Polityka

Potrzebne nowe otwarcie z Białorusią!

 Jeżeli w największych ciemnościach zimnej wojny USA potrafiły współpracować z ZSRR, Francja nie widziała problemu w szeroko zakrojonej wymianie handlowej, a RFN nie miało nic przeciwko pożyczaniu „Imperium zła” – góry pieniędzy – to naprawdę nie ma żadnego powodu, żeby Polska Komorowskiego i Tuska izolowała się od Republiki Białorusi.

Najpierw kilka słów o samych Białorusinach, można ich podsumować w ten sposób, że jeżeli ktoś był, chociaż raz na Białorusi – a zwłaszcza na Białoruskiej wsi – to nie zaznał ani głodu, ani zimna, ani wrogości. O milszych, cieplejszych i przyjaźniejszych – tak szczerze i najzwyczajniej w świecie życzliwych ludzi – trudno pod słońcem. Nie można się zgodzić z bzdurami propagandy pana Sikorskiego, że np. gościnność to efekt zastraszania tamtejszego społeczeństwa przez „reżim”, a wszystkie wsie to „wsie potiomkinowskie”. Nie proszę państwa – Białoruś naprawdę nie jest złem, miejscem zapadłym, wielkim kołchozem. Co więcej, nie utrzymuje przy granicy całych dywizji pancernych, które mają tylko jeden cel – znany od ponad pół wieku Berlin – oczywiście przez Warszawę (z obowiązkowym przystankiem na Pradze). Nie jest tak, że Białorusini pałają żądzą nienawiści do Polaków za kilkaset lat wynaradawiania i okupacji! Owszem, organizacje polskiej mniejszości narodowej mają pewne problemy z funkcjonowaniem w rozumieniu naszych standardów funkcjonowania organizacji pozarządowych, ale zostawmy Białorusinom ich państwo – niech sami sobie wyznaczają standardy, nam nic do tego.

Polityka władz polskich względem Białorusi to chyba największa porażka w naszej polityce zagranicznej, na jaką mogliśmy sobie pozwolić i którą wykorzystaliśmy w praktyce we wszystkich kontekstach i na każdym z możliwych pól. Nikt nam nie każe kochać przywódcy Białorusinów, ale równolegle nikt nam nie może zabronić robić z nim interesów. Określmy bardzo wyraźnie – w naszym interesie leży zachowanie jak najsilniejszego cywilizacyjnie państwa Białoruskiego – dokładnie takiego, jakim ono jest dzisiaj – terytorialnie, społecznie, kulturowo i militarnie. Białoruś to znaczny potencjał, z którym musi się liczyć każdy z graczy w regionie, czy to się komuś podoba czy nie. Wizja włączenia Białorusi – w ramach „ściślejszej” integracji do Federacji Rosyjskiej to początek końca spokoju w Warszawie. Bufor białoruski – jest dla nas zagadnieniem decydującym o kształcie naszej racji stanu.

Trzeba temu paradygmatowi podporządkować naszą politykę zagraniczną wobec tego państwa, realizując ją w ten sposób, żeby umacniać białoruską państwowość, nawet, jeżeli oznaczałoby to wzmacnianie struktur tamtejszego KGB i innych filarów obecnego reżimu. Dlaczego? Ponieważ to są jedyni poważni gracze na tamtejszej scenie społeczno-politycznej, którzy są w stanie efektywnie zapewnić przetrwanie państwowości białoruskiej przez kolejne jedno pokolenie! Jeżeli ktoś wierzy w siłę społeczeństwa obywatelskiego – to chyba niczego nie nauczył się po klęsce pomarańczowej rewolucji na Ukrainie, gdzie społeczeństwo odwróciło się od liderów „pro zachodnich”, albowiem ci mieli mu do zaoferowania w sumie to samo, co u nas swego czasu pan prof. Balcerowicz – krew, pot i bardzo dużo łez, przy czym tam jest zimniej niż u nas i one bardzo szybko zamarzają na policzkach.

Nie oznacza to, że powinniśmy zaprzestać wspierania opozycji. Absolutnie nie – wręcz przeciwnie – należy Białorusinom jeszcze bardziej pomagać, jednakże żadne oficjalne obrażanie się na władze w Mińsku nic nie znaczy i niczego nam nie gwarantuje! Poza obniżeniem potencjału i wzajemnych korzyści z wymiany gospodarczej i jakiejś tam formy współpracy politycznej. Białorusini – wszyscy – podkreślmy to – wszyscy – muszą czuć za plecami nasze poparcie – tzn. wsparcie całego zachodu w ich dążeniach do wzmocnienia i stabilizacji swojego wspaniałego państwa! Z perspektywy Brukseli prawdopodobnie nie ma znaczenia, kto rządzi w Miński, z perspektywy Berlina dają się wyczuć pewne niepokojące impulsy, że Niemcy pomimo deklaracji mają jednak nieco inne spojrzenie niż na kwestię Białoruską musi wyrażać Warszawa. Powtórzmy to, zatem, może minister Sikorski usłyszy – z naszego punktu widzenia naprawdę nie ma znaczenia, kto rządzi w Mińsku – pod warunkiem, że nie jest to pan prezydent Władimir Putin, chociaż tą postać głęboko szanujemy i podziwiamy, jednakże nauczeni wielowiekowym doświadczeniem – wolimy oglądać Kreml z daleka (i to od strony zachodniej).

Polska powinna stać się rzecznikiem Białorusinów (społeczeństwa a nie państwa!) w Brukseli, nawet krzycząc (cokolwiek miałoby to oznaczać), – jeżeli będzie taka potrzeba na Berlin, gdyż o ile Ukrainy już prawdopodobnie nie da się uratować, Litwa sama się sprzeda silniejszemu w strachu przed samotnością – to właśnie Białoruś może popsuć wszelkie plany odbudowy imperium wspominanemu wyżej panu prezydentowi. Brzeziński miał rację, mówiąc, że „Rosja bez Ukrainy nigdy ponownie nie stanie się imperium.” Jednakże bez Białorusi podporządkowanej w znaczeniu administracyjnym – także będzie to niezwykle trudne, a kto jak nie Białoruskie KGB miałby najlepiej zadbać o swoją odrębność od FSB w Moskwie? Może jest to przewrotne rozumowanie i istotnie idące na przekór naszej dotychczasowej naiwności w polityce, ale w istocie nie mamy nic do zaryzykowania i przy całej przewrotności i skomplikowaniu możliwych stosunków wszystko może się zdarzyć.

Póki można grać i jest, z kim grywać – grajmy! Albowiem następne pionki na szachownicy stoją w Warszawie!

3 komentarze

  1. Jakis czas temu czytalem bardzo ciekawe opracowanie osoby zajmujacej sie wschodem, ktora po prostu stwierdza otwarcie, iz Polacy, a w szczegolnosci polskie elity zupelnie nie maja pojecia o spoleczenstwie Bialoruskim i Ukrainskim. Po prostu wymarzyli sobie to, iz obydwa te spoleczesntwa nie pragna niczego innego niz demokracji. Tymczasem maja w glebokim powazaniu (co po fiasku kolorowych rewolucji na Ukrainie powinno byc jasne), natomiast to czy dobrze im sie zyje jest o wiele istotniejsze. Niestety Ministertwo Szkod Zagranicznych preferuje ideologie, zamiast pragmatyzmu, co doskonale Pan opisal. Tymczasem Bialoruskie PKB per capita to USD 15,028, a Polskie to USD 20,334. Nadzwyczaj niewielka roznica biorac pod uwage, ze Polska garsciami bierze fundusze z UE, a Bialorus nie. Zatem “potiomkinowskich wsi” to Minister Sikorski powinien raczej poszukac w Afganistanie, gdzie odbywal wycieczki, a nie na Bialorusi.

    • Ostrożnie z tymi porównaniami Białorusi i Polski – bo z tym bywa różnie…
      Weźmy consumer prices (annual percent change) czyli CPI – “inflację” w 2008, 2009, 2010, 2011 (wg MFW)
      POL 4.2 3.5 2.5 4.3 %
      BEL 14.8 13.0 7.7 53.2 %
      i prognozy na 2012, 2013 odpowiednio: 60.2 30.6 %

      Ale generalnie to ciekawe jak długo jeszcze…

      • Obydwa wskaźniki PKB były PPP za 2011, wiec dość miarodajne. Ukraina dla porównania 7,200 USD, Rosja podobnie jak Polska. Faktem jest, ze oczywiście mozna doprowadzić Białoruś do bankructwa tyle ze wtedy zagospodaruje to Rosja raczej. Nie ma wiec potrzeby aby to przyspieszać, stad tez obecna polityka MSZ wobec Mińska jest po prostu zła, a dodatkowo i tak nieskuteczna.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.