Paradygmat rozwoju

Powinniśmy przemyśleć koncepcję państwa na nowo

 Powinniśmy przemyśleć koncepcję państwa na nowo, być skuteczni w poszukiwaniu, czy też wypracowywaniu nowego paradygmatu „trwania” dla Polski. Ponieważ sytuacja, jakiej jesteśmy świadkami po praktycznie dekadzie rządów prawicy szokuje.

Nie można, bowiem pojmować, tego z czym mamy do czynienia inaczej niż właśnie przez doktrynę szoku, ale na szczęście na wesoło, ponieważ świat się już z nas śmieje, a co rozsądniejsze krajowe autorytety zdolne widzieć i rozumieć pomimo poważnych i zatroskanych min, prawdopodobnie tarzają się w spazmatycznych konwulsjach po dywanie, jak tylko zestawią jawne fakty. Przecież nie można tego wszystkiego próbować pojąć na trzeźwo.

Spróbujmy obrać sprawę jak cebulę, co jest w samym środku i kto ma w tym interes, żeby się stało między innymi tak, jak się stało? Przecież to nie możliwe, żeby kraj widzący sens i potrzebę w wydawaniu grubych miliardów na zbrojenia i nowoczesną wojnę hybrydową, w tym cyberwojnę. Jeżeli jakaś przypadkowa w sumie grupa kilku inspirowanych materialnie kelnerów była w stanie w sposób systematyczny i długotrwały przenikać naszą klasę polityczną. W taki sposób, żeby rozłożyć na łopatki cały aparat państwowy w ciągu jednego roku, doprowadzając praktycznie do przetasowania politycznego, które wydawało się niemożliwe. Przy czym nikt z potężnych decydentów, z których wielu właśnie odchodzi do historii (miejmy nadzieję na trwałe), nie było w stanie przez cały rok zmusić służb specjalnych, ani nawet wynająć firmy profesjonalnej, żeby opanowała skandaliczne przecieki i dotarła do zleceniodawców. Podobnie ta sama elita, po błędzie politycznym związanym z ustrojem prokuratury, przez całe lata nie była w stanie spowodować, żeby niezależnej i mającej własne interesy w państwie prokuratury chciało się podjąć konieczne działania w sposób logiczny i skuteczny, w celu wyeliminowania licznych patologii. Przecież poszczególne afery – poczynając od spółki inwestującej w złoto, a na para-bankach kończąc, to woda na młyn do wykorzystania politycznego przeciwko opozycji, albo do zamarkowania błędów i grzechów własnych. Jak można było popełnić tak totalne błędy?

Poraża to, że towarzystwo wzajemnej adoracji, które zarządza Polską przez ostatnie 25 lat, wyprzedało za około 10-, może 15% realnej wartości majątek, na który ciężko pracowały całe pokolenia Polaków – odbudowując i scalając kraj, w warunkach socjalnego realizmu. Brak perspektyw spowodował, że ubyło nam około 3 mln ludzi, którzy nie byli w stanie stworzyć sobie warunków do egzystencji w naszej rzeczywistości. Do tego dodano jeszcze dług na prawie już 300 mld Euro! To jest realny bilans tych 25 lat zbrodniczej, ludobójczej – neoliberalnej transformacji, który obecnie jak skończyło się to, co można było przewalić (OFE), spowodowano, że zmanipulowane i oszukiwane od lat społeczeństwo uwierzyło w „odwiecznego” wroga na Wschodzie. Były premier jawnie straszył społeczeństwo prawdopodobieństwem konfliktu.

Czy to nie jest przypadkiem tak, że cebula w środku jest jajkiem-niespodzianką i nie mamy możliwości go otworzyć? Chociaż bardzo byśmy chcieli zobaczyć, jaka zagadka jest w środku? Tymczasem, tam nie ma niczego – zieje pustką i czarną rozpaczą. Czy to znaczy, że – nikt nie ma pomysłu na to państwo?

Czy ktoś jeszcze pamięta, kto wprowadził we współczesnej Polsce modę na utajnione nagrywanie? Była afera i komisja śledcza, potem skazano znanego i szanowanego w branży producenta filmowego, któremu przed Sadem nie udowodniono, kim byli jego zleceniodawcy, a jednak ten człowiek siedział w więzieniu. Wystarczył dyktafon położony na regale z książkami czy czymś takim. Potem już było tylko gorzej, bo i pewien minister używał dyktafonu, jako „gwoździa”, oczywiście do trumny, jak również wzajemne nagrywanie się i podsłuchiwanie stało się pewną normą. Co jest charakterystyczne, nikt poza jednym producentem filmowym tak naprawdę nie poniósł żadnych konsekwencji.

Naprawdę nie byliśmy w stanie przez tyle czasu poradzić sobie z problemem nielegalnych dowodów? Nie ma w tym kraju prokuratorów i Sądów, zdolnych do przeprowadzenia procesu w taki sposób, żeby nikomu nie opłacało się okłamywać państwa? Być może prawo jest złe, ale z drugiej strony mamy przecież naszą wolność. Czy poświęcilibyśmy wolność na rzecz prewencyjnego działania służb, w sposób silnie selektywnie ograniczający naszą wolność?

Nasz dramat polega na tym, że wolność, którą mieliśmy do tej pory – zdyskwalifikowano, ośmieszono i uczyniono synonimem obciachu przez wyeksponowanie nadużyć systemu. Co jest zupełnie niezrozumiałe, to się podoba większości społeczeństwa, która zniewolona ekonomicznie przez niski poziom dochodów – nie widzi dla siebie żadnych korzyści z wolności politycznej, jeżeli nie ma wolności ekonomicznej, na adekwatnym i oczekiwanym do cywilizacyjnego modelu życia poziomie.

W ten sposób dochodzimy do Marksizmu, czy też jak kto woli nauki Jezusa – poddanego rzymskiego z I w. n.e., w dawnej prowincji Judea. Obaj doskonale rozumieli, że o ile można robić rewolucję z ludźmi, którzy mają puste brzuchy, to jej podtrzymanie wymaga ich napełnienia.

Pierwszy (patrząc historycznie) rozdawał ryby i wino w sposób cudowny zmultiplikowane, do tego za darmo leczył i wypędzał demony (można sobie nie wierzyć) i w finale swojego przekazu filozoficzno-ideologicznego, wpoił swoim zwolennikom obietnicę, że nawet najpodlejszy złoczyńca, w istocie ktokolwiek z rozumnych, ożywionych i śmiertelnych, – jeżeli tylko w niego uwierzy, ma szansę na życie wieczne. To było genialne, patrząc na przekaz zawarty w Ewangeliach z perspektywy współczesnego PR-u i marketingu, widać że opisywane w nich zdarzenia to była jedna wielka kampania marketingowa, która zaprogramowała przekaz główny w taki sposób, że nadal jest atrakcyjny i na zawsze pozostanie. Ponieważ Tenże poddany rzymski, dał nam wszystkim w swojej obietnicy możliwość wiary w to, że pokonamy śmierć. A to jest największa motywacja dla człowieka.

Drugi natomiast, miał pełną świadomość siły przekazu filozoficzno-ideologicznego Tego Pierwszego, ale patrzył na świat z perspektywy pary i stali. To znaczy, miał przesłoniętą rzeczywistość, w tym zdolność do percepcji przez wyzwania współczesnej Mu epoki, generowane przy okazji szukania odpowiedzi na stary jak świat problem rzadkości. W efekcie zrozumiał, że system wymagający dorzucania do kotła, dla podtrzymania pary – potrzebuje pracy ludzkiej. Żeby ta była możliwa w sposób ciągły i z pożytkiem dla człowieka – musi być odpowiednio wynagradzana. O nic więcej w przekazie Marksa, JAK O ADEKWATNĄ PARTYCYPACJĘ, co do meritum nie chodzi. Człowiek ma ze swej pracy móc się utrzymać w warunkach cywilizacyjnych, w których funkcjonuje tak, żeby nie tylko mógł przeżyć, ale jeszcze był w stanie trwać i generować rozwój.

Tymczasem nasza elita uwierzyła w to, że rewolucja już się dokonała i to jej rękami i z tego powodu ma ona prawo do pożerania każdej wisienki na torcie, jaką uda się wyhodować, jak również i tortu także. Okruchy i zakalce pieczone z tego, co spadło na ziemię przy pieczeniu tortu – miały wystarczyć dla społeczeństwa. Oczywiście również postarano się o odpowiedni przekaz ideologiczny, który miał dawać ludziom prawo do wyrażania „nadziei”, że będzie lepiej. Mijały lata wesołego zajadania się ośmiorniczkami przez elitę i szarpania się o każdy okruszek przez społeczeństwo, a tu nic. Nie wydarzyło się nic takiego, co spowodowałoby, że z przyjętych dogmatów zrodzi się powszechny dobrobyt. Po 25 latach nie ma ani dobrobytu, ani poprawy cywilizacyjnej. Naprawdę, na Białorusi także są telefony komórkowe, a w nie-państwach na obszarze Somalii służą nawet do realizowania płatności i to powszechnie!

Zostaliśmy brutalnie oszukani, jako społeczeństwo, przez ludzi, którzy zamiast zmieniać Polskę, wykorzystać szansę epokową daną przez historię i Michaiła Gorbaczowa, to po prostu ją pomiędzy siebie podzielili, ale w taki sposób, że w wyniku prywatyzacji, co najwyżej mogą być zarządcami obcego już majątku we własnym kraju! Mówiąc obrazowo – nie tylko oddaliśmy wędkę do łowienia ryb, ale także sprzedaliśmy staw i płacimy za dojazd do niego a ryby w nim pływające są licencyjne lub importowane.

W tej chwili najbliżsi władzy są ludzie, którzy będą usiłowali wmówić nam, że wiedzą lepiej od swoich kolegów – a zarazem poprzedników, jak urządzić to państwo na nowo. Są nawet skłonni je nam przenumerować. Tymczasem, naszych problemów nie da się już rozwiązać przez zmianę struktury urzędów państwowych lub połączenie kilku agencji w jedną, ewentualnie skok na kasę z banku centralnego w rozumieniu pozwolenia na luzowanie ilościowe w walucie krajowej. Nawet, jeżeli obwieszą nam cały kraj, na każde święto dużymi flagami, to nadal nie będzie odpowiedzi na to samo pytanie – jak trwać, żeby przetrwać?

Oczywiście trzeba wiele zmienić i poprawić, nikt rozsądny nie może negować konieczności wielu reform, tylko niestety czas rozwiązań prostych dla nas już minął. Granice wzrostu mamy wyznaczone przez nasze miejsce w uporządkowanym świecie zachodnim, w którym pełnimy rolę zasobu niewolników.

Warto mieć na uwadze to, jak zmarnowaliśmy szansę na restrukturyzację rolnictwa i wspaniale nie budujemy przemysłu rolno-spożywczego, jak również bio-paliowego przez ostatnie lata. Nie jest tajemnicą, nawet dla ekspertów od rolnictwa, że po pierwsze żywność to najważniejszy zasób strategiczny we współczesnym świecie, a jego rola będzie tylko rosnąć. Po drugie, nasz kraj dzięki warunkom naturalnym i stosunkowo małej liczbie ludności jest w stanie – stosując zaawansowane techniki gospodarowania oraz nowoczesne metody zarządzania rolnictwem i przemysłem przetwórczym – produkować żywność dla około 1300-150 mln ludzi rocznie oraz zapewnić sobie prawie całkowitą wystarczalność w zakresie wykorzystywania paliw płynnych, jak również w znacznej mierze produkować energię elektryczną i cieplną w oparciu o zasoby biodegradowalne. Dlaczego przez tyle czasu nie zrobiliśmy niczego, żeby stać się rolniczą potęgą? Czy, aby przypadkiem Unia Europejska nas tutaj nie tylko nie uśpiła, ale jeszcze i nie ograniczyła?

Co w zamian możemy zrobić, żeby mieć, na czym zarabiać? Gdzie są nisze, w które może wejść kraj taki jak nasz z takim społeczeństwem jak nasze? Euro-idioci odpowiedzą, z oburzeniem, że w innowacje, nowe technologie, Gospodarkę Opartą na Wiedzy itd. Wszystko super, „wchodzimy w to” po swojemu – np. zmieniając tak kodeks pracy, żeby zagraniczni inwestorzy w Specjalnych Strefach Ekonomicznych mogli nie płacić niewolnikom w Polsce za nadgodziny, albo tak rozszerzamy granice tych stref, żeby trafiały do nich innowacyjne biurowce, w których się fakturuje! Gdzie są te patenty? Gdzie jest ten przemysł czekający na rozwiązania wdrożeniowe i innowacje? Proszę montowni tramwajów lub autobusów nie nazywać fabrykami. Owszem, dobrze że są, ale to tylko odcinki w długich łańcuchach współczesnej logistyki, nawet nie te najbardziej dochodowe.

Uwaga, to nie jest krytyka produkcji gipsowych krasnali lub części samochodowych, ewentualnie składania mebli. Jednakże w przypadku prac prostych osiągnęliśmy właśnie szklany sufit dochodowości tamowanej przyrostem efektywności. Jeżeli komuś się wydaje, że z Polski nie będzie wyjeżdżać więcej ludzi niż się w niej rodzi, bo mamy wzrost 2-3% i to mierzony w istocie manipulowanym PKB, ten jest w epokowym błędzie.

Niestety nikt nie jest w stanie zadać na przykład pytania – a co by się stało, jakbyśmy mieli, chociaż kulturę? Jakby się nam żyło, gdybyśmy byli państwem zdolnym do wytworzenia własnej kultury, będącej czymś więcej niż prostym eklektyzmem tego, co uda się importować i dostosować do lokalnej specyfiki. Czy żyłoby się nam lepiej? Czy mielibyśmy, na czym oprzeć własną tożsamość dla całego Narodu, jeżeli bylibyśmy niezależni kulturowo i na tyle silni, żeby tą niezależność podtrzymać? Jeżeli nie jesteśmy w stanie wyprodukować tak dobrych samochodów jak Niemcy, ani tak groźnych czołgów jak Rosjanie, czy też czegoś tak finezyjnego jak system operacyjny współczesnego smartfonu, komputera, tabletu i innej elektroniki użytkowej – jak Amerykanie. To może, chociaż róbmy dobre filmy, piszmy dobre książki, malujmy interesujące obrazy, czy też stawiajmy budynki, które będą inspirować, a zarazem w ramach szerszego ładu urbanistycznego przyczyniać się do poprawy, jakości otaczającej nas przestrzeni w sposób twórczy!

Tymczasem, dzisiaj budzimy się w kraju gdzie triumfują Ci, którzy powołują się na swoją interpretacje narośli intelektualnej (często pięknej i słusznej) na nauce wspominanego poddanego rzymskiego z I w n.e. Okazuje się bowiem, że np. funkcjonariusz publiczny pełniący dzięki wykształceniu funkcję lekarza w publicznym szpitalu, może nie liczyć się z prawem jeżeli uzna, że jego własne prawo do dokonania ideologicznej wykładni cudzego problemu medycznego, jest nadrzędne nad tym co ustalił i zapisał Sejm w tym kraju. To znaczy, że jego prawo do prymatu sumienia opartego na percepcji akceptowanej przez jego osobę ideologii. Jest ważniejsze od prawa pacjenta, któremu formalnie państwo gwarantuje także prawa, ale ze względów medycznych i niezależnych w danym momencie od pacjenta – rodzące kontrowersje w niektórych wykładniach wobec ideologii nadrzędnej dla funkcji, którą konkretny człowiek powinien po prostu wypełnić.

Jeżeli od dzisiaj nierówność wobec prawa będzie w naszym kraju akceptowanym standardem, ponieważ zwycięży ideologia (nie ważne, jaka – nawet religijna), nad prawem. To prędzej czy później, znowu – może nie My, ale może nasze nieliczne dzieci, będą zachwycać się Marksem w poszukiwaniu uzasadnienia dla swojego roszczenia o partycypację, na poziomie adekwatnym do aspiracji, potrzeb, wyzwań – ich czasów. Jednak, czy te dzieci będą mówić po naszemu, to już inna kwestia, jak zostawilibyśmy Im chociaż kulturę, to byłoby możliwe przetrwanie.

7 komentarzy

  1. Wierny_Czytelnik

    Czytam 3 ci raz i jestem zafascynowany.

  2. Dzień Dobry
    Świetnie w jednej całości to o czym dotychczas również napisałem plus coś więcej. Brakuje jednak jednej rzeczy. Polecam zapoznać się z takim pojęciami: deklaracja pierwszeństwa w traktacie europejskim, artykuł 90 Konstytucji oraz jak to było z ratyfikacją traktatu w Polsce i kto krzyczał “oddajecie naszą suwerenność” oraz kto głosował za a kto przeciw. Moi drodzy jak dobrze poszukacie to znajdziecie nawet stenogramy i pojmiecie że jesteśmy POD OKUPACJĄ. Nie podejmujemy sami decyzji, intrucje najczęściej w postaci nowych regulacji prawnych przychodzą zewnątrz a prosty lud i tak coraz mniej rozumie dzięki obniżeniu wszystkich stopni edukacji do poziomu dziadowskiego oraz kulturowej indoktrynacji i zepchnięciu Nas na drogę samozagłady: singielstwo, kariera, emigracja do “lepszego” świata, egoizm i egocentryzm jednostek, podzielenie Narodu, to o czym napisał autor i ostatecznie “plucie na godło”. W świetle tego patriotyzm niektórych znanych osób nie wygląda tak źle. Gdyby jeszcze tak głosili o wyjściu z ue oraz nato to już dobry początek ale nie. Sługi jednych zamieniamy na sługi drugich miast wybierać zawsze Polskę która tymczasem leży pod płotem i zdycha bo tamci wycierają sobie nią gęby. I może sobie znany podróżujący aktor (na marginesie: zbyt głośno nazywający współpasażerow dzi..ami i alf..mi – może ludzie w/z Radomiu/a tak mają?) Pokazywać makeup Polski ale trup to trup i smrodu zgnilizny nie ukryjesz.
    Tymczasem pozdrawiam Wszystkich
    I życzę udanego dnia

  3. Jak trwać, żeby przetrwać? Autor zadał nam wszystkim zadanie domowe na weekend przemyśleń!

  4. W środku jajka niespodzianki nie ma nic! Politycy tylko udają, że mają pomysł na Polskę a sami z przerażeniem spoglądają ukradkiem na swoich kolegów z nadzieją, że może oni mają jakieś pomysły. I tak każdy spogląda na każdego robiąc dobrą minę do złej gry. Nasze państwo dryfuje. Ale jak mają rodzić się nowe pomysły, idee jeśli w polskiej przestrzeni medialnej nie ma miejsce na dyskusje, jest tylko oficjalna linia i granice, których strzegą policjanci tego systemu (dziennikarze mediów głównego nurtu) chociaż zapewne nikt ich o to nie prosił. Zaklęty krąg, z którego nie ma wyjścia.

  5. Smutno i straszno.Gdy weszliśmy “w las” – nie widać
    NAWET światełka(nadziei) hen, “gdzieś tam, w oddali.”
    ONY wyprowadzili NAS Polaków, z “ziemi egipskiej”,
    która to wg. ‘nich” była ‘domem niewoli”, I TAK,
    od ponad dwudziestu pięciu lat błąkamy się (wyprowadzeni z rozmysłem) po pustyni (dosłownie i przenośni) po to by
    “najstarsi górale”zapomnieli o “domu niewoli”- wg.NICH
    PRL-u. Do magicznej cyfry pozostało (jeszcze) piętnaście
    (czternaście) lat błąkania SIĘ po manowcach.
    I wówczas ONY dotrą do mityczno – wyznaniowej Ziemi
    Obiecanej…niestety, nie będzie JUŻ miejsca dla
    Lachów,Sarmatów,Słowian! To będzie tylko Polin!

    Tak więc można powiedzieć ,iż w tym szaleństwie jest
    “jakaś” METODA i CEL!

    • “Gdy weszliśmy „w las” – nie widać NAWET światełka(nadziei)” przepraszam, że spłycę Twoją głęboką myśl, ale po prywatyzacji lasów zmienimy stare przysłowie: “im głębiej w las tym więcej drzew” na nowe o brzmieniu: “im głębiej w las tym mniej drzew”, zatem Twoje światełko (nadziei) w takiej kniei będzie wyraźnie widać z każdego miejsca(jak na dłoni)! To zostanie na wmówione.

  6. Rzeczywiście powinniśmy wiele przemyśleć, tylko niestety w myśleniu nie jesteśmy najmocniejsi

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.