenek chleba i bukłak z wodą, o którego nie dostrzegamy nawet w sklepach na co dzień – osiągały horrendalne ceny na czarnym rynku. Było to na szczęście na niewielką stosunkowo i ograniczoną obszarowo skalę, ale zorganizowanie pomocy państwowej dla zalanego obszaru trochę trwało. Mieszkańcy Wrocławia doskonale pamiętają ile popełniono przy tym błędów.

W przypadku wojny będzie jeszcze gorzej plus będzie panował bezwład i stan braku pewnych informacji. Radio i telewizja mogą nie działać, poza tym odbiorniki będą głównie bateryjne, telefony komórkowe po czterech dniach – zawsze wymagają ładowania. Nawet telefony dyskontowe wymagające innego zasilania jak to, które jest w standardowej linii telefonicznej nie będą działać. Wszystko stanie bez prądu, znaczna część komunikacji miejskiej przede wszystkim – a na pewno sygnalizacja świetlna.

Musimy być na to przygotowani, zarówno jako państwo instytucjonalnie, jak również jako obywatele, każdy w swoim domu, na tyle na ile jest w stanie. W uprzywilejowanej sytuacji są mieszkańcy domów, głównie na wsi – tam prawdopodobieństwo intensywnych działań zbrojnych jest o wiele mniejsze niż w miastach, które w naszych realiach są jedynymi miejscami, w których można się względnie skutecznie bronić przed przeciwnikiem. Przynajmniej do póki nie użyje zaawansowanych broni inteligentnych lub broni masowego rażenia.

Warto byłoby, zadać sobie odrobinę trudu i dla własnego bezpieczeństwa i swojej rodziny poszukać odpowiednich informacji dostępnych w Internecie na stronach różnych organizacji „survivalowych”, gdzie można znaleźć bardzo wiele, niezwykle interesujących porad – jak przygotować się do tego typu stanów nadzwyczajnych, żeby móc spokojnie we własnym schronieniu przetrwać do wyjaśnienia sytuacji, bez konieczności podejmowania zbędnego ryzyka. Jeżeli bowiem chodzi o zaopatrzenie ze strony państwa, nie należy się spodziewać „szału”, ale raczej „cudów”. Bądźmy pragmatyczni, przygotujmy się – dobrowolnie, nie możemy polegać we wszystkim na państwie. Kilkanaście konserw o przedłużonym okresie spożycia, czy też pieczywa o przedłużonej trwałości – rotowanych wedle dany przydatności – odpowiednio wcześnie i zapas wody wraz z bandażami, plastrami i innym podstawowym wyposażeniem nikomu nie zaszkodzi. To nie są wielkie kwoty, nie wymaga to wydatkowania tysięcy złotych. Odpowiednie zapasy umożliwiające rodzinie czteroosobowej przetrwanie do trzech tygodni w domu – to kwestia przy rozsądnym wydatkowaniu około 800-1000 zł (w cząstkach na ciągle rotowaną żywność w spiżarce). Wiadomo, że nie nastawiamy się wówczas na „frykasy:, chociaż biorąc pod uwagę ceny owoców puszkowanych w sklepach dyskontowych, takie zakupy mogą być bardzo tanie, a stanowią element wzbogacający dietę. Szczegóły doradztwa w tej sprawie pozostawmy specjalistom, takie informacje są dostępne w Internecie, warto skorzystać.

Państwo powinno popierać postawy pro obronne i zwiększające odporność tkanki społecznej na zagrożenia zewnętrzne, z którymi może się wiązać kryzys państwa i systemów, których działanie zapewnia i gwarantuje.

2 myśli na temat “Pożar mostu pokazuje próbkę chaosu w pierwszych dniach wojny

  • 25 lutego 2015 o 11:43
    Permalink

    Po zniszczeniu energetyki nie ma potrzeby ataku na wodociągi. Bez zasilania w prąd z elektrowni mogą pracować w najlepszym wypadku 24 godziny. Tak samo nie ma sensu niszczenia ujęć wody która jest potrzebna także agresorowi.

    PS. W średniowieczu wszyscy mieli dostęp do wody (czyste rzeki) i żywności (ograniczony).

    Odpowiedz
  • 25 lutego 2015 o 17:57
    Permalink

    Doskonały artykuł.
    Oby nie był proroczy, bo wiele się jeszcze może zdarzyć w naszym pięknym kraju nad Wisła.
    To co nazywano OC, zniknęło wraz z PRL-em.
    I nie chodzi mi tu o schrony, tylko o struktury OC oparte na zakładach pracy i instytucjach.
    Przepisy niby nadal istnieją, ale to są tylko spotkania kryzysowe lokalnych polityków i oglądanie prezentacji w PowerPoint.
    Gdzie są łopaty, gdzie maski, gdzie piasek, że o agregatach prądotwórczych nie wspomnę?
    Tego nie wie nikt.
    To był O JEDEN MOST ZA DALEKO i z tego pożaru trzeba wyciągać daleko idące wnioski.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.