Paradygmat rozwoju

Nic nie powstrzyma integracji strefy Euro i zmian w Unii Europejskiej

Ponieważ Polska nie przyjęła jeszcze wspólnej waluty Euro – Donald Tusk, chyba raczej nie ma szczególnych szans na „coś” poważnego w polityce Unijnej. Tak jak nic nie powstrzyma integracji strefy Euro, tak też nikt nie da Polakom zabawki, którą z łatwością mogliby popsuć – podobnie jak popsuli unijną politykę wschodnią i narazili stosunki z Federacją Rosyjską.

Polityka wymaga pragmatyzmu i wyrachowania, ale pewnych rzeczy ani się nie zapomina, ani się nie wybacza. Po prostu nie ma litości dla ludzi, którzy są nieskuteczni i nie potrafią sami wywalczyć sobie swojej pozycji – właściwej dla rangi spraw, którymi się zajmują i adekwatnie do posiadanego instrumentarium.

Tusk przez siódmy rok rządów nie pokazał niczego, co czyniłoby go mężem stanu, jak również nie wykazał się nawet dobrym rządzeniem swoim krajem. Jeżeli ktoś myśli, że takiemu człowiekowi ktoś poważny chciałby powierzyć, chociaż funkcję pacynki i reprezentanta Unii Europejskiej to się myli. Nie miejmy w tym zakresie żadnych złudzeń, chociaż warto życzyć panu premierowi jak najlepiej, ponieważ jakikolwiek jego awans oznacza dla nas korzyści – chociażby wizerunkowe.

Unia Europejska, jeżeli chce przetrwać musi być efektywna i konkurencyjna, w skrócie musi zarabiać pieniądze! Do tego nie ma innej alternatywy niż dobre zarządzanie, a ono wymaga integracji i harmonizacji całej gospodarki – najpierw wokoło wspólnej waluty Euro, potem co jest zupełnie naturalne – także politycznie. Obecny kryzys dowiódł, że Unia nie może być tylko i wyłącznie Unią transferową, ponieważ taka Unia prędzej czy później będzie się zwijać, albo będzie Unią skazującą część swoich peryferii na permanentny kryzys.

My, jako kraj na peryferiach, a nawet kraj buforowy z nadążną gospodarką, ciągle biedniejsi kuzyni musimy się do tego dostosować. I uwaga – tu nie będzie „zmiłuj się”, bo jesteśmy „pięknymi Polakami” i mamy urojenia, że coś się nam należy, ewentualnie że powinniśmy mieć do czegoś prawo. Unia Europejska opiera się na założeniu – chcesz żreć – pracuj. Niestety trochę o niej zapomniała przez rozwinięty socjalizm i rozdawnictwo, ale w przypadku Unii jest ono funkcją dobrobytu i zamożności. Porównując się do społeczeństw zachodnich ciągle zapominamy, że oni mieli już lodówki przed II Wojną Światową, znane są wspomnienia niemieckich żołnierzy – realnie przerażonych stanem sanitariatów w Polsce we Wrześniu 1939 roku. Pomijając, bowiem całe ogłupienie faszyzmem, dla chłopaka z bogatego domu pod Hamburgiem nie mieściło się w głowie, że potrzeby fizjologiczne można załatwiać nie w porcelanowej muszli z bieżącą wodą. Dodatkowo w polskich domach, poza największymi miastami – gdzie już były meblościanki i segmenty – powszechnie stały kufry i skrzynie. Meble miały rodziny szlacheckie! Potem było już tylko gorzej. Więc, z czym my się chcemy porównywać do zachodu? Z kupionymi na długie kredyty ich – 10 letnimi samochodami?

Trzeba wziąć sobie na wstrzymanie, napić się szklankę zimnej wody i podejść do Unii nie jak do celu ostatecznego zbawienia – szczęścia wszystkich Polaków, ale jak do użytecznego elektronarzędzia, w obsługę, którego można się bez reszty zaangażować – jednakże zachowując kontrolę nad przełącznikiem ON/OFF. Dobrze jest jeszcze mieć możliwość regulować obroty, ale za żadne skarby nie można sobie rezerwować prawa do wyrywania kabla ze ściany!

Wszyscy przeciwnicy przyjęcia wspólnej waluty powinni się dobrze zastanowić, albowiem jeszcze nie jest za późno, żeby wsiąść do pociągu prawie na pierwszej stacji, a przynajmniej na pewno pomiędzy jej peronem a zwrotnicą decydującą, w jakim kierunku pociąg pojedzie. Eurofobiczne zachowania są idiotyczne, albowiem nie możemy zapominać o tym, jaka jest nasza rola w Unii otóż, więc – może tego jeszcze nikt nie powiedział, ale najdelikatniej mówiąc jesteśmy fabryką i dostawcą usług – dzięki szeroko rozbudowanej sieci firm i migracji! Zainwestowano i nas spore ilości kapitałów, od których zależą emerytury sporej ilości ludzi na zachodzie i zyski prawdziwych bogaczy. Jak państwo myślicie, czy namawiano by nas do Euro (obecnie raczej już się nas nie namawia, stawia się nam warunki) – po to – żebyśmy np. wpadli w kłopoty? Nie! Plan Unii dla nas – to stopniowy, mozolny rozwój, gwarantujący dobre stopy zwrotu z poczynionych inwestycji oraz pole do ekspansji dla kolejnych, ponieważ naprawdę nie bardzo jest, co zrobić z olbrzymimi kapitałami, które są a fundusze emerytalne będą domagać się stóp zwrotu!

Powyższe w kontekście Euro oznacza mniej więcej tyle, że po pierwsze nikt nam nie pozwoli popsuć swojej gospodarki, a po drugie, – jeżeli rzeczywiście zdarzyłoby się jakieś nieszczęście, to nie tylko pomogliby nam finansowo, ale jeszcze wymusiliby na nas reformy strukturalne, których potrzebujemy jak piaski Sahary potrzebują kropel deszczu.

Jeżeli ktoś jest tak irracjonalny, że obawia się „zbytniego uzależnienia” i utraty niepodległości po rezygnacji z własnej waluty, ten w ogóle nie rozumie, w jakim miejscu i jakim czasie jesteśmy, a także na jakich zasadach funkcjonuje współczesny świat. Drukować złotówkę możemy może do 5-7% ogólnej ilości pieniądza, ponad to – nikt nie uwierzy już w nic polskiemu rządowi i bankowi centralnemu. Co oczywiście i tak skończyłoby się inflacją i automatycznym dostosowaniem wartości naszej waluty do Euro i całej reszty. Nie da się w długiej perspektywie oszukać rynków finansowych, już samo rolowanie dużych kwot jest liczącą się grą! Naprawdę nie szalejmy i nie miejmy snów o potędze. 25 lat tyrania i wyrzeczeń nie może pójść na marne.

No a że generalnie może być gorzej? Proszę państwa – zawsze może być gorzej, czy ktoś pod koniec lat 80-tych w Jugosławii spodziewał się, że w trakcie oblężenia Sarajewa kilo mleka w proszku będzie przez pewien okres czasu dosłownie na wagę złota? Wy się spodziewaliście w 1985 roku, że w 2014 będziemy mieli klęskę nadmiaru wszystkie – zbyt duży wybór towarów, ich wariantów i miejsc gdzie można je kupić? Nie można sytuacji istniejącej traktować, jako niezmiennego status quo. Rzeczywistość geopolityczna jest zmienna, w naszym interesie jest dołożenie swoich cegiełek do wspólnego domu, głównie po to żeby wzmocnić jego ściany na tyle, żeby prawdopodobieństwo przetrwania kolejnej złej pogody było większe także dla nas. To na tym polega Unia i Wspólnota, a nie na „cwaniakowaniu” i obrażaniu się, a że nie jemy największą łyżką, że nawet nie siedzimy przy głównym stole no i może mamy trochę odgrzewane kotlety. Naprawdę od końca połowy XVII wieku – NIE BYŁO NAM TAK DOBRZE JAK JEST TERAZ, chociaż jest tak źle, że ledwo starcza do pierwszego i nie stać nas na posiadanie dzieci. Pamiętajmy wówczas magnateria nie wiedziała, co robić z pieniędzmi, szlachta nie pracowała, ale jeszcze trochę walczyła, chłopi i mieszkanie pracowali na tyle, że dla nich i ich panów starczało, a nawet było jeszcze na tyle, że katabasy nie były w stanie wszystkiego ukraść lub zmarnować! Dzisiaj zaczyna być podobnie, z ta różnicą, że za PRL-u wprowadzono renty i emerytury oraz darmową opiekę zdrowotną! Natomiast to dopiero Unia Europejska wybudowała u nas właściwą sieć dróg! No dobrze – prawie wybudowała, ale to tylko, dlatego bo sami decydujemy o tym: jak, co, kiedy i za ile budować. Nie można się, zatem dziwić, że „trochę” się nie udało. No, wyszło jak zwykle!

Niech żyje Unia Europejska, Euro i Kanclerz Angela Merkel! A nawet skuter Prezydenta Republiki Francuskiej!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.