Paradygmat rozwoju

Potrzebna jest szybka i sprawna metropolizacja

 Od wielu lat ciała samorządowców w kraju sztywnieją na sam dźwięk słowa “metropolia” lub “metropolizacja”, swego czasu prawie każde polskie miasto powiatowe chciało podlegać pod procesy metropolizacji i się metropolizować. Osiągnięcie statusu metropolii stało się miernikiem miejskości w sensie cywilizacyjnym, nie miały znaczenia żadne argumenty – rząd planował ustawę – każda mysia dziura chciała być metropolią.

Zdarzały się też przypadki komiczne, jak w przypadku Warszawy, gdzie pewna gmina miejska wręcz przeciwnie – zbuntowała się i nie miała najmniejszej ochoty wpisywać się “dobrowolnie” do kształtowanej siłą i podstępem metropolii. Podobnie na pomorzu, jedno z miast pięknego trójmiasta się wyłamało i nie zamierza dopłacać do problemów swoich większych sąsiadów. Na szczęście honor kraju uratowały jak zwykle najlepiej zorganizowane Śląsk i Wielkopolska – pierwszy region ma prawdopodobnie najlepiej przygotowany teoretycznie grunt pod metropolizację, bez której zresztą i tak sobie doskonale poradzi, albowiem Poznań stoi wyżej cywilizacyjnie od reszty naszego kraju. Natomiast Śląsk uparł się i stworzył pomimo dąsów Ministra Spraw Wewnętrznych metropolię, która jednakże jest tylko półśrodkiem dla potęgi wyzwań i problemów konurbacji śląskiej. Inne miasta jak np.. Kraków jest na tyle wspaniały, że doskonale sobie poradzi i bez metropolizacji, natomiast prawdziwym wyzwaniem jest Warszawa – w zasadzie jedyna nasza metropolia, miasto zdolne do osiągnięcia parametrów wyznaczonych przez sieć ESPON już w 2015 roku!

Wiele było pomysłów na metropolizację, przede wszystkim w zakresie ustrojowym i finansowym, albowiem zadań metropoliom z pewnością nie zabraknie. Przyjęta niedawno Koncepcja Przestrzennego Zagospodarowania Kraju do roku 2030 wyznacza, które miasta mogą liczyć na status metropolii w rozumieniu rządowych dokumentów strategicznych, zarazem dokonuje stratyfikacji tych metropolii – nie nazywając niektórych z nich gorszymi, jednakże jawnie widać, że rządowi w planach metropolizacyjnych chodzi głównie o trójmiasto, aglomerację śląską i Warszawę. Co w zasadzie w pełni odpowiada potrzebom kraju, albowiem tam gdzie są największe skupiska miejskie – powstają problemy innej jakości i innej skali, dlatego można tylko przyklaskiwać polityce rządu – życząc konsekwencji.

Jest jednakże pewien prosty i banalny sposób na rozwiązanie większości bolączek polskich dużych miast duszących się w pętli uścisku swoich suburbiów i powodowanych tym nawarstwiającym się sąsiedztwem problemami. Najprostszym sposobem na spowodowanie szeregu ułatwień np. w zakresie planowania przestrzennego, planowania społeczno-gospodarczego, budowy infrastruktury komunalnej, zagospodarowywania odpadów, czy też racjonalizacji sieci szkolnej może być włączenie gmin graniczących z największymi miastami do tych miast – na mocy ustawy.  Uniknięto by wówczas całego szeregu dyskusji, chronienia pleców kolegów samorządowców, przeprowadzania studiów i analiz, śmiesznych akcji – polegających na zachęcaniu do płacenia podatków w danej gminie itd. Nie jest to nic nadzwyczajnego, to po prostu powielenie istniejących od tysiąca lat wzorców, gdy to miasto rozwijając się wchłaniało osiedla zlokalizowane na jego obrzeżach. Nie ma żadnego powodu, dla którego mielibyśmy szanować “niepodległość” gmin, które po prostu straciły swoją rację bytu i nie są wystarczającym już narzędziem w odniesieniu do wyzwań stawianych przez realia współczesności. Jedna ustawa mogłaby bardzo wiele ułatwić, zwłaszcza jeżeli sam proces pozostawiano by do organizacji zainteresowanym samorządom.

W wyniku tego procesu prawdopodobnie zmniejszyłaby się ilość administracji w kraju i to zarówno samorządowej jak i rządowej – mniej gmin, mniej komendantów straży, inspekcji itd.. Ludzie nie odczuliby w zasadzie żadnej zmiany, poza wpisem w dowodzie – zmieniającym miejsce zamieszkania na duże miasto, co z pewnością mogłoby mieć pozytywny wydźwięk propagandowy. Natomiast już samo połączenie kompetencji urzędów i rad gmin w zakresie planowania przestrzennego przyczyniłoby się do możliwości powstrzymania patologii organizowanej przez i pod deweloperów suburbanizacji, która znacząca obciąża samorządowe budżety kosztami rozbudowy infrastruktury komunalnej a mieszkańców – kosztami utrzymania jej. Wiele ze spraw, które dzisiaj są niemożliwe – stałyby się realne i osiągalne. Obecnie żadna gmina podmiejska nie zgodzi się na oddanie gruntu – za darmo np. pod obwodnicę lub inne elementy infrastruktury otaczającej wielkie miasto, albowiem to zawsze oznacza stratę, czy to dla budżetu gminy, czy też właścicieli gruntów. Blokuje to cały szereg różnych inwestycji, zwłaszcza jeżeli jeszcze za PRL-u nie przewidziano pod nie specjalnej rezerwy terenowej. Skupienie właściwości w jednym ośrodku decyzyjnym oznaczałoby wygenerowanie wartości dodanej z tego typu połączenia. Nie ma prostszego sposobu, a co ważniejsze tańszego do przeprowadzenia. Dowodem na to jest oszczędność na wszelkiego typu zbędnej administracji, której po prostu nie trzeba będzie powoływać – na poziomie związku między gminnego czy innego ciała.

Zaprezentowany pomysł jest niestety trudny w swej prostocie, albowiem w wielu przypadkach doszłoby do dramatycznego zaburzenia interesów poszczególnych lobby lokalnych. W wielu miejscach Polski – gdzie gminy z danego obszaru stanowią znaczą część innego powiatu lub jego całość (zdarza się i tak), doszłoby do likwidacji lub racjonalizacji liczby powiatów. Oznaczałoby to zmniejszenie ilości niezwykle ważnych i dobrze płatnych posad! A co ważniejsze konsekwencje dla list wybiorczych, albowiem nagle pojawiłoby się liczne grono – niemających banalnego zatrudnienia samorządowców! Prawdopodobnie niestety właśnie to jest i będzie główną barierą, uniemożliwiającą odkorkowanie naszych miast!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.