Potrzebujemy bliższych i bardziej intensywnych relacji z Czechami i Słowacją

Zastanawiający jest zupełny brak zainteresowania Rzeczypospolitej jej południową granicą. Sąsiednie „bratnie” państwa Słowian zachodnich są przez państwo polskie niezauważane, prawdopodobnie tylko, dlatego ponieważ, Ci spokojni, pragmatyczni i pracowici ludzie nie sprawiają otoczeniu żadnych kłopotów, a wręcz przeciwnie mogą być przykładem porządnej organizacji państwa, jako systemu społeczno-gospodarczego.

To z Czech przyjęliśmy chrzest i po dziś dzień jesteśmy wobec Czechów cywilizacyjnie niżej rozwinięci. W przypadku Słowacji, która zdefiniowała swoją państwowość stosunkowo niedawno, zachodzi inny proces, otóż mianowicie w ogóle nie zauważamy tego „Małego Wielkiego Kraju”, który jest u nas znany głównie z doskonałego piwa i widoku Tatr od południa. A to wielka szkoda, albowiem także Polska i Słowacja przy odrobinie dobrej woli z obu stron miałyby sobie bardzo wiele do zaoferowania.

Spoglądając z historycznej perspektywy na nasze relacje, w zasadzie nie ma żadnych większych problemów poza dwoma powodami do polskiej hańby, jednym wspólnym jeszcze Czechosłowackim i stosunkowo łatwym do zapomnienia słowackim. Nie ma, co ukrywać faktów i wybielać historii, ale to Polska odrzuciła jakiekolwiek możliwości pomocy Czechosłowacji z okresu konferencji monachijskiej, która de facto prawem silniejszego uśmierciła to państwo. Staliśmy wówczas z boku, czekając na łatwy łup, odebrany nam przez Czechów i Słowaków w równie haniebny sposób w momencie, gdy pod Warszawą stała potężna Armia Czerwona i nie było, czym obronić spójności Śląska Cieszyńskiego. Rzeczpospolita zhańbiła się ultimatum wobec rządu w Pradze, a następnie zajęła Zaolzie zbrojnie, bez jednego wystrzału na podstawie wymuszonych porozumień z władzami czechosłowackimi. Bez względu na kontekst historyczny była to hańba i błąd strategiczny, albowiem Rzeczpospolita w oparciu o potężny potencjał przemysłowy Czechosłowacji mogła przy pełnej mobilizacji walczyć z Niemcami w latach 1938-1939 jak równy z równym, w każdym bądź razie nasze kraje zmarnowały wówczas jakąkolwiek szansę na współdziałanie i wzajemną ochronę przed potężnym nieprzyjacielem. Zaważyło ich uwielbienie dla ZSRR, czego przedwojenna polska elita nie była w stanie z oczywistych powodów zrozumieć. Niewiele później, bo już we wrześniu 1939 roku, żołnierze Słowaccy – nowo powstałego na gruzach Czechosłowacji państwa księdza Jozefa Tiso – ramię w ramię z Niemcami wkroczyli do Polski. Około 50 tyś żołnierzy Armii Polowej „Bernolák” pod dowództwem gen. Ferdinanda Čatloša zaatakowało Polskę od południa. Warto dodać, że był to napad w stylu ich niemieckich panów – tj. po bandycku niczym mordercy Słowacy uderzyli na Rzeczpospolitą bez wypowiedzenia wojny. Co ciekawe, ze strony polskiej ten haniebny czyn sąsiadów został praktycznie w pełni zapomniany, tak samo jak aneksja części terytorium, jednakże fakt pozostaje faktem, państwo słowackie wspólnie z Rzeszą Niemiecką i Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich po bandycku napadło na Polskę i uczestniczyło w jej IV tym rozbiorze! Podobnie niechlubnie zapisało się Słowackie państwo skutecznym wyłapywaniem polskich kurierów w ich drodze na Węgry, która musiała prowadzić przez Słowację. Było to bardzo bolesne, albowiem schwytanych kurierów Związku Walki Zbrojnej/ Armii Krajowej – Słowacy wydawali Niemcom.

Na tym zbrodniczym tle z winy słowackiego reżimu inwazja PRL na Czechosłowację w 1968 roku wygląda zupełnie niewinnie, jako niezawiniona z polskiej strony – albowiem wymuszona przez naszego wspólnego protektora. Na marginesie przypominania spraw historycznych, warto zauważyć, że Prezydent Lech Kaczyński 1 września 2009 roku, w swoim przemówieniu z okazji obchodów 70 rocznicy wybuchu II Wojny Światowej wspomniał o udziale rzeczpospolitej w rozbiorze terytorialnym Czechosłowacji „(…) Przyłączenie się Polski do rozbioru, w każdym razie terytorialnego ograniczenia ówczesnej Czechosłowacji, było nie tylko błędem, było grzechem. I my potrafimy w Polsce się do tego grzechu przyznać i nie szukać usprawiedliwień. (…)”. Czesi odpowiedzieli na to z troską w randze ambasadora, a Słowacy ustami wicepremiera Dušana Caplovica przeprosili za swoją inwazję. I po sprawie, zamknijmy raz na zawsze te żałośnie karłowate demony przeszłości, co się stało się nie odstanie, a na szczęście było to tak nieznaczne, że nie stanowi problemu o randze historycznej.

Nasze państwa mają sobie wiele do zaoferowania, poczynając od wymiany przemysłowej, gdzie jest sporo szans na cały szereg licznych kooperatyw polsko-czesko-słowackich, w istocie uniezależniających nas w wielu dziedzinach od importu spoza naszych krajów. W wielkim uproszczeniu można powiedzieć, że czeski przemysł to nie tylko popularny producent samochodów, należący do globalnego koncernu z siedzibą w Niemczech. W zasadzie nie ma produktu, którego wspólnie w trzy kraje nie bylibyśmy w stanie wykonać na przyzwoitym światowym poziomie. To głównie kwestia woli politycznej – wzruszającej dziwną ścianę niezauważania się po obu stronach granicy.

Doskonałym sposobem na ożywienie współpracy gospodarczej w regionie byłoby np. stworzenie wspólnego banku dla trzech krajów, a jeszcze lepiej dla całej grupy Wyszehradzkiej, który miałby za zadanie stymulowanie współpracy gospodarczej, a zwłaszcza projektów przemysłowych i wspólnych inwestycji na ternie naszych trzech a może nawet licząc z Węgrami czterech krajów. Na początek w wymiarze wsparcia dla Małych i Średnich Przedsiębiorstw, a docelowo z zamiarem zbudowania rzeczywistej regionalnej inicjatywy gospodarczej, zdolnej do nawiązania dialogu kooperacyjno-konkurencyjnego z graczami z Europy zachodniej i dalekiego wschodu. Wbrew pozorom, naprawdę licząc wspólnie – mamy bardzo silny potencjał, ciągle możliwy do wykorzystania i sprzedania, jako know-how.

Z niewiadomych powodów jednak współpraca pomiędzy naszymi państwami, poza gadaniem o niczym w ramach grupy Wyszehradzkiej nie oznacza niczego ponad to, co obserwujemy na półkach naszych supermarketów. A kiedyś nawet Kraków zapożyczał się w banku w Pradze na budowę Teatru Słowackiego!

Być może obecne zawirowania w Unii Europejskiej każą przemyśleć nam i naszym sąsiadom pryncypia współpracy i wynikające z niej możliwe korzyści.

Jedno ważne zastrzeżenie – auto ma pełną świadomość, że Słowaków nic bardziej nie drażni niż wymienianie ich po literze „i” przed która zapisano nazwę ich zachodniego sąsiada, jednakże przyjęta formuła jest jedyną zrozumiałą na obecnym etapie rozumienia spraw dla większości Polaków, albowiem napisanie artykułu tylko o jednym z tych dwóch wspaniałych państw oznaczałoby domniemanie, że tenże jest dla Polaków ważniejszy. Stąd taki a nie inny tytuł, ze względu na szacunek dla obu tych znamienitych słowiańskich nacji.

3 thoughts on “Potrzebujemy bliższych i bardziej intensywnych relacji z Czechami i Słowacją

  • 18 czerwca 2012 o 10:03
    Permalink

    Alez sie rozmarzylem po przeczytaniu artykulu.
    Wyobrazilem sobie na przyklad, ze w ktoryms tam momencie nie tak dawnej historii Polska wybiera opcje scislejszej wspolpracy wojskowej w ramach Wyszehradu i decyduje sie na przyklad na jeden typ samolotu (raczej ten ktory uzywaja Czesi i Wegrzy), a co za tym idzie realny potencjal projekcji sily rozciaga sie od Szwecji niemalze do Morza Czarnego. Chyba jeden z polskich znanych Marszalkow cos takiego planowal. 🙂
    Piloci calej grupy Wyszehradzkiej szkola sie w Deblinie na jednym typie samolotu szkoleniowego, a wspolne misje patrolowe zapewniaja doszlifowanie wspoldzialania.
    Oprocz duzego banku dla calej grupy Wyszehradzkiej, grupa posiada takze duzy koncern energetyczny zbudowany na bazie Orlen, CEZ i MOL jako join venture z rownymi udzialami.
    Niestety wybralismy samozwanczych reformatorow w osobie na przyklad Pana Balcerowicza, o ktorych “slynne” reformy Vaclav Klaus zapytany 20 lat temu odpowiedzial: To ciekawy eksperyment, ale ja nie bede eksperymentowal na wlasnym narodzie.
    Ponad 30 lat po tych swiatlych reformach, ciagle Czechy nad Polska wyraznie goruja zarowno gospodarczo jak i cywilizacyjnie.
    Pieniadze w tak zwane wspolne przedsiewziecia inwestujemy w karlowatym kraju na polnocym wschodzie liczac na nie wiem jaki sukces w tak zwanej polityce wschodniej. Kraju dodajmy, ktory proponuje nam przerwe w relacjach.
    Coz, wyraznie brak nastepcy znanego polskiego Marszalka na horyzoncie rodzimej polityki.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.