Ekonomia

Powołajmy Polski Koncern Rolny!

 Nasze rolnictwo od lat boryka się niezmiennie z tymi samymi problemami, nie jest zdolne do zmian efektywnościowych wymagających koncentracji i specjalizacji produkcji, ponieważ struktura społeczna i związana z nią opcja polityczna wyznają rachityczne standardy cywilizacyjne, konserwując zaszłości w imię własnych dobrze pojętych interesów i trwania przy zdobytym status quo.

Dopłaty bezpośrednie okazały się oliwą konserwującą zaszłości, albowiem podziałały niczym ożywczy smar dla zardzewiałej i zepsutej maszyny, której koła zębate i wszystkie przekładnie albo się zapiekły, albo zatarły. Dotacje bezpośrednie powodują, że rolnicy dysponują stałym źródłem dochodów uniezależnionym od powodzenia działalności operacyjnej, którą prowadzą. Ponieważ większość gospodarstw je otrzymujących w istocie nie produkuje niczego na rynek i nie jest zdolna do większej akumulacji lub specjalizacji produkcji, środki te nie służą na rzecz modernizacji – poza standardem drugiej i trzeciej anteny satelitarnej na wiejskich domach, czy też w bogatszych – bezprzewodowego Internetu. Przełożenie z tych funduszy na zdolność do produkcji, polepszanie jej, jakości a tym samym zapewnienie z rolnictwa dochodowego źródła dochodu dla milionów polskich rolników nie następuje. Gross środków jest po prostu przejadany, wielu tzw. rolników kupuje żywność w najbliższych miasteczkach, zasilając swoją pracą szarą strefę, a dopłaty unijne przeznacza na cele poza rolnicze związane np. z awansem społecznym ich dzieci – przenoszących się do miast, czyli na studia i mieszkania. Jest to społecznie pożyteczne, jednakże nie rozwiązuje problemu ludności wiejskiej, która chyba w ostateczności musi umrzeć, bo nigdy nie bezie jej stać na samofinansowanie się, jak również nie efektywne, albowiem z pieniędzy przeznaczanych na rolnictwo osiągane są zupełnie inne cele. Ale w Polsce trzeba się do tego przyzwyczaić, gdyż społeczeństwo jest mądrzejsze niż jego decydenci. Innymi słowy, nie można robić rolnikom wyrzutów z tego jak wydają pieniądze, albowiem zawsze wydają je w swoim rozumieniu maksymalizując użyteczność i najbardziej efektywnie, a że przy okazji zlikwidują problem kolejnych pokoleń ludności wiejskiej “no future” to chwała im za to.

Jednakże to nie o to w tym procesie chodzi. Nie jest celem państwa spowodowanie masowej migracji z wsi do miast (w tym głównie do Londynu), albowiem w polskich miastach nie przyrasta w takim tempie praca – nie jesteśmy innowacyjni. Konserwowanie tego ślimaczącego się procesu wzbogacania ludności wiejskiej jest w interesie nas wszystkich, albowiem gdybyśmy mieli tak efektywne rolnictwo jak we Francji czy Niemczech, to z kraju prawdopodobnie wyjechałoby kolejne 2-4 miliony ludzi, nie mogąc znaleźć dla siebie miejsca w rzeczywistości naszych miast, a na wsi – wiadomo, jakoś “prze-wegetują”!

Jeżeli nie zdecydujemy się na zmianę nastawienia w stosunku do wsi i ludzi wsi, to nigdy nie wydobędziemy drzemiącego tam potencjału. Przy odrobinie dobrej woli, umiejętnym kontraktowaniu produkcji, sterowaniu całością, jako systemem, standaryzacji i wsparciu dla eksportu – można byłoby zamienić nasze niedomagające rolnictwo w prawdziwą lokomotywę eksportową, porównywalną z Niemieckim przemysłem – być, może także pod względem skali – wielkości obrotów zagranicznych. Wszystko, czego potrzebujemy to stabilizacja średniookresowa ekonomicznych warunków produkcji – w oparciu o powszechne kontrakty, wydawane przez zjednoczenia produkcyjne, spółdzielnie i wszelkiego typu większe agregacje producentów rolnych – zapewniające standaryzację jakościową oraz podaż na określonym poziomie. Przecież żywność, o czym już pisano na łamach Obserwatora politycznego, jest w istocie towarem ściśle strategicznym, którego niedobory na świecie są faktem – a ten, kto dysponuje nadpodażą ma atut nadzwyczajny, zwłaszcza, jeżeli żywność jest bezpieczna, tradycyjna, dobra jakościowo i można zapewnić przewidywalną ilość dostaw w czasie. Jest to bardzo ważne, albowiem umożliwia wyrobienie nawyków u odbiorcy, który może włączyć dane produkty do stałej diety. W efekcie producent uzyskuje rynki zbytu, a nabywca się uzależnia i to strategicznie od swojego dostawcy, albowiem ludzie muszą jeść! Nie byłoby zwycięstwa aliantów w II Wojnie Światowej, gdyby nie bezkresne łąki Argentyny – wytwarzające praktycznie nieskończoną ilość mięsa! Trzeba o tym pamiętać, zwłaszcza w kraju, który ma potężne tradycje rolne, albowiem na masowym eksporcie płodów rolnych uczynił się regionalnym mocarstwem na prawie 300 lat!

Nie ulega wątpliwości, że do przeprowadzenia zmian jakościowych niezbędne byłoby zainicjowanie działań ze strony państwa. Jednakże, żeby uniknąć spodziewanego spłycenia rzeczywistości i opanowania nowo planowanej struktury przez ludzi starego układu, myślących starymi kategoriami – rodem z pewnych elewatorów zbożowych – warto pomyśleć o włączeniu do tego procesu podmiotów globalnych, zajmujących się produkcją i obrotem żywnością (w tym technologiami produkcji rolnej) na skalę globalną. Polska w tym zakresie może być partnerem dla największych graczy, a przy odrobinie ambicji mogłaby stworzyć własny odpowiednik tego typu koncernu rolnego – grupującego potencjał i spinającego system od pojedynczych plantatorów poprzez zaplecze naukowo-technologiczne a na zbycie najlepiej hurtowym – i detalicznym na zagranicznych rynkach kończąc. Polski Koncern Mięsny już mamy, więc to udany przykład na to, że się da jak się chce! To naprawdę nie jest nic trudnego, jednakże wymaga determinacji i odrobiny myślenia strategicznego, o które w naszych warunkach niezwykle trudno.

One Comment

  1. Czarno widzę możliwości uzdrowienia naszego rolnictwa.
    Powoli ceny żywności zaczynają być u nas wyższe niż w Niemczech. Minister Sawicki umiejętnie zaciemniał w statystykach, ale wychodzi powoli że zbyt mocno.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.