Paradygmat rozwoju

Potrzebujemy zmiany paradygmatu obronności, doktryna Komorowskiego to droga do zguby

 Potrzebujemy zmiany paradygmatu obronności, a na pewno odrzucenia dogmatów! Z państwa niezdolnego do samodzielnej obrony musimy przekształcić się w państwo zdolne do samodzielnego ataku na inne państwo lub państwa. Przez pojęcie ataku rozumiemy zdolność do samodzielnego zainicjowania działań zbrojnych wówczas, kiedy będzie to wynikało z rachunków geopolitycznych i turbulencji sytuacji strategicznej dookoła naszego kraju. Nie mówimy tutaj o agresji zaborczej, a jedynie o zdolności do aktywnego strategicznego odstraszania nieprzyjaciół, w sposób aktywny – na naszych warunkach wejścia i wyjścia z konfliktu.

Do tej pory cała nasza doktryna obronności sprowadza się do działań opóźniających na głównych kierunkach zagrożeń oraz na czekaniu na pomoc sojuszniczą. W uproszczeniu mniej więcej o tym często mówi pan prezydent Komorowski i jego wojskowi doradcy. Dzisiaj już wiemy, że czegoś takiego jak efektywne wsparcie ze strony sojuszników nie ma – po prostu taka kategoria pojęciowa nie istnieje fizycznie dzisiaj w przyrodzie. Natomiast co do jutra, nie mamy politycznej pewności, że sojusznicy będą chcieli umierać za przysłowiowy Gdańsk. Dlatego właśnie musimy dokonać przełamania w myśleniu i w taki sposób przekonstruować armię, żeby była ona zdolna do agresywnego działania – jeżeli będzie to wynikało z żywotnych interesów naszego państwa w dynamicznie zmieniającej się sytuacji międzynarodowej.

Nasze państwo i sojusz w którym jesteśmy muszą być zdolne do adekwatnej odpowiedzi wobec wyzwań przed którymi stoimy jako państwo frontowe. W tym znaczeniu – jest oczywistością, że główny impet pierwszych dni przerażająco silnego natarcia potencjalnego nieprzyjaciela spadnie na nas. Oznacza to, że zabezpieczenie naszej armii – nie może być tylko i wyłącznie interesem Polski, od kondycji i zdolności do prowadzenia działań bojowych naszego wojska – zależy bowiem wynikowa zdolność odstraszania Sojuszu. Ma to szczególnie ważne znaczenie w kontekście niechęci do stacjonowania zachodnich wojsk na stałe w Polsce i innych krajach zagrożonych agresywną retoryką potężnego wschodniego termojądrowego imperium.

Ponieważ w Polsce się tego nie relacjonuje, społeczeństwo poza ekspertami nie rozumie jak poważne ćwiczenia wojskowe organizują dwa sąsiednie państwa powiązane sojuszem wojskowym. To nie jest bowiem normalne, jeżeli ze scenariusza działań można wyczytać, że jednostki pancerne sąsiadów miażdżą naszą mniejszość narodową na terenie jednego z państw sąsiednich, a następnie przechodzą do kontrnatarcia na kierunku warszawskim, z uwzględnieniem ataku taktyczną bronią jądrową na naszą stolicę. Jeżeli dodamy, że regularnie ćwiczy to kilkadziesiąt tysięcy, może nawet ponad sto tysięcy żołnierzy – to JEST SIĘ CZEGO BAĆ w kategoriach obiektywnych. Ponieważ na tą chwilę nie mamy adekwatnej odpowiedzi. Społeczeństwo tego nie rozumie, większość głupowatych para-dziennikarzy w ogóle nie ma orientacji w wojskowości, a nieliczni eksperci, w tym byli wojskowi jeżeli tylko odważą się powiedzieć prawdę – natychmiast są zakrzykiwani i zapewne jak można przypuszczać uciszani przez odpowiednie czynniki, żeby nie siać paniki „jako autorytet”. Zresztą mówił o tym kilkukrotnie sam głównodowodzący – pan prezydent Komorowski, zdaniem którego – jak można wywnioskować z kilku jego wypowiedzi – obiektywne informowanie na temat naszych możliwości obronnych jest jakąś formą siania zamętu i w konsekwencji działania na rzecz osłabienia morale w społeczeństwie. Niestety pan prezydent się głęboko myli, albo zapomina w jakim kraju żyje – my nie możemy sobie pozwolić na utratę niepodległości bo jest bardzo prawdopodobne, że znowu będziemy zabijani gorzej niż zwierzęta, właśnie dlatego o obronności należy mówić wszystko w tym – nawet najgorszą prawdę, ponieważ co jeżeli armia nas nie obroni? Pan prezydent – na przysłowiowe Zaleszczyki? A my do obozów, na zsyłkę i pod ścianę? Mowy nie ma! Nie tym razem! Społeczeństwo ma prawo do rzetelnej informacji a rolą władzy jest takie zabezpieczenie państwa, żeby utrata niepodległości była niemożliwa – lub była równoznaczna dla nieprzyjaciela z bardzo bolesnym ciosem. Niestety pan prezydent tego  chyba nie rozumie lub musi udawać że tego nie może zrozumieć (z jakich powodów lepiej milczeć), bo negatywnie wypowiada się o broni masowego rażenia. W tym znaczeniu pan prezydent prawdopodobnie liczy się z możliwością przegranej i utratą części lub całości terytorium na rzecz nieprzyjaciela. Co to oznacza – nie chcemy o tym myśleć. Takiej opcji ma nie być! Liczy się tylko – niepodległość i samodzielność, albo… no właśnie, mocne słowo się nasuwa, jednakże lepiej chyba jest zginąć w boju niż znowu być cudzym niewolnikiem. Niestety jednak rządząca w tym kraju elita prawdopodobnie bardziej woli liczyć się z przegraną niż walką na serio, a my potrzebujemy nastawienia mówiącego o walce na serio – ponieważ nie zamierzamy być niewolnikami u obcych, wystarczy nam domorosłych ciemiężycieli!

Właśnie o taką zmianę paradygmatu obronności chodzi, musimy tak przeorganizować i wzmocnić nasze siły zbrojne, żeby były zdolne do samodzielnego i autonomicznego działania, ponieważ różnie może w przyszłości być i może się okazać, że najlepszą obroną może być atak – jeżeli nie będziemy mieli innego wyjścia. Drugim elementem, o którym będziemy powtarzać do znudzenia jest oczywiście wejście w posiadanie broni masowego rażenia – atomowej i biologicznej, tak żeby potencjalny nieprzyjaciel musiał liczyć się z tym, że w ostateczności nie zawahamy się przed niczym, ponieważ mamy WSZYSTKO DO STRACENIA!

To jest właśnie lekcja z 300 lat zaborów i niewolnictwa! To jest właśnie lekcja z Września 1939! To jest lekcja z Powstania w Warszawie w 1944 roku! Możemy liczyć tylko i wyłącznie na siebie i albo tu i teraz zapewnimy sobie bezpieczeństwo w sposób definitywny, tak żebyśmy mieli pewność, że zrobiliśmy wszystko co mogliśmy, żeby zniechęcić nieprzyjaciela do ataku na nasz kraj, albo w ogóle dajmy sobie spokój.

Na sojusze już liczyliśmy! Zdradzili nas zachodni sojusznicy i to wielokrotnie w ciągu jednej wojny i zaraz po niej! My mamy dzisiaj wnukom tych ludzi wierzyć i to jeszcze w sytuacji, w której polityka w Niemczech może się w każdej chwili zmienić? My mamy ufać sojusznikom zza wielkiej wody? A gdzie oni byli jak bandyci w Polsce fałszowali referendum i wybory – strzelając do kandydatów PSL lub porywając ich żony i dzieci? Nie wpłynie żadna magiczna flota na Bałtyk, ponieważ na pewno zostanie zdziesiątkowana i zatopiona! Proszę poczytać amerykańskich analityków strategicznych, którzy jawnie, wprost i szczerze mówią, że nasze terytorium jest nie do obrony – jeżeli nie ma się oparcia w obecnej sytuacji polityczno-strategicznej w Niemczech! Po prostu się nie da, ponieważ potencjalny nieprzyjaciel jest tak potężny, że może nawet na każdą taktyczną głowicę jądrową bazującą na naszym terytorium odpowiedzieć dwoma lub kilkoma głowicami i zawsze skądś ściągnąć kolejny tysiąc czołgów! A słyszał ktoś o planach rozmieszczenia w Polsce taktycznej broni jądrowej USA w celu odstraszania potencjalnego wroga?

Proszę nie mieć złudzeń – jesteśmy buforem, to tutaj ma nastąpić bój powstrzymujący naszego wojska oraz ewentualny bój spotkaniowy sił NATO z rejonu baz w Niemczech, które po rozwinięciu byłyby zdolne wjechać do Polski i zetrzeć się z nieprzyjacielem ze wschodu. Proszę pomyśleć – jak będzie wyglądał nasz kraj, nawet jeżeli byśmy wygrali? Czy w ogóle będzie się dało żyć? Co będziemy odbudowywać i się znowu cieszyć z odrestaurowania Starówki? Proszę pamiętać, że odbudowę Zamku Królewskiego w Warszawie skończyliśmy w latach 80-tych!

Wniosek jest jeden – banalny i brutalny – musimy posiadać silną armię z którą każdy przeciwnik lub nawet kilku przeciwników w przypadku powtórzenia się scenariusza z września 1939 roku będzie musiał się liczyć, w tym znaczeniu że np. z wewnętrznych analiz agresorów będzie wynikać w przypadku państwa z którym bezpośrednio sąsiadujemy 300% prawdopodobieństwa że zamienimy jego stolicę w kulę ognia, a w przypadku państwa, które ma stolicę nieco dalej, że zburzymy, co najmniej pół stolicy z prawdopodobieństwem powyżej 50% (świetna obrona przeciwrakietowa robi swoje) i zamienimy w kulę ognia co najmniej jedno wielomilionowe nadmorskie miasto z prawdopodobieństwem 200% (mała odległość robi swoje na naszą korzyść). Jeżeli do tego dodamy jeszcze możliwość biologicznego rażenia populacji kraju nieprzyjaciela – nawet w przypadku utraty terytorium z pozostałych okrętów podwodnych lub przez działania służb specjalnych – to mamy kilka elementów poważnego odstraszania, które musi skłonić nawet najpotężniejsze imperium termojądrowe świata do refleksji – czy warto? Nie mówiąc już o bliższym sąsiedzie, którego nawet super technologie nie obronią przed bliskością działania prostej ale skutecznej broni jądrowej.

Jeżeli to kogoś oburza to proszę wskazać scenariusz alternatywny gwarantujący, że jutro nie będziemy mieli rano na twarzy brunatnego lub zielonego buta o poranku! Wiadomo, że żaden scenariusz nigdy nie jest pewny na 100%, liczy się prawdopodobieństwo. Paradygmat obronności który mamy obecnie, o którym w wywiadach z ładnymi dziennikarkami opowiada pan prezydent Komorowski to scenariusz – BUFORA, czyli kraju, który będzie się bronił na tyle na ile jest w stanie – bez możliwości zadawania poważniejszych ciosów, w tym ta obrona jest możliwa tylko na jednym z klasycznych kierunków zagrożeń. Drugi kierunek „doktryna Komorowskiego” – bo tak te pomysły są oficjalnie nazywane w ogóle odpuszcza, ponieważ bazuje na przekonaniu że łączy nas sojusz.

My niestety nie możemy “po prostu” ufać Sojuszom. Proszę się zastanowić – czy obecne problemy przechodziłaby Ukraina mając swój potężny arsenał jądrowy i termojądrowy? W zamian za potężną broń władze w Kijowie zdecydowały się na luźny papierek, nie mający w praktyce żadnego znaczenia jeżeli wejdą w konflikt z jednym z gwarantów. Proszę nie mieć żadnych złudzeń, nie można ich mieć – to chore i poronione mrzonki! Sojusznicy są fajni, ale na ćwiczeniach jak częstuje się ich cateringiem ,dowódców przyjmuje wystawnymi obiadami w kasynach wojskowych i zimną wódeczką! Nic poza tym, no może chociaż ich standardy są bezcenne, ponieważ rzeczywiście reformujemy wojsko. Natomiast w przypadku konfliktu na poważnie będziemy przerażająco sami, na pewno przez pierwsze dwa – trzy może cztery dni, będziemy szokująco sami i sami będziemy musieli sobie dać radę, poddać się – zdając się na łaskę nieprzyjaciela (proszę pamiętać o Katyniu i innych miejscach kaźni) albo zginąć.

Wniosek ostateczny – co wybieramy? Potrzebujemy zmiany paradygmatu obronności, doktryna Komorowskiego – czy też takie lub inne myślenie o tym, że ktoś nam pomoże to droga do zguby. Jeżeli tylko zmieni się polityka Niemiec wobec Europy, a to przecież ciągle jest możliwe i jeżeli nastąpi to będzie głównie z winy ciągle deprecjonujących Europę – Amerykanów – to natychmiast doktryna pana prezydenta i wszelkie liczenie na sojuszników biorą w łeb i „witaj sierpniu 1939”! Musimy być na to przygotowani, musimy być przygotowani na wszystko! Kto się spodziewał, że we wrześniu 1939 zaatakuje nas i będzie okupować faszystowska Słowacja? Do dzisiaj nasi słowaccy przyjaciele, sami nie mogą się temu nadziwić! A jednak się stało – było możliwe!

Państwo w takim położeniu jak nasze, mające takich sąsiadów, wyrażających stale niezmienne interesy – bez możliwości przebudowy własnego potencjału, tak żeby przynajmniej móc nawiązać dialog ilościowo-jakościowy pod względem militarnym chociaż z jednym z potencjalnych nieprzyjaciół musi traktować rzeczywistość zero-jedynkowo! Chyba, że po prostu liczymy się z kolejną okupacją? Jeżeli tak, to matko Austrio przybywaj – wierny Kraków czeka! Tego chcemy? Takiego myślenia? Albo po 300 latach niewolnictwa z niewielkimi przerwami i po tylu upokorzeniach – będziemy zdolni do myślenia o niepodległości JAKO NAJWIĘKSZEJ WARTOŚCI, albo nie. W tym drugim podejściu, trzeba jednak liczyć się z konsekwencjami.

Proszę sobie poćwiczyć w domu – pod kontrolą lekarza i wyspecjalizowanego ratownika medycznego – gipsowanie gardła. W trakcie ostatniej wojny praktykowali to Niemcy, jak wieźli ludzi na rozwałkę, co robili przeważnie wcześnie rano, żeby rodziny się nie dowiedziały kto jest wywożony z więzień do miejsca straceń (najczęściej pobliski las), wiązano aresztowanym ręce i nogi drutem kolczastym lub sznurem – mocno zaciskając na szyi i z tyłu, tak że jakakolwiek próba uwolnienia oznaczała dalsze zaciskanie węzła i podduszanie się ofiary. Dodatkowo dla zachowania ciszy gipsowano/cementowano gardła po prostu gipsem lub cementem, który zasychał i ofiara nie mogła krzyczeć. Zdjęty tłumik ciężarówki i toczenie się po kocich łbach zagłuszały jęki i szlochy. Zresztą ofiary miały jeszcze worki na głowach – tłumiące jęki i totalnie dezorientujące. To w realiach godziny policyjnej, gdzie sam przejazd samochodu był bacznie obserwowany było bardzo ważne – nie wzbudzano podejrzeń, można było spokojnie i zgodnie z regulaminem przygotować aresztantów do likwidacji w miejscu składowania ciał. Wszystko wyglądało rutynowo. Proszę sobie tego spróbować – pod kontrolą co najmniej lekarza – bo serce może nie wytrzymać, można się udusić, poza tym oczywiście trzeba użyć innej substancji do gipsowania – tak żeby była bezpieczna. Ofiary szły na „rozwałkę” więc nikt się z nimi nie patyczkował, było wiadome że mają umrzeć.

Więc, jeżeli uznacie państwo, że taki sposób postępowania z wami, z waszymi żonami, mężami, matkami, ojcami, dziećmi, jest dopuszczalny, że godzicie się na taką opcję – to śmiało, proszę dalej wierzyć w doktryny i sojusze! Niestety, nam potrzeba czegoś więcej!

17 komentarzy

  1. Wstrząsająco mocny tekst, niestety w 100% prawdziwy. Dodam tylko że w kieleckim zwłaszcza na wsi tak elegancko niemcy (celowo z małej lit.) się nie bawili, po prostu stawiali szubienicę obok wsi albo zamykali ludność w kościele i podpalali kościół (same drewniane) a ten kto wybiegł z budynku był od razu strzelany. To mocny tekst, ale dobrze że autor to przypomniał – to prosta alternatywa coś za coś. Może pani premier Kopacz to przeczyta…

  2. Interesujące spojrzenie. Można się zgodzić ze sporą ilością postawionych tez. Analitycznie a także taktycznie i strategicznie poddałbym w wątpliwość sensowność naszych inwestycji “strukturalnych”. Nasza Ojczyzna jest nie do obrony gdyż jeden z głównych czynników ukształtowanie terenu (w tym powstająca na tym terenie infrastruktura) sprzyja każdemu agresorowi. Jeśli autor chce i Ci którzy czytają, rozpocząć przygodę z taktyką to proszę zakupić sobie mapę Polski, taką izometryczną i spojrzeć na nią z oddalenia. Abstrahując od mainstreamu, niezależnie od tego kim będzie agresor to w kontekście kampanii lądowej zawsze będzie źle. Nie jestem obecnie już dobrze poinformowany lecz bacząc na obecne rozlokowanie wojsk i dobór odpowiedniego wyposażenia i uzbrojenia plany obronne zorientowane są o zatrzymanie przeciwnika na liniach Odry i Wisły. I to są plany obrony a nie obronienia się. Na czym polegać miałby atak Polski wobec kogoś tego nie wiem bo autor jakoś nie przedstawił w jakim celu chyba że mówi o ataku odwetowym o charakterze związanym z bronią strategiczną. I tu właśnie autor stawia się zdaje w jednym rzędzie z para-pismakami bo brak jest odpowiedzi “w jakim celu”? O wiele praktyczniejsze jest wykrwawienie doborowych jednostek agresora tak by “głowa” agresora wróciła do dyplomacji której finałem byłby pokój, niż odcięcie “głowy” która nie jest jedyną a agresor zwykle w odpowiedzi na odcięcie jednej zionie ogniem z pozostałych. I tu w bardzo dużym uogólnieniu dochodzimy do ścieżki która prowadzi nas do jedynego rozwiązania dla nas, Polski i Polaków. Wszystko, absolutnie wszystko powinniśmy podporządkować temu by jakakolwiek agresja wiązałaby się z olbrzymimi kosztami, i finansowymi i co ważniejsze ludzkimi. W kampanii lądowej to się da zrobić lecz jak obronić niebo i przed tym co nieba przyjść może? Pomysły prezydenta (i jego doradców) na szczęście to tylko pomysły. Plany musimy układać (taktycy i stratedzy) patrząc z góry i na daną chwilę ciągle je modernizując. Plany bowiem układa się uwzględniając to co jest i co się ma a nie tym co by było gdyby.

  3. inicjator_wzrostu

    Nie ma czegoś takiego jak Doktryna Komorowskiego.
    To cały łańcuch PRZYDUPASÓW I DUPOWŁAZÓW prezydenckich formułuje taki termn na to co On robi.
    A robi niewiele.
    Autor z tym cementowaniem gardeł przesadził.
    Przecież to potrzeba ok. 100 000 ton cementu i mnóstwo roboty, żeby zacementować 39 mln gardeł Polaków, że o drucie kolczastym nie wspomnę.
    Komu by się to chciało, dziś ludzie są za wygodni.
    Do tego jazdy o świcie, itp …
    To przestarzałe metody są
    Dziś wystarczy przykręcić kurek z gazem, rozsypać jakieś zarazki Eboli – puszczając przy tym ogłupiające programy w TV.
    Dziś chodzi o to, żeby TARGET – społeczeństwo danego kraju – samo się unicestwiło, i to do tego płacąc regularnie i terminowo – abonament.
    Poza tym zabijanie ludzi nie ma sensu, skoro można ich ogłupiałych, sobie podporządkować.
    Ale słów przestrogi nigdy z wiele.

  4. Niczego jako Naród nie nauczyliśmy się, ponownie
    po 89’wchodzimy w sanacyjne buty.Jedynie mocno
    opluwany przez spadkobierców ideowych piłsudczyzny
    czas trwania PRL-u możemy uznać jako realpolitik
    na miarę ówczesnych czasów,układów i sojuszy.
    Złote lata dla Narodu i Państwa…w polityce “polskiej”
    prócz upływu czasu – nic nowego, nie mamy sojuszników,
    gwarancji…dookoła naszych granic jesli nie oficjalni
    wrogowie to na pewno Nam nieprzychylni sąsiedzi.
    To m.in. efekt i skutki “naszej” polityki i dyplomacji’.
    Zasłyszane z netu…
    ” Taka ciekawostka której nie znają praktycznie wcale Polacy: otóż mniej więcej w kwietniu- maju 1939r a więc na kilka miesięcy przed wybuchem 2 wojny światowej większość wywiadów świata znała tzw Niemiecki GENERALNY PLAN WSCHODNI, była to zaplanowana operacja wymordowania narodów słowiańskich w różnych proporcjach tzn Polacy- 85% do całkowitej eksterminacji, Rosjanie 65%, Ukraińcy 70%, Białorusini 75% itd. Zgodnie z tym planem ostatni Polak miał zostać zamordowany w 1970 roku. Naród Polski miał przestać istnieć. I teraz uwaga: Stalin jako przywódca ZSRR był jedynym politykiem a ZSRR jedynym państwem który dwa razy zaproponował obozowi sanacyjnemu który rządził Polską sojusz przeciwko Hitlerowi. Piłsudczycy dwa razy odmówili. Skutki??? Całkowicie zrujnowana Polska i likwidacja 11 milionów Polaków a wystarczyło podpisać traktat z ZSRR i nigdy ale to przenigdy by do tego nie doszło a już na pewno nie w tych proporcjach. Dla ciekawych link ze słowami generał Berlinga: https://www.youtube.com/watch?v=Zs-0lPdUTTM cytuje słowa marszałka Woroszyłowa na początku września 30r gdy Niemcy napadli na Polske: „Marszałku Śmigły. Trzymajcie się mocno. 10 milionów radzieckich bagnetów stoi za Wami”. Pytam się teraz co się stało że sanacja nie przyjęła pomocy tych marnych 10 milionów radzieckich żołnierzy???? Bydlaki, sprzedawczyki, generał Sikorski powinien ich wszystkich wystrzelać a że nie zrobił tego to oni zrobili mu razem z Brytyjczykami „katastrofe w Giblartarze”. Kolejna ciekawostka dla interesujących się historia, kiedy ZSRR wkroczyło na ziemie polskie? 17 września 1939r. a kiedy oficjalnie rząd Polski uciekł z kraju? Rankiem 17 września. Bardzo dziwny zbieg okoliczności. Być może Stalin łudził się do końca że piłsudczycy widząc zbrodnie niemieckie pójdą po rozum do głowy. Nie poszli. Reszte już znamy”.

    • Za mało znam historię aby stwierdzić,że całkowicie zgadzam się z wpisem, natomiast polecam artykuł w “Przeglądzie” nr 40/2014 “Zaprzepaszczona szansa Finlandyzacji Polski” autor Eugeniusz Guz.

      • “Kiedyś” wspominałem o właściwym politycznym wyborze
        jakim po 89′ w nowych realiach byłaby “finlandyzacja”RP.
        Helsinki…pomnik cara Aleksandra II z 1863 r. na Placu Senackim. – W Warszawie????!!!!!!!!?Jeśli już to JPII,
        czy R.Reagana…

        Eugeniusz Guz: Zaprzepaszczona szansa finlandyzacji Polski

        Napisał(a): Eugeniusz Guz w wydaniu 40/2014.

        Finlandia potrafiła ułożyć sobie z Moskwą stosunki, które w PRL budziły cichą zazdrość. W układzie o dobrosąsiedztwie i przyjaźni podpisanym z ZSRR Finlandia zobowiązała się zachować neutralność, nie wiązać z żadnym blokiem wojskowo-politycznym. W zamian ZSRR obiecał nie ingerować w jej sprawy wewnętrzne, respektować odmienny od radzieckiego ustrój, gwarantować suwerenność Finów. Spośród wszystkich późniejszych państw bloku socjalistycznego tylko Polska miała realne szanse uzyskać podobny status, jeśli rząd RP na uchodźstwie przyjąłby graniczne decyzje teherańskie oraz stępił demonstracyjnie antyradzieckie ostrze. Brytyjczycy zachęcali premiera Mikołajczyka do tego usilnie, lecz bezskutecznie. W rozmowach z Churchillem i Edenem Stalin kilkakrotnie akceptował warunkowy powrót Mikołajczyka do Warszawy bez udziału lewicy. Finlandia patrzyła na ZSRR podobnie jak Polska Mikołajczyka, umiała jednak wyciągnąć wnioski zabezpieczające jej integralność terytorialną…

    • Zaglądam w miarę często na OP żeby( a może nawet przede wszystkim),poczytać Pana komentarze- jak zawsze mądre, rzeczowe i pełne wiedzy…Ma Pan moje całkowite poparcie. Serdecznie pozdrawiam!

      • Pani Wiktorio – doprawdy…jestem zażenowany,
        malutki,nic nie znaczący człowieczek
        z zadupia,głębokiej prowincji.W dzisiejszej
        nomenklaturze można by określić krótko ‘dogorywający
        proletariusz’- przeszkoda w budowie “nowego wspaniałego świata”…mimo to serdeczne dzięki za miłe słowa.

        Pozdrawiam

    • Dzięki za podrzucony link, przeczytałam i to dwukrotnie. Bardzo cenię i szanuję prof. Bronisława Łagowskiego, regularnie czytam felietony Profesora w “Przeglądzie”, zdarza się, że czasami mam częściowo odmienne zdanie, jednak chyba właśnie o to chodzi aby czytając myśleć i wyciągać wnioski.

      • @wieczorynka
        … zdarza się, że czasami mam częściowo odmienne zdanie, jednak chyba właśnie o to chodzi aby czytając myśleć i wyciągać wnioski.
        “Dwa linki” – nawiązujące do rozmowy z prof.Łagowskim
        którego zdanie i opinie również wysoko cenię.

        @Wiktoria – “Szkoda, bardzo szkoda że tych mądrych opinii nie widać i nie słychać w tak zwanych Polskich mediach głównego nurtu’…Niestety,”tam nie ma” – i dlatego
        jestem już od tylu lat w opozycji do info.z “głównego
        ścieku”.

    • Dziękuję za ten link( i za wszystkie inne, które Pan podrzuca)-bardzo interesujący i w pełni odzwierciedlający rzeczywistość. Szkoda, bardzo szkoda że tych mądrych opinii nie widać i nie słychać w tak zwanych Polskich mediach głównego nurtu….nie da się przebić przez ten szkwał histerycznych kłamstw….

  5. To nie potężnego nieprzyjaciela ze wschodu (Rosji) powinniśmy się obawiać. Podczas ostatnich obrad ukraińskiej dumy posłowie partii Svoboda złożyli interpelację. Napisano w niej ,że Polska okupuje 19,5 tys.km ziem etnicznie ukraińskich.I co na to pan Komorowski? Pogłoski o takim załatwianiu spraw słyszałem już w lutym. Jarosz i Tiahnybok rozmawiali w jednej z kijowskich restauracji o tzw, rozwiązywaniu problemów i padły wtedy słowa ,że” karabinów starczy na Moskali, Żydów i Polaków”. Jak narazie scenariusz się sprawdza w ostatnich tygodniach w samej tylko Odessie bestialsko pobito a właściwie skatowano 35 miejscowych Żydów . Nadchodzi czas “rozliczeń” z Polakami.Uzurpator Poroszenko właśnie na dniach uznaje OUN-UPA bohaterami narodowymi. Nie będę komentował konwojów humanitarnych i dostaw broni dla Prawego Sektora z Polski.Dzisiaj jakaś grupa niedoinformowanych wysłsła z Warszawy konwój i sanitarki dla Prawego Sektora w Doniecczyźnie. Gratuluję pomysłu.

    • Ma Pan rację, niestety, wszystko TAK JEST, jak Pan pisze. A Autora poniosło……Czytając to, ma się wrażenie, że jutro przyjdzie na nas koniec( i to od tego wschodniego agresora…każdy wybiera wg. swoich upodobań, widocznie).

  6. najpierw to musimy wyzwolić się od meneli PRL-u usadowionych na majtku po PRL-owskim. Prezydent (nazwisko zaiksowane) już dawno pokazał ze niewiele wspólnego ma z Polską racją stanu, a realizuje tylko wytyczne rządu amerykańskiego. Wszystkie polskie politykiery służą u obcych a Polska dla nich to tylko miejsce pracy. Obawiam się że gdyby udało się wymienić tych sługusów na ludzi dbających o interes narodowy to mielibyśmy majdan w Warszawie, a przyjaciel prezydenta, Poroszenko wyzwalałby nas scyzorykiem po oczach.

  7. Dogmatyczna staro dawna propaganda wojny. Właśnie wbrew poglądom autora należy zupełnie nic nie robić, siły które atakują nieważne gdzie oczekują reakcji, zasiek , rowów na granicach . w przypadku ataku ze wschodu należy całe siły wysłać na zachodnia granice i zaskoczyć agresora pustymi granicami brakiem oporu

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.