Wojskowość

Pożądane realia naszego potencjału obronnego w NATO

 Polska to słaby kraj, przeważnie słabych i biednych ludzi niezdolnych do właściwej oceny sytuacji wokoło własnego nosa, nie mówiąc już o sprawach kraju, w którym żyją i który stwarza im możliwości rozwoju. Jedną z takich zapomnianych kwestii jest obronność, warto tu pamiętać, że jako kraj członkowski NATO zobowiązaliśmy się do kolektywnej obrony naszych sojuszników. Jednakże nie jesteśmy w stanie obronić się sami, nie mówiąc już o wysyłaniu wojska za granicę. To, z czym mamy do czynienia w Afganistanie to mała drobnostka – jednostka będąca zbieraniną wszystkiego, co najlepsze z całej naszej armii – w liczbie nieprzekraczającej jednorazowo 3000 żołnierzy – to mniej niż 3% wszystkich naszych obrońców. Należy pamiętać, że utrzymanie tych ludzi tam i tak przekracza nasze możliwości logistyczne i jest na pograniczu możliwości finansowych. Wojsko zawodowe jest dla nas niesłychanie drogie, a nie jest w stanie zapewnić potrzebnej nam niezależności.

Niestety kondycja innych naszych sojuszników w NATO nie jest diametralnie inna od naszej. Oczywiście armie państw zachodnich są lepiej zorganizowane i wyposażone, jednakże, co pokazała najlepiej kampania lotnicza nad Libią – generalnie sami nie jesteśmy zdolni do prowadzenia działań zbrojnych z prawdziwego zdarzenia – tak jak amerykanie zrobili to w Iraku lub jak robią to w Afganistanie. Prawdopodobnie żaden europejski kraj poza Wielką Brytanią i Francją nie jest w stanie wysłać większych sił niż kilka oddziałów wojskowych poza nasz kontynent. Wszędzie kłaniają się te same problemy i wyzwania – logistyka, uzbrojenie, rozpoznanie, dowodzenie, wsparcie z powietrza. Przecież banalny transport powietrzny opieramy głównie na Amerykanach i Ukraińcach! Sami możemy sobie przewieźć żołnierzy Casą, z plecakami i bronią osobistą. Fenomenalnie! Naprawdę tylko pogratulować sukcesów.

Powinniśmy przywrócić zaciąg do wojska, na początek ochotniczy – potem powszechny i przymusowy, ale na zupełnie innych realiach. Armia musi być atrakcyjnym miejscem zdobycia pierwszych doświadczeń zawodowych, a pobyt w wojsku musi się liczyć w CV każdego młodego rekruta. Co więcej armia powinna być na tyle atrakcyjna, żeby po paru latach od zwolnienia ze służby – żołnierz już, jako rezerwista chciał do niej wracać na krótkie okresy przeszkolenia. Nie miejmy złudzeń – 100 tys., najdzielniejszych komandosów w pełni zawodowych i do bólu zweryfikowanych w Bośni, Iraku i Afganistanie nie obronią nas przed możliwymi zagrożeniami zewnętrznymi, w tym tymi o charakterze historycznym.

Nasza racja stanu wymaga, żebyśmy byli w stanie sami bronić się tak długo, żeby dać naszym sojusznikom z zachodu wystarczającą ilość czasu do wsparcia nas i znalezienia politycznego rozwiązania konfliktu. Zagrożeniu z zachodu w ogóle nie jesteśmy w stanie się przeciwstawić bez broni atomowej, a o klasycznym z obu kierunków lepiej jest w ogóle nie myśleć. To zguba, upadek i zniewolenie całego narodu, a Rosjanie nie popełnią ponownie błędu i nie pozwolą nam na niepodległość, albowiem z ich perspektywy jesteśmy niewdzięcznym narodem – sprawcą problemów. I nie ma znaczenia, że racja historyczna jest po naszej stronie! Liczą się twarde fakty postrzegane przez opinię publiczną, my na rosyjską nie mamy żadnego, absolutnie najmniejszego wpływu.

Powoli zaczynamy dochodzić do punktu, w którym to właśnie nasza słabość będzie decydowała o naszej pozornej sile. Warto pamiętać o tym, że w I-szej Rzeczpospolitej były stronnictwa polityczne szczycące się naszą słabością w tym sensie, że Polska jawiła się im, jako kraj niezagrażający nikomu, – więc adekwatnie nikt nie będzie chciał mu zagrażać. Jak mylne były to pragnienia lepiej nie przypominać. Musimy pamiętać, że nie wszystkim naszym sąsiadom po drodze z Polską – niezależną, silną i np. wspieraną przez USA w Europie. Koniem trojańskim już raz nas okrzyknięto, jak zdecydowaliśmy się wspólnie z Amerykanami okupować Irak. Tej lekcji nikt w Berlinie ani w Moskwie nie przegapił, ani nie zapomniał. To my jak zwykle mieliśmy pecha, bo po zmianie polityka w Białym Domu staliśmy się zapomnianym sojusznikiem. Po prostu jak zwykle, ale to nadal nas nie nauczyło jak bardzo powinniśmy być ostrożni wobec wszelkich sojuszy.

Naszym celem na płaszczyźnie militarnej powinno być stworzenie potencjału umożliwiającego nam swobodne zaatakowanie – uwaga – zaatakowanie – a nie tylko obronę – wszystkich wschodnich sąsiadów. Potencjalny nieprzyjaciel obecnie nie spodziewa się tego z naszej strony, albowiem nasza nieliczna armia kończąca pracę o 15:30 w koszarach i pełna starego uzbrojenia raczej wzbudza politowanie na uzbrojonym po zęby wschodzie. Musimy rozbudować swój potencjał do takiego stopnia, żeby potencjalny przeciwnik – musiał liczyć się z tym, że możemy go zaatakować i zająć przynajmniej część jego terytorium. Miałoby to kolosalne znaczenie dla odstraszania na wschodniej rubieży NATO, uwiarygodniło nas względem najbliższych sojuszników, a także dało pewne minimum bezpieczeństwa dla nas przynajmniej na części terytorium kraju, albowiem potencjał do ataku doskonale nadawałby się także do obrony.

Nie zastanawialiście się państwo, – kto ma bronić Słowacji, Litwy i Łotwy? Jeżeli dojdzie do zawieruchy na wschodzie, a tego scenariusza tam nadal nie możemy wykluczyć – to niestety czy to się nam podoba czy nie, ale to właśnie w obronie tych krajów będziemy zobowiązani wystąpić zbrojnie. Jednakże znowu wracamy do pytania, z czym mielibyśmy wystąpić?

One Comment

  1. Strasznie się @Krakauer doczepił tej wizji 10 000 Leopardów, 20 000 Marderów, Gepardów i PzH 155 mm – pędzących przez Środkowoeuropejskie równiny do Moskwy.
    Tylko że i jedni i drudzy zrozumieli, że to kosztuje i nie przynosi żadnych korzyści.
    Putin był kilka lat w Niemczech (co prawda NRD, ale jednak) i spodobały mu się tamtejsze czyste i równe chodniki oraz ulice.
    Chce to mieć u siebie i to bez wojny.
    Siłę do samoobrony ma, więc nie musi atakować.
    Niemcy są gotowi wyprodukować nawet 100 000 Leopardów, tylko ich późniejsze utrzymanie w okupowanej Europie Wschodniej – będzie kosztowne, nie licząc ofiar w ludziach.
    Zamiast tych Leopardów wolą wyprodukować i sprzedać do Rosji miliony Mercedesów.
    W zamian dostaną z Rosji nośniki energii, co pozwoli im zachować posiadany poziom życia i MIEJSCA PRACY!
    Po co mają ze sobą walczyć, jak mogą handlować i wspierać rozwój Rosji, między innymi maszynami do budowy dróg, chodniczków, itp pierduł.
    Putin może odegrać rolę Piotra Wielkiego, który też podglądał Zachód (Holandia, Niemcy), zanim wziął się za reformy Rosji.
    I Oni już to robią.
    Dowody:
    1. North Stream x 2 nitki
    2. Rurociąg południowy przez Morze Czarne, Bułgarię, Węgry do Austrii …
    Właśnie Węgry się zgodziły.
    Obniżają ceny gazu, bo i tak wyjdą na swoje.
    Osłabią tym samym LOBBY ŁUPKOWE w POLSCE i lekko przeciwstawią NARÓD POLSKI elitom rządzącym, bo PGNiG nie obniży cen detalicznych o 20%, a tyle obniżą ceny Rosjanie (z 15 na 12 mld Euro rocznie).
    Te dwa systemy RUR omijają POLSKĘ.
    Statki RO-RO z Niemiec do Petersburga mają bliżej z transportem kontenerowym i TIR-ami, niż przez szereg krajów.
    Poza tym jest to tańsze.
    Oni nie zamierzają nas ATAKOWAĆ, oni nas zamierzają IGNOROWAĆ na dwie – trzy dekady!
    I co Pan na to Panie @Krakauer?
    Jak się za to zemścić?
    Zaatakować ich (kogo? Oba sąsiednie Mocarstwa na raz, czy po kolei?) za to, że przestaną nas zauważać?
    Technologie już na to pozwalają.
    Nie jesteśmy dla nich przeszkodą.
    Po 10 latach Niemcy nie muszą nic wozić, bo przeniosą filie swoich fabryk do Rosji. Gaz i ropa będzie im nadal potrzebna, więc RURY już są.
    Co im Pan zaproponuje?
    Chyba tylko dynie, bo ziemniaki wezmą z Białorusi, która jest potęgą w ich produkcji, a wielkich gospodarstw rolnych nie zlikwidowała.
    Proszę otrzeźwieć Panie @krakauer!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.