Paradygmat rozwoju

Potrzebujemy strategii wzrostu populacji

 Jako państwo, społeczeństwo i Naród oraz jednostki go tworzące potrzebujemy strategii rozwoju społeczno-gospodarczego zakładającej jako końcowy wynik uzyskiwanej efektywności ogólnej – zwiększenie ilości ludności przy co najmniej zachowaniu posiadanego poziomu dobrobytu ogólnocywilizacyjnego.

W wielkim uproszczeniu chodzi o to, żeby rodziły się dzieci, a konkretnie, żeby się rodziło dużo więcej nowych obywateli rocznie niż ich ubywa na skutek śmierci. Jednakże nie da się tego osiągnąć jedynie poprzez prymitywnie rozumianą politykę pro rodzinną jako element polityki socjalnej państwa. Co więcej nie załatwią sprawy żadne becikowe, wypłacane nawet potrójnie na każde dziecko. Wszelkie metody sztucznego – poza systemowego nakłaniania kobiet do rodzenia dzieci się nie sprawdzą, ponieważ Polki nie są głupie i doskonale wiedzą, że nie sztuka w urodzeniu dziecka, ale w jego wychowaniu i zapewnieniu mu przeciętnego poziomu materialnego umożliwiającego w miarę równy start w społeczeństwie.

Na tym właśnie polega problem – społeczeństwo ma zbyt małe dochody, a zwłaszcza pozostaje mu zbyt mała część dochodu rozporządzalnego z którego przeznaczane są środki na bezpośrednie utrzymanie, żeby pozwolić sobie na posiadanie dziecka lub nawet dzieci. Przeciętna polska rodzina myśli o dziecku w kategoriach 2+1, wszystko co się wydarzy ponad ten poziom oznacza dla osób o przeciętnych dochodach wyzwanie i konieczność silnego przemodelowania hierarchii i potrzeb życiowych.

Państwo może poprzez system podatkowy moderować generalnym – przeciętnym poziomem dochodu rozporządzalnego wśród znacznej części społeczeństwa. To kwestia odpowiedniej polityki społecznej i odpowiednio skonstruowanego systemu podatkowego, który będzie w stanie promować podatkowo posiadanie trzeciego i każdego kolejnego, ale w granicach możliwości finansowych rodziny dziecka. Co to powinno oznaczać w praktyce? Wspieranie tak jak dotychczas każdego dziecka nie ma sensu. Przecież posiadanie dziecka jest czymś normalnym. Rodzice posiadający dziecko robią to w istocie dla własnej satysfakcji i przyjemności a nie z obowiązku, stąd też powstaje pytanie jaki cel w istocie ma polityka wspierania jednego dziecka w każdej rodzinie?

Być może powyższe pytanie jest szokujące, bo wiadomo że wszystkie dzieci są kochane i trzeba je kochać tak samo, ale dlaczego coś normalnego uznajemy za wymagające wspierania? Ciąża to nie jest choroba, a skąd się biorą dzieci chyba już każdy wie od zakończenia 16 roku życia więc nie może być mowy o masowych przypadkach. Zatem dziecko jest konsekwencją pewnych działań, które przeważnie dorośli ludzie podejmują dobrowolnie. Dlatego też powinni te konsekwencje ponosić.

Państwo powinno wspierać te rodziny lub tych rodziców, którzy posiadają więcej niż dwójkę dzieci, ponieważ próg odtwarzania populacji to dopiero 2+2, to znaczy, że realne pieniądze powinny należeć się konkretnej rodzinie lub osobie wychowującej dzieci jeżeli ma ich trójkę. Przy czym od progu zamożności należałoby uzależnić poziom wsparcia – zgodnie z poziomem dochodów. Osoby bogatsze nie powinny dostawać żadnej pomocy, osoby średnio zamożne powinny otrzymywać pomoc na trzecie dziecko a osoby ubogie lub biedne powinny dostawać pomoc na każde dziecko nawet jeżeli nie mają ich trzech, przy czym nie może być też tak, żeby finansować „fermy” dzieci. Naturalny próg możliwości do utrzymania rodziny wyznacza się przez ilość pomieszczeń w mieszkaniu lub domu w przeliczeniu 2 maksymalnie 3 dzieci na jeden pokój. W ten sposób, jeżeli ktoś jest bardziej zamożny i stać go na wynajęcie lub zakup większego mieszkania – może mieć więcej dzieci a nawet liczyć na dofinansowanie ich utrzymania przez państwo. Osoby biedniejsze powinny się w tym zakresie ograniczyć do posiadanych możliwości.

Przynajmniej tak powinny być ustawione ekonomiczne zachęty, żeby ludziom chciało się mieć dzieci i co najważniejsze, żeby mieli pewność, że po urodzeniu – nawet jakby popadli w skrajną nędzę – ich dziecku nie stanie się krzywda materialna, nadal będzie mogło uczęszczać do szkoły z szansą na wyższe wykształcenie na podstawie stypendium za uzyskiwane wyniki w nauce.

Coś takiego jak stypendium socjalne należy zlikwidować, albowiem to jest w zupełności bez sensu. Jeżeli kogoś nie jest stać na wychowanie własnych dzieci – powinien się wstydzić tego, że jest taką porażką życiową, że go na to nie stać. Takie drobiazgi jak podręczniki, internaty dla potrzebujących jak również transport do szkół i na studia powinny być darmowe. Natomiast należy rozbudować system stypendiów i nagród za wyniki w nauce – to najlepsza metoda – powodująca, że następuje naturalna selekcja spośród startujących.

Jednakże stosunek państwa do najmłodszych, edukacji i całego procesu kształtowania osobowości to jedynie połowa problemu. Podstawowym warunkiem wcielenia w życie strategii wzrostu populacji jest zmiana paradygmatu finansowania potrzeb życiowych Polaków. Państwo musi zapewnić każdemu w przypadku nie posiadania przez niego środków do przeżycia – dach nad głową, trzy posiłki dziennie oraz kilkaset złotych umożliwiające mu swobodne poruszanie się w przestrzeni fizycznej oraz telekomunikację. To powinien być obowiązek państwa i każdy powinien mieć prawo na to liczyć. Nie mogą to być łóżka w noclegowniach, w których śpi element społeczny jeżeli akurat jest trzeźwy ale innego rodzaju rozwiązania gwarantujące indywidualne poszanowanie godności i anonimowości osoby ciężko doświadczonej. Dla rodzin oczywiście powinny być dostępne darmowe mieszkania socjalne. Jednakże system musi być szczelny – nie ma nic za darmo, jeżeli ktoś nie potrafi znaleźć pracy powinien pracować dla lokalnej społeczności w stosownych służbach pomocniczo-porządkowych. Inaczej całość systemu, nawet przy indywidualnym podejściu się nie zmieni. Ludzie zawsze będą kombinować, a w naszym wspólnym interesie jest odseparowanie cwaniaków żyjących i wychowujących swoje dzieci na koszt społeczeństwa od tych, którzy naprawdę popadli w niedostatek z przyczyn od siebie niezależnych. Można się posunąć nawet do tego, że osoby biedne korzystające już z pomocy społecznej – nie powinny mieć premiowanych dzieci w sensie rozmnażania się – dalszej pomocy, ponieważ ten model jedynie rozwija margines społeczny.

Ostatecznym bezpiecznikiem dla dzieci z rodzin dysfunkcyjnych lub takich, którymi rodzice nie chcą lub nie są w stanie się zajmować powinny być ośrodki wychowawcze. Nie ma innego wyjścia na masową skalę.

Wnioski – wspierać tych, którzy świadomie są w stanie i mają możliwości wychować i utrzymać kolejne dzieci. Odcinać pomoc dla tych, którzy rodzą sobie dzieci na koszt społeczeństwa – świadomie piętnując tego typu zachowania. Całość powinna być wsparta gwarancjami ze strony państwa, których Polacy dzisiaj nie mają – stwarzającymi szansę na przetrwanie w sposób godny w naszym klimacie i najlepiej anonimowy. Uzupełnieniem systemu powinny być ośrodki wychowawcze. Dotychczasowe wspieranie wszystkich po trochu nie daje pożądanych rezultatów – to marnowanie pieniędzy podatników.

Dobrze opracowana strategia powinna przewidywać określone współczynniki wzrostu dzietności. Przy wykorzystaniu obecnie istniejących narzędzi informatycznych w tym GIS – możliwe jest dotarcie z ankietowaniem na poziom każdej rodziny, każdej kobiety. Czasy anonimowego podpadania pod próg ustawowy to naprawdę poprzedni wiek – dzisiaj można pomoc adresować do każdego jednostkowo! Co zdecydowanie pomogłoby w efektywności alokacji i przyczyniło się do osiągania założonych współczynników.

One Comment

  1. inicjator_wzrostu

    Mam prostszą propozycję: sprzedawać dziurawe prezerwatywy w kioskach RUCH.
    Wystarczy zwykła szpilka …

    Oczywiście zdezynfekowana.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.