Paradygmat rozwoju

Potrzebujemy zwiększenia partycypacji społeczeństwa w sprawowaniu władzy

 Nie ma znaczenia, jacy są Polacy i jakie są Polki, elita może bezczelnie zarzucać społeczeństwu, że ciągle jest kołtuńskie, nie liczyć się z nim i opierać model swojej supremacji na państwowym aparacie przemocy i ucisku, godząc się na to, że pewnego pięknego dnia lud się przebudzi i powiesi część jej przedstawicieli na latarniach, albo dopuścić społeczeństwo do partycypacji w sprawowaniu władzy.

Nie chodzi tutaj o nic nadzwyczajnego – bardzo wiele już zostało zrobione wraz z uruchomienie mechanizmu transformacji po „Okrągłym Stole”. W kraju zaczął działać III-ci sektor, który doskonale się sprawdza pomimo różnych drobnych, czasami przykrych zdarzeń – generalny bilans działania organizacji pozarządowych opartych na wolontariacie i wsparciu – jest pozytywny i jest to chyba największy sukces naszej transformacji, ponieważ gdyby nie pracowitość i ofiarność społeczeństwa – wielu spraw po prostu by nie było. Innymi słowy – bylibyśmy, jako państwo o wiele bardziej ubożsi, gdyby nie było dostępnych ofert pomocowych, jakie opcjonalnie stwarzają na różnych polach działalności organizacje pozarządowe. W tym zakresie rzeczywiście panuje w naszym kraju wolność, nawet, jeżeli dyskretnie monitorowana poprzez działalność służb specjalnych i powołanych do tego urzędników, to i tak mamy do czynienia z olbrzymim sukcesem ludzkiej efektywności i pracowitości.

Podobnie potrzebujemy włączenia przedstawicieli społeczeństwa do innych aspektów życia publicznego. Oczywistym i pierwszym aktorem jest tutaj samorząd terytorialny, – którego przedstawiciele są samą kwintesencją decentralizacji i partycypacji społecznej, albowiem to właśnie oni mają pochodzący z powszechnych wyborów mandat społeczny. Niestety mało ich jest i nie są w stanie pełnić istotnych funkcji kontrolnych i współuczestniczących w wielu dziedzinach życia publicznego, gdzie obecność strony społecznej byłaby pożądana. Wielkim przegranym jest tutaj wymiar sprawiedliwości – nie chodzi o w istocie upadłą instytucję ławników, ale o absolutny brak udziału strony samorządowej w sprawowaniu wymiaru sprawiedliwości na terenie swojej właściwości – jest to błąd ustrojowy wymagający sprostowania jak najszybciej, ponieważ taka instytucja spowodowałaby realną kontrolę działalności organów wymiaru sprawiedliwości – przez społeczeństwo. Dlaczego bowiem to nie Rada Miasta (powiatu) nie może zatwierdzać kandydatów na stanowiska sędziowskie? Co więcej, – dlaczego nie może dokonywać ich okresowej oceny? Uwaga – nie mówimy o stronie merytorycznej – to zostawmy hierarchii sądownictwa oraz samorządowi sędziowskiemu. Jednakże nie ma żadnego powodu pod słońcem, dla którego obywatele Rzeczpospolitej – mieszkający na danym terytorium nie mogliby żądać ujawnienia np. poglądów osobistych przez kandydata lub kandydatkę na urząd sędziego, co więcej, – dlaczego nie mogliby oceniać efektów pracy. Przecież to wszystko jest dla ludzi i z ludzi pieniędzy. Nie może być tak, że mamy do czynienia z autonomicznym aparatem wymiaru sprawiedliwości, który zamknął się w kokonie własnej kasty i chroni przede wszystkim nienaruszalności swojej niezależności. Obecnie istniejący mechanizm po prostu musi powodować sitw izm i korupcję, – jeżeli „nie ma ich obecnie” to jest wielce prawdopodobne, że w pewnych okolicznościach mogą się przejawiać. Naprawdę nic nie stoi na przeszkodzie, żeby kandydaci na urzędy sędziowskie – byli zatwierdzani przez organa samorządu terytorialnego.

Podobnie powinno być z Policją państwową i generalnie wszystkimi innymi służbami działającymi w terenie – oddajmy władzę samorządom, niech decydują, z kim chcą współpracować i komu ufać. Przecież nie może być większego ucieleśnienia demokracji niż model, w którym mieszkańcy – w tym przypadku za pośrednictwem organu posiadającego demokratyczny mandat przedstawicielski – sami zatwierdzają człowieka, który ma ich zamykać w areszcie lub decydować o okładaniu pałkami. Warto dodać, że w USA ten model sprawdza się doskonale i jest fundamentem ustroju jak również zaufania do władzy.

Ostatnim, chyba najważniejszym aspektem zwiększenia partycypacji społecznej powinno być poszerzenie kompetencji podatkowych samorządu lokalnego. Mamy tyle samorządności ile mamy pieniędzy, samorządy powinny mieć o wiele więcej do powiedzenia, jeżeli chodzi o podział środków oraz możliwość nakładania lokalnych podatków ekstra – adresowanych zarówno do mieszkańców jak i przedsiębiorców. Generalnie dorośliśmy już do takiego etapu, że nic nie stoi na przeszkodzie żeby w Polsce powrócić do idei podatku pogłównego, ale wartościowanego progresywnie względem zamożności poszczególnych podatników! Swego czasu wiele się mówiło o zastąpieniu para-podatku zwanego haraczem na tzw. publiczną telewizję – właśnie podatkiem samorządowym. Byłby to bardzo dobry pomysł, ponieważ samorządowcy o wiele lepiej wydadzą publiczne środki niż panie i panowie z drogiej telewizji reklam i powtórek.

Zaufajmy własnemu społeczeństwu! Z pewnością nasz kraj wyglądałby inaczej, gdyby przykładowo rady społeczne przy szpitalach – były wybierane w drodze losowania ze zwykłych obywateli, którzy nie baliby się powiedzieć książętom służby zdrowia, co myślą o oferowanym przez nich standardzie opieki medycznej dla społeczeństwa niż teraz, gdy przykładowo ten system to apoteoza nepotyzmu! Jeżeli nie możemy przebić się przez lokalne układy i sitwy – losujmy! Naprawdę losowanie jest najwspanialszą formą wyborów!

5 komentarzy

  1. Stach Głąbiński

    O ile postulat zwiększenia udzialu społeczeństwa we władzy jest sluszny, to szczegóły dotyczące spełnienia tego warunku widzę inaczej. Podtawową sprawą – jak sądzę – jest niekomunikatywność wszystkich władz, od rządu poczynając, a na kierownictwach poszczególnych NGO-sów, czyli pochwalonych przez krakauera organizacji pozarządowych, kończąc. Władze nie umieją lub nie chcą zarówno przekazywać podległym sobie informacji jak i odbierać płynących “z dołu” sygnałów. Decydujący wpływ na to ma tragiczna, powszechna w Polsce nieumiejętność organizowania pracy zespołowej. Mentalność naszych rodaków nie radzi sobie z wyobrażeniem organizacji, w której nie działa superaktywny wódz powodujący biernie wykonującymi jego polecenia podwładnymi, lecz jest zespół ludzi, z których każdy ma określone zadania i wykonuje je ze świadomością potrzeby inicjatywy i odpowiedzialności w zakresie zgodnym z jego zadaniami. Gdzie kierownik nie tyra za wszystkich, lecz pomaga pozostałym (i sobie) określić zarazem zobowiązania i odpowiedzialność jak i zapewnić sprawną wymianę informacji.

  2. Stach Głąbiński

    Niezależnie od zgłoszonej wcześniej uwagi sądzę, że przyda się w omawianym temacie refleksja nad jednym szczególnym aspektem działania naszego państwa. Chodzi o to, że w Polsce skrzywione są relacje między rządem, sejmem i obywatelami. Demokracja polega na tym, że posłowie w głosowaniu wybierają z przedstawionych im przez znawców zagadnień ogólne wytyczne dla rządu, rząd gospodarzy kierując się tymi wytycznymi, a należycie poinformowani obywatele pilnują swoich wybranych delegatów, czy powierzoną im funkcję wypełniają należycie. Tymczasem u nas rząd z każdym G. (np. opłaty drogowe, użycie biopaliw itp.) musi zabiegać o zgodę sejmu, który zarazem zajęty tymi drobiazgami pracuje w tempie ślimaka i odseparowuje się od ogółu, wszystko odbywa się jeszcze pod presją grupek potrafiących spowodować awanturę w znaczącej skali, a obywatele nie mogą powściągnąć szaleństw swoich wybrańców m. in. dlatego, że są niedoinformowani i poza wspomnianymi awanturami nie mają szans, by skłonić władze do wysłuchania swoich opinii.

    • Szanowny Panie!

      prosimy nie marnować potencjału – i zaszczycić nas tekstem! Pana myśli to zbyt wiele na jedynie komentarz! Z wielką przyjemnością je opublikujemy!

      Serdecznie pozdrawiamy
      redakcja.

  3. Tyle samorządności, ile samofinansowania.
    Inaczej to fikcja.
    A wybory na sędziów i komendantów policji powinny być.
    Kandydaci powinni spełniać kwalifikacje, odbyć aplikacje czy praktyki, a sama obsada stanowiska – w wyniku wyboru.
    Dalej, w przypadku sędziów – nieusuwalność jak obecnie.
    W przypadku lokalnego Komendanta Policji – kadencyjność, np. 2 kadencje po 3-4 lata.
    Wówczas społeczeństwo bardziej by tej władzy ufało.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.