Soft Power

Potrzebujemy programu finansującego leczenie obcokrajowców w Polsce

 Ostatni nagłośniony przez media głównego nurtu przypadek uratowania dziecka z poza Unii Europejskiej, którego rodzice świadomie przyjechali do polskiej kliniki po pomoc daje wiele do myślenia. To wspaniale, że pomimo stanu totalnej systemowej zapaści naszym lekarzom udaje się dokonywać takich cudów jak uratowanie ciąży i doprowadzenie noworodka do możliwości samodzielnego funkcjonowania. To imponujące, że mamy w Polsce taki poziom świadczeń medycznych, taką aparaturę i takich specjalistów, że mówiąc brutalnie – to u nas szuka się pomocy, a nie my u kogoś.

Można tylko gratulować lekarzom ich umiejętności a służbie zdrowia generalnej sprawności, ponieważ każdy taki przypadek, – świadomego udanego procesu leczenia to wielki sukces nas wszystkich, a zarazem gwarancja bezpieczeństwa i wyraźny przykład sukcesu naszego państwa. Ponieważ – powtórzmy – to sąsiedzi przyjeżdżają do nas po pomoc! Proszę sobie przypomnieć smutne lata 80-te, gdy nie było w kraju niczego a stan medycyny degradował się z każdym kolejnym brakiem dewiz. Przecież jeszcze na początku lat 90-tych sporo było przypadków poszukiwania pomocy medycznej, czy to w USA, czy to w Niemczech, Szwecji lub Francji, które to kraje – dokonały bardzo wiele dla ratowania wówczas skrajnie wynędzniałych i niezdolnych do żadnych płatności Polaków. Takie przypadki oczywiście dalej się zdarzają, zwłaszcza w przypadku chorób bardzo rzadkich i specyficznych – wówczas można docenić, jak to dobrze jest być w Unii Europejskiej i jak to dobrze, jest być bezpośrednim sąsiadem tak wspaniałego kraju jak Niemcy.

Tymczasem reguły w naszym publicznym lecznictwie są proste – nie masz ubezpieczenia – musisz zapłacić. Dotyczy to wszystkich, zarówno Polaków jak i obcokrajowców, przy czym wielu osobom pomagają „przy szpitalne” fundacje, które bardzo często są w bezpośrednich relacjach z lekarzami, monitorują procesy kolejkowe i troszczą się o konkretne przypadki chorych. Tym wspaniałym ludziom należy się wielki podziw, szacunek i wszelkie możliwe wsparcie, jakiego tylko jesteśmy w stanie z dobroci serca udzielić.

Jednakże problem w przypadku obcokrajowców poszukujących pomocy medycznej w Polsce jest o wiele szerszy. Przede wszystkim w grę wchodzą potężne emocje – dramatyczne wybory i olbrzymia nadzieja na to, że w państwie polskim – tutaj, tym na które tak bezwzględnie narzekamy (nie bez powodów) możliwa jest pomoc. Lepsza pomoc, skuteczniejsza niż w państwie pochodzenia – nieszczęśliwych i zdesperowanych ludzi. Proszę sobie wyobrazić sytuację, w której z sąsiedniego kraju, w którym akurat toczy się wojna domowa – wieziecie państwo żonę w zaawansowanej ciąży do Polski z nadzieją na to, że tutaj będzie można uratować dziecko, zarazem tak pomagając żonie, że przeżyje ewentualne komplikacje okołoporodowe. Jak w wielkiej desperacji i nieszczęściu muszą być tacy ludzie, szukający za granicą pomocy. Dla wielu Polska jest już prawdziwym zachodem, nawet nasza publiczna służba zdrowia, na której większość Polaków nie powiesiłaby nawet brudnej i potarganej szmaty! Proszę się zastanowić, jakie warunki są w ich krajach? Jakie dramaty muszą przeżywać ci ludzie, skoro decydują się na taką desperację – wyjazd z kobietą w zagrożonej ciąży kilkaset lub tysiąc i więcej kilometrów!

Wiadomo, że ubezpieczenie płacić trzeba. Nie ma od tego odstępstw, mając opłacone wszystkie składki w Polsce – możemy śmiało nie tylko oczekiwać, ale nawet żądać bezpłatnej opieki medycznej w publicznej służbie zdrowia. Generalnie ten system działa, dzięki powszechności – zwykli ludzie, zarabiający pensje minimalne mają szansę na leczenie nawet najcięższych chorób. Bezpłatnie, z ewentualnym wsparciem ze specjalnych programów finansowanych przez rząd, czy też przy współfinansowaniu przez Unię Europejską. To wielka zdobycz socjalna naszego społeczeństwa, to naprawdę wielki sukces naszego państwa, aczkolwiek daleki od skali spełnienia potrzeb.

Polska, co roku wydaje stosunkowo znaczne kwoty na pomoc międzynarodową, powstaje pytanie czy nie moglibyśmy zorganizować systemu ubezpieczeniowego w taki sposób, żeby móc świadczyć jeszcze więcej dla tych, którzy w desperacji postanowili szukać pomocy w Polsce?

Trudno sobie nawet wyobrazić większy przykład humanizmu i pomocy bliźniemu niż właśnie systemowe – bezpłatne – świadczenie pomocy medycznej w dramatycznych przypadkach obywatelom innych krajów, w tym w szczególności naszych sąsiadów z poza Unii Europejskiej. Istotą sprawy jest to, że takich przypadków nie ma wiele – nie mówimy tutaj o milionach potrzebnych porad medycznych, mówimy o przykładowo dwóch tysiącach przypadków pomocy w leczeniu chorób rzadkich i ciężkich, z którymi lokalni specjaliści nie mogą sobie poradzić. W szczególności pomoc mogłaby dotyczyć – obywateli Ukrainy, Białorusi, Mołdawii, Naddniestrza, Republik, które wydzieliły się z Ukrainy w wyniku trwającej wojny domowej, jak również samej Federacji Rosyjskiej i innych krajów byłego ZSRR w tym republik zakaukaskich i z Azji Środkowej. Uzasadnieniem dla takiego wyboru geograficznego jest czysty humanitaryzm, wsparty potrzebą pomocy dla wygnańców z Polski i ich potomków. Adresując pomoc tak szeroko, moglibyśmy bowiem liczyć na pomoc władz tych krajów w jej organizacji, a to zdecydowanie – co jest bardzo ważne – wpłynęłoby na jej efektywność np. w zakresie wsparcia dla kwalifikacji medycznej, wizyt polskich specjalistów (szpitali przenośnych) na miejscu itd. Jest tutaj oczywistym, że ze względów humanitarnych nie można nikogo wykluczyć z takiego wsparcia – w tym także uchodźców z krajów trzecich przebywających w krajach, do których adresowalibyśmy pomoc. Stanem docelowym powinien być stan takiej organizacji, w którym każdy, bez względu na pochodzenie, rasę lub cokolwiek mógłby liczyć w Polsce na pomoc w leczeniu beznadziejnych przypadków chorób rzadkich.

Taka inicjatywa z pewnością znalazłaby poparcie Komisji Europejskiej, jak również rządów poszczególnych krajów, w tym zwłaszcza tych, które podobną pomoc w różnym zakresie finansują. Moglibyśmy nie tylko korzystać z doświadczeń, ale przede wszystkim łączyć siły, tak żeby wzmocnić nasze wysiłki i starania – pokazując wszystkim, dosłownie całemu światu, – na jakich wartościach opiera się Unia Europejska i jakim wartościom jesteśmy i pozostaniemy wierni.

To jest bardzo realne, zwłaszcza jeżeli działoby się w dużej skali, wówczas koszty leczenia – często bardzo wysokie w skalach jednostkowych rozkładałyby się na całą populację. Bezwzględnie można by przeprowadzić np. dobrowolne samo opodatkowanie się społeczeństwa na te cele – poprzez dobrowolność zwiększenia skali podatkowej, wedle której opłacane są podatki o np. 1 lub 2 %, bez prawa do korzystania z ulg i odpisów w tym zakresie. Z pewnością po sukcesie takich przedsięwzięć jak Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, Caritas, czy też cały szereg innych unikalnych działań pomocowych – możemy się spodziewać, że w zakresie dobrowolności i świadomego wsparcia na Polaków można liczyć.

Nie chodzi o to, że jesteśmy komuś coś winni, nie chodzi też o żaden zaawansowany branding narodowy, jaki w takiej formule realizują skutecznie inne kraje sponsorujące lekarzy udzielających pomocy za granicami (nazwy organizacji nie wymienimy). Chodzi po prostu o humanitaryzm, a dla wierzących wcielanie w życie nauki naszego Boga – Jezusa Chrystusa. Człowiekowi w potrzebie, człowiekowi zdesperowanemu, człowiekowi który prosi o pomoc – należy tej pomocy udzielić, na tyle na ile jesteśmy w stanie. Nasz rozwój cywilizacyjny i ogólna zamożność, przy skali marnotrawstwa publicznych pieniędzy na „wieprzowe ogony” i „ośmiorniczki zawijane w szynkę”, przy racjonalnym uporządkowaniu powinna wystarczyć na finansowanie pomocy w przypadkach beznadziejnych. Poza tym, w przypadku stworzenia rzeczywiście działającego systemu, oczywiście zachowując skromność – moglibyśmy być z czegoś RZECZYWIŚCIE dumni, ciesząc się, że owocami swojej pracy potrafimy się tak podzielić, że możemy pomagać innym, obcym, nieznanym nam ludziom.

Jeżeli ktoś cynicznie zapytałby się, jaki mielibyśmy bezpośredni interes w takim działaniu, można wskazać na korzyści wynikające z doświadczenia nabywanego przez naszych lekarzy w leczeniu przypadków rzadkich.

Wielkim pocieszeniem jest to, że tego typu jak wyżej opisywana – inicjatywy już w Polsce są i działają, ludzie dobrego serca wspomagają bezinteresownie w potrzebie. To jest bardzo pocieszające i świadczy o rosnącym znaczeniu organizacji pozarządowych.

O leczeniu Polaków niemających ubezpieczenia można powiedzieć tylko tyle, że automatycznie należy im udzielać pomocy na dotychczasowych zasadach, zarazem sprawdzając stan majątkowy – czy ktoś przypadkiem, nie wykazuje naturalnej w naszych warunkach tendencji do cwaniactwa i chęci.

2 komentarze

  1. Chciałbym, żeby w tym nieszczęsnym kraju była chociaż druga osoba, która myśli tak jak autor… Podobno to chrześcijański kraj?

    • Podobnie myślących jak autor tekstów (tu piszący), jest
      dużo, tylko nic z tego nie wynika, nie ma przełożenia
      na scenę polityczną, a jeśli już, to “ten ktoś”
      szybko zapomina z czego wyrastają mu nogi…

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.