Paradygmat rozwoju

Potrzebujemy większej ofiarności społeczeństwa na najważniejsze projekty

 Żyjemy w coraz ciekawszych czasach, premier państwa mówi otwarcie w przemówieniu sejmowym o szpetnym obliczu historii, czym w sposób dość mizernie zawoalowany starał się zwrócić uwagę społeczeństwa na okoliczność ewentualnego zagrożenia zewnętrznego dla naszej państwowości. W zasadzie nikt tego nie podejmuje, chyba wszyscy albo tkwią w jakimś chocholim tańcu na pełnej wody murawie stadionu zwanego szumnie narodowym, albo uwierzyli, że są na zachodzie – kraj się geograficznie przeniósł, a przed zagrożeniami klasycznymi z geostrategicznego punktu widzenia chroni nas NATO i Unia Europejska.

Niestety tak nie jest, albowiem już po samej Unii Europejskiej widać, że jest to pole starej walki konkurencyjnej, w której można przegrać jak w normalnym konflikcie, albo przegrać – nie zdając sobie z tego do końca sprawy – jak Polska, po wysłaniu prawie 3 milionów młodych ludzi w darze dla zachodu do prac wszelakich. Katalog zagrożeń klasycznych wynikających z naszego położenia i otoczenia państwami najdelikatniej mówiąc – trudnymi w uprawianiu polityki zagranicznej jest ten sam, co przed laty. Ani NATO, ani UE niczego tutaj nie zmieniają, poza wprowadzeniem czynnika stabilizacji. Jednakże czynnik ten może zniknąć, albowiem nie takie już sojusze, czy też imperia znikały z kart historii. Kto by się w okolicach 1900 roku spodziewał, że zniknie Cesarstwo Austro-Węgier? Kto to przewidywał? Nie minęło 18 lat od początku nowego wieku, a nikt już nie wiedział, co to Cesarz w Wiedniu z samymi Austriakami włącznie! Dla porównania nasza transformacja trwa już 22 lata, czy ktoś w 1988 roku podejrzewał, że ten potężny związek wiadomo, kogo może tak pęknąć jak bańka? Nagle zniknąć i stworzyć nowe realia? A Jugosławia? Będąca ekstremalnym przykładem głupoty, w której zresztą niechlubną rolę odegrało pewne potężne europejskie państwo – nasz obecnie wielki przyjaciel i sojusznik? Prędkość rozwinięcia się tam szaleństwa była zatrważająca. Dlatego naprawdę warto przygotowywać się na dowolne zagrożenia nawet te z pozoru wyimaginowane, oznacza to pełną skalę w tym też w jakimś stopniu budowanie odporności na własną nieudolność! Efekty mobilizacji i przygotowań przydają się w najmniej spodziewanych okolicznościach, albowiem zawsze dobrze jest mieć zapasy, specjalistyczny sprzęt i przeszkolonych ludzi z odpowiednich służb. Podobnie dobrze jest odpowiednio zaprogramować cały system państwowy, w taki sposób żeby był odporny na bodźce z zewnątrz, w tym tak kluczowe i prawdopodobne jak np. szantaż energetyczny i klasyczne zagrożenie wojenne.

Jesteśmy krajem, który jednego z tych bodźców w pewnym sensie już doświadcza i możemy mieć pewność, że ulegnie to nasileniu. Natomiast drugi przykład to nic innego jak dramatyczny los naszych przyjaciół Gruzinów w 2008 roku, którzy co prawda dali się sprowokować, ale sytuacja po prostu przerosła ich możliwości.

Prawdopodobnie świadomy sytuacji nasz rząd wie, co robi i z jednej strony trzyma kamienną twarz pokerzysty zdecydowanego prowadzić twarde negocjacje z sojusznikami i kontrahentem, ale równolegle myśli, w jaki sposób wzmocnić swój potencjał – czytaj poprawić swoje szanse w ewentualnym konflikcie i w przypadku ewentualnego szantażu energetycznego. Stąd plany wielkich inwestycji w infrastrukturę i obronność, mniejsza z tym na ile trafione, ale faktem jest, że w tym kierunku ma zmierzać polityka inwestycyjna naszego państwa.

Spośród wielu wyzwań, przed jakimi stoi ciągle nasz kraj można wyróżnić dwie kwestie węzłowe i specjalnego znaczenia, skupiające w sobie szczególne funkcje systemowe dla zabezpieczenia potrzeb państwa na wypadek spodziewanych ww. zagrożeń. Są to kwestie energetyczne – do zabezpieczenia poprzez budowę programu energetyki atomowej oraz kwestie obronne – wyposażenie polskiej armii w systemy obrony przeciwrakietowej i przeciwlotniczej. Te dwa komponenty strategiczne są najbardziej potrzebne i w efekcie zafunkcjonowania odmieniłyby naszą pozycję strategiczną, umożliwiając antycypowanie w części spodziewanych zagrożeń.

Nie ma, co ukrywać, ale prościej, taniej i szybciej nie zapewnimy sobie olbrzymiej ilości potrzebnego prądu niż poprzez budowę elektrowni jądrowej. Poza tym elektrownia jądrowa ma jedną przewagę nad innymi typami energetyki – mianowicie nie wymaga zasilania w paliwo przez bardzo długie okresy czasu. Stąd też rozwiązuje to problem logistyki nośników energii w przypadku konfliktu. Oczywiście do obrony elektrowni jest wręcz niezbędny specjalny system antyrakietowy i przeciwlotniczy. Więc widać, jak te dwa komponenty są ze sobą powiązane. Bez gazu lub ropy jakoś sobie przez pewien czas poradzimy, można zdywersyfikować dostawy, zwiększyć zapasy. Bez prądu padniemy w ciągu 2-3 dni, zwłaszcza latem jak zgniją zapasy z naszych lodówek. Dlatego zapewnienie jego dostaw, w sytuacji konfliktu jest tak niesłychanie ważne.

Plany rządu mówią o perspektywie około roku, 2020 jako granicy wykonania tych projektów. Zważywszy na smutne doświadczenia z o wiele prostszym programem budowy autostrad, nie można bezkrytycznie wierzyć w to, że uda się nam, chociaż odlać fundamenty pod elektrownię do tego momentu! O systemie obrony przeciwrakietowej i przeciwlotniczej, to w ogóle nie ma, co marzyć bez kupienia go za granicą! Nasza krajowa specyfika powoduje, że nawet mając pieniądze, po prostu nie udaje się nam. Nie wnikajmy w to, dlaczego tak jest, ale ze względu na strategiczną wagę tych projektów nie możemy sobie pozwolić na prowizorkę i no, co tu dużo mówić – wykonawstwo w stylu obecnie rządzącej ekipy. Realizacja tych projektów powinna mieć charakter ogólnonarodowy, ponadpartyjny i opierać się na konsensusie i ogólnej zgodzie, co do konieczności – jak najszybszego pozyskania obu komponentów. W konsekwencji powinniśmy przeprowadzić ogólnonarodową publiczną debatę o konieczności poniesienia specjalnych ciężarów na te dwie wielkie programowe inwestycje.

Bez względu na to jak szkodliwą dla praktyki jednolitego budżetu byłaby taka sytuacja, warto wskazać, że podobnie przecież jest z finansowaniem rent i emerytur, które wpływają do wydzielonego Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, więc nowy specjalny podsystem finansowania specjalnych programów inwestycyjnych nie byłby złamaniem przyjętej konwencji jednolitego budżetu, albowiem takowa w naszym państwie niestety nie istnieje.

Właściwe przedstawienie znaczenia obu projektów społeczeństwu oraz ich kosztów powinno w wystarczającym stopniu unaocznić a nawet przekonać Naród do konieczności zwiększenia ofiarności publicznej na rzecz finansowania tych przedsięwzięć. Nie ma innego sposobu na zabezpieczenie na to pieniędzy niż dodatkowe opodatkowanie społeczeństwa. Tylko w ten sposób w około 10 lat, bylibyśmy w stanie sfinansować oba projekty – mając absolutną pewność, że całość się uda. A żeby mieć absolutną pewność powodzenia operacji, należałoby środki pochodzące z dodatkowej akcji podatkowej potraktować, jako zwielokrotnienie potencjału względem tego, co zwykłą ścieżką zamierzał na realizację przeznaczyć rząd. W efekcie za jakiś czas bylibyśmy w sytuacji zwielokrotnienia efektów – mielibyśmy dwa razy więcej elektrowni atomowych i dwa razy więcej obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, albo – udałoby się doprowadzić do finału tylko przedsięwzięcia z dodatkowego opodatkowania.

Należałoby rozważyć, czy ze względów politycznych potrzebne jest referendum w tej sprawie? Czy też wystarczy stosowna ustawa sejmowa? Samo referendum, jako pomysł byłoby tu ryzykowne, albowiem mogłoby być głosowaniem przeciwko rządzącej opcji politycznej. Dlatego wariant konsensusu głównych sił politycznych wydaje się celowy, gdyż zapewniono by nieprzerwanie funkcjonowania projektów bez względu na wahania nastrojów na scenie politycznej.

Potrzeby finansowe na pokrycie kosztów budowy jednej dużej elektrowni atomowej i dostosowanie najbardziej zagrożonych fragmentów sieci przesyłowej do nowych standardów można oszacować na około 10-13 mld Euro, czyli między 45 a 55 mld złotych. Koszt systemu obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, jeżeli tak jak ambitnie zakładamy miałby być on być stworzony w kraju to kwota około 7 mld Euro, czyli około 30 mld zł, ale w praktyce z pewnością wyszłoby o wiele więcej. Potrzebujemy, zatem pozyskać w okresie 10 lat kwotę 100 a dla bezpieczeństwa 120 mld złotych.

Opodatkowane powinno być jak najmniej uciążliwe dla społeczeństwa. Można byłoby pomyśleć o przeznaczeniu na te cele niechcianego przez obecny rząd podatku od transakcji finansowych? Ewentualnie o dochodach z przywrócenia III-ciej skali podatkowej dla podatników o najwyższych dochodach. Dochody z obu tych podatków można szacować na 3-11 mld zł rocznie, w zależności od szczegółowego sposobu ich rozliczania. Ewentualnie, można pomyśleć o krótkookresowym zwiększeniu podatku VAT na wskazane cele, ale na okres nie dłuższy niż rok lub dwa z możliwością ponowienia o rok lub dwa, albowiem szkodliwość podatków pośrednich dla konsumpcji jest najbardziej zabójcza. Dlatego prawdopodobnie lepszym rozwiązaniem byłoby zwiększenie opodatkowania PIT (w zakresie pozostałych stawek I i II) i CIT o odpowiednie wielkości. Wówczas z pewnością dałoby się wygospodarować jeszcze kilka miliardów złotych pewnych dochodów fiskalnych rocznie.

Niestety te projekty same się nie sfinansują, a jeżeli udałoby się je przeprowadzić w skorelowaniu z realizacją ich bliźniaczych projektów finansowanych ze „standardowego” budżetu, to faktycznie podnieślibyśmy swój poziom bezpieczeństwa energetycznego i militarnego, na poziom niespodziewany chyba nawet dla strategów naszych wrogów, bo prawie na pewno by nie przypuszczał, że cokolwiek Polakom się uda. Zwłaszcza coś, co wymaga koordynacji, poświęceń, wytrwałości i determinacji – no i w długim okresie.

Warto mieć na uwadze, że jak się zaczną na serio problemy z brakiem możliwości finansowania dziury w ZUS, nigdy już niczego nie kupimy na poważnie, albowiem nie będzie na to pieniędzy, gdyż społeczeństwo zostanie dodatkowo opodatkowane na potrzeby sfinansowania należnych świadczeń pokoleniom poległym na ołtarzu solidarnościowo-liberalnej transformacji. Natomiast do tego czasu mamy jeszcze mniej więcej 10 lat, dlatego chociażby dwie duże elektrownie atomowe mogłyby silnie przyczynić się do wzrostu efektywności ogólnej naszej gospodarki, uwolnionej od kar za emisję substancji szkodliwych ze spalania węgla jak również przepłacania za bardzo drogie surowce energetyczne importowane z Federacji Rosyjskiej.

Oczywiście w podobny sposób należałoby także sfinansować program budowy broni masowego rażenia i środków jej przenoszenia, jednakże już nie wdawajmy się w szczegóły, albowiem nagle pewne fakty mogą wydać się zbyt oczywiste, czy tez ich brak.

Wątpiących można jedynie prosić o przeliczenie ile nas kosztowała łatwa i szybka przegrana w Kampanii Wrześniowej? Przypomnijmy: 6 lat brutalnej okupacji zagrażającej biologicznemu istnieniu Narodu, likwidacje ciągłości państwa, morze ruin, śmierć milionów obywateli, przesunięcie terytorium, utratę znacznej części elit, zniszczenie stolicy, 45 lat zależności politycznej od wschodniego sąsiada – w efekcie istotną i zauważalną zmianę tożsamości. Czy warto, zatem myśleć wyprzedzająco i ponosić ofiary?

2 komentarze

  1. Myślę że zamiast ofiarności społeczeństwa, potrzebujemy raczej
    ofiar z władzy – do tej pory władza nie ponosi żadnej odpowiedzialności za swoje działania. Póki to się nie zmieni
    każdy, nawet największy wysiłek społeczeństwa zostanie zmarnowany.

    • Obawiam się, że NIESTETY MA PAN RACJĘ
      PS. ALE JEŻELI DYSPONUJE PAN WOLNĄ ZŁOTÓWKĄ – PROSZĘ łaskawie ją powierzyć naszej fundacji – zapewniam, że jej nie zmarnujemy 🙂

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.